Ty miernoto sakramencka umiesz jeszcze czytać teksty napisane w języku polskim, że zrozumieniem?
Czy ty wypierdku, sakramencki nieuku, imbecylu i ignorancie pospolity wiesz, o tym, że teraz, za Baracka Obamy amerykanie kupują dla swojej armii ruskie helikoptery wyprodukowane w putinowskiej rosji a także helikoptery wyprodukowane w Mielcu, w Polsce? Czy ty ignorancie wiesz, że polski samolot rządowy Tu-154 M Lux 101, którym leciał polski prezydent i towarzyszące mu osoby, tak jak polskie samoloty CASA i obydwa polskie Tu-154MLux eksploatowane przez 36. specjalny pułk lotnictwa transportowego przewożące polskich VIP-ów miały zainstalowane najnowocześniejsze urządzenia wspomaganego komputerami cywilnego systemu nawigacji amerykańskiej firmy United Avionics? który umożliwiał Z POWODZENIEM, BEZPIECZNIE LĄDOWAĆ W KAŻDYCH WARUNKACH ATMOSFERYCZNYCH? W TYM TAKŻE NA LOTNISKU W SMOLEŃSKU? BO SYSTEM Z POWODZENIEM MÓGŁ ZASTĄPIĆ ILS, KTÓREGO NIE BYLO NA TYM LOTNISKU?
CO DO KATASTROF LOTNICZYCH TO W STANACH BYŁO ICH OCZYWIŚCIE DUŻO WIĘCEJ NIŻ W POLSCE ...
Męczy cię czytanie ? kreskówki tylko oglądasz gamoniu sakramencki? Zadałeś pytanie, wykazałeś się kompletną ignorancją w sprawach polskich to aby cię oświecić i podobnych tobie gamoni polskiego pochodzenia, którzy przebywając w Stanach zdurnieli do imentu, obszernie ci wszystko wyjaśniłam! To mój tekst a nie żaden przedruk! Wysil mózgownicę i przeczytaj ze zrozumieniem co piszę i skorzystaj gamoniu i ignorancie sakramencki z okazji i ucz się, ucz się poprawnej polszczyzny i wiedzy o Polsce bo jak widać jej nie masz!
---------------
W tej ważnej sprawie my, wszyscy Polacy, w Polsce i poza jej granicami, na całym świecie, winniśmy zjednoczyć się ponad podziałami. Nie zrażajmy się jakimikolwiek trudnościami ani kłodami rzucanymi nam pod nogi.
My tu w Polsce, daliśmy radę sowieckiej komunie, zjednoczeni damy radę i teraz!
Nie robimy tego tylko dla siebie ale dla Najukochańszej Ojczyzny Naszej, dla naszych dzieci i wnuków, dla przyszłych pokoleń!
Przy każdej okazji, każdy wedle własnych możliwosci, tłumaczmy Polakom oraz naszym zagranicznym znajomym, przyjaciołom i sojusznikom, słuszność
i konieczność doprowadzenia do międzynarodowego dochodzenia w sprawie ustalenia przyczyn katastrofy smoleńskiej, w 2010 roku! Tłumaczmy, że nie chodzi nam o "teorie spiskowe" ale o dotarcie do prawdy obiektywnej, w sprawie przyczyn katastrofy smoleńskiej.
Te spontaniczne, oddolne, obywatelskie, patriotyczne, działania, powinny obudzic Polaków i spowodować lawinę, pozytywnych, działań obywatelskich, jednoczących wszystkich Polaków w Polsce i na całym świecie.
Powinny obudzić opinię międzynarodową!
Tobie i wszystkim tym co z głupoty, z niewiedzy czy w złych zamiarach, podstępnie i dla oszukiwania innych, szkalowania fałszywie Polaków, manipulujac faktami, winę za tragedię smoleńską przypisują zmarłemu w niej tragicznie, prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej, śp. Lechowi Kaczyńskiemu, twierdząc iż nieproszony niepotrzebnie leciał do Smoleńska zabierając tyle osób, przypominam, że w Polsce chociaż prezydent tytularnie jest głową państwa to ma bardzo ograniczone uprawnienia i nie można ich nawet nazwać władzą.
W Polsce, prezydent lata samolotami rządowymi, jeżeli rząd Mu takowy na dany lot przydzieli. Nie ma swojego samolotu ani nigdy nie jest nawet faktycznym, dysponentem samolotu, którym leci to znaczy, którym Go transportują.
W Polsce na codzień rządzi rząd składajacy się z ministrów na czele, z premierem (Prezesem Rady Ministrów).
I tak było w 2010 roku, to premierowi Donaldowi Tuskowi właśnie podlegały wszystkie agendy rządowe, ministerstwa, Biuro Ochrony Rządu, Wywiad, Kontrwywiad, i 36 Specjalny Wojskowy Pułk Lotnictwa Transportowego (który zajmował się transportem polskich VIP-ów, w tym, prezydenta i premiera) odpowiedzialne za bezpieczny transpoort prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.
Jeżeli prezydent planował jakiś wylot to Kancelaria Prezydenta musiała odpowiednio wcześnie, złożyć do odpowiedniego urzędnika, w Kancelarii Premiera zapotrzebowanie na lot, podając termin, cel podróży (miejsce docelowe podróży), ilość osób etc. etc. i to on wszystko dalej załatwiał.
Trzeba teraz dodać, że zaraz po przegranych wyborach w 2005 roku Donald Tusk, szef Platformy Obywatelskiej nie przyjął propozycji współtworzenia rządu, wzięcia razem z PiS, odpowiedzialności za rządzenie, odpowiedzialności za Kraj a zamiast tego wszczął bezpardonową wojnę z braćmi Kaczyńskimi, ich rodziną i milionami ich sympatyków i wyborców, która to wojna, została nazwana wojną polsko-polską i z całą bezwzględnością jest nadal prowadzona przez Donalda Tuska, przeciw braciom Kaczyńskim, ich rodzinie, PiS, milionom ich sympatyków i wyborców, mimo że Lech Kaczyński już nie żyje.
Załatwiając zapotrzebowanie Kancelarii Prezydenta na lot to urzędnicy Kancelarii Premiera decydowali o tym ile samolotów i jakie przydzielić. Ani prezydent ani Jego Kancelaria nie mieli żadnego udziału w podejmowaniu decyzji, mogli tylko prosić.
Odkąd Donald Tusk został premierem, jego wojna z braćmi Kaczyńskimi, w tym z urzędującym prezydentem Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej, Najukochańszej Ojczyzny Naszej, nasiliła się do tego stopnia, że prowadzono przeciw prezydentowi nagonkę w mediach, odmawiono Mu nieraz samolotu, tak, że musiał lecieć samolotem rejsowym, czy jako pasażer samolotu Tuska, ośmieszano Go; Tusk śmiał się, że jemu prezydent nie jest w Brukseli do niczego potrzebny, okłamywał Polaków, że prezydent nie ma po co latać do Brukseli, bo nie będzie tam dla Niego fotela i nie będzie tam miał na czym siedzieć etc.etc. Nawet jak prezydent gdzieś poleciał to śmiano się, że nie wiadomo wcale czy będzie miał czym wrócić.
Organizatorem corocznego *wyjazdu*, na uroczystości katyńskie, środowisk katyńskich, zawsze 10 kwienia, był polski rząd, bo to rządowi podlegały odpowiedzialne za zorganizowanie bezpiecznego wyjazdu, odpowiednie agendy, ministerstwa i służby.
To nie prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, nie jego kancelaria i nie prezydent czy premier Federacji Rosyjskiej byli organizatorem corocznych uroczystości katyńskich.
Od 1992 roku, organizatorami i gospodarzami corocznych uroczystości katyńskich, które odbywały się zawsze 10 kwietnia, byli: minister Andrzej Przewoźnik, Sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, razem z Federacją Rodzin Katyńskich i to oni a nie prezydenci czy premierzy Rosji, od wielu lat zapraszali urzędującego prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej aby przewodniczył tym uroczystościom na cmentarzu katyńskm, dla podniesienia ich rangi.
10 kwietnia 2010 roku, corocznymn zwyczajem, prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, Lech Kaczyński leciał na uroczystosci katyńskie aby im przewodniczyć, na zaproszenie środowisk katyńskich i ministra Andrzeja Przewoźnika, Sekretarza generalnego Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa bo to oni byli organizatorami i gospodarzami tych uroczystości.
Prezydent nie potrzebował więc, zaproszenia od władz Federacji Rosyjskiej.
Nie do prezydenta ale do agend, ministerstw i służb podległych premierowi Donaldowi Tuskowi, należało zbadanie czy lotnisko w Smoleńsku jest czynne, czy można tam lądować etc. i w razie konieczności do nich należało ustalenie innego, czynnego lotniska, lotnisk zapasowych, transportu lądowego etc. tak aby prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej wraz z towarzyszacymi Mu osobami bezpiecznie dowieżć do celu podróży czyli do Katynia i z powrotem o Polski.
Już 27 stycznia 2010 r. kancelaria prezydenta Lecha Kaczyńskiego poinformowała ministra Andrzeja Przewoźnika (sekretarza generalnego Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa), polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, polską ambasadę w Moskwie i ambasadora Federacji Rosyjskiej w Polsce o planach wyjazdu prezydenta RP, na uroczystości katyńskie 10 kwietnia 2010 roku, w tym o planowanym locie do Smoleńska aby umożliwić wymienionym organom państwa polskiego załatwienie niezbędnych formalności, zgodnie z obowiązujacymi procedurami dyplomatycznymi.
Tak było, to fakty udokumentowane! Jak wynika z notatki Służby Kontrwywiadu Wojskowego, Tomasz Arabski, szef kancelarii premiera, w ostatnich dniach stycznia 2010 r. udał się do Moskwy i spotkał się tam z przedstawicielami władz rosyjskich.
Czy wyjazd Arabskiego miał związek z informacją o udziale Lecha Kaczyńskiego w obchodach rocznicy mordu katyńskiego? Dlaczego wyjazd Arabskiego do Moskwy, trzymano w tajemnicy?
17 marca 2010 r. Władysław Stasiak, szef Kancelarii Prezydenta, na prośbę zainteresowanych dowódców, wystosował w imieniu głowy państwa, zaproszenie dla najważniejszych dowódców Wojska Polskiego do wzięcia udziału w uroczystościach katyńskich 10 kwietnia. Pismo skierowano na ręce Bogdana Klicha, ministra obrony narodowej.
Tego samego dnia 17 marca 2010 r. podsekretarz stanu w kancelarii Lecha Kaczyńskiego – Mariusz Handzlik – poprosił o towarzyszenie prezydentowi Radosława Sikorskiego, ministra spraw zagranicznych.
Sikorski nawet się nie namyślał. Już 18 marca dyrektor jego sekretariatu powiadomił Handzlika, że szef dyplomacji z prezydentem nie poleci. Bardziej niż treść tej odpowiedzi zaskakiwała jej forma. Wiadomość składała się bowiem z jednego zdania i nie zawierała żadnego wyjaśnienia takiej decyzji ministra.
Także, 18 marca 36. Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego wysłał prośbę o zgodę na przelot nad terytorium Rosji
i Białorusi. Autorzy pisma zwracali się w nim również do Rosjan o zapewnienie tzw. lidera, czyli rosyjskiego nawigatora. Kilkanaście dni później (31 marca) – z powodu braku odpowiedzi ze strony rosyjskiej – pułk z lidera zrezygnował.
19 marca 2010, minister obrony narodowej, Bogdan Klich, pisemnie wyraził zgodę na udział generalicji, w uroczystościach katyńskich 10 kwietnia 2010 r. dodając: „zwłaszcza że ja też się wybieram”.
Zaraz po tych ważnych ustaleniach między kancelarią prezydenta, kancelarią premiera, Ministerstwem Spraw Zagranicznych i Ministerstwem Obrony Narodowej, Arabski, szef kancelarii premiera, ponownie spotkał się w Moskwie, z Rosjanami 17-18 marca 2010 r.
Ale UWAGA !
17 marca minister Arabski ponownie spotkał się z Rosjanami, ale nie w tamtejszym Ministerstwie Spraw Zagranicznych, lecz ... w restauracji !
Świadczy to o tym, że rozmowy Arabskiego ze stroną rosyjską – trwające, jak zeznał jeden z funkcjonariuszy BOR, dwie godziny – miały charakter nieformalny.
Jakie szczegóły ustalano, podczas tego dyskretnego spotkania? Arabski do dzisiaj nie ujawnił, nawet Prokuraturze, czy jego rozmowy z Rosjanami dotyczyły nazwisk generałów lub innych osób mających wejść w skład prezydenckiej delegacji ?!
Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, śp. Lech Kaczyński, nie wybierał samolotu, którym poleci On, towarzyszące mu osoby, czy środowiska katyńskie ani nie miał na to żadnego wpływu.
Oprócz urzędników swojej kancelarii, nikogo z rządu, ani ze sztabu generalnego ani nikogo innego, prezydent na lot siłą nie zabierał, bo nie miał prawa o tym decydować!
Samolot, wyznaczył urzędnik kancelarii premiera, załogę samolotu, wyznaczył d-ca 36 Spec. Pułku Wojskowego lotnictwa transportowego, wszystkich urzędników rządowych, funkcjonariuszy Biura Ochrony Rzadu, dyplomatów, delegował rząd, w tym generałów, minister obrony narodowej Bogdan Klich, decyzją na piśmie, z dnia 19 marca 2010 r. z adnotacją, że sam też z Mimi poleci a prezydent tylko wyraził zgodę na to aby Mu towarzyszyli, tak jak na lot innych osób, które prosiły o to aby pozwolono im towarzyszyć prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej, w corocznej podróży na uroczystości katyńskie, dla uczczenia tragicznej śmierci naszych, polskich, bohaterów pomordowanych przez sowieckich zbrodniarzy, na rozkaz przywódców ówczesnego sowieckiego państwa tj. ZSRR, bo uważali towarzyszenie prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej, za wielkie wyróżnienie i wielki zaszczyt a niektórzy za swój obowiązek.
Mimo zapewnień w w/w piśmie, 10 kwietnia 2010 r. szefa MON. Bogdana Klicha, na pokładzie tupolewa nie było. Potem tłumaczył, że jego absencja spowodowana była chorobą matki.
A teraz co do samolotu. Nie był to wcale taki grat a Polska lepszymi nie dysponowała. Obydwa polskie samoloty TU-154MLux, będące na stanie 36 Spec. Pułku Wojskowego Lotnictwa Transportowego przeszły gruntowny remont a ponadto posiadały specjalne wyposażenie jakiego nie posiadały żadne inne, TU-154M, w innych krajach.
Komisja Millera ukryła pewne fakty nawet takie, o których wspomniał ruski MAK a mianowicie to, że samolot CASA rozbity pod Mirosławcem i obydwa polskie Tu-154MLux eksploatowane przez 36. specjalny pułk lotnictwa transportowego przewożące polskich VIP-ów miały zainstalowany najnowocześniejsze urządzenia wspomaganego komputerami cywilnego systemu nawigacji amerykańskiej firmy United Avionics.
GDYBY ZAINSTALOWANY NA TYCH SAMOLOTACH ROZBUDOWANY I NOWOCZESNY SYSTEM AWIONIKI WSPOMAGANY KOMPUTERAMI MIAŁ WPROWADZONE KOMPLETNE OPROGRAMOWANIE TO SAMOLOTY MOGŁYBY Z POWODZENIEM LĄDOWAĆ W KAŻDYCH, TRUDNYCH WARUNKACH ATMOSFERYCZNYCH, W TYM TAKŻE NA LOTNISKU W MIROSŁAWCU I W SMOLEŃSKU, BO SYSTEM Z POWODZENIEM MÓGŁ ZASTĄPIĆ ILS, KTÓREGO NIE BYLO NA LOTNISKU SMOLEŃSKIM.
CZYTAJCIE PROSZĘ ZE ZROZUMIENIEM A POZNACIE FAŁSZ I OBŁUDĘ RUSKICH, KOMISJI MILLERA, PREMIERA DONALDA TUSKA I NASZEGO RZĄDU!!!
Przy zakupie tych nowoczesnych systemów ktoś pewnie wziął łapówkę i zakupił ten system bez kompletnego oprogramowania, map, konfiguracji terenu danych lotnisk etc. a bez wprowadzenia tych danych przy lądowaniu w Mirosławcu i Smoleńsku system ten był NIEPRZYDATNY, BEZUŻYTECZNY!
A MOŻE TO BYŁ CELOWY SABOTAŻ ?!!!
TAWS jest tylko malutką częścią tego nowoczesnego amerykańskiego systemu awioniki, o funkcji sygnalizacyjnej, alarmowej!
Instrukcja amerykańskiego producenta tego nowoczesnego systemu nawigacji jaki był zainstalowany na samolocie CASA i polskich Tu-154MLux w takich warunkach, gdy nie wprowadzono kompletnego oprogramowania ZABRANIA korzystania z jego sygnałów ostrzegawczych (na przykład z TAWS) w celu niedopuszczenia do pilotów fałszywych sygnałów alarmowych.
Nasza załoga słusznie sygnały te ignorowała a zgodnie z instrukcją powinna była to mylące załogę urządzenie TAWS CAŁKOWICIE WYŁĄCZYĆ.
Pomimo tego autorzy raportu MAK, zwłaszcza w jego prezentacji medialnej, potraktowali zarejestrowane komunikaty TAWS jako podstawę dla oskarżenia naszych pilotów, to samo zrobiła Komisja Millera, premier Donald Tusk i jego rząd przedstawiając wrzaski systemu TAWS dla podkreślenia rzekomej winy, lekkomyślności i nieodpowiedzialności pilotów!!!
Minister Miller i jego Komisja nie wiadomo dlaczego manipulując faktami i dowodami, ukrywając ważny fakt, który zawiera nawet raport MAK, który zauważa w dokumentacji producenta, że dla lotniska nie wprowadzonego do bazy danych systemu (urządzenia wspomaganego komputerami cywilnego systemu nawigacji amerykańskiej firmy United Avionics) jaki znajdował się w samolocie Tu-154 MLux(101), tj. w tym przypadku danych lotniska w Smoleńsku i jego rejonu, ukształtowanie terenu przechowywane jest w pamięci systemu Universal Avionics jako punkty odległe
co 1/2 mili czyli ok. 800 metrów.
Wojskowa komisja badająca katastrofę koło Mirosławca stwierdziła, że nowoczesny system wspomaganej komputerami nawigacji w ostatnim locie rozbitego samolotu CASA przy lądowaniu w Mirosławcu, był bezużyteczny.
Podobnie powinien stwierdzić raport dotyczący katastrofy tupolewa pod Smoleńskiem. Dlaczego Komisja Millera ten fakt ukryła i nie ujęła go w raporcie końcowym?
Weźcie proszę pod uwagę, że wszystko byłoby dobrze gdyby piloci tupolewa, byli dobrze naprowadzani, gdyby lądowali tak jak lądowali, tylko z przesunięciem kilkuset metrów, jak dobrze pamiętam zdjęcia satelitarne, do przodu i w osi pasa lotniska !
Wygląda na to, że przerwali lądowanie i chcieli odejść, czy może odchodzili ale samolot nie poderwał się tylko opadał bezwładnie, ale czy tak czy tak zakończyło się to katastrofą dlatego, że jakby zbyt wcześnie znależli się za nisko, jakby operacja schodzenia była przesunięta i w osi i co do odległości .... ?
Może właśnie korzystali z tej wspomaganej komputerami awioniki ale z powodu tego iż do systemu nie wprowadzono niezbędnych danych lotniska był ten błąd kilkuset metrów o którym wspomina MAK i te przesunięcie w osi pasa? była mgła a więc wzrokowo przesunięcia nie mogli zobaczyć a ruscy kontrolerzy ich źle naprowadzali, utwierdzająch ich, że są na dobrej ściężce,
a może i ruskie latarnie radiowe żle nadawały i ich myliły bo ten ruski transportowiec co troche przed nimi próbował lądować też szedł z takim samym przesunięciemn horyzontalnym i mało nie skapotował ale w ostatniej chwili dał rade odejść ..?!
DLACZEGO UKRYWA TO KOMISJA MILLERA, rząd i premier ? DLACZEGO UKRYWAJĄ FAKT, ŻE, TAK JAK SAMOLOT CASA ROZBITY POD MIROSŁAWCEM obydwa polskie Tu-154 MLux eksploatowane przez 36. pecjalny pułk lotnictwa transportowego przewożące polskich VIP-ów miały zainstalowane najnowocześniejsze urządzenia, wspomaganego komputerami, cywilnego systemu nawigacji amerykańskiej firmy United Avionics?!
Czy 7 kwietnia 2010, gdy w Smoleńsku lądował tym samym samolotem, premier Donald Tusk, ten nowoczesny, amerykański system awioniki też nie miał właściwego oprogramowania ?!
czy może usunięto je na lot prezydenta, w dniu 10 kwietnia 2010 roku i to uniemożliwiło pilotom bezpieczne lądowanie ?!!!!!!!!!!!!
DLACZEGO UKRYWAJĄ, ŻE GDYBY ZAINSTALOWANY NA TYCH SAMOLOTACH ROZBUDOWANY I NOWOCZESNY SYSTEM AWIONIKI WSPOMAGANY KOMPUTERAMI MIAŁ WPROWADZONE KOMPLETNE OPROGRAMOWANIE TO SAMOLOTY MOGŁYBY Z POWODZENIEM LĄDOWAĆ W TRUDNYCH WARUNKACH ATMOSFERYCZNYCH, W TYM TAKŻE NA LOTNISKU W MIROSŁAWCU I W SMOLEŃSKU, BO SYSTEM Z POWODZENIEM MÓGŁ ZASTĄPIĆ ILS, KTÓREGO NIE BYLO NA LOTNISKU SMOLEŃSKIM.
Trzeba też przeanalizować tezę "pancernej brzozy", wątpliwości przedstawione przez pana posła Macierewicza oparte są na wyliczeniach amerykańskich ekspertów i naukowców!
Trzeba aby to sprawdzili dodatkowo inni eksperci ale nie z Komisji Millera bo ta Komisja skompromitowała się tak jak i ruski MAK. Można mieć zaufanie jeszcze tylko do ekspertów i śledczych wojskowych.
Mnie też coś nie pasuje z tą brzozą. Nie wierzę aby kawałek skrzydła urwany od uderzenia w drzewo na niewielkiej wysokości nad ziemią, mógł odlecieć ponad 100 metrów!
Przecież nie był wyrzucony z samolotu tylko urwał się ponoć od walnięcia w drzewo a więc musiał porządnie wyhamować a ponadto obniżyć lot a więc zaczepiać o krzaki!
Ponadto na nagraniu czarnej skrzynki odczytanym przez światowej sławy polskich specjalistów z Krakowa, które zweryfikowała prokuratura wojskowa
i uznała jako podstawowy dowód, nie ma żadnego odgłosu uderzenia w drzewo a są odgłosy przesuwajacych się przedmiotów.
To są bardzo intrygujące i ważne spostrzeżenia, i nie można ad hoc odrzucać ich tylko dlatego, że przedstawił je pan poseł Macierewicz.
Wg mnie są logiczne, są prawdopodobne i dlatego należy to wszystko dokładnie sprawdzić. Nie wiem czy polscy śledczy wojskowi i ich eksperci mieli możliwość na gruncie badać te brzozy, czy brzozę, bo jeżeli nie to ich już nie zbadają gdyż zostały dawno temu przez ruskich wycięte co też jest zagadkowe, dziwne i zaskakujace, bo w każdym innym kraju za takie niszczenie dowodów, przed zakończeniem śledztwa ktoś poszedłby do więzienia !
Niestety ale wychodzi na to, że teraz możemy mieć zaufanie tylko do ustaleń i niezależnego śledztwa polskich prokuratorów wojskowych, ruski MAK i Komisja Millera, premier Donald Tusk i polski rząd, są dla mnie niewiarygodni i w związku z tym uzasadmiony i konieczny wydaje się udział w dalszym śledztwie niezależnych międzynarodowych instytucji i ekspertów lotniczych, w tym np. z NATO i międzynarodowe dochodzenie.
WŁAŚNIE DLATEGO otworzyliśmy petycję do administracji prezydenta Baracka Obamy pod tytułem:
"WE PETITION THE OBAMA ADMINISTRATION TO: support the Polish Nation appeal for an international investigation of the Smolensk 2010 air crash".
Miliony Polaków, uważają za konieczne aby polscy eksperci zaangażowani przez prokuraturę, a nawet śledczy skorzystali z pomocy ekspertów niezależnych, z międzynarodowych instytucji i organizacji lotniczych, NATO, ekspertów i naukowców polskich, amerykańskich i ew. z innych państw etc, którzy mają większe doświadczenie i możliwości w badaniu i wykrywaniu przyczyn katastrof lotniczych etc. etc. ostatecznie i tak wszystkie ewentualne wnioski oceni i zweryfikuje, polska prokuratura wojskowa i polski, niezawisły Sąd.
Jednakże polski rząd, którego agendy, ministerstwa i służby były odpowiedzialne za bezpieczny transport polskiego prezydenta i towarzyszących Mu osób, obawiając się wykrycia, karygodnych krętactw, korupcji, zaniechań, manipulacji i nieprawidłowości, mogących skutkować odpowiedzialnością karną, zgodnie z polskim prawem, mogących być jedną z przyczyn tej strasznej katastrofy, w której zginęło dwóch polskich prezydentów i więcej generałów niż w całej, II wojnie światowej, odmawia wystąpienia do niezależnych ekspertów, naukowców, instytucji i organizacji lotniczych o międzynarodowe śledztwo, w celu ustalenia prawdziwych przyczyn tej strasznej tragedii.
Stąd nasza inicjatywa. Miliony Polaków oczekują na wykrycie prawdziwych przyczyn i winnych tej strasznej narodowej tragedii.
Nie jestem zwolenniczką tzw. "teorii spiskowych" ale uważam, że na tym etapie polskiego śledztwa, gdy wrak samolotu i wszystkie najważniejsze dowody, w tym czarne skrzynki pozostają nadal, w posiadaniu Federacji Rosyjskiej, brak jest podstaw do rezygnowania z badania jakiejkolwiek tezy, także tej o możliwym zamachu czy awarii, jakkolwiek nie twierdzę, że miał miejsce zamach czy awaria!
Od początku nie miałem zaufania do ruskiej komisji MAK, m.inn. z tegp powodu, że istnieje konflikt interesów albowiem, komisja ta nadzorowała lub była w inny sposób związana m.inn. z ruskimi zakładami, które, wcześniej remontowały polskie samoloty Tu-154MLux, w tym i ten o nr 101, który uległ katastrofie a ponadto MAK, jest komisją ruską a nie międzynarodową, nie jest komisją niezależną od rosyjskich władz a wręcz przeciwnie całkowicie im podlega!
Zaś po pewnym czasie utraciłem zaufanie, także do polskiej komisji państwowej, tzw. Komisji Millera i jej raportu a to m.inn. z tego powodu, że Komisja ta niektóre ważne fakty i dowody nterpretowała tendencyjnie, często wybiórczo, uznaniowo, nierzetelnie, jeszcze inne bagatelizowała lub pomijała a niektóre wręcz ukryła i nie ma ich w raporcie końcowym!
Ostatnio po umorzeniu śledztwa smoleńskiego utraciłam też zaufanie do prokuratury cywilnej albowiem tak jak większość opozycji sejmowej i znakomita większość Polaków uważam, że decyzja o umorzeniu była tendencyjna i prawnie błędna, nieuzasasdniona!
Uważam też, że fakt, iż umorzono śledztwo nie znaczy, że premier, szefowie "siłowych" ministerstw, oraz szef MSZ są oczyszczeni i mogą być uznani za niewinnych, a zwłaszcza, że umorzenie to nie zwalnia ich od odpowiedzialności politycznej! za winnych czy niewinnych, może ich uznać tylko sąd, po rzetelnym precesie! Gdyby mieli odrobinę honoru to razem z premierem ustąpiliby ze stanowisk i sami zażądali procesu sądowego aby sie oczyścić, jeżeli uważają się za niewinnych. To skandal, że mogą oni wszyscy, stale mataczyć, zacierać ślady niszczyć dowody i są przesłuchiwani przez prokuraturę będąc na swoich stanowiskach!
Nawet na podstawie tych ustaleń co przedstawiła Prokuratura gołym okiem widać, że nie są bez winy, że niewłaściwie wypełniali swoje obowiązki bo przecież za wszystkie nieprawidłowości swoich podwładnych minister, szef agendy czy służby powinien odpowiadać. Szef ministerstwa, agendy rządowej czy służby jest szefem, ma tak prestiżowe stanowiskio i wynagrodzenie właśnie z tytułu tej wielkiej odpowiedzialności za to wszystko co robią lub czego nie robią Jego podwładni.
Niedopuszczalne jest aby premier, szef rządu, mający do dyspozycji ministerstwa, agendy i służby państwa polskiego, składając zeznania w Prokuraturze, w tak ważnej sprawie, odpowiadał, że nie wie lub nie pamięta...! To są kpiny! Jeżeli ma amnezję to winien ustapić z urzędu, bo nie jest zdolny go pełnić i stwarza zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa!
Nadto już na podstawie tego co ustaliła Prokuratura jasno widać, że wszyscy szefowie agend rządowych, szefowie ministerstw i służb, które były odpowiedzialne za zorganizowanie i przeprowadzenie bezpiecznego transportu prezydenta Lecha Kaczyńskiego i towarzyszacych Mu osób powinni być zdymisjonowani ...! Tak byłoby w każdym innym cywilizowanym państwie na świecie ...! A w wielu innych państwach na świecie i w przedwojennej Polsce oni sami strzeliliby sobie w łeb ...!
Premier Donald Tusk, jako szef rzadu, odpowiada politycznie, za wszystko co zrobili lub czego nie zrobili podlegli mu członkowie rządu, a więc szefowie ministerstw agend rzadowych i służb, dlatego gdyby miał odrobinę honoru powinien sam ustapić ze stanowiska, podać się do dymisji a nie trwać razem ze wszystkimi szefami agend rzadowych, ministerstw i słuzb jakby był przyspawany do stołka ..!
"Ponadto, jak dodali, badania polskich specjalistów nie wykazały żadnych ingerencji w zapisy "czarnych skrzynek" samolotu." - to jest bzdura, kłamstwo i fałsz, ponieważ w Polsce dotąd nie ma czarnych skrzynek a więc nie można ich było zbadać...!
Nadal jednak wierzę w rzetelność i chęć dojścia do prawdy ze strony polskiej prokuratury wojskowej i oczekuję, że w oparciu o pomoc ekspertów, naukowców, polskich i zagranicznych, w tym amerykańskich i z innych państw, NATO, międzynarodowych instytucji i organizacji lotniczych etc. etc. odnalezione zostaną i opracowane, nowe dowody, zweryfikowane zostaną dowody i wnioski oraz raport MAK, Komisji Millera i opracowane zostaną ostateczne wnioski, które później zweryfikuje polska prokuratura a ostatecznie polski, niezawisły sąd jako najważniejszy biegły.
Jeżeli uda się do tego doprowadzić sprawa zostanie wyjaśniona, prawnie rozstrzygnięta i wszystkie strony będą musiały uznać rozstrzygnięcia polskiego niezawisłego Sądu.
Dlatego powziąwszy wiadomość o tym, że są zbierane podpisy pod petycją do Administracji Baracka Obamy starałam się jak mogłam, może nieudolnie ale szczerze i z zaangażowaniem pomóc w tej sprawie jak tylko potrafiłam. Jestem już na emeryturze, mam ponad 40 lat pracy, dlatego mam dosyć dużo czasu a mam wiele zadowolenia z tego, że, jak mi się wydaje bezinteresownie, dokładam moją, malutką cegiełkę "pro publico bono" i dla Najukochańszej Ojczyzny Naszej.
Jestem tylko człowiekiem, mam swoje wady, mam też swoje sympatie, także polityczne, własne oceny, może nietrafne ale moje własne, dlatego przepraszam gdy kogokolwiek nimi uraziłam czy urażę, nie ma musu czytać tego co piszę na forach, nikogo nie agituję i sama nie mam zamiaru ulec jakiejkolwiek agitacji albowiem każdy musi wybrać sam, zgodnie z tym co podpowiada mu jego serce i sumienie.
Ja swoje teksty wstawiam na forach i blogach, po to aby dzielić się z innymi moją wiedzą a nieraz opiniami, aby oświecić takich ignorantów sakramenckich jak ty, którzy mieszkając poza Polską nie znają wcale lub prawie wcale spraw polskich a wiedzę o Polsce czerpią często z mediów opanowanych przez wrogą Polsce
i państwowości polskiej propagandę putinowskiej rosji i innych ośrodków, wrogich państwowości polskiej. Zamieszczając moje teksty umożliwiam innym zapoznanie się z polskimi realiami aby ci co moje teksty przeczytają mieli więcej danych i możliwości, do przemyślenia i wyboru.
----------------------
Przedstawiam też prezentację, która została zaprezentowana przez Stowarzyszenie Rodzin Katyń 2010
i Zuzannę Kurtykę w Chicago w czasie Tygodnia Pamięci Narodowej: 2-10.04.
Dni określane "wczoraj" czy jako nazwy dni tygodnia, nie dot. dnia wczorajszego tj. np 23 lipca 2012 etc. tylko okresu wcześniejszego bo sa to treści nie moje tylko cytowane przeze mnie a zaprezentowane przez Stowarzyszenie Rodzin Katyń 2010 i Zuzannę Kurtykę w Chicago w czasie Tygodnia Pamięci Narodowej: 2-10.04., zawierające także wypowiedzi wielu innych osób, analizy odczytów kopi czarnych skrzynek etc.
Prezentacja jest skrótem informacji i dezinformacji związanej z raportem MAK.
Zapraszam także na stronę:
http://www.youtube.com/user/pomniksmolensk
http://pomniksmolensk.pl/index.php
gdzie praktycznie codziennie umieszczane są bardzo ciekawe materiały dotyczące katastrofy oraz pamięci historycznej Polski
Opublikowany w Uncategorized | Komentarzy: 32 »Naciski z Moskwy i brakujące zapisy rozmów (polska i english version)
Posted by ndb 2010 w dniu Marzec 17, 2011
W stenogramach i kopiach zapisów rozmów z kokpitu Tu-154M brakuje fragmentów, które odnoszą się do skierowania załogi do lądowania od wschodniej, bardziej niebezpiecznej strony lotniska w Smoleńsku. Nie ma też zapisów poleceń wieży naprowadzających samolot według radaru RSP, a takie komendy kontrolerzy musieli wydawać. – W lądowaniu według RSP, jakie obowiązuje na Siewiernym, odpowiedzialność za bezpieczeństwo ponosi wieża – mówił „Gazecie Polskiej” jeden z kontrolerów lotu na Okęciu.
– Fragmenty te musiały zostać przez ruskich wycięte. Nie widzę innego wytłumaczenia – podkreślił kontroler lotów na lotnisku Warszawa-Okęcie, jeden z najbardziej doświadczonych fachowców w branży. Na lotnisku Smoleńsk-Siewiernyj można lądować – jak na każdym lotnisku – z dwóch kierunków, w tym wypadku ze wschodu na zachód (E-W, 259) i z zachodu na wschód (W-E, 79). Chodzi o to, że samolotom łatwiej startować i lądować pod wiatr, w związku z czym przy dobrych warunkach pogodowych to prędkość i kierunek wiatru ma decydujące znaczenie przy wyborze przez wieżę strony lotniska. W stenogramach powinien znaleźć się zapis standardowej rozmowy między załogą tupolewa a kontrolą lotów, dotyczącej wyboru kierunku podejścia. Ani jednak w dźwiękowej kopii rozmów z kokpitu, ani w jej transkrypcji nie ma nawet śladu takiej konwersacji, pomimo że takie rozmowy znajdują się w opublikowanych rozmowach lotniska w Smoleńsku z innymi samolotami lądującymi tam tego dnia.
Tajemnicza rola płk. Nikołaja Krasnokutskiego i naciski z Moskwy
10 kwietnia 2010 roku polski Tu-154M podchodził do lądowania od strony wschodniej (E-W, 259) – trudniejszej ze względu na nietypowe ukształtowanie terenu (zagłębienia) oraz rozsiane przed pasem budynki i drzewa. Jest to niebezpieczne, gdyż – jak pisał „Nasz Dziennik” (02.02.2011) – w czasie mgły w pobliżu wgłębień terenu od strony wschodniej wytwarzają się specyficzne i bardzo niebezpieczne prądy powietrzne. Dlatego według Siergieja Wieriewkina, byłego zastępcy naczelnika portu lotniczego Moskwa Wnukowo, z którym rozmawiał „Nasz Dziennik”, po katastrofie IŁ-76 10 lat temu w czasie mgły wydano zalecenie, by we mgle nie sprowadzać samolotów po feralnym kursie 259, tylko z kursu przeciwnego, czyli 79 stopni. Jak podawał „Nasz Dziennik”, wiedzieć o tym zarządzeniu musiał obecny 10 kwietnia na wieży płk Nikołaj Krasnokutski, były dowódca pułku gwardyjskiego, który kontaktował się z tajemniczą „Logiką” z Moskwy.
W uwagach do raportu MAK polska komisja przy MSWiA badająca przyczyny katastrofy smoleńskiej stwierdza, że na kontrolera lotów ppłk. Pawła Plusnina wywierał naciski zwierzchnik płk Nikołaj Krasnokutski, który też był w wieży. Jednocześnie istotny jest fakt, że jak wykazała polska komisja w swoich poprawkach do raportu MAK, płk Krasnokutski bezprawnie sprowadzał w dniu 10 kwietnia 2010 roku polskiego Tu-154M, gdyż nie miał prawa rozmawiać z załogą rządowego tupolewa, a jednak to robił. Mimo kilkakrotnych sugestii kontrolera lotów, aby przerwać podejście do lądowania o godz. 08:26:17, a więc 15 minut przed katastrofą, płk Krasnokutski jednoznacznym rozkazem: „Doprowadzamy do 100 m, 100 m i koniec rozmowy” zakończył dyskusję w wieży.
Komisja przy MSWiA jednoznacznie stwierdza też, że decyzja Krasnokutskiego zakończyła jakiekolwiek dalsze próby kontrolera lotów odesłania samolotu na lotnisko zapasowe. Jednocześnie płk Krasnokutski siedem minut po wywarciu nacisków na kontrolerów lotniska w Smoleńsku, o godz. 08:33:52 zameldował do tajemniczego generała: „Wszystko gotowe, towarzyszu generale, do trawersu podchodzi, wszystko włączone”. Rozmowę płk. Krasnokutskiego z tajemniczym generałem nagrał otwarty mikrofon na wieży lotniska w Smoleńsku, ale rozmowa ta nie jest obecna w stenogramach rozmów telefonicznych z wieży, co oznacza, że musiała się odbywać za pomocą innych, nieoficjalnych środków łączności. Pomimo wysłanych przez stronę polską zapytań, Rosjanie nie wyjaśnili, kim jest tajemniczy generał, ani za pomocą jakich środków łączności była prowadzona ta rozmowa.
Podejrzana kopia czarnej skrzynki
– Przejmując samolot kontrola lotów musi „powitać” załogę i powiedzieć, jaki będzie rodzaj podejścia, określić kierunek, np. pas 26, i rodzaj radaru. Dla kontrolerów to jest jak pacierz. Załoga dzięki takim informacjom może rozplanować dystans i prędkość schodzenia, bo pamiętajmy, że w przypadku podejścia ze strony przeciwnej do kierunku lotu samolot musi np. okrążyć lotnisko – mówił „Gazecie Polskiej” kontroler lotu na Okęciu, który obsługiwał w swojej karierze zawodowej wiele lotów VIP-owskich, w tym także z głowami innych państw. Z rozmów radiowych wieży z samolotem Ił-76 wynika, że o godz. 06:47:53 (czasu polskiego) załoga Ił-a 76 zapytała się o kierunek lądowania. Po kilku sekundach otrzymała krótką informację o kierunku lądowania „259”, a z dalszej części wynika, że o godz. 06:54:17 kontroler lotniska w Smoleńsku podał dla rosyjskiego Ił-76 komunikat, który zawierał: dane o widzialności, prędkości i kierunku wiatru, ciśnienie i temperaturę oraz – co najważniejsze – kierunek lądowania i rodzaj radaru. Załoga Ił-76 potwierdziła te informacje. O godz. 06:55:51 kierunek lądowania 259 został także podany polskiemu samolotowi Jak-40, który wiózł polskich dziennikarzy. Zarówno w stenogramach, jak i kopii pliku audio (polska strona nie ma oryginałów) rozmów załogi Tu-154M nie ma żadnej informacji na temat kierunku lądowania i systemu wykorzystywanego w lądowaniu (RSP z OSP).
W stenogramach z 10 kwietnia 2010 roku znajdujemy tylko dwa fragmenty odnoszące się do kierunku lądowania, ponadto żaden z nich nie jest zapisem rozmów z kontrolerami lotu. Najpierw, o godz. 8:10 (czasu polskiego), czyli 31 minut przed katastrofą, ktp. Arkadiusz Protasiuk mówi: „Ustawiamy sobie, 259 [kierunek ze wschodu na zachód – przyp. red.] z tamtej strony”. Dziesięć minut później, o godz. 8:20, padają słowa świadczące o tym, że załoga nie otrzymała jeszcze z wieży wytycznych w sprawie kierunku podejścia. II pilot Robert Grzywna mówi: „Tu jakby było 259, byłoby nawet lepiej, bo by było nie pod słońce”. Tryb przypuszczający jednoznacznie wskazuje, że piloci czekają na decyzję kontrolerów. Ostatecznie podejście nastąpiło właśnie z kierunku 259, ale w kopii rozmów nie znajdziemy nawet jednego słowa mówiącego o decyzji wieży w tej sprawie!
– Po słowach „Tu jakby było 259, byłoby nawet lepiej, bo by było nie pod słońce” spodziewamy się, że w dalszych minutach usłyszymy dyskusję na temat kierunku lądowania pomiędzy załogą Tu-154 a kontrolerami lotu oraz dane z wieży na temat wiatru i inne informacje, dzięki którym załoga Tu-154 będzie mogła przyjąć kierunek lądowania zapewniający maksymalny zakres bezpieczeństwa. Nic takiego jednak nie ma. O godz. 8:23 piloci nawiązują kontakt z wieżą i kilka minut później dowiadujemy się, że lecą już na wschodnią stronę lotniska, aby lądować od wschodu na zachód. Nie pada ani jedno słowo mówiące o podjęciu takiej decyzji.
Co ciekawe, minister Jerzy Miller w wystąpieniu sejmowym dotyczącym raportu MAK w styczniu 2011 roku kilkakrotnie powiedział, że polska strona bada 30-minutową wersję kopii zapisu rozmów załogi Tu-154M, która nie powinna obejmować fragmentu z godz. 08:10, gdyż katastrofa zdarzyła się o godz. 08:41. Zapis pliku audio z godz. 08:10 nie został przedstawiony ani w prezentacji komisji MAK w Moskwie ani w prezentacji komisji Jerzego Millera w Warszawie. W obu przypadkach zapis audio zaczynał się od późniejszych fragmentów.
Należy przypomnieć, że czerwcowa informacja o opublikowaniu 38-minutowej wersji stenogramów z czarnej skrzynki Tu-154M wywołała spore zdziwienie wśród specjalistów, gdyż wszystkie czarne skrzynki samolotów są wyposażone w 30-minutową taśmę. Strona rosyjska wyjaśniała pózniej, że w Tu-154M została umieszczona cieńsza taśma, jednak nie ma żadnych dokumentów potwierdzających umieszczenie w czarnej skrzynce polskiego Tu-154M niestandardowej taśmy, choć w przypadku wymiany takie dokumenty powinny być bezwzględnie obecne.
Tajemnica zachodniej strony lądowania
Dopiero w raporcie końcowym komisja MAK po raz pierwszy informuje, że urządzenia naprowadzające systemu naziemnych radiolatarnii NDB (Non-directional Beacon) są w tej chwili tylko po stronie wschodniej. Dziennikarz rosyjski S. Amielin pisał, że urządzenia te zostały zdemontowane w okresie jesienno-zimowym 2009 roku, czyli w czasie, gdy rosyjska i polska prasa oraz radca ambasady Rosji mówili o planowanej wizycie w kwietniu 2010 polskiej delegacji w Katyniu koło Smoleńska.
Sprawa jest o tyle dziwna, że z rozmów załogi Tu-154M 10 kwietnia 2010 oraz z publikacji prasowych bezpośrednio po katastrofie wynika, że nikt w Polsce nie wiedział o rzekomych zmianach w wyposażeniu lotniska w Smoleńsku, choć takie informacje bezwzględnie powinny być przekazane przez stronę rosyjską. Zamiast tego pojawiały się wielokrotnie tytuły prasowe, np.: Dlaczego lądowali od wschodu? lub 7 kwietnia lądowano też od wschodu. Oficjalne wypowiedzi osób związanych z śledztwem nic nie wspominały o zdemontowanych urządzeniach NDB od zachodniej strony. Przez dziewięć miesięcy nikt oficjalnie nie potwierdził, że nie można było lądować od zachodu. Zdjęcia rzekomo zniszczonych obiektów zachodniej strony lotniska zostały opublikowane przez S. Amielina dopiero w pazdźierniku 2010 roku tylko dlatego, że polscy internauci (związani z wojskowością) dwa miesiące wcześniej, w sierpniu 2010 roku odkryli zdjęcia przedstawiające radar ustawiony na zachodnią stronę lądowania, co wskazywało, że ta strona jest czynna. Tajemnica zachodniej strony lądowania, choć dotyczy najprostszych spraw, zawiera najwięcej białych plam, niedopowiedzeń i niejasności.
„Na kursie i ścieżce”
Kolejna zastanawiająca sprawa to brak w kopiach dźwiękowych rozmów i w stenogramach fragmentów dotyczących korygowania lotu przez kontrolerów. Na lotnisku w Smoleńsku – od wschodu (E-W, 259) – podchodzi się według radaru i dwóch radiolatarni prowadzących (NDB). Potwierdzają to sami Rosjanie: „Na lotnisku Smoleńsk „Północny” system podejścia do lądowania RSP z OSP dla KM=259° składa się z radiolokacyjnego systemu lądowania RSP-6m2, bliższej radiolatarni prowadzącej PAR-10 i dalszej radiolatarni prowadzącej PAR-10 oraz markerów” (str. 140 polskiej wersji raportu MAK). Przypominam, że informacja o tym systemie RSP+OSP (ang. PAR+NDB) jest obecna także w rozmowach kontroli w Smoleńsku z rosyjskim Ił-76, który podchodził do lądowania w tym samym dniu co Tu-154M.
– Radar RSP, odpowiednik polskiego RSL występującego na lotniskach wojskowych, to radar precyzyjny. Oznacza to, że odpowiedzialność leży całkowicie po stronie rosyjskiej, bo podejście według takiego radaru wymaga ciągłej współpracy wieży z załogą samolotu – mówił ekspert „GP”, kontroler lotu z Okęcia. Według niego przerwa w tym, co mówi do załogi wieża, nie może być dłuższa niż kilka sekund. Kontrolerzy muszą cały czas naprowadzać samolot. – Pracownik wieży lotów jest w tym wypadku członkiem załogi – twierdził ekspert „GP”.
Dziwi więc, że uwagi kontrolerów zapisane na taśmie dźwiękowej są szczątkowe, a wieża powtarza tylko, że samolot jest na ścieżce i kursie, choć – przypomnijmy – w trakcie padania tych komend Tu-154M nigdy w rzeczywistości na ścieżce i kursie nie przebywał. Wręcz przeciwnie, z niewyjaśnionych dotąd przyczyn znajdował się najpierw zbyt wysoko, potem zbyt nisko. Jednocześnie, jak przyznała nawet sama komisja MAK, wszystkie komunikaty o odległości od pasa startowego były podawane z błędem ok. 600-1000 metrów, co oznaczało, że załoga miała prawo myśleć, że jest bliżej lotniska niż była w rzeczywistości.
– Mój kolega z wieży lotniska Okęcie sprowadził na radarach RSL ponad dwa tysiące samolotów i nigdy nie spotkał się z sytuacją, w której maszyna byłaby zawsze idealnie na ścieżce i kursie. W każdym przypadku lot trzeba było mniej lub bardziej korygować, np. nakazać obniżenie lub podniesienie lotu lub odbicie lekko w lewo lub prawo. Tutaj albo poprawki kontrolerów zostały wycięte, albo w ogóle nie padły – uważał rozmówca „Gazety Polskiej”.
Zastanawia też, dlaczego na taśmach nie słychać, jak załoga „kwituje”, czyli potwierdza komendy wieży. Kpt. Arkadiusz Protasiuk przed tragicznym lotem aż sześć razy lądował w Smoleńsku i doskonale znał rosyjskie procedury. Jednocześnie z zapisów rozmów załogi Tu-154M wynika, że załoga polskiego tupolewa uzgodniła, że nawigator będzie czytał wysokość po odległości, a więc tak jak przewiduje tzw. „kwitowanie”. Fragmenty opublikowanych parametrów lotu jak i wypowiedzi polskiego akredytowanego przy komisji MAK E.Klicha z kwietnia i maja 2010, który jako jedyny podobno miał dostęp do oryginałów czarnych skrzynek świadczą, że załoga stosowała wysokościomierz ciśnieniowy. Prawdopodobnie więc wycięto część ważnych rozmów polskiej załogi ze smoleńską wieżą.
Podejrzane kopie czarnych skrzynek
Jakie są brakujące polecenia i informacje, które wydawali polskiej załodze rosyjscy kontrolerzy naprowadzający Tu-154 M101? Dlaczego samolot lądował od strony wschodniej i z jakiego powodu mimo precyzyjnego podejścia z pomocą radaru, doszło do katastrofy? Dlaczego wywierał naciski i z kim rozmawiał rosyjski płk Krasnokutski? Za pomocą jakich środków łączności rozmawiał z tajemniczym generałem, skoro rozmowa nie została nagrana w rozmowach wychodzących z wieży lotniska w Smoleńsku?
Odpowiedzi na te pytania nigdy nie uzyskamy, jeśli Rosja nie zwróci nam oryginałów polskich czarnych skrzynek. Oryginały czarnych skrzynek Tu-154M wciąż są w rękach rosyjskich, pomimo zakończenia dochodzenia komisji MAK (październik 2010) oraz pomimo opublikowania raportu końcowego (13 styczeń 2011). Zgodnie z przepisami, według których odbywało się badanie katastrofy polskiego rządowego Tu-154M, wrak samolotu oraz wszystkie dowody rzeczowe, w tym czarne skrzynki, powinny wrócić do Polski w chwili zakończenia dochodzenia komisji MAK. Polska prasa oraz polski rząd codziennie powinny dopominać się o polską własność. Materiały te mają ogromne znaczenie, gdyż nawet polska prokuratura wojskowa w swoich ostatnich wypowiedziach dała do zrozumienia, że dopuszcza możliwość tego, że polska strona otrzymała sfałszowane lub niepelne kopie czarnych skrzynek. Jednocześnie dzień po publikacji artykułu „GP” – MAK zmanipulował zapis czarnych skrzynek? – polska komisja badająca katastrofę Tu-154M przełożyła o sześć tygodni publikację swoich ustaleń, tłumacząc się bezwględną koniecznością przeprowadzenia eksperymentu na drugim Tu-154M, dotyczącego tego, w jaki sposób są rejestrowane na czarnych skrzynkach poszczególne działania załogi. O tym, dlaczego i jakie wątpliwości popjawiają się w związku z tym zagadnieniem w następnym artykule.
Autor, wykorzystując swoje doświadczenie z pracy w obsłudze radiolokacyjnej cywilnych i wojskowych statków powietrznych, od wielu miesięcy prowadzi niezależne analizy faktów związanych z katastrofą smoleńską. Jest w stałym kontakcie z pilotami, fizykami, matematykami, inżynierami i innymi osobami, które swoją wiedzą i doświadczeniem starają się bronić honoru żołnierza polskiego i godności Tych, którzy zginęli 10 kwietnia 2010 roku w katastrofie rządowego Tu-154M w Smoleńsku.