Sonet XII-Patrząc na Ciebie
Boże!W wielkości i pięknie Cię widzę,
Przez dzieła Twoje,bo Twoja w tym ręka.
Niech oczu widnych popłynie podzięka.
Panie!Żem wątpił ,tak bardzo się wstydzę.
Obojętności ,ślepoty się brzydzę.
Przed Twą Wielkością dusza moja klęka.
Sądu i kary w wieczności się lęka.
Z maluczkich czasów dziś w bezmiarze szydzę.
Przyroda górska to czytelna księga.
Łaskę rozumu ,wlewa i rozdaje.
Z wersetów płynie piękno i potęga.
Surowym życiem,ludzkim obyczajem,
Ramieniem chwały Ciebie Boże sięga.
I zimą śnieżną ,jesienią i majem.
Józef Bieniecki
Matce Miłości.
Do Twojej Piersi.
Do Twojej Piersi.
Do piersi Twojej -Matki,
Tulą się z ufnością dziadki.
Jako słowa brzmią w litanii,
Bądż nam Matką, Śliczna Pani.
Od Tatr pięknych ,po Wybrzeże,
Każdy Polak kocha szczerze.
I dziękuje albo prosi,
Swej miłości niosąc grosik.
Tyś szczególnie czułą Matką,
Gdy się chmur nazbiera stadko.
Kryjesz płaszczem swej opieki,
Dbasz o wszystkie polskie strzechy.
Matko Boska Częstochowska,
I Kozielska,Ostrobramska.
Ta, co niesie Cud Miłości,
Bądż w nadziei i radości.
I po górach i dolinach,
Niech się z Tobą dzień zaczyna.
Dniem, zmęczone koi oczy,
We śnie z Tobą się jednoczy.
Ufni Twej Matki możności,
Bądż przy zgonie w szczególności.
Tym, co bezdrożami kroczą,
Użycz światła grzesznym oczom.
Józef Bieniecki
Do piersi Twojej -Matki,
Tulą się z ufnością dziadki.
Jako słowa brzmią w litanii,
Bądż nam Matką, Śliczna Pani.
Od Tatr pięknych ,po Wybrzeże,
Każdy Polak kocha szczerze.
I dziękuje albo prosi,
Swej miłości niosąc grosik.
Tyś szczególnie czułą Matką,
Gdy się chmur nazbiera stadko.
Kryjesz płaszczem swej opieki,
Dbasz o wszystkie polskie strzechy.
Matko Boska Częstochowska,
I Kozielska,Ostrobramska.
Ta, co niesie Cud Miłości,
Bądż w nadziei i radości.
I po górach i dolinach,
Niech się z Tobą dzień zaczyna.
Dniem, zmęczone koi oczy,
We śnie z Tobą się jednoczy.
Ufni Twej Matki możności,
Bądż przy zgonie w szczególności.
Tym, co bezdrożami kroczą,
Użycz światła grzesznym oczom.
Józef Bieniecki
Kapliczki.
Kapliczki.
Na drogach życia i krzyżowej drodze,
W głodzie i smutku,wojennej pożodze,
Te zębem czasu draśnięte boleśnie,
W deszczu ,szarudze,zapłakane we śnie.
To kwiatu pięknem ,porosłe powojem,
Kłosem zbóż letnich zapłakane znojem.
W Maryjnym pięknie z Dziecięciem na ręku,
We kwieciu polnym we majowym wdzięku.
W zapachu lipy we miodowym braniu,
W ptasich chorałach,w słowikowym graniu.
Na drodze polnej rozpalonej słońcem,
J w letniej łące pachnącej gorącem.
Przy wierzbie polskiej, która łzami rosi,
W imieniu ludu, dniem i nocą prosi.
W głębokiej puszczy na mogiły skraju,
Obrońców kości pochowane Kraju.
We wsi zapadłej z dala od świątyni,
Jej obowiązek, czasem zimą czyni.
W małym przysiółku,na roztajnych drogach,
Gdzie jest jedynym westchnieniem do Boga.
Przy domach naszych,w domowym kościele,
Przechodniów westchnień wysłuchuje wiele.
I w sercach naszych,ilości nie spiszę,
Wsłuchana w modlitw tajemniczą ciszę.
Józef Bieniecki
Na drogach życia i krzyżowej drodze,
W głodzie i smutku,wojennej pożodze,
Te zębem czasu draśnięte boleśnie,
W deszczu ,szarudze,zapłakane we śnie.
To kwiatu pięknem ,porosłe powojem,
Kłosem zbóż letnich zapłakane znojem.
W Maryjnym pięknie z Dziecięciem na ręku,
We kwieciu polnym we majowym wdzięku.
W zapachu lipy we miodowym braniu,
W ptasich chorałach,w słowikowym graniu.
Na drodze polnej rozpalonej słońcem,
J w letniej łące pachnącej gorącem.
Przy wierzbie polskiej, która łzami rosi,
W imieniu ludu, dniem i nocą prosi.
W głębokiej puszczy na mogiły skraju,
Obrońców kości pochowane Kraju.
We wsi zapadłej z dala od świątyni,
Jej obowiązek, czasem zimą czyni.
W małym przysiółku,na roztajnych drogach,
Gdzie jest jedynym westchnieniem do Boga.
Przy domach naszych,w domowym kościele,
Przechodniów westchnień wysłuchuje wiele.
I w sercach naszych,ilości nie spiszę,
Wsłuchana w modlitw tajemniczą ciszę.
Józef Bieniecki
Wołanie duszy.
Wołanie duszy
Niech mi nie grają,
Bo mi szumią drzewa.
Niechaj mi lepiej ,
Modlitwę ktoś śpiewa.
Żyłem jak chciałem,
Według swych prawideł.
W miłości Bożej ,
Uniknąłem wideł.
W bezkresie czasu,
Który mi zostaje.
Jeden Bóg Jeden,
Dzieli i rozdaje.
Niech nad mym grobem,
Zapalają świeczki,
Choć słowem wspomną,
Mnie Boże owieczki.
Każda modlitwa,
Poświęcona Bogu,
Jest mym zbawieniem.
Na wieczności progu.
Józef Bieniecki
Niech mi nie grają,
Bo mi szumią drzewa.
Niechaj mi lepiej ,
Modlitwę ktoś śpiewa.
Żyłem jak chciałem,
Według swych prawideł.
W miłości Bożej ,
Uniknąłem wideł.
W bezkresie czasu,
Który mi zostaje.
Jeden Bóg Jeden,
Dzieli i rozdaje.
Niech nad mym grobem,
Zapalają świeczki,
Choć słowem wspomną,
Mnie Boże owieczki.
Każda modlitwa,
Poświęcona Bogu,
Jest mym zbawieniem.
Na wieczności progu.
Józef Bieniecki
Matce Miłości.
Matce Miłości.
Matko Miłości, nie opuszczaj dzieci,
Ogarnij ciepłem serca Matczynego,
Doprowadż drogą, gdzie nic nie kaleczy,
We światłość Nieba do Syna Twojego.
W tym ciemnym czasie smutku i żałości,
Prosimy spędzaj, każdą chwilę z nami.
Nie daj oplatać w szatańskie podłości,
I prowadż,prowadż nas Swymi drogami.
Dzisiaj w rocznicę Twego narodzenia,
Bogu dziękuję ,że Ciebie darował.
Siebie przez Ciebie,stawia na Ołtarzu,
Przy Twoim Sercu to Dzieło zbudował.
Nieodgadnione są wyroki Boże,
Przymierzem związał z niegodnym
człowiekiem.
Syna ofiarę i życie w wieczności,
Dał Matkę Swoją ku naszej radości.
Popatrzaj na nas- jako małe dziatki,
Bo dzieciom winy wszystkie się wybacza.
Dotknij miłością i codzienną troską,
Przytul do siebie i ciepłem otaczaj.
W bezkresie szczęścia, które mogę
posiąść
Tobie o Matko będę to zawdzięczał.
Dzisiaj ja winien padnąć na kolana,
Mało by było gdybym życie -klęczał!!!
Józef Bieniecki
Matko Miłości, nie opuszczaj dzieci,
Ogarnij ciepłem serca Matczynego,
Doprowadż drogą, gdzie nic nie kaleczy,
We światłość Nieba do Syna Twojego.
W tym ciemnym czasie smutku i żałości,
Prosimy spędzaj, każdą chwilę z nami.
Nie daj oplatać w szatańskie podłości,
I prowadż,prowadż nas Swymi drogami.
Dzisiaj w rocznicę Twego narodzenia,
Bogu dziękuję ,że Ciebie darował.
Siebie przez Ciebie,stawia na Ołtarzu,
Przy Twoim Sercu to Dzieło zbudował.
Nieodgadnione są wyroki Boże,
Przymierzem związał z niegodnym
człowiekiem.
Syna ofiarę i życie w wieczności,
Dał Matkę Swoją ku naszej radości.
Popatrzaj na nas- jako małe dziatki,
Bo dzieciom winy wszystkie się wybacza.
Dotknij miłością i codzienną troską,
Przytul do siebie i ciepłem otaczaj.
W bezkresie szczęścia, które mogę
posiąść
Tobie o Matko będę to zawdzięczał.
Dzisiaj ja winien padnąć na kolana,
Mało by było gdybym życie -klęczał!!!
Józef Bieniecki