Strona 1 z 1

niet problema....

PostNapisane: Wt cze 20, 2017 12:57 pm
przez Vika
Od lat obserwuję na lotnisku Rosjan. Widziałem już całą paletę ich egzotycznych zachowań, doskonale zrozumiałych dla słowiańskiej duszy, natomiast dla germańskiej dziwnych i niezrozumiałych. Jedno mogę powiedzieć z całą pewnością, nie widziałem jeszcze Rosjanina będącego na skraju załamania nerwowego.
Stoi taka para do Petersburga, ona ma perfumy Chanel N°5, w poręcznej dwulitrowej flaszce.
- Sorry Grażdanka, ale eta waspraszczeno w rucznoj kładi, wam nada pajdi w registrancju, ili adiekałon wybrasit.
Kobieta w krzyk, a Grażdanin mówi, że wracać do “check in” mu się nie chce, więc niech ona przestanie beczeć, a on jej kupi zaraz nowe i jeszcze torebkę od Prady na pocieszenie. To i beczeć przestała.
Za nimi Polak do Manchesteru, flaszkę miał litrową, ale wódki, wyrzucić żal, a litra sam nie obali. Zresztą nie pija do lustra, ma zasady. To Rusek mówi do krasawicy, że tu ma kartę kredytową i niech sobie kupi perfumy i torebkę, a on w tym czasie pomoże Panu Mareczkowi. Wyszli do hali “check in”, bo tam jest barek, a więc popitka i plastikowe kubeczki.
Za nimi stał Niemiec z Helgą, która musi brać regularnie tabletki bo ma nadkwasotę, korzonki, endoprotezę i migreny. Są szczęśliwymi posiadaczami dużej mineralki od Aldiego, więc zaczyna się jazda jak na wale pomorskim. Helmut staje się coraz bardziej czerwony na twarzy, mówi coraz szybciej. Helga musi usiąść bo ma właśnie napad astmy, Helmut będzie miał zaraz wylew. Napięcie rośnie, a Helmutowi dodatkowo ciśnienie.
W tym czasie gdy na twarzy Helmut pojawiają się pierwsze eksplozje potu, powraca pan Mareczek pod ramię z Saszą, poklepują się po plecach, a Mareczek zastanawia się czy nie przebukować lotu do Petersburga, do czego Sasza serdecznie go namawia, bo jak retorycznie zauważa “Na kakij ch*** tiebja etoje anglijskoje gawno?”. Trudno powiedzieć by obaj byli zdenerwowani, wręcz przeciwnie. Poszło im ekspresowo.
Mareczek w zasadzie nie lubił Rosjan, teraz chyba zmieni zdanie skoro Rusek pomógł mu w tak ekstremalnie dramatycznej sytuacji.
Tymczasem Niemcy nadal walczą o prawo do mineralki, oboje są już na skraju załamania nerwowego. Oboje żądają pojawienia się minimum ministra spraw wewnętrznych, bo to jest skandal, chamstwo, rabunek i samowola. Za Adolfa nie do pomyślenia.
Statystyki podają, że zespół wypalenia, czyli burnout, szerzy się po Europie z prędkością ognia stepowego. Ten cały stres zabija psychosomatycznie połowę populacji.
Patrzę na Saszę, który chwali zakup torebki, “Smatrii kakaja prikrasna sumka, job twoju mać, wot krasawica”.
Patrzę się i zastanawiam, czy "burnout" jest w Rosji w ogóle znany jako jednostka chorobowa?

vvvvvvv.