Warszawie.
Po domu,burzą drugi dom,.
Miasto cmentarnych trupów.
Kikut kominów z wszystkich stron.
Wagony cennych łupów.
Już do niewoli nie chcą brać,
Na miejscu egzekucje.
Niemców na mordy ino stać,
Eksterminacja kluczem.
Samotny w gruzach k-em grał,
Na wykrwawionych szańcach.
A na widecie dzieciak stał,
Stąpając boso w palcach.
Krwi morze toczą,krzywdę,ból.
W krzyżackim hołdzie prawa.
By psychopatom stawiać dwór,
Na miejscu gdzie Warszawa.
Legły tysiące ,setki już,
Niezwyciężona jęczy.
Smród trupi,głód,gryzący kurz,
Nie błaga i nie klęczy.
Poszło tysiące wiernych sług,
Na wartę, w chwale Pana.
I tam przed Stwórcą padli z nóg,
W kurz Nieba,na kolana.
Józef Bieniecki
Warszawie!!!
Gnał wiatr.
Gnał wiatr.
Gnał wiatr drogą ku drzewom,
W liściach lato kruszył.
W szeleszczącym śpiewie,
Niejednego wzruszył.
A by było jednako,
W iglasty las wmieszał.
Tu jodełki ,tam sosny,
Pieścił i pocieszał.
Tulił w łąkach badyle,
Niósł na skrzydłach ptaki.
Albo śmigał biczyskiem,
Jałowcowe krzaki.
Piął się potem ku niebu,
W złej serca potrzebie.
Morze chmur poprzeganiał,
W swym jesiennym gniewie.
Wszystkich wszędzie batożył,
Srogi on,,och srogi.
Nawet w ludzkie obejścia,
Wciska się przez progi.
Wydmuchawszy swe płuca,
Legniesz hen na stepie.
Dotąd zimna babula,
Tam swą biedę klepie.
Józef Bieniecki
Gnał wiatr drogą ku drzewom,
W liściach lato kruszył.
W szeleszczącym śpiewie,
Niejednego wzruszył.
A by było jednako,
W iglasty las wmieszał.
Tu jodełki ,tam sosny,
Pieścił i pocieszał.
Tulił w łąkach badyle,
Niósł na skrzydłach ptaki.
Albo śmigał biczyskiem,
Jałowcowe krzaki.
Piął się potem ku niebu,
W złej serca potrzebie.
Morze chmur poprzeganiał,
W swym jesiennym gniewie.
Wszystkich wszędzie batożył,
Srogi on,,och srogi.
Nawet w ludzkie obejścia,
Wciska się przez progi.
Wydmuchawszy swe płuca,
Legniesz hen na stepie.
Dotąd zimna babula,
Tam swą biedę klepie.
Józef Bieniecki
Rabatka.
Rabatka
Moja rabatka zapłonie w kwiatkach,
Słońca złocieniem,wiosny promieniem.
Jedne z finezją dotkną pasteli,
Inne wypłyną spod akwareli.
Ozdobne w liście, inne kępiaste,
W tęczowych kwiatach,różą kolczaste.
Tam łączka wrzosów, w fioletu cieniach,
Będzie się mienić w słońca promieniach.
Szałwia ,posłanek,wraz z makiem wschodnim,
Z złotnicą żółtą ,Mikołaj Olbrzym.
Rumian,dziewanna,zawsze wspaniała,
Czosnek z ostnicą będzie rastała.
Może utworzę ją z małych kwiatów.
Pierwiosnków,bratków,innych bławatów,
Pośród żonkili i tulipanów,
Będzie rabatka u stóp kasztanów.
Lilii grządeczka wprost roześmiana,
Z boku frezjami poubierana.
Maciejka, fuksja,i pelargonie,
Rozchodnik wielki po drugiej stronie.
Stokroć,nagiętek, zapominajka,
Paszcza, lawenda po schódkach w rajkach.
Żepich z niecierpkiem usiądzie w parach,
Różne łubiny w długich falbanach.
Józef Bieniecki
Moja rabatka zapłonie w kwiatkach,
Słońca złocieniem,wiosny promieniem.
Jedne z finezją dotkną pasteli,
Inne wypłyną spod akwareli.
Ozdobne w liście, inne kępiaste,
W tęczowych kwiatach,różą kolczaste.
Tam łączka wrzosów, w fioletu cieniach,
Będzie się mienić w słońca promieniach.
Szałwia ,posłanek,wraz z makiem wschodnim,
Z złotnicą żółtą ,Mikołaj Olbrzym.
Rumian,dziewanna,zawsze wspaniała,
Czosnek z ostnicą będzie rastała.
Może utworzę ją z małych kwiatów.
Pierwiosnków,bratków,innych bławatów,
Pośród żonkili i tulipanów,
Będzie rabatka u stóp kasztanów.
Lilii grządeczka wprost roześmiana,
Z boku frezjami poubierana.
Maciejka, fuksja,i pelargonie,
Rozchodnik wielki po drugiej stronie.
Stokroć,nagiętek, zapominajka,
Paszcza, lawenda po schódkach w rajkach.
Żepich z niecierpkiem usiądzie w parach,
Różne łubiny w długich falbanach.
Józef Bieniecki
Jest taki czas.
Jest taki czas.
A kiedy czas zapłacze w nas,
Swoją żałosną nutą.
Kolejnych wspomnień wróci czas,
Jak gdyby był pokutą.
I dobrych chęci tylko zew,
Złych snów melodią spłynie.
I wspomnień wzburzy w sercu krew,
W jesiennej już godzinie.
A złotych liści tylko czar,
Babiego lata włosy.
Kolejny Boga wzbudzi dar,
Pożegnań ptactwa głosy.
Na fali wspomnień zwiśnie myśl,
We szkiełku mrużąc czasu.
Bo czas już tamten,to nie dziś,
To czas starego lasu.
Szumi lub śpiewa starą pieśń,
Opiera wichrom często.
A myśli jego biegnie gdzieś,
Gdzie szumi młodnik gęsto.
Wtóruje dziś do śpiewu tak,
Jak kiedyś tamte ptaki.
Bo to kolejny taki znak,
Piękny- nie byle jaki.
Józef Bieniecki
A kiedy czas zapłacze w nas,
Swoją żałosną nutą.
Kolejnych wspomnień wróci czas,
Jak gdyby był pokutą.
I dobrych chęci tylko zew,
Złych snów melodią spłynie.
I wspomnień wzburzy w sercu krew,
W jesiennej już godzinie.
A złotych liści tylko czar,
Babiego lata włosy.
Kolejny Boga wzbudzi dar,
Pożegnań ptactwa głosy.
Na fali wspomnień zwiśnie myśl,
We szkiełku mrużąc czasu.
Bo czas już tamten,to nie dziś,
To czas starego lasu.
Szumi lub śpiewa starą pieśń,
Opiera wichrom często.
A myśli jego biegnie gdzieś,
Gdzie szumi młodnik gęsto.
Wtóruje dziś do śpiewu tak,
Jak kiedyś tamte ptaki.
Bo to kolejny taki znak,
Piękny- nie byle jaki.
Józef Bieniecki
Warszawie!!!
Warszawie!!!
Po domu,burzą drugi dom,.
Miasto cmentarnych trupów.
Kikut kominów z wszystkich stron.
Wagony cennych łupów.
Już do niewoli nie chcą brać,
Na miejscu egzekucje.
Niemców na mordy ino stać,
Eksterminacja kluczem.
Samotny w gruzach k-em grał,
Na wykrwawionych szańcach.
A na widecie dzieciak stał,
Stąpając boso w palcach.
Krwi morze toczą,krzywdę,ból.
W krzyżackim hołdzie prawa.
By psychopatom stawiać dwór,
Na miejscu gdzie Warszawa.
Legły tysiące ,setki już,
Niezwyciężona jęczy.
Smród trupi,głód,gryzący kurz,
Nie błaga i nie klęczy.
Poszło tysiące wiernych sług,
Na wartę, w chwale Pana.
I tam przed Stwórcą padli z nóg,
W kurz Nieba,na kolana.
Józef Bieniecki
W 70 Rocznicę Powstania Warszawskiego.
Po domu,burzą drugi dom,.
Miasto cmentarnych trupów.
Kikut kominów z wszystkich stron.
Wagony cennych łupów.
Już do niewoli nie chcą brać,
Na miejscu egzekucje.
Niemców na mordy ino stać,
Eksterminacja kluczem.
Samotny w gruzach k-em grał,
Na wykrwawionych szańcach.
A na widecie dzieciak stał,
Stąpając boso w palcach.
Krwi morze toczą,krzywdę,ból.
W krzyżackim hołdzie prawa.
By psychopatom stawiać dwór,
Na miejscu gdzie Warszawa.
Legły tysiące ,setki już,
Niezwyciężona jęczy.
Smród trupi,głód,gryzący kurz,
Nie błaga i nie klęczy.
Poszło tysiące wiernych sług,
Na wartę, w chwale Pana.
I tam przed Stwórcą padli z nóg,
W kurz Nieba,na kolana.
Józef Bieniecki
W 70 Rocznicę Powstania Warszawskiego.