Jezioro.
Nad jeziorem jak w piosence,
Wiatr faluje w jej sukience,
A jej świeżość i uroda,
Ciągle piękna ,wiecznie młoda.
Miłe szepty, fala niesie,
Jak w iglastym starym lesie.
Fala falą w brzeg uderza,
Białą suknią, ciągle świeża.
W pięknej gali pani młodej,
W dzień burzowy i pogodę,
Kaczki ,kurki,jak jej dzieci,
Czasem łabądż pan przyleci.
I przytula się do fali,
Jakby z dawna się kochali.
Ona dbała o swe wdzięki,
Głaszcze falą swojej ręki.
A dzieciątka wciąż kołysze,
Niosąc falą pieśni ciszę.
Grom uderzył ,toń zadrżała,
Pyłem bryzy posypała.
Nie wzburzona tym obrotem,
Biła falą ,w tą z powrotem.
Więcej szkody,niżli wody,
Więcej zdrowia niżli szkody.
A o pięknie już nie wspomnę,
Fantazyjne i ogromne.
Józef Bieniecki
Son.-Nadzieja.
Gdy zapmnę...
Gdy zapomnę...
Gdy rysów twej twarzy zapomnę,
A pustka zasmuci nasz dom.
Zapatrzę się w niebo ogromne,
Z modlitwą, by zgasił mnie grom.
Wsłuchany tej nocy w cykady,
Słowika poszukam gdzie śpiew.
Lub żabek kumkania-biesiady,
Spokojnej symfonii wśród drzew.
I nieba popłynę chmurami,
A skrzydeł pożyczy mi noc.
Do ciebie pomiędzy gwiazdami,
Nadziei -bo wiary to moc.
Uzbieram ci gwiazdek naręcze,
Z miłością ułożę u stóp.
Przypomnę te czasy dziewczęce,
Zapomnę gdzie nocy twój grób.
I z ciszą tej nocy powrócę,
A smutek gdzieś pryśnie i żal.
Rozłąkę w niepamięć odrzucę,
Do ciebie poszybuję w dal.
Niech i tak kochana zostanie,
Powracam co nocy we śnie.
Skracając rozłąkę ,rozstanie,
Zbliżamy spotkania me dnie.
Józef Bieniecki
Gdy rysów twej twarzy zapomnę,
A pustka zasmuci nasz dom.
Zapatrzę się w niebo ogromne,
Z modlitwą, by zgasił mnie grom.
Wsłuchany tej nocy w cykady,
Słowika poszukam gdzie śpiew.
Lub żabek kumkania-biesiady,
Spokojnej symfonii wśród drzew.
I nieba popłynę chmurami,
A skrzydeł pożyczy mi noc.
Do ciebie pomiędzy gwiazdami,
Nadziei -bo wiary to moc.
Uzbieram ci gwiazdek naręcze,
Z miłością ułożę u stóp.
Przypomnę te czasy dziewczęce,
Zapomnę gdzie nocy twój grób.
I z ciszą tej nocy powrócę,
A smutek gdzieś pryśnie i żal.
Rozłąkę w niepamięć odrzucę,
Do ciebie poszybuję w dal.
Niech i tak kochana zostanie,
Powracam co nocy we śnie.
Skracając rozłąkę ,rozstanie,
Zbliżamy spotkania me dnie.
Józef Bieniecki
17 WRZEŚNIA
17WRZEŚNIA!!!
Naród potulny,pokorny od wieków,
Na butach carów obcaływał kurz.
Iskra wolności została w człowieku,
Cień człowieczeństwa, z czasem legnoł w gruz.
Myśl imperialna zaś ich chorych wodzów,
W ościennych państwach gęsty ścieli trup.
Krwiożercze hieny, co rusz krzywdy płodzą,
A swoim wojskom milionowy grób.
Dobro narodu choć w ciągłej zapaści,
Na barkach niesie głupotę bojarów.
Dziś oligarchów,różnej nacji ,maści.
Stare przekleństwo nowoczesnych carów.
Żadne traktaty,tym bardziej umowy,
Nie zniosą czasu w pokoju sąsiedzkim.
Tu pustogłowi znów podnoszą głowy,
Aby wypłynąć na fali zdradzieckiej.
Nóż wbity w plecy,niewola i zsyłka,
Rokiem dwudziestym zapałały oczy!
Bracie Polaku-tu żadna pomyłka,
Historia kołem ponownie się toczy.
Katyń,Miednoje...łagry ,kazamaty.
Łubianki lochy i strzały w tył głowy.
NKW-dzistów tortury i kraty,
W ostrzach bagnetów porządek-ludowy.
Iskra wolności ponownie zaświeci,
Wnosi drobinkę spóżnionych nadziei.
Starych bandziorów pośród rządów dzieci,
Liczą na powrót-z Moskwy czarodziei.
Józef Bieniecki
Naród potulny,pokorny od wieków,
Na butach carów obcaływał kurz.
Iskra wolności została w człowieku,
Cień człowieczeństwa, z czasem legnoł w gruz.
Myśl imperialna zaś ich chorych wodzów,
W ościennych państwach gęsty ścieli trup.
Krwiożercze hieny, co rusz krzywdy płodzą,
A swoim wojskom milionowy grób.
Dobro narodu choć w ciągłej zapaści,
Na barkach niesie głupotę bojarów.
Dziś oligarchów,różnej nacji ,maści.
Stare przekleństwo nowoczesnych carów.
Żadne traktaty,tym bardziej umowy,
Nie zniosą czasu w pokoju sąsiedzkim.
Tu pustogłowi znów podnoszą głowy,
Aby wypłynąć na fali zdradzieckiej.
Nóż wbity w plecy,niewola i zsyłka,
Rokiem dwudziestym zapałały oczy!
Bracie Polaku-tu żadna pomyłka,
Historia kołem ponownie się toczy.
Katyń,Miednoje...łagry ,kazamaty.
Łubianki lochy i strzały w tył głowy.
NKW-dzistów tortury i kraty,
W ostrzach bagnetów porządek-ludowy.
Iskra wolności ponownie zaświeci,
Wnosi drobinkę spóżnionych nadziei.
Starych bandziorów pośród rządów dzieci,
Liczą na powrót-z Moskwy czarodziei.
Józef Bieniecki
Medialne brednie.
Medialne brednie
Kaci z UB ,kaci w mediach,
Dziś to prawda ,a nie brednia,
Zamiast spocząć słusznie w trumnie,
Oni w piątej dziś kolumnie.
Bełkot- to medialna mowa,
Taka zmiana chorobowa.
Konfidenci i kapusie,
Kapturowi i rabusie.
A lud słucha,czyta,patrzy,
Wielu nie wie, co to znaczy.
Iż w niewoli jest myśl święta,
Wiążą je medialne pęta.
W pięć miesięcy, dwa tygodnie,
Mając media-udowodnię,
Iż Ewunia od Hitlera,
Była żoną Robezpierra.
Może cofał się nie będę,
I współczesną myśl uprzędę.
Udowodnię redaktorku,
Że grzebała ci w rozporku.
Nie kto inny tylko Ewa,
Której już pół wieku nie ma.
Kłamstwo będę tak powtarzał,
Kręcił ,motał i obnażał,
Iż to co jest niemożliwe,
W mediach czyste i prawdziwe.
Takie oto mamy media,
Kłamstwo, chamstwo,brednia wredna.
Józef Bieniecki
Kaci z UB ,kaci w mediach,
Dziś to prawda ,a nie brednia,
Zamiast spocząć słusznie w trumnie,
Oni w piątej dziś kolumnie.
Bełkot- to medialna mowa,
Taka zmiana chorobowa.
Konfidenci i kapusie,
Kapturowi i rabusie.
A lud słucha,czyta,patrzy,
Wielu nie wie, co to znaczy.
Iż w niewoli jest myśl święta,
Wiążą je medialne pęta.
W pięć miesięcy, dwa tygodnie,
Mając media-udowodnię,
Iż Ewunia od Hitlera,
Była żoną Robezpierra.
Może cofał się nie będę,
I współczesną myśl uprzędę.
Udowodnię redaktorku,
Że grzebała ci w rozporku.
Nie kto inny tylko Ewa,
Której już pół wieku nie ma.
Kłamstwo będę tak powtarzał,
Kręcił ,motał i obnażał,
Iż to co jest niemożliwe,
W mediach czyste i prawdziwe.
Takie oto mamy media,
Kłamstwo, chamstwo,brednia wredna.
Józef Bieniecki
Son.-Nadzieja.
Son.-Nadzieja.
Broni dostatek,na nic twoje męstwo,
Szkoda,żeś trudu zadał tyle sobie.
Staniesz w krawędzi lub na własnym grobie,
Gdy ci nadziei brakło na zwycienstwo.
I w jednej mierze,spryt i niedołenstwo.
Bo w parze nigdy nie zmierzają obie.
Oby nadzieja była zawsze w tobie.
Bo w niej sukcesy,końcowe zwycieństwo.
Trud zdobywania często klęsce przeczy,
Klęska wzbogaca,niż sukcesów pasmo.
A niedowiarstwo sens walki niweczy.
U stóp wzniesienia jakby życie zgasło.
Zamiast podmiotem,staje częścią rzeczy.
Niech ci nadziei towarzyszy hasło.
Józef Bieniecki
Broni dostatek,na nic twoje męstwo,
Szkoda,żeś trudu zadał tyle sobie.
Staniesz w krawędzi lub na własnym grobie,
Gdy ci nadziei brakło na zwycienstwo.
I w jednej mierze,spryt i niedołenstwo.
Bo w parze nigdy nie zmierzają obie.
Oby nadzieja była zawsze w tobie.
Bo w niej sukcesy,końcowe zwycieństwo.
Trud zdobywania często klęsce przeczy,
Klęska wzbogaca,niż sukcesów pasmo.
A niedowiarstwo sens walki niweczy.
U stóp wzniesienia jakby życie zgasło.
Zamiast podmiotem,staje częścią rzeczy.
Niech ci nadziei towarzyszy hasło.
Józef Bieniecki