sprawiedliwy pisze: ↑ndz mar 14, 2021 7:24 am
A Ty mówisz, że nie ma pandemii..... nie chcesz jej widzieć to nie widzisz. Ot, co!
Rownie dobrze moge napisac ze ty chcesz ja widziec to widzisz.
Niepokoj o bliskich czy znajomych czy bol po stracie to silna hustawka emocjonalna.
Obecnie gdy wszedzie slyszymy wielokrotnie w ciagu dnia o smiercionosnej pandemii jest naturalnym ze wszelkie zgony skladamy na jej karb.
Ja mialem okazje byc w lutym na pogrzebie szwagra. Prawie klasyka, pulsometr powiedzial ze nasycenie spadlo, szpital, respirator i spiaczka farmakologiczna z ktorej juz sie nie obudzil. Dwa tygodnie i po wszystkim. Wczesniej w podobny sposob brat innego szwagra. Nastepnie zmarl brat kolejnego szwagra. Natepnie kuzynka zony. Ostatnio kolezanka zony ktora tydzien wczesniej zostala zaszczepiona wiec nie zmarla na covod. To wszystko w przeciagu czterech miesiecy.
Czy to wszystko swiadcza o pandemii ?
Mysle ze trzeba najpierw poznac historie kazdego z nich. NIe tylko w Polsce ale i tutaj nie robi sie obdukcji gdy pojawi sie magiczne slowo covid. Na akcie zgonu szwagra o kovidzie ani slowa a przyczyna zgonu niewydolnosc pluc i silna goraczka. Nawet nie mozna miec 100% pewnosci ze jego pochowalismy bo jak po zgonie, nago zostal zapakowany do wora to po jego zaplombowaniu juz nie byl otwierany. Jeden z tych zmarlych ktorych wymienilem mial silny zawal serca. Czym spowodowany ? Obdukcji nie bylo.
Jeszcze inny mial silne problemy z plucami juz od jakiegos czasu. Kolezanka zony zostala znaleziona w domu w lozku. Podobno nie chorowala na nic. To ze byla wczesniej zaszczepiona podobno nie gralo roli. Tym razem byla obdukcja i przekazano rodzinie ze byla naturalna przyczyna smierci to znaczy bez udzialu osob trzecich.
Smierc jest zawsze szokiem, jesli nie liczyc przewlekle chorych cierpiacych niezmiernie dla ktorych smierc jest wybawieniem.
Mysle ze powoli zapominamy ze smierc jest dokladnie takim samym elementem zycia jak narodziny.
Nikt nie ma gwarancji na przezycie jakiejs konkretnej liczby dni.
Samo nasze podejscie do smierci jest ciekawym zagadnieniem wartym rozmowy.
Nie sprawdzalem jak to wyglada w Polsce ale w Niemczech srednia wieku tych co zmarli z covid lud przez cowid wynosi 83 lata.
Przewidywana srednia zycia wynosi 81 lat. Jesli wziac pod uwage ze powoli do konca swoich lat dochodza roczniki powojennego wyzu demograficznego i popatrzec na statystyki to zgony w Niemczech utrzymuja sie na normalnym poziomie.
Mimo wszystko jest to zdumiewajace bo stres jakiemu sa nieustannie poddawani wszyscy, nieustanne sianie strachu, oddzialywuje bardzo silnie na system immunologiczny. Eksplozyjny wzrost samobojstw nie pojawil sie przypadkowo.
Gdy bylem w Polsce na pogrzebie szwagra poinformowalem moja mame ( 91 ) ze zatrzymam sie u brata. Zaprotestowala i stwierdzila ze w jej wieku czlowiek moze kazdego dnia liczyc sie ze smiercia i ona jej sie nie boi ale gdy ma zyc w izolacji to woli umrzec juz teraz. Tak wiec spedzilem kilka dni z moja mama bez strachu.
Sprawiedliwy,
moze to wydac sie brutalne i bezduszne ale po utracie kogos placzemy nad soba nie tym ktory odszedl.
serdecznie pozdrawiam i zycze duzo sil