Kilka milych dla ucha staroci...

Widziałeś ostatnio ciekawy film albo byłeś na koncercie? Podziel się wrażeniami.
miltonka
Posty: 120
Rejestracja: czw cze 16, 2011 6:46 am

Re: Kilka milych dla ucha staroci...

Post autor: miltonka »

polacy nie gesi ....

trudno bylo mi dokonac wyboru

na dzis dwa kultowe , jak dla mnie , polskie zespoly

dzem



breakout



pozdrawiam , zycze milego weekendu
Galwas
Posty: 1255
Rejestracja: sob paź 17, 2009 8:51 pm

Re: Kilka milych dla ucha staroci...

Post autor: Galwas »

Byle do wiosny…


składam spóźnione życzenia urodzinowe Nikicie i Whiskeyprintowi, i dziękuje wszystkim, którzy mnie złożyli życzenia. W szczególności Malinie, Reflexowi i Markowi - jeżeli kogoś zapomniałem, to przepraszam.
Galwas
Posty: 1255
Rejestracja: sob paź 17, 2009 8:51 pm

Re: Kilka milych dla ucha staroci...

Post autor: Galwas »

Tak, to prawda. To nie Beatlesi wpłynęli na mnie w młodości. To były jednak „Czerwone gitary”. Prawda jest taka, że nie rozumiałem, o czym beatlesi śpiewają, i dopiero teraz to sobie to uzupełniam, ale dzisiaj, kiedy kumpel ze Chicago – He He He, - puścił tę piosnką, zrozumiałem, że moja młodość to jednak oni, i że Klenczon i był, tym, który wtedy wyprzedził swoje czasy.
Dopiero kilka lat temu zdałem sobie z tego sprawę tego.. źe ciągle mam ochotą słuchać jego kompozycji i że to nie Krajewski, który komponował banalne piosenki, tylko on był tym, który dostarczał mi wzruszeń w młodości. A piszę to, dlatego, żeby „było napisane” i oprócz tego, dlatego, żeby unaocznić, że prawdziwi artyści i telnety są z reguły docenianie po śmieci. Jest to co prawda smutne, ale logiczne. Należy o tym pamiętać i przez taki pryzmat patrzeć na przeszłość.
marek hubert
Posty: 158
Rejestracja: ndz sie 28, 2011 1:04 am

Re: Kilka milych dla ucha staroci...

Post autor: marek hubert »

galwas dzieki za piosenke..., mile dla ucha, ale nie wiem czy wiesz, ze tu w szikago jest takie miejsce gdzie klenczon rozbil sie samochodem.
...niby prosty zakret, ale jak jedziesz po pijanemu..., niestety, kazdy zakret nie staja sie prostszy od pozornie prostej ulicy aby jechac...
ja mysle, ze kazdy z nas to w swoim zyciu przerobil, gdzie droga wydajac sie prosta na poczatku..., i nagle pojawiaja sie inne samochody ktorym zaczynamy przeszkadzac!
szkoda klenczona(ze tak szybko). a pan krajewski dalej porozniony z grupa tworzy po swojemu.
(a niedlugo tzn. jeszcze w lutym tego roku(albo juz byli), beda tutaj czerwone gitary..., no i jak zwykle..., siabadaba da...)
pamietam kiedys za mlodych lat, jak z takiego klubu, ktory juz teraz nie istnieje w szikago wyszedl pan ryszard sygitowicz..., tak ten sam od elektronicznej muzyki w latach osiemdziesiatych w polsce, a klub nazywal sie cardinal club, a jego wlascicielem byl pan wlodzimierz wander, brat polskiej spikierki telewizyjnej pani bogumily wander..., i on sobie usiadl pod drzwiami awaryjnymi klubu, bo nie mial gdzie isc i gdzie mieszkac...! taka ameryka!
a pani kasia sobczyk to co...? mialem okazje zamienic z nia w swoim zyciu kilka slow(cafe lura), ale byla tak pijana, ze jej znajomi nie przeszkadzali jej w tym! a potem co ? jezdzila autobusem, a szikagowscy artysci zbierali pieniadze dla niej na koncertach by mogla sie leczyc, az wkoncu wyjechala do polski ..., a reszte juz znamy!
a puszek okruszek to co ?! cos innego..., nie!
natalia kukulska zaproszona na wystepy tutaj musiala dac jeszcze kilka koncertow w klubie wlodka wandera, by moc wyjechac z powrotem do polski..., tak, to nie dowcip!!!
a urszula, tak kiedys popularna w polsce z budka suflera, to co? kicha w ameryce!
bilety ktore byly sprzedawane w tamtych latach po dwadziescia piec dolarow, potem byly rozdawane za darmo za pomoca radia, by ludzie chcieli przyjsc na koncert. wystep naturalnie sie odbyl i nie w copernicus center na dwa i pol tysiaca osob lecz w teatrze metro(obok stadionu chicago cubs, w srodmiesciu)i nie bylo tam wiecej osob ja dwiescie a i dj. bogdan fabianski sam to widzial, gdzyz siedzial przy stoliku razem ze mna na pietrze, a ja to nagrywalem swoja kamera..., tak tak, takie czasy, taka ameryka!)

a pan wlodek wander do tej pory gra na saksie i ma jakis zespol, ale ja juz sie tym nie interesuje, a to co pamietam ostatnio to byl tzw. wander-bend, jesli cos pomylilem to prosze wybacz mi ale pamiec juz nie ta.

zaznacze, ze ja przyjechalem do ameryki juz po tym jak pani violetta villas z panem tadeuszem kowalczykiem pobrali sie, by miec wspolna radosc i ucieche z zycia. niestety, ale rzeczywistosc okazala sie straszna!
temperament pani violletty jak i kalkulacja oplacalnosci malzenstwa przez pana tadeusza(czlowieka od interesu i robienia pieniedzy), okazalo sie totalna klapa...!
mialem okazje poznac zwyklych ludzi z jackowa, ktorzy widzieli to na wlasne oczy, a bankiety za prawie grosze lub centy, by miec doczynienia z wielkim swiatem, wspominaja do tej pory milo i cieplo.

nastepne gwiazdy tutaj to lady pank...
sam na swej stronie marberta na tubie zamiescilem kilka filmow z zespolem lady pank podczas koncertu w 1995 roku, za stadionem szikagowskich niedzwiedzi, gdzie odbywal sie festiwal polskiego radia.
mam tez fragmenty ze strozniakiem i bogusiem lyszkiewiczem ktory juz nie zyje.

po jednym z koncertow kazika staszewskiego w copernicus center(ostoja polskiej kultury), musiano wymienic trzy pierwsze rzedy krzesel, bo byly tak zdemolowane przez polska mlodziez podczas koncertu, ze cudem jest, ze nikt fizycznie na tym nie ucierpial, a i policja szikagowska nie interweniowala, bo jak polacy sie leja pomiedzy soba to i lepiej..., bo np. meksycy wykanczja sie przez gangi samemu...
a polacy za pomoca wiary....
naturalnie nie wszyscy polacy, a szczegolnie ta mniejszosc z pod znaku pis-u krzyza i naturalnie kosciola stara sie tu rzadzic, bo jest nawet czasem tak, ze ci co wierza gleboka sa lepszymi od tych co wierza, ale nie tak gleboko jak ci co wierza gleboko..., niby to samo ale wazna nie wiara ale glebokosc ..., i to mi sie zaczyna z czyms kojarzyc..., ale nie czas i pora pisac mi tu i teraz o tym!
a co do radia...
...przedewszystkim w radio , audycje sa bardziej bogobojne od tego co mowi ich sam gur papiez, a odnsniki do biblii sa po to by mowic o sodomie i gomorze, a bog honor i ojczyzna jest tym czyms teraz tutaj, tak wyswiechtanym sloganem na lewo i prawo, ze wcale nie potrzebni sa zydzi, by polacy sami siebie zgnoili dla pieniadza albo chorych ideii...!!!

(jesli kogos to intereseju, to nastepnym razem napisze o kombatantach polskich z czasow drugiej wojny, akowcach i tych z pod znaku powstania warszawskiego tu w szikago. niesamowici ludzie a im wiecej czasu uplywa to ich jest coraz wiecej!!! sa tutaj takie osobniki mlodsze od nich wiekiem, gdzie w ich imieniu kreca lody dla siebie..., bo przeciez bog honor i ojczyzna to tez cos znaczy...nieprawdaz...hahahahaaaa...)
pozdrawiam, mh.

ps. przepraszam, ze bez piosenki na czasie i w temacie, ale melodia moze sie podobac...

miltonka
Posty: 120
Rejestracja: czw cze 16, 2011 6:46 am

Re: Kilka milych dla ucha staroci...

Post autor: miltonka »

jeszcze jeden mily dla ucha staroc ;)

film rowniez polecam !

Galwas
Posty: 1255
Rejestracja: sob paź 17, 2009 8:51 pm

Re: Kilka milych dla ucha staroci...

Post autor: Galwas »

Wpadłem na to przypadkiem wczoraj. Przesmutna ta pieśń tęskna i nostalgiczna doskonale oddaje głębię mojego – nietuzinkowego – wnętrza. „Znajdziecie w niej wiele prawdy o mnie”. W gruncie rzeczy taki jestem naprawdę, a jeżeli czasem mam ochotę zabijać, to tylko ze względu na dobro ludzkości.

tekajot
Posty: 2043
Rejestracja: wt lis 16, 2010 7:02 am

Re: Kilka milych dla ucha staroci...

Post autor: tekajot »

tekajot
Posty: 2043
Rejestracja: wt lis 16, 2010 7:02 am

Re: Kilka milych dla ucha staroci...

Post autor: tekajot »

tekajot
Posty: 2043
Rejestracja: wt lis 16, 2010 7:02 am

Re: Kilka milych dla ucha staroci...

Post autor: tekajot »


I te smutasy nadal są w naszej Rzeczpospolitej.
ODPOWIEDZ