Prawdziwy życiorys.
Król polskiego kina
„Koleżanki i koledzy, pamiętacie jak przed laty powoływałem się na Lenina, którego definicję stanu rewolucyjnego przytoczyłem na jednej z narad. Powiem skromnie, że moje przepowiednie okazały się prorocze. Tym razem powołam się na Karola Marksa” – takimi słowami zwracał się w 1987 r. do członków Stowarzyszenia Filmowców Polskich Andrzej Wajda. W tym czasie w Europie owiany był już legendą artysty walczącego o demokrację. PRL zrobił z niego produkt eksportowy – wypychał w świat i kazał robić dobre wrażenie. Gażą za tę rolę była sława, swoboda podróżowania i kręcenia filmów – mimo wszystko zawsze zbieżnych z propagandą komunistycznego państwa i bardzo mu użytecznych.
Andrzej Wajda rozpoczął swoją karierę w wieku 20 lat, wstępując do Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej. Zdeklarowanym komunistą był z pewnością już w 1948 r., gdy dołączył do Polskiej Partii Robotniczej. Dwa lata później zasilił szeregi ZMP. W 2000 r. bagatelizował swoje zaangażowanie we wspieranie komunizmu w Polsce: „Nigdy nie byłem partyjnym towarzyszem”. W czasach stalinowskich sprawiał wrażenie co najmniej mocno przekonanego do sowieckiego ustroju: „Posiada duże wyrobienie ideologiczne, oraz wykazuje zdecydowaną postawę. Pod względem politycznym – pewny” – zaznaczył w swojej notatce służbowej kierownik Wydziału Kadr Szkoły Filmowej Zygmunt Szydłowski. „Członek PZPR. Zasługuje na zaufanie. Nie ma w stosunku do niego żadnych zastrzeżeń natury politycznej czy moralnej” – chwalił gwiazdę dzisiejszego polskiego kina.
Podczas studiów na krakowskiej ASP Andrzej Wajda wykazywał dużą aktywność ideologiczną. Wspólnie z Konradem Nałęckim w 1948 r. obwieścili światu swoisty manifest napisany w duchu stalinowskiej propagandy zatytułowany „Głos młodych plastyków” (opublikował go tygodnik społeczno-literacki „Wieś”). Dwaj młodzi artyści-studenci politycznie denuncjowali w nim swych wykładowców, że nie przystają do zadań współczesności, bo ich światopogląd jest już nieaktualny i dlatego trzeba jak najszybciej ruszyć z frontem ideologicznym walczącym o duszę młodych. Myśl Wajdy i Nałęckiego wykorzystał nieco później stalinowski minister kultury i sztuki Włodzimierz Sokorski, apelując do studentów: „Jeżeli wam któryś z profesorów się nie podoba, to przyjdźcie do mnie o każdej godzinie dnia i nocy i takich profesorów będziemy się pozbywać. Dziś chcę wam wszystkim powiedzieć, że profesor Tadeusz Kantor nie jest już profesorem. Takich profesorów my nie potrzebujemy”.
Wdzięczny artysta
Z krakowskiej ASP Wajda przeniósł się do łódzkiej Szkoły Filmowej. Zmianę dyscypliny artystycznej uzasadniał – „Wybieram rodzaj sztuki, który jest najważniejszy przy przekształcaniu człowieka na drodze do nowego ustroju”. „Realizatora filmowego poza talentem i poczuciem rzeczywistości, musi cechować marksistowska postawa wobec życia i sztuki” – wyjaśniał władzom nowej uczelni.
„Marksistowska postawa wobec życia i sztuki” tak trwale wpisała się w twórczość i sposób myślenia reżysera, że jeszcze w 1987 r. – postrzegany już jako twórca związany z opozycją i niezależny od władz PRL – zwracał się do uczestników forum Stowarzyszenia Filmowców Polskich językiem rodem z czasów najgłębszego komunizmu: „Koleżanki i koledzy, pamiętacie jak przed laty powoływałem się na Lenina, którego definicję stanu rewolucyjnego przytoczyłem na jednej z narad. Powiem skromnie, że moje przepowiednie okazały się prorocze. Tym razem powołam się na Karola Marksa. Aby powstała jakakolwiek wartość dodatkowa – którą, jak wiecie zabierają do kieszeni kapitaliści, a w naszym kraju państwo – musi powstać jakakolwiek wartość”.
„[...] Polskie filmy stały się dzisiaj pierwszym, a może jedynym sojusznikiem nowego kina radzieckiego i to właśnie napawa mnie głębokim optymizmem”.
„[...] Koleżanki i koledzy, pamiętajcie, że naszym sojusznikiem jest dziś nie byle kto, tylko kino radzieckie”.
Zawsze swój
Z dokumentów dotyczących Andrzeja Wajdy, które zachowały się w Instytucie Pamięci Narodowej, wynika, iż komunistyczna bezpieka prowadziła obserwację jego działalności, zwłaszcza wystąpień. W materiale nie ma śladów wskazujących na to, by władze komunistyczne traktowały reżysera jako „wrogi element” – przeciwnie – można odnieść wrażenie, że cieszył się zaufaniem. Odnotowywano spotkania Wajdy z Kuroniem i Michnikiem, w pewnym momencie planowano założenie podsłuchu w domu reżysera. Jednak mimo to przez cały okres PRL (począwszy od czasów stalinowskich) Wajda korzystał ze specjalnego paszportu pozwalającego na podróżowanie po całym świecie. O tym, jakim zaufaniem komunistyczne władze darzyły reżysera, świadczy choćby korespondencja między Mieczysławem Rakowskim a Czesławem Kiszczakiem (1984 r.): „dot. zastrzeżenia wyjazdów Wajdzie w związku z wypowiedziami dla prasy zagranicznej.
Trudno się zgodzić z taką oceną wypowiedzi Wajdy. Wajda unika otwartych ataków. Zresztą z natury swej nie jest to człowiek naładowany agresją. Uważam, że nieudzielenie mu paszportu (wyjazd z K. Zachwatowicz do Francji) w oparciu o ocenę III Dep. byłoby błędem politycznym”.
Rakowski dobrze wiedział, o czym pisze – reżyser nie przysparzał problemów nawet podczas stanu wojennego. Przebywał wówczas we Francji. Na wspólnej konferencji prasowej z Romanem Polańskim i Andrzejem Żuławskim bagatelizował sytuację w Polsce, sugerując, iż komuniści nie blokują wolności słowa: „Wajda przed kamerami franc. tv z Polańskim i Żuławskim. Wajda apelował do swych dwu kolegów, aby wracali albo przynajmniej częściej przyjeżdżali do kraju i robili filmy. Oświadczył, że nie będą mieli żadnych problemów z cenzurą, gdyż w tej chwili jeśli się czegoś można w świecie filmowym w Polsce obawiać, to raczej cenzury obyczajowej, która może nieżyczliwie przyjąć pewne »nowalijki« lub zbyt swobodne wątki”.
Przydawał się również władzy, gdy trzeba było studzić prosolidarnościowe emocje innych artystów:
„15.12.1978 not. służbowa
Wystąpienia A. Holland na spotkaniach w PWSFTiT i PWSSP w Łodzi. Dyskusja z reżyserem Wajdą i scenarzystką filmu »Bez znieczulenia« – A. Holland.
Holland stwierdziła, że w Polsce panuje ustrój totalitarny, z którym należy w zdecydowany sposób walczyć, gdyż jak ukazuje to film, ustrój ten może zniszczyć najbardziej wartościowych ludzi.
Wystąpienie Holland spowodowało reakcję Wajdy. Zwrócił uwagę, aby zabierała głos wyłącznie w swoim imieniu, bez ogólników”.
„21.09.1980, ko „Jerzy” dot. deklaracji, którą w dniu 29.08.80 przyjął ZPAP w sprawie wydarzeń na terenie kraju.
Maja Komorowska stwierdziła, że w sytuacji, w jakiej znalazł się kraj, należy jak najdalej iść z żądaniami, jechać, nawet od razu do Gdańska i przystąpić do strajkujących.
Wajda ostudził ją. Powiedział, że zgodnie z decyzją, dekret sporządzony przez ZPAP, trzeba pokazać MKS w Gdańsku, tyle że w niedzielę, już po podpisaniu porozumienia, by nie rozjątrzać robotników.
Wajda stwierdził, że związki twórcze powinny pozostawać poza ruchem związkowym. Zaapelował do stworzenia wspólnej koncepcji organizacyjnej i merytorycznej polityki kulturalnej, z którą następnie należałoby wystąpić do władz politycznych”.
Jeszcze w 1988 r. perorował: „Przyjaźń polsko-radziecka, którą wysoko cenimy, nie będzie się mogła dalej rozwijać tak efektywnie, jeśli będzie realizowana tylko na oficjalnej płaszczyźnie”.
Gwiazda PRL
Prasa i telewizja PRL poświęcały wiele uwagi Andrzejowi Wajdzie. Reżyser wypowiadał się nie tylko o sztuce, lecz także z entuzjazmem chwalił dobrobyt PRL i przywódców partii. W 1975 r. w „Polityce” ukazał się obszerny wywiad z reżyserem, który przeprowadził Jerzy Uban. Wajda pouczał, że „artyści byliby bardziej pożyteczni, gdyby odbierali fale polityczne, i gdyby przetwarzali je na mądre dzieła sztuki”. Na pytanie Urbana, czy uważa, że rozwój kraju, gospodarka, materialny poziom życia odpowiadają oczekiwaniom ludzi w ostatnim pięcioleciu, Wajda mówił: „Oczywiście że tak. Z pewnością tak. Inwestycje muszą dać rezultaty, nie mam żadnych wątpliwości, że znajdziemy się w gospodarczej czołówce”. „[...] Ostatnio miałem okazję rozmawiać z Gierkiem. Powtarzał z zapamiętaniem, że trzeba lud wdrożyć do jakiejś pracy, trzeba to zrobić, to się da zrobić, to się musi dać zrobić – obecne kierownictwo jest zacięte w poczuciu swoistej misji, ma emanujące poczucie służebności. Ja reprezentuję te cechy, To jest mi bliskie” – dzielił się z Urbanem swoimi przemyśleniami.
W rozmowie z krytykiem i scenarzystą filmowym Wandą Wertenstein w 1981 r. tak wyjaśniał przyczynę swojej popularności: „Gdybym upierał się przy pewnych scenariuszach, nie zrobiłbym do dzisiaj moich podstawowych filmów. Gdybym czekał, aż będę mógł zrealizować ten czy inny scenariusz, nie byłbym zawodowym reżyserem, lecz kimś, kto robi filmy od czasu do czasu”.
Natomiast osiem lat później, 16 czerwca 1989 r., także Wandzie Wertenstein reżyser mówił: „Ci, którzy mają jakieś zdolności, nie muszą zapisywać się do partii, żeby egzystować, żeby żyć, żeby tworzyć. A tamci to ludzie, którzy mają albo chore ambicje, albo są po prostu tak niezdolni, że bez pomocy partii nigdy nie zrobiliby żadnego filmu”. Widać wyraźnie, że wraz ze słabnięciem w Polsce komunistów pogarszała się także pamięć Wajdy na temat swojej własnej partyjnej przeszłości. Później w 1990 r. zdawał się zupełnie nie pamiętać, iż karierę artystyczną budował równolegle z polityczną. W wywiadzie dla „GW” opisywał, jak wcześniej doradzał swoim studentom, by zawsze rozwijali swoje wolności, bo inaczej będą musieli zapisać się do PZPR. „Ostrzegałem ich również, aby pilnie uczyli się robić filmy, gdyż inaczej będą musieli zapisać się do partii, która zbierała takich nieudaczników i dawała im ochronę – ale oczywiście nie za darmo”. „Nie jest tak, żeby w Polsce ktoś nie mógł zrobić filmu. Nie byłem szefem kinematografii, ani nie odgrywałem żadnej roli politycznej na tyle, żeby móc komukolwiek, cokolwiek zabronić” – wyjaśnił.
Historia według Wajdy
Na festiwalu w Karlovych Varach i konferencji filmowej w Pradze (1958 r.), gdzie pokazywany był film Wajdy „Kanał”, reżyser został oskarżony o nihilizm, skrajny pesymizm i pogardę dla bohaterstwa. Odpierając te zarzuty, stwierdził, że osoby wypowiadające się w ten sposób absolutnie nie znają tematu. „Te same jednak zarzuty słyszałem od reakcyjnie nastawionych ludzi w kraju, którzy z Powstania Warszawskiego zrobili świętość” – mówił oburzony. „Powstanie było politycznie obłędem, a militarnie szaleństwem. Cóż mogło z tego wyniknąć. Obłęd i szaleństwo zabijają bohaterów mego filmu w kanałach, na dnie rozpaczy, bez sensu i potrzeby. Trzeba przecież rozumieć, że Powstanie Warszawskie zostało wywołane przez rząd londyński, dla którego takie zakończenie wojny było klęską” – dodał.
Gdy „Kanał” omawiano na posiedzeniu Komisji Ocen Filmów i Scenariuszy, wypowiadano się o nim z dużą aprobatą. „Tym filmem zmusimy ludzi do tego, żeby pomyśleli, że wysiłek był zmarnowany. Chcemy przez ten film pokazać dynamikę zmarnowanego bohaterstwa ludu warszawskiego. Musimy zdać sobie sprawę, że robimy film rewizjonistyczny w stosunku do tradycji ułańskiej” – powiedział wówczas Jerzy Toeplitz.
„Przecież musimy zgodzić się z tym, że ten film nie godzi w podstawy Polski Ludowej, że on w żadnym wypadku nie wzywa do obalenia ustroju, on jest zrobiony z pozycji komunistycznych” – chwalił Tadeusz Konwicki.
„Tacy artyści jak Wajda, czy zdają sobie z tego sprawę, czy nie, są emisariuszami zręcznie działającego systemu Chruszczowa, wysyłanymi na Zachód, jako pułapka na głupców. Partia prowadzi ich na smyczy” – pisał szwajcarski dziennik „Neue Zürcher Zeitung” po premierze „Popiołu i diamentu”. „Ci młodzi ludzie, którzy stoją do dyspozycji elastyczniejszego obecnie systemu propagandy Związku Radzieckiego są – właśnie dzięki tej giętkości i pozornej artystycznej wolności – bardziej niebezpieczni [...]. Wystarczy obejrzeć film Wajdy, aby się o tym przekonać” – kontynuował dziennik.
W Polsce drukowano peany: „Wajda wydaje mi się najbliższym Marksizmowi twórcą filmowym” – tak twórczością reżysera zachwycał się na łamach „Literatury” Jerzy Putrament.
„Starałem się zrealizować film, który po marksistowsku ukazywałby powstanie i główne treści kapitalizmu w Łodzi” – mówił reżyser po ekranizacji swojego filmu „Ziemia obiecana”. Marksizm tego obrazu w lot zrozumiała komunistyczna propaganda. Na posiedzeniu Wydziału Pracy Ideowo-Wychowawczej KC PZPR w 1975 r. powstał plan wykorzystywania dzieł filmowych reżysera: „Trzeba ostrożnie podkreślać, że Wajda opowiedział się klasowo. [...] Należy podkreślić obiektywną, wychowawczo-ideową wartość »Ziemi obiecanej«”.
Trochę w AK
W życiorysie dołączonym do ankiety personalnej Wajda wspomina o tym, iż w latach 1942–1944 był zaprzysiężonym żołnierzem Armii Krajowej. Tymczasem w podobnym dokumencie dołączonym rok wcześniej do podania o przyjęcie do Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej w Łodzi, nie podaje żadnej informacji na ten temat. Do działalności w szeregach Armii Krajowej reżyser powrócił znowu w wywiadzie udzielonym Bolesławowi Sulikowi w 1967 r. w Londynie: „Byłem oczywiście w AK, ale wykonywałem tylko bardzo skromne zadania i represje niemieckie mnie nie dotknęły” – wspominał. Skontaktowaliśmy się z szefem radomskiego oddziału Armii Krajowej, Leonem Etwertem, który dysponuje odpowiednią dokumentacją historyczną. Etwert wyjaśnił, że nie widnieje w niej nazwisko Wajdy.
Specyficzne podejście reżysera do prawdy historycznej – zawsze dziwnie zbieżne z propagandą komunistyczną – widoczne jest także w obrazie „Lotna” inspirowanym sformułowaniem „z szablami na czołgi”, które było elementem budowania negatywnego wizerunku polskiej kawalerii. Sponiewieranie pamięci o żołnierzach WP z czasów II RP może dziwić tym bardziej, iż ojciec reżysera walczył w pułku kawalerii, który odznaczył się bohatersko w pierwszej potyczce II wojny światowej pod Wieluniem. Krytykującym kłamstwo historyczne, na którym oparty jest film „Lotna” reżyser odpowiadał: „Niektórzy historycy podnieśli krzyk, że w 1939 r. nie było żadnej szarży kawaleryjskiej, a zatem scena ta była niemożliwa... i to jest prawda. [...] Czy to wyjdzie mądrze, czy głupio, nie miało to dla mnie żadnego znaczenia. Chodziło tylko o to, żeby taki szalony skrót przedstawić w filmowym obrazie”.
***
Tekst powstał na podstawie akt Instytutu Pamięci Narodowej – sygn. IPN BU 0222/1572; wykorzystano również książkę Piotra Włodarskiego, Pan Andrzej.