4 minuty i 1sekundę przed katastrofą kapitan polskiego Tu 154M,samolotu kategorii D,otrzymał z najbardziej wiarygodnego żródła,bo od swojego polskiego kolegi,też kapitana samolotu,wiadomość iż
pozioma widzialność na lotnisku wynosi
200 metrów.
Wcześniej ten sam kolega poinformował że widzialność pionowa jest
grubo poniżej 50 metrów.
Najnowocześniejsze polskie lotniska posiadają systemy naprowadzające ILS kategorii drugiej,pozwalające lądować samolotom kategorii D przy widzialności poziomej
nie mniejszej niż 350 metrów i pułapie chmur nie mniejszym niż 30 metrów.
Do bezpiecznego wylądowania na lotnisku pod Smoleńskiem,w panujących tam warunkach,nieodzownym byłoby posiadanie przez lotnisko systemu naprowadzającego kategorii trzeciej A.
Rosyjskie lotnisko nie miało żadnego systemu naprowadzającego,a pomimo posiadanych informacji zdecydowano się na probę lądowania.
Jak piloci mieli zamiar wylądować w takich warunkach skoro prędkość Tu 154 podczas lądowania to ok 75 m/sek,a widzialność wynosiła 200 metrów?
WIDOCZNIE LICZYLI NA CUD JPII.
Co zaś się tyczy kursu samolotu to symulacje i analizy wykazują iż polski samolot zboczył z kursu ok 1500 metrów od celu.W dodatku,biorąc pod uwagę panujące warunki,nieznacznie.
Nic takiego,czego pilot nie byłby w stanie wyrównać przy normalnych warunkach.
Co ruskie widzieli na swoim sprzęcie sprzed iluś tam dziesiatków lat?
Sądząc po zamieszczanych zdjęciach wieży kontrolnej i nowoczesnej aparatury to rosyjscy kontrolerzy dokonywali obserwacji pi razy słynne od stoły drzwi.
Ale przecież nasi piloci wiedzieli gdzie lecą.Nie?
Tuż po katastrofie grupa krzykaczy pana prezesa usiłowała nam wmówić iż polscy piloci byli nawet kilka dni przed lotem na lotnisku pod Smoleńskiem,żeby zapoznać się z terenem,więc pomylić się nie mogli.
Póżniej,kiedy się okazało iż to guzik prawda,zmienili kurs ataku na inne dyrdymały
Nie wątpię natomiast iż w takich warunkach.gdyby samolot nawet leciał idealnym poziomym kursem to i tak by się rozpirzył przy lądowaniu.
Jak nie o glebę,to o beton lotniska.
Przy ich szybkości spadania pilot miałby ok 3 sekundy spadania w dół i 2.5 sekundy widzialności poziomej na wykonanie poprawek przy lądowaniu,a oni dopiero 5 sekund przed kraksą wyłączyli autopilota.
Jeśli 80 metrów spadania zajeło im wyłączenie autopilota,to ile czasu potrzebowali na wykonanie nieprecyzyjnego lądowania ?
P.S.
Gdybania od cholery i ciut ciut.
Dodam wam jeszcze jedno:
Zaraz potem, o 08:24:51,2 odezwał się kontroler ruchu lotniczego, podając temperaturę i ciśnienie, i dodał: "warunków do lądowania nie ma". Na to odpowiedział Arkadiusz Protasiuk:
Dziękuję, no, jeśli można to spróbujemy podejścia, ale jeśli nie będzie pogody, to odejdziemy na drugi krąg.
Wtedy drugi pilot zadał pytanie załodze Jaka-40: "A wyście wylądowali już?". Na to padła odpowiedź:
No, nam się udało tak w ostatniej chwili wylądować. No, natomiast powiem szczerze, że możecie spróbować, jak najbardziej. Dwa APM-y są, bramkę zrobili, tak że możecie spróbować, ale... Jeżeli wam się nie uda za drugim razem, to proponuję wam lecieć na przykład do Moskwy, albo gdzieś.
A gdyby tak polscy piloci z Jaka-40 nie zachęcali załogi Tu 154 do lądowania,to może polscy piloci po otrzymaniu wiadomości o fatalnej pogodzie po prostu polecieliby lądować gdzie indziej?
A teraz dołożę wam jeszcze jednego klina;
jak na zapis z czarnej skkrzynki patrzeć w świetle wywiadu udzielonego prasie przez załogę Jaka -40?
A czy któryś z was widział, jak próbował lądować rosyjski Ił?
Tak, przy pierwszym nieudanym podejściu Iła tylko ja byłem na zewnątrz. Chłopaki obserwowali to przez okienka w samolocie. Powiedziałem: „Chodźcie, może jeszcze raz podejdzie. I podszedł”.
Jak te podejścia wyglądały?
Pierwsze było jakieś 15 minut po naszym lądowaniu. Wyszli niemal idealnie nad pas, ale nie centralnie. To jest duży samolot, więc musi dokładnie wycentrować. Pas miał szerokość 50 metrów. Nam było łatwiej. Nasz JAK ma rozpiętość skrzydeł 25 m. Dlatego my mogliśmy lądować nawet na połówce pasa, a niekoniecznie na centralnej linii.
A Tu-154?
Podobnie jak Ił. Tu-154 ma rozpiętość skrzydeł 37,5 m. (Jeśli nie wyjdzie dokładnie na pas) też musi „dogiąć” żeby być idealnie nad linią centralną. Ił „doginał” – moim zdaniem – dosyć brawurowo. Skrzydła nad trawą były na wysokości około 3 metrów i to z dużymi przechyleniami. W końcu zrezygnował i odszedł. To pierwsze podejścia wyglądało dosyć dramatycznie.
Odczekaliśmy 10 minut i usłyszeliśmy, że podchodzi drugi raz. Wyszliśmy wszyscy, razem z naszą stewardessą. Tym razem jednak Rosjanie zupełnie nie trafili w pas.
My staliśmy na drodze kołowania oddalonej od niego o ok. 70 metrów. Ił wyszedł niemal dokładnie nad nami. Wiedział, że nie jest nad pasem, więc przed przelotem nad naszym JAK-iem już miał obroty startowe i nie kombinował tylko odlatywał. Ta cała sytuacja z Iłem zaniepokoiła nas bo pomyśleliśmy tak: to jest samolot z tego lotniska, swojacy. A mimo to nie wylądowali. Co będzie z Tupolewem?
http://www.tvn24.pl/0,1663248,0,1,dosta ... omosc.html
TROSKLIWI KOLEDZY.TAK TROSKLIWI ŻE PO HORRORZE IŁA,PEŁNI OBAW,NADAL ZACHĘCALI SWOICH POLSKICH KOLEGÓW DO LĄDOWANIA.
Kto uważnie czyta to od samego początku napotyka takie sprzeczności w oświadczeniach ludzi próbujących
przeforsować wersję zamachu.
A społeczeństwo na oślep połyka te dyrdymały - ot w takiej Warszawie w comiesięcznej szopce pod Pałacem Namiestnikowskim bierze udział silna grupa pod wezwaniem,w liczbie ok. 0.006% całej społeczności stolicy.
Z CZEGO DOBRA POŁOWA TO PRZYJEZDNE MĄCIWODY.