Afryka i boćki.
Na kominie stanął bociek,
Znowu będzie ze sto pociech.
Stanął bociek na kominie,
I przybyło znów w rodzinie.
Ciekawością Staś przenika,
Gdzie w Afryce ta fabryka.
Fakt jest faktem ,kiedy siada,
Dzieci liczniejsza gromada.
Postanowił boćka spłoszyć,
Nie będzie mi braci nosić.
Niechaj siada u sąsiada,
To jedyna słuszna rada.
U sąsiada też przybyło,
Sióstr u Stasia urodziło.
Pojedzie więc do Afryki,
Pokrzyżować boćkom szyki.
Pożyć musi kilka latek,
Bo ma latek niedostatek.
A gdy w końcu już doczekał,
Już na boćki nie narzeka.
Żyje w zgodzie dziś z boćkami,
Obstawiając dzieciakami.
Z wiosną chętnie boćka widzi,
Gdy kolejne niesie dzidzi.
Józef Bieniecki
Son.-Majowe jabłonie.
Czastka.
Cząstka.
W kroplę wieczności wplotę oko,
W mijany wieków rytm .
By na krawędzi żyć wysoko,
W uchwytny czasu mit.
Z kręconym krzyżem,zgięty w pół.
Na czasie wehikułu.
Zatoczę koło,choć bez kół,
Z granic absurdu i modułu.
Wymyślę czasu zwiewny cień,
Stworzenia niszcząc cud.
Zmieniając nocy czas na dzień,
U kresu stojąc wrót.
W kosmicznym pyle ,ludzki kurz,
Komety ogon zmiata.
W składowej części ludzkich dusz,
Jest cząstki myśl skrzydlata.
Ponurej myśli nocy mrok,
W zafałszowanych snach.
Postępu widny zewsząd krok,
W nadziei ludzkich dniach.
W ponurych rytmach pieśni zła,
I rzędy ludzkich dusz.
Z prochu powstałe-prochu ćma,
I nicoś ciała-już.
Józef Bieniecki
W kroplę wieczności wplotę oko,
W mijany wieków rytm .
By na krawędzi żyć wysoko,
W uchwytny czasu mit.
Z kręconym krzyżem,zgięty w pół.
Na czasie wehikułu.
Zatoczę koło,choć bez kół,
Z granic absurdu i modułu.
Wymyślę czasu zwiewny cień,
Stworzenia niszcząc cud.
Zmieniając nocy czas na dzień,
U kresu stojąc wrót.
W kosmicznym pyle ,ludzki kurz,
Komety ogon zmiata.
W składowej części ludzkich dusz,
Jest cząstki myśl skrzydlata.
Ponurej myśli nocy mrok,
W zafałszowanych snach.
Postępu widny zewsząd krok,
W nadziei ludzkich dniach.
W ponurych rytmach pieśni zła,
I rzędy ludzkich dusz.
Z prochu powstałe-prochu ćma,
I nicoś ciała-już.
Józef Bieniecki
Zima w lesie.
Zima w lesie.
Kiedy zima wokół hasa,
Warto nam się przejść do lasa.
Przypatrywać tam się drzewom,
Wsłuchać się zimowym śpiewom.
Stoją nagie i kosmate,
I są liśćmi niebogate,
Ubierane szadzią,śniegiem,
Cieszą oczy dawnym wiekiem.
Wyczytasz historii dzieje,
One skryte czarodzieje,
Nieruchome ,wszechpotężne,
Jako wojsko są zaciężne.
Tuż przed bitwą mina sroga,
Patrzą w Boga ,patrzą w wroga.
A ponadto murem stoją,
Choć się wokół wichry troją.
Słychać pieśń Bogurodzicy,
Szczęki miecza i przyłbicy.
Grożne miny ,grożny czas,
Taki ten nasz Polski las.
Biją w tarczę,czas do boju,
Pełny wrzasku,niepokoju.
Huczy siła ludzkich rąk,
Znoju,woli,ludzkich mąk.
Słychać trąbki,tętent koni,,
Bij ,zabijaj,hej do broni.
A gdy już nie będzie nas,
On stał będzie -Polski las.
Józef Bieniecki
Kiedy zima wokół hasa,
Warto nam się przejść do lasa.
Przypatrywać tam się drzewom,
Wsłuchać się zimowym śpiewom.
Stoją nagie i kosmate,
I są liśćmi niebogate,
Ubierane szadzią,śniegiem,
Cieszą oczy dawnym wiekiem.
Wyczytasz historii dzieje,
One skryte czarodzieje,
Nieruchome ,wszechpotężne,
Jako wojsko są zaciężne.
Tuż przed bitwą mina sroga,
Patrzą w Boga ,patrzą w wroga.
A ponadto murem stoją,
Choć się wokół wichry troją.
Słychać pieśń Bogurodzicy,
Szczęki miecza i przyłbicy.
Grożne miny ,grożny czas,
Taki ten nasz Polski las.
Biją w tarczę,czas do boju,
Pełny wrzasku,niepokoju.
Huczy siła ludzkich rąk,
Znoju,woli,ludzkich mąk.
Słychać trąbki,tętent koni,,
Bij ,zabijaj,hej do broni.
A gdy już nie będzie nas,
On stał będzie -Polski las.
Józef Bieniecki
Son.-Majowe jabłonie.
Son.-Majowe jabłonie.
Kwiatów Bóg nie zazdrościł,posypał obficie,
Białe, barwione różem,uśmiechały majem.
Pojedyńczo przy drodze lub w sadzie gajem.
Dając póżną jesienią,owoc słodki, życie.
We łzach toną przepiękne,nad ranem,o świcie,
W traw soczystej zieleni,mniszek pośród staje,
Miodowe pyląc wonie,oko cieszy rajem.
Zachód słońca już bieży,noc tuli okryciem.
Bo to miesiąc Maryjny,zakwitł wonnym kwieciem,
Wiosny oddechem ziemi i nadzieją cieszy,
By był najpiękniejszym miesiącem na świecie.
Daje początek życiu,a świat pięknem grzeszy,
Dla Maryi umieścił łąk piękno w bukiecie,
Zapraszając do ziemskich prześlicznych pieleszy.
Józef Bieniecki
Kwiatów Bóg nie zazdrościł,posypał obficie,
Białe, barwione różem,uśmiechały majem.
Pojedyńczo przy drodze lub w sadzie gajem.
Dając póżną jesienią,owoc słodki, życie.
We łzach toną przepiękne,nad ranem,o świcie,
W traw soczystej zieleni,mniszek pośród staje,
Miodowe pyląc wonie,oko cieszy rajem.
Zachód słońca już bieży,noc tuli okryciem.
Bo to miesiąc Maryjny,zakwitł wonnym kwieciem,
Wiosny oddechem ziemi i nadzieją cieszy,
By był najpiękniejszym miesiącem na świecie.
Daje początek życiu,a świat pięknem grzeszy,
Dla Maryi umieścił łąk piękno w bukiecie,
Zapraszając do ziemskich prześlicznych pieleszy.
Józef Bieniecki