Na temat tej wizyty prestiżowy tygodnik „Élet és Irodalom” (Życie i Literatura) zamieścił krótki artykuł. Autor świetnie zorientowany w polskiej politycy wymienia paradoksy związane z tę inicjatywą, np. to, że pozaparlamentarny ruch przeciwko Órbanowi nazywa się Solidarność i nawet używa jej godła. Pyta też, czy warto dla doraźnych korzyści politycznych poddawać próbie wyjątkowo przyjacielskie stosunki, jakie Węgry mają od 1000 lat z jednym-jedynym krajem, czyli z Polską?
Co by było, gdyby to Węgrzy pojechali do Polski demonstrować za Kaczyńskim? – zastanawia się.
Wyraża też zaniepokojenie czy ta eskapada nie przyczyni się do pogłębienia wzajemnych stereotypów i uprzedzeń, a ja dodam od siebie, że te stereotypy niezupełnie są wzajemne, co autor przez grzeczność przemilcza.
O co mu chodzi? Myślę, że o czasy Solidarności w roku 1980 i później, kiedy to Polacy stali się przedmiotem szyderstw i bardzo popularnych wśród Węgrów dowcipów, jako naród, któremu się nie chce pracować, tylko handluje byle czym ,za grosze, o czym w Polsce mało kto wie, lub nawet jeżeli wie, to woli nie pamiętać. Ale ja to przeżyłem na własnej skórze i nigdy nie zapomnę, co zresztą już tutaj kiedyś pisałem.
Dla przykładu przytoczę dowcip, który słyszałem gdzieś ok. roku 1995-go w szpital w Győr, od innego pacjenta:
„Węgier je wielki kawał kiełbasy, a Polakowi ślinka strasznie leci. – „Dam ci tę kiełbasę, jak wypijesz to wiadro wody” – mówi Węgier. Polak złapał wiadro i pije, pije i aż wreszcie wypił wszystką wodę.
A na to Węgier: - „no widzisz, ty przecież wcale nie byłeś głodny, tylko pić ci się chciało!”
Polacy w Budapeszcie
Re: Polacy w Budapeszcie
Ten "dowcipas" chodził w tym czasie w Polsce("wolnej") ale jego bohaterem byl "ruski" zamiast "lengyela".
Polska komuchowata pokazywała nam jak bohaterscy ludowo-demokratyczni węgierscy milicjanci ścigali na dworcu Keleti "tabuny"(2 góra 4) polskich handlarzy, wykupujących na handel bluzeczki "bukle", masowo produkowane w piwnicach domów przy sąsiadujących z dworcem ulicach. Wcale bym się nie zdziwił gdyby te "buklowe" biznesy były własnością komunistycznych dostojników "braci" Węgrów.
Wstydliwym chyba dla Węgrów faktem jest, że w czasie kiedy węgierscy milicjanci uganiali się za Polakami, Węgrzy nawiedzali najczęściej zamieszkałe przez Polaków kampingi i wykupywali od nich wszelaką pościel, namioty oraz turystyczny sprzęt. Polacy byli zadowoleni bo dostali wiecej gotówki ponad te 1400 forintów jakie można było wtedy wymienić
Podobnie było z Czechami. Przepędzali Polaków ze sklepów a na granicy trzepali w poszukiwaniu dziecięcych ubranek, żywności dla niemowląt a nawet grysiku co było bezdusznie rekwirowane przez czeskich celników. W latach dziewiędziesiątych na polskich terenach przygranicznych (na targowiskach) grasowały tabuny Czechów i wykupywały prawie wszystko jak leci z czego nasi handlarze byli bardzo zadowoleni. Teraz jest ich mniej ale jeszcze wpadają na zakupy.
Podobnie było w relacjach polsko - dederonowych.
Polska komuchowata pokazywała nam jak bohaterscy ludowo-demokratyczni węgierscy milicjanci ścigali na dworcu Keleti "tabuny"(2 góra 4) polskich handlarzy, wykupujących na handel bluzeczki "bukle", masowo produkowane w piwnicach domów przy sąsiadujących z dworcem ulicach. Wcale bym się nie zdziwił gdyby te "buklowe" biznesy były własnością komunistycznych dostojników "braci" Węgrów.
Wstydliwym chyba dla Węgrów faktem jest, że w czasie kiedy węgierscy milicjanci uganiali się za Polakami, Węgrzy nawiedzali najczęściej zamieszkałe przez Polaków kampingi i wykupywali od nich wszelaką pościel, namioty oraz turystyczny sprzęt. Polacy byli zadowoleni bo dostali wiecej gotówki ponad te 1400 forintów jakie można było wtedy wymienić
Podobnie było z Czechami. Przepędzali Polaków ze sklepów a na granicy trzepali w poszukiwaniu dziecięcych ubranek, żywności dla niemowląt a nawet grysiku co było bezdusznie rekwirowane przez czeskich celników. W latach dziewiędziesiątych na polskich terenach przygranicznych (na targowiskach) grasowały tabuny Czechów i wykupywały prawie wszystko jak leci z czego nasi handlarze byli bardzo zadowoleni. Teraz jest ich mniej ale jeszcze wpadają na zakupy.
Podobnie było w relacjach polsko - dederonowych.
Re: Polacy w Budapeszcie
Ależ was siem,towarzyszu Lipiński,od samego rana pierdoły trzymajom...
Musi podczas tej waszej ,towarzyszu wuju,słynnej ucieczki do Włochów,pepiczki I Madziary pogoniły wam kota.
Albo kobita zamkneła wam,towarzyszu,na 4 spusty tą lodówkie ze Smirnoffem...
Musi podczas tej waszej ,towarzyszu wuju,słynnej ucieczki do Włochów,pepiczki I Madziary pogoniły wam kota.
Albo kobita zamkneła wam,towarzyszu,na 4 spusty tą lodówkie ze Smirnoffem...
Re: Polacy w Budapeszcie
Szanowny Panie Pipek,pipek pisze:Ależ was siem,towarzyszu Lipiński,od samego rana pierdoły trzymajom...
Musi podczas tej waszej ,towarzyszu wuju,słynnej ucieczki do Włochów,pepiczki I Madziary pogoniły wam kota.
Albo kobita zamkneła wam,towarzyszu,na 4 spusty tą lodówkie ze Smirnoffem...
Spodobało mi sie pańskie powiedzenie" "lata jak suchy liść na wietrze". Tak właśnie lata mi to, za kogo pan mnie uważa. Dla pana mogę być: świętym tureckim, dromaderem, Kowalskim, Janosikiem z Mszany Dolnej albo Górnej, itd itp. Mimo to odpiszę panu, chociaż początkowo miałem zrobić jak ten liść na wietrze.
U mnie panie Pipek było rano, bardzo wcześnie rano, chociaż jeszcze nie świtało i cicho było wokół.
Jak na wyksztalconego historyka w geografii cienko pan kuma. Bardziej uczył się pan wyssanej z brudnych paluchów historii "zbrodni" dokonanych przez Kościół Katolicki niż tego, gdzie który kraj europejski leży i przez które przejeżdża się do celu. To prawda, że wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, ale nie znaczy, że ktoś kto chce dostać się tam jak najszybciej będzie do rzeczonego Rzymu jechał przez Himalaje, albo nawet przez Budapeszt.
Chciałbym panu wyjaśnić(może miał pan trudności ze zrozumieniem), że czescy celnicy nie odbierali grysiku Polakom jadącym do Włoch, ale na przejściu granicznym, wracającym do Polski. Czy jest to logiczne dla pana? Podobnież bratnia węgierska milicja nie musiała ścigać Polaka jadącego do Włoch bo na po kiego mu te tandetne bluzeczki bukle we Włoszech. Potrzebna mu była twarda waluta.
Smirnow panie Pipek, nadaje się do nacierania plecków albo zimą do spryskiwacza w samochodzie, żeby nie zamarzł. W Polsce za luksusowy alkohol uznawana jest wódka Finlandia. Ja tam wolę kieliszek koniaku lub lampkę dobrego wermutu albo myśliwskiej ziołowej na trawienie
Re: Polacy w Budapeszcie
Towarzyszu TKJ,
proszę do mnie nie pisać takich długich postów - 3 linijki waszego,towarzyszu wuju,bełkotu to i tak za dużo.
Więcej nie czytam,bo i po co ?
A na spowiedź niech wuj zasuwa do swojego proboszcza.
proszę do mnie nie pisać takich długich postów - 3 linijki waszego,towarzyszu wuju,bełkotu to i tak za dużo.
Więcej nie czytam,bo i po co ?
A na spowiedź niech wuj zasuwa do swojego proboszcza.
Re: Polacy w Budapeszcie
Szanowny wykształciuchu Pipek, przepraszam! Faktycznie, zapomniałem, że więcej jak trzy linijki tekstu to dla wykszatałciucha wysiłek na miarę Syzyfa albo i większy. Bedę się skracał.pipek pisze:Towarzyszu TKJ,
proszę do mnie nie pisać takich długich postów - 3 linijki waszego,towarzyszu wuju,bełkotu to i tak za dużo.
Więcej nie czytam,bo i po co ?
A na spowiedź niech wuj zasuwa do swojego proboszcza.