Sianoksy

Miejsce do publikacji twórczości własnej uczestników Forum (poezja, próby literackie i inne).
JOZEF1949
Posty: 919
Rejestracja: czw lut 25, 2010 6:03 am

Ucz się słuchać

Post autor: JOZEF1949 » czw cze 09, 2011 6:18 am

Ucz się słuchać

Pamięć po trosze się myli,
Wiek serwuje, zdrowiem chyli.
Wzrok nietęgi, mgła oczy powleka,
Obrazami przeszłości, ocieka,
Dzień nijaki i mruga bezdechem.
Nieskalana, powraca noc grzechem.
Uwikłany w koszmary - mar nędza,
Chałaśliwe potwory napędza.

Bałamutna rozmywa sen w oku,
Nieporadny człek w drżącym amoku,
To się chyli i znowu podnosi,
Skończ że ze mną, skończ, Boga prosi.
Uwikłany od grzechu do grzeszka,
Życie wszystkie zebrano do mieszka,
Z Mieszka sumień. Wypuszcza okruszki,
Wyrzut sumień, starcom do poduszki.
Tłumacz, pamięć choć wiekiem kaleka,
Nie chce - musi, do wspomnień uciekać.
Bat to srogi, pewnie to bicz Boży,
Już sumienia za życia batoży.
Po bezdrożach życia nie chcę błądzić.
Ja nie sądzę by, mnie nie chciał sądzić.
Wybór trudny, ten mądry, kto słucha,
I wyprosi głos Bożego Ducha.

Józef Bieniecki

JOZEF1949
Posty: 919
Rejestracja: czw lut 25, 2010 6:03 am

Antonio

Post autor: JOZEF1949 » czw cze 09, 2011 6:20 am

Antonio

Tam gdzie wiara, piękno w parze,
Niech Bóg włączy Twe marzenia.
Z Duchem Świętym przez Ołtarze,
Ubogaca i przemienia.

Na Twej duszy zaś przestrzeniach,
Niech wypisze złotą zgłoską.
Nie skażony zew sumienia,
Życia nie obciąża troską.

Na promieniach złotych słońca,
Marzeń płyną Twe Anioły.
Na przestrzeniach szybująca,
Orła ptaka i sokoły.

Wiatru muśnie piosnka słodka,
I przez pryzmat oczu nieba,
Słów ukoi nutka wiotka,
Ze skowronkiem ją wyśpiewa.

Z serca piszę one pieśnie.
Łączę serce me z rodziną.
By na jawie, słodkim we śnie.
W Twoim życiu lśni przyczyną.

Józef Bieniecki

JOZEF1949
Posty: 919
Rejestracja: czw lut 25, 2010 6:03 am

Poprzez piękno

Post autor: JOZEF1949 » ndz cze 12, 2011 6:46 am

Poprzez piękno

Tak mało, tak mało, tak mało,
Dobroci, uśmiechu i róż.
I kochać by wszystkich się zdało.
Przebaczyć, pokochać i już.

Malutka dziecina już woła,
Ogłasza wszem wobec swój cud.
I śpieszy zadziwiać dokoła.
Raz płaczem, uśmiechem, swój trud.

Na buzi rumieniec pąsowy,
I gwiazdki, dwa oczka, korale,
I mamy z dzieciątkiem rozmowy,
Uśmiechy, miłostki i żale.

Bo chociaż przekorne twe życie,
Nie jeden na drodze śle próg.
Wieczorem, czy rankiem, o świcie,
Przez życie prowadzi cię Bóg.

Za dużo, za dużo, za dużo,
Już jestem znużony podróżą.
Przez chwasty i tarnie, mój los,
Z uśmiechem na ustach, dam głos.

Spoglądam daleko przez kwiaty,
Na piękne i barwa bławaty.
Choć róża zaczepia i koli,
Ukłucie inaczej nas boli.

Józef Bieniecki

JOZEF1949
Posty: 919
Rejestracja: czw lut 25, 2010 6:03 am

Poprzez piękno

Post autor: JOZEF1949 » ndz cze 12, 2011 6:56 am

Poprzez piękno

Tak mało, tak mało, tak mało,
Dobroci, uśmiechu i róż.
I kochać by wszystkich się zdało.
Przebaczyć, pokochać i już.

Malutka dziecina już woła,
Ogłasza wszem wobec swój cud.
I śpieszy zadziwiać dokoła.
Raz płaczem, uśmiechem, swój trud.

Na buzi rumieniec pąsowy,
I gwiazdki, dwa oczka, korale,
I mamy z dzieciątkiem rozmowy,
Uśmiechy, miłostki i żale.

Bo chociaż przekorne twe życie,
Nie jeden na drodze śle próg.
Wieczorem, czy rankiem, o świcie,
Przez życie prowadzi cię Bóg.

Za dużo, za dużo, za dużo,
Już jestem znużony podróżą.
Przez chwasty i tarnie, mój los,
Z uśmiechem na ustach, dam głos.

Spoglądam daleko przez kwiaty,
Na piękne i barwa bławaty.
Choć róża zaczepia i koli,
Ukłucie inaczej nas boli.

Józef Bieniecki

JOZEF1949
Posty: 919
Rejestracja: czw lut 25, 2010 6:03 am

Sianoksy

Post autor: JOZEF1949 » ndz cze 12, 2011 6:59 am

Sianokosy

Wczoraj jeszcze wiatr kłaniał traw bogate łany.
Ziół kobierce, pachnące, dziś zaległe sianem,
Które słońce czerwcowe na ogniu przetrwania,
Wonnym zwierząt pokarmem schnie do zimowania.

Rojno w polu i gwarno, kobiety i chłopy,
Grabią, siano kopcują, ustawiając w kopy.
Sianokosy u szczytu, słońce wszakże służy,
Lecz po prawdzie za długo, już o burzy wróży,
Zatem ruch jak w mieście. Na łące bociany,
Kędy ludzi jest mało, kopiec pozbierany,
Stoją biali piechurzy, niczym janczarowie,
Z uniesionym szabliskiem, trzymają przy głowie,
Nieruchome posągi, spoglądając przed się,
Czasem szmer, rechot żabi, miła piosnkę niesie.
A bogactwo łąk naszych od myszy po żaby,
Od Wołynia, Polesia do Odry i Łaby,
Od Bałtyku, północy aż po Morze Czarne,
Płynie miodem i mlekiem, złotym sypie ziarnem.
Bóg nad wyraz nam szczodry przy dziele stworzenia,
Nie miał w świecie za wiele już do powiedzenia,
Stąd i wrogów wokoło różnobarwne sępy,
Chętnie Ziemię by Polską rozdarli na strzępy.

Ale skrzypią już wozy, zbyrkają po łąkach,
W drobniastej konstrukcji, w powozie,, w pałąkach,
Strzela, stęka. Wio, wista, hejta, Baśka razem.
Dla postrachu świst bata, komenda z rozkazem.
Końcem łąki się toczy, na granicy, skrajem,
By rozpocząć zbiór siana, dziadowym zwyczajem,
Jeden siano układa, a reszta w ukropie,
Kopy skrzętnie przynoszą kopeczka po kopie,
Góra siana złożona, sterta tak wysoka,
Temu, który nań siądzie ma głowę w obłokach,
Ziemi żadnej nie widać, niebo szafirowe,
A na niebie chmur ptaki, na tle turkusowej.

Już powozem ściągnięto, dzieciska po sznurach,
Pną się sprawnie do wierchu, gdzie samiutka góra.
Wóz się wreszcie poturlał, kolebie w wsze strony,
Jakby drogą nie toczył, na skrót przez zagony.
Dobrze zatem, że wąwóz, nikt by nie dał rady,
Tyle krzywizn na drodze, doły i kaskady.
Wreszcie z polnej na wiejską, tu wyższa kultura,
I łagodniej się toczy, po brzyskach nie hula.

Gdzie te lata szczenięce? Gdym po wozach łaził,
Siana zapach pochłaniał i na sianie smażył.
Wiodłem życie beztroskie z dzieciarnią po społem,
A rodzice tuż obok, kroczyli z mozołem.

Tamto życie i dzisiaj, ma odwieczne cechy,
Starych czasów uroki, zmartwienia, uciechy.
Dzisiaj pachnie też miodem, rzeki płyną mlekiem,
Rzadkich ptaków gromady, jak kiedyś przed wiekiem.
Czysta woda, powietrze, mateczne ostoje,
Raj królewskich motyli, wszech owadów roje,
Rzeki wstęgą błękitną, jak krew płyną z cicha,
I dopóki popłyną organizm oddycha.
Żyje zatem i ciało naszej Matki Ziemi,
I oddycha sercami we synach prawymi.

Wypisują poeci na niejednej strunie,
Choć człek wiele zbudował, wcześniej, później runie.
Ponad czasem Bóg stworzył, zawsze dzieciom wierna,
I oddana jak Matka, wieczna, nieśmiertelna - Ojczysta Ziemia.

Józef Bieniecki

ODPOWIEDZ