Czy po 12 piwach z Lidla da się zdzierżyć widok załganej, ryżej i wyłupiastej gęby Donalda Palikota?
Ciągle jestem pod wrażeniem szmacianej mowy załganego realnego socjalisty o gębie przypominającej gargulce, zresztą nie tylko przypominającej, funkcjonującej jak gargulce. Wrażenie nie przemija do tego stopnia, że po raz pierwszy zaczynam się zastanowić co najlepszego narobiłem.
Przemówił po tygodniach, wyszedł z plastikową gębą pimpongami między kartoflanym nosem, zacisnął ósemkowe usta i poświecił ryżą łysiną. On mi się już nie kojarzy z człowiekiem, tylko z lalką i proszę nie mylić z obsługą zwaną brzuchomówca, chodzi o takiego pajacyka co się mu wkłada rękę po łokieć nie powiem w którym miejscu, żeby mu poruszać drewniana gębą. Dobra powiem wprost, nienawidzę już tego rudego kutasa, nienawidzę z prostej przyczyny, zawsze nienawidziłem niedorobionych gnojków, którzy zostawali szefami samorządów uczniowskich.