Fragmenty
: śr maja 29, 2013 6:21 am
Driezna – 85. kilometr
- A co w tym zadziwiajacego! I jakie w ogole granice? Granice sa po to, zeby nie pomylic narodow. U nas na przyklad stoi straznik, ktory doskonale wie, ze granica nie jest kwestia fikcji czy godla panstwowego, tylko tego, ze po jednej stronie granicy pija i wiecej mowia po rosyjsku, a po grugiej pija mniej i mowia po nierosyjsku.
A tam? Jakiez tammoga byc granice, jesli wszyscy pija jednakowo i wszyscy mowia po nierosyjsku! Tam moze by i ktos chcial postawic straznika, tyle ze nie ma gdzie … Totez straz graniczna wloczy sie bezczynnie, nudzi i prosi ognia … Slowem, w tym sensie jest zupelna swoboda. Chcesz sie na przyklad zatrzymac w Eboli, prosze bardzo, zatrzymaj sie. Chcesz isc do Canossy – nikt ci nie przeszkodzi w pojsciu do Canossy. Chcesz przekroczyc Rubikon – przekraczaj …
Tak ze dziwic sie nie ma czemu … Punkt dwunasta czasu Greenwich zostalem przedstwaiony dyrektorowi British Museum o dzwiecznym i glupawym nazwisku, cos w rodzaju Kombi Nator. "Czego pan od nas chce?" - spytal dyrektor British Museum. "Chce pana zaangazowac. A wlasciwie chcialbym, zeby pan mnie zaangmam pana angazowac?" "W jakich mianowicie skarpetkach?" – spytalem, juz nie kryjac gniewu.azowal …"
"Mam pana zaangazowac w takich spodniach?" – spytal dyrektor British Museum. "W jakich mianowicie spodniach?" – zapytalem ze skryta uraza. On za, jakby nie slyszac, stanal przede mna na czworakach i zaczal obwachiwac moje skarpetki. Obwachawszy, wstal. Skrzywil sie, splunal i zapytal: "W jakich mianowicie skarpetkach?" – spytalem, juz nie kryjac gniewu. "W jakich znowu skarpetkach? Te, ktore nosilem w Ojczyznie, rzeczywiscie smierdzialy, owszem. Ale przed wyjazdem je zmienilem, poniewaz w czlowieku wszystko powinno byc piekne: dusza, mysl i ..."
Ale on nawet sluchac nie chcial. Poszedl do Izby Lordow i powiedzial : « Lordowie ! Za moimi drzwiami stoi pewien lajdak. Przybyl z zasniezonej Rosji, ale chyba nie jest bardzo pijany. Co mam robic z tym nieszczesnikiem? Angazowac to monstrum, czy tez nie angazowac tego koczkodana?" Lordowie zas, przyjrzawszy mi sie przez monokle, powiadaja: "Sprobuj, Williamie! Sprobuj, wystaw go na widok publiczny, ten zlamany k***s bedzie pasowal do kazdego otoczenia" Tu zabrala glos krolowa Anglii. Podniosla reke i zawolala …
- Kontrolerzy! Kontrola! – rozleglo sie w calym wagonie. Rozleglo sie, przytoczylo i eksplodowalo: - Kontrola!
Moje opowiadanie zostalo przerwane w najbardziej pikantnym miejscu. Ale nie tylko opowiadanie; zarowno pijany polsen czarnowasego, jak i sen dekabrysty – wszystko uleglo zatrzymaniu w pol drogi. Stary Mitrycz ocknal sie, caly we lzach, mlody zas oszolomil wszystkich poswistujacym ziewaniem przechodzacym w smiech I wyproznienie. Jedynie kobieta trudnego losu spala niczym fatamorgana, przysloniwszy beretem wybite zeby …
Prawde mowiac na pietuszkowskiej trasie nikt nie boi sie kontrolerow, poniewaz nikt nie ma biletu. Jesli nawet jakis odszczepieniec kupi po pijanemu bilet, to kiedy przychodza kontrolerzy, robi mu sie glupio. I kiedy podejda do niego, nie patrzy ani na nich, ani na pasazerow i ma ochote zapasc sie pod ziemie. Kontroler zas oglada jego bilet z obrzydzeniem i niszczy go wzrokiem niczym plaza. Natomiast reszta publicznosci patrzy na gapowicza wielkimi pieknymi oczami, jakby mowiac: wstydz sie, kutafon jeden! Sumienie go gryzie, parcha! I tym smielej wpatruje sie w oczy kontrolera: tacy jestesmy! Czy mozna nas potepic? Podejdz do nas, Siemionycz, nie skrzywdzimy cie …
Zanim starszym kontrolerem zostal wlasnie Siemionycz, wszystko wygladalo inaczej. W tych czasach gapowiczow traktowano jak Hindusow: zapedzano do rezerwatow, walono po glowach enzyklopedia Brockhausa i Efrona, a nastepnie karano grzywna i wyrzucano z wagonu. W owych czasach, uciekajac przed kontrola, stada gapowiczow gnaly przez wagony, zagarniajac nawet posiadaczy biletow. Pewnego razu bylem swiadkiem, jak dwaj mali chlopcy, ulegajac powszechnej panice, uciekali wraz z calym stadem i zostali stratowani na smierc … Lezeli potem w przejsciu, sciskajac bilety w posinialych raczkach …
Starszy kontroler Siemionycz zmienil wszystko. Zlikwidowal wszystkie grzywny i kary. Postepowal znacznie prosciej: bral od gapowiczow po gramie za kilometr. Jak Rosja dluga i szeroka, brac szoferska bierze od "lepkow" po kopiejce za kilometr; Siemionycz taz bral poltora raza mniej: po gramie za kilometr. Jesli na przyklad jechalo sie z Czuchlinki do Kseda, na odleglosc dziewiecdziesieciu kilometrow, wypadalo nalac Siemionyczowi dziewiecdziesiat gramow i mozna bylo podrozowac najspokojniej w swiecie, rozwaliwszy sie na lawce niczym kupiec ...
Tak wiec Siemionyczowa innowacja wzmacniala wiez kontrolera z szerokimi masami, a ponadto wiez owa czynila tansza, prostsza I bardziej ludzka … Totez w ogolnym podnieceniu, wywolanym przez okrzyk: "Kontrolerzy!", nie bylo strachu, a jedynie przedsmak …
Siemionycz wszedl do wagonu pozadliwie usmiechniety. Ledwie trzymal sie na nogach. Zazwyczaj dojezdzal tylko do Oriechowa-Zujewa, a w Oriechowie-Zujewie wyskakiwal i, zalany w sztok, szedl do swojego biura.
- Co, znowu ty, Mitrycz? Znowu do Oriechowa? Pokrecic sie na karuzeli? Po sto osiemdziesiat od kazdego. Aa, to ty, czarnowasy? Saltykowska-Oriechowo-Zujewo? Siedemdziesiat dwa gramy. Zbudzcie te k.urw.e i spytajcie, ile mi sie od niej nalezy. A ty, skad i dokad? Sierp i Mlot – Pokrow ? Pan bedzie laskaw sto piec. A na gape coraz mniej jezdzi … Kiedys to budzilo, sprawiedliwy gniew, a teraz zasluzona dume … A ty, Wieniu? …