Znalezione do poczytania

Miejsce do publikacji twórczości własnej uczestników Forum (poezja, próby literackie i inne).
sprawiedliwy
Posty: 3315
Rejestracja: sob wrz 20, 2014 4:05 am
Lokalizacja: stary kontynent

Znalezione do poczytania

Post autor: sprawiedliwy »

Znalezione

BMW 303
Gdy miałem trzy latka znalazłem się na małopolskiej wsi. Byłem prezentem na urodziny młodego jeźdźca. Podchorąży dosiadł mojej lśniącej bordowej tapicerki i złapawszy mocno kierownicę ruszył z kopyta, jak to nowicjusz, a drążek w podłodze, z gładką gałką i opisem zmiany biegów przesuwał lekko, przestawiając dźwignię i na czas wciskając sprzęgło. To była cicha muzyka dla kierowcy. Trochę pojeździliśmy razem, rozumiejąc się dobrze. Wkrótce wstawiono mnie do szopy, okropnej, ledwie stojącej. Na drzwiach straszył mnie konkurent. Był to plakat Kossaka, gdzie Polski Fiat rocznik 1934, mój prawie rówieśnik, ściga się z wspaniałymi rumakami podhalańskich górali. Musiałem znosić ten widok, bo czas był niespokojny, nad dachem leciały bomby, świstały kule i warkotały samoloty. Ich dźwięk był mi znany z wczesnego mego istnienia, bo pochodziliśmy z tej samej stajni. Dach tego schronienia przeciekał i moczył zakrycie. Udało się, przez prawie siedem lat by nikt mnie nie znalazł, bym nie zardzewiał i nie służył w wojsku. Zakręcono mi motor korbą i wio!
W tak dobrym stanie ocalało niewiele samochódów, aczkolwiek przetrwało kilka polskich Fiatów, tych z plakatu, z twardym nieruchomym dachem.

Jak trafiłem do Klubu Motorowego zostanie na zawsze tajemnicą mojego pana i władcy. Dzięki niemu zacząłem rajdową karierę. Wzdychały do mnie eleganckie damy, które marzyły by jak baletnica Isodora Duncan w jedwabnym szaliku z rozwianym włosem mknąć nad brzegiem morza. Ja byłem już z felgami, by żaden długi szal nie wplątał się w szprychy i nie spowodował dramatu jak w przypadku uduszenia tej sławnej tancerki. Natomiast słabą moją stroną była nadwyrężona zębem czasu osłona głów, przesuwana, lekka, przypinana na klamry „buda”. Przewiewy zapewniały szpary wiec duszno nie było nigdy. Damy tęsknie patrzyły na mnie i na moje efektowne fotele.

W rajdach byłem bezlitosny w swojej konkurencji. Jako rocznik 1933 świetnie się sprawdzałem, a jako kabriolet robiłem furorę. Byłem obiektem westchnień, każdego kto miałby prawo jazdy. Co ja mowię? Każdego kto mnie zobaczył w pełnej krasie z suniętym dachem. Zbierałem trofea, wazony z japońskiej porcelany, kryształowe patery, srebrne pamiątki. Kierowcy trafiali się różni, także tacy bez wyczucia i precyzji ani słuchu. Moja skrzynia biegów okazała się wytrwała na zgrzyty i brutalne używanie drążka oraz twarde trzymanie gałki, tak jakby miała zamiar uciec w świat. Wreszcie trafił mi się wyśmienity znawca, poznał się na mnie, muzyce mojego wnętrza i jego możliwościach. Byliśmy nierozłączni aż do chwili gdy musiał mnie sprzedać. Nowy mój admirator okazał się być wrażliwym na dźwięk silnika, czułym i świetnym kierowcą. Aby mnie dosiąść i posiąść sprzedali z zoną rodowe srebra, perski dywan i markowe pianino. Pielęgnowano mnie, nacierano woskiem, a skórzana tapicerkę odczyszczono pastą kiwi. Pachniałem, błyszczałem i cieszyłem na zaplanowane wycieczki. Tylko moja „buda” rozpaczała, bo była w opłakanym stanie. Cerowana, połatana, zaszywana na wszelkie sposoby, już wołała o pomstę do nieba, czyli o nowy brezent, bo drelich byłby zbyt słaby. Mój nowy jeździec miał delikatną rękę, tak do kierownicy jak i gałki drążka, świetny słuch, na który zmieniał odpowiednio biegi. Oszczędzał hamulców i paliwa oraz moich wnętrzności. Pojechaliśmy kiedyś latem do Zakopanego, Oczywiście z dwudziesto litrowym kanistrem rezerwy, bo stacji było jak na lekarstwo. Wiozłem 3 osoby i dziewczynkę. Było prawie bezchmurnie więc moja złożona buda nie przynosiła wstydu, a wprost przeciwnie pozwalała cieszyć oczy widokami. A zatem, suniemy gładko do Morskiego Oka na trzecim biegu szutrową drogą, z która nie mam kłopotów, czasem nawet czwarty bieg się trafi. Zachwyt Tatrami oszołamia, a ja jestem jedynym pojazdem na widoku. Wracając robimy postój przy Wodospadzie Mickiewicza, pasażerowie na papierosa, a ja na odsapkę, gdyż hamowanie trochę mnie rozgrzało, nawet dolano mi wody do chłodnicy. Nie spotkalismy żadnego górala z zaprzęgiem gniadych takich jak na plakacie Kossaka.
Wreszcie wyjazd do Sopotu na mistrzostwa tenisowe i na Mazury. Zamówiono dla mnie nowa budę. Uff! Pozbyłem się agrafek, łat i cer. To był spory wydatek, który wybawił mnie od dziur lecz sprawił dziurę w budżecie. Nic to, wakacje i moja buda za sprzedaną bransoletkę. Z kortów do hotelu na moich siedzeniach wiozłem Jadwigę Jędrzejowską i inne gwiazdy ówczesnego tenisa, a pod sopockim Grandem (hotel) zadawałem szyku zatrzymując się z piskiem opon. Zahaczając o Mazury wjechałem w żmiję oraz w stadko gęsi. Jedna się tak przeraziła, że zemdlała.Kolo Giżycka zdarzyło mi się ścigać z koniem, gdy z furmanki przełożono na moje siedzenie rodząca kobietę, która dzielnie ściskała nogi aby nie urodzić na wybojach, prawie się udało. A woźnica-furman i przyszły ojciec strzelał z bata na galopująca za mną gniadą klacz.
Zimowałem w baraku przy familoku, obok osiedlowego bloku moich właścicieli. Nie nudziłem się, halasy sąsiadów były nie zawsze zabawne. Prawdziwa ogniową próbę przeżyłem z okazji meczu z Santosem. Pele był już sławny, wiec kto żyw chciał go zobaczyć. W końcu maja zasuwałem pod górkę, ścigając się z tramwajami obwieszonymi girlandami kibiców. Parkingów było do wyboru, a ja nie mogłem się zdrzemnąć, bo wrzaski i okrzyki słychać było do centrum miasta. Wracając byłem przeładowany. Siedziano tez na mojej nowej budzie. Dwa razy obróciłem. W drugiej turze na tylnym usiadły cztery tenisistki. Nagle w połowie drogi pani Irka podniosła rwetes, że spod niej unosi się dym. Na postoju podniesiono lekko ławę, a tam po wiórach tapicerki tańczyły ogniki. W ogniste tango poszła iskra z akumulatora, a mnie zlano oranżadą. Brak części dokuczał tak, aż pewnej nocy zgubiłem lewe tylne koło, a hacząc ośka o tory tramwajowe zrobiłem spektakularny fajerwerk. Mała pasażerka uratowała nas, bo omal nie obsiusiała mojego koła, leżącego w bramie po prawej stronie jezdni. Niestety mój właściciel zdradził mnie dla o 30 lat młodszego Garbusa. Ale i tak, takich gorących adoratorek z ogniem spod siedzenia już nigdy nie mieliśmy ani ja, ani on.
sprawiedliwy
Posty: 3315
Rejestracja: sob wrz 20, 2014 4:05 am
Lokalizacja: stary kontynent

Re: Znalezione do poczytania

Post autor: sprawiedliwy »

w poniedziałek wkleję inne znaleziska. Teraz mam za małe możliwości.
sprawiedliwy
Posty: 3315
Rejestracja: sob wrz 20, 2014 4:05 am
Lokalizacja: stary kontynent

Re: Znalezione do poczytania

Post autor: sprawiedliwy »

Jestem, żyje.... ogarniam się po długiej podróży... z przygodami, bo jakby inaczej.
Na razie tyle.
Cierpliwości.
sprawiedliwy
Posty: 3315
Rejestracja: sob wrz 20, 2014 4:05 am
Lokalizacja: stary kontynent

Re: Znalezione do poczytania

Post autor: sprawiedliwy »

NO TO WAKACYJNY ROMANS .

Niestandardowi.

Ludzie na plaży smażyli swoje ciała. Na deptaku panie pokazywały opalone ramiona, czerwone i naoliwione. Jedna na drugą łypały spod ciemnych okularów i z zadowoleniem stwierdzały: „no, moja skóra ładniejsza” albo „ta, to ma” piegi!. Tylko Ona na wszystkie patrzyła z uczuciem wstydu. Krępował ją wszelki negliż. Szczególnie odkryte ramiona i pacha. Nosiła zawsze małe kimono lub krótki mały rękaw. Miała swój sekret, gdy tylko nikt nie patrzył, odsłaniała szal wystawiając na słońce ramię. Smarowała je wszystkim co podpowiadał jej błysk inteligencji. Najlepszy był samoopalacz, po którym purpura nabierała łagodniejszej barwy, lekko rdzawej. Zdarzało się, że ktoś dostrzegł rozległą bliznę. Pytania raniły niczym dźgnięcia nożem.
A co ci stało? - dlaczego to masz? Kto ci to zrobił? Oj, biedna jesteś, boli cię jeszcze bardzo? Nie możesz zrobić plastyki?
O wiele łatwiej było by być rudą i piegowatą niż mieć bliznę po herbacie. Na plaży wpadł jej w oko chłopak. Taki „amerykański blondyn” z plakatu. Był inny niż gromada ferajny plażowej z domków wczasowych w lesie. Nie klął, nie używał wulgaryzmów. Na plażowy turniej brydżowy zgłosiło się ledwie kilka osób. Teraz mogli ze sobą rozmawiać, a nawet zagrać razem robra. Postanowiła go wystawić na próbę. Umówili się na spacer po plaży. Włożyła top i okryła ramiona plażową chustą. Jeden podmuch od morza i purpurowa blizna sama weszła w jego oczy. Szli dalej a on nie przerwał wykładu o zaśmieconym morzu. „To ten i tylko ten” zabiło jej serce!
sprawiedliwy
Posty: 3315
Rejestracja: sob wrz 20, 2014 4:05 am
Lokalizacja: stary kontynent

Re: Znalezione do poczytania

Post autor: sprawiedliwy »

czy nudzić Was dalej, czy może jednak dać sobie i WAm święty anielski spokój....i nie szukać dalej znalezisk, :mrgreen:
ODPOWIEDZ