Strona 1 z 1
Psia natura
: ndz lut 26, 2012 6:00 am
autor: JOZEF1949
Psia natura.
Rosja swoją ma carycę,
Kiedy Kasia ręką ruszy.
W Polsce zewrą się szeregi,
U sowieckich patrycjuszy.
Jeden ruch i kilka słówek,
Klęczą już w poddańczym geście.
Gnąc w pokłonie szereg główek,
I pewniejsi są nareszcie.
Z każdego warchoł wyłazi,
Niepotrzebny plik dopingów.
Z ojca w syna się przełoży,
Odwieczny pęd do treningów.
Czołobitność wraz z oddechem,
Oblepiła ich przywarą.
W orientalnej subkulturze,
Bez reszty oddani "carom".
W psiej naturze -w górę ogon.
I kundelskie pomyrdanie.
Za kość suchą -służą wrogom,
I u nogi -warowanie.
Józef Bieniecki
Tłuścioch
: ndz lut 26, 2012 6:02 am
autor: JOZEF1949
Tłuścioch
Buzia pączek, nosek w piegi,
Białych zębów dwa szeregi.
I sylwetka okrąglutka,
Nie wysoka, nie malutka.
Prawie nigdy się nie złości,
Dużo jada, mało pości.
Wiele ruchu też nie kocha,
Za to dużo ma z pieściocha.
Wiele miejsca do kochania,
Przytulania, całowania.
Ogromnego serca moc,
Rozpromienia dzień i noc.
Co więc żywe też go kocha,
Wielką chlubą jest tłuściocha.
Wielkie serce i posłuszne,
Miłosierne, dobroduszne.
Każdy pokarm z namaszczeniem,
Z iskrą w oku lub płomieniem.
Stos pochłania, by nie rzec,
Jak surówkę w hucie piec.
Choć z wyglądu już jak prosię,
Kwiku nutka czasem w głosie.
On pasibrzuch ciągle je,
Że mu szkodzi, o tym wie.
Józef Bieniecki
Romansidło.
: ndz lut 26, 2012 6:05 am
autor: JOZEF1949
Romansidło.
Ty ma jedyna!-tak ci w uszko szeptał,
Snując bajkowe przyszłości obrazy.
Głupia..z ust innej już miłość wychłeptał,
Czas bez wyrazu-nieważne wyrazy.
Publicznie pieścił-moralność za płotki,
Niechaj staruszek oka nie zawiesza.
Takie niewinne,dziecięce pieszczotki,
Ślepą naiwność-podsyca ,pociesza.
Powraca echem stare porzekadło,
Wszystko za zgodą -na zawsze przepadło.
"Miłości gdybyś chociaż dupę miała,
bym cię tak zerżnął,że byś się zesrała."
Romansidło jak powidło,
Nie jada się na raz.
Jedno, drugie by ci zbrzydło,
Śląc ogólny marazm.
Delektując po drobince,
Ciągłym smakiem grzeszy.
Dozowanie w okruszynce,
Czekających cieszy.
Trudno na to-miłość rzekła,
Myśląc sprawiedliwie.
Ja bym obu ich urzekła,
Niech nie biorą chciwie!
Józef Bieniecki
Cud nad Wisłą.
: ndz lut 26, 2012 6:07 am
autor: JOZEF1949
Cud nad Wisłą.
Od stepów gdzieś i Dzikich Pól,
Złowieszczy wieje wiatr.
Na barbarzyńskich ustach pieśń,
Zbrodniarzy z Kraju Rad.
Historii widmo ,ciemnych chmur,
Na falach krzywd ze złem.
A ludzkiej masy zbrodni mur,
Złowieszczym dyszy kłem.
U wrót Stolicy ,groza, śmierć,
Niewoli czarny cień.
Uczeń ,robotnik,wierny kmieć,
Nadziei czyni dzień.
Modlitwy ciągłej żal i płacz.
I serca szczery zew.
Zaczął trupami wroga słać,
Krwi odwracając bieg.
Na Jasnogórską wyszła Grań,
By postrach wrogom siać.
Składając poły płaszcza nań,
Srebrzysto -białą szadż.
I Naród łaską,serca Jej,
Kolejny raz zachłysnął.
Biorąc z opieki wiecznej -Twej,
Kolejny Cud nad Wisłą.
Józef Bieniecki
W 84-Rocznicę Cudu nad Wisłą
Skrzydlata
: ndz lut 26, 2012 6:09 am
autor: JOZEF1949
Skrzydlata.
Płyń Biały Orle,wysoko nad granie,
Którą wiatr halny wybrał na hulanie.
I bystrym okiem spoglądaj z wysoka,
A Panu Bogu cześć oddaj w obłokach.
Wielcy bywają gdzie mały nie sięga,
,Stąd władzy możność,i Twoja potęga,.
Chociaż na laurach też potrafisz siadać,
To co królewskie będziesz wciąż posiadać.
Zerwiesz do lotu,buntowniczy ,wolny,
Boś nie stworzony by siedzieć pokorny.
I z ręki jadać.W Twoich silnych szponach,
Wznosi ku niebu,ta Biało- Czerwona,
A wiatr wolności flagi jej łopoce,
Jako husarii zwycięskie proporce.
Wiej wietrze wolny,spływaj strugą wrzenia,
Wypalaj wątłych w chwilach powątpienia.
Na skrzydłach Orłów ,niechaj wolność wzlata,
By była skrzydłem Narodu, skrzydlata.
Jak ogień ,który nie chce się wypalić,
Pozwól w tym ogniu wolną ją ocalić.
A co się rodzi z Boga świętej woli,
Niech oswobodzi z szatańskiej niewoli.
I świętą będzie Twoja zbawcza męka,
Tarczą obronną Twa Matka, Panienka.
Płyń Orle Święty, bo Bóg stworzył ciebie.
Wolnym na ziemi i wolnym na Niebie
Józef Bieniecki
Moja piękna
: ndz lut 26, 2012 6:11 am
autor: JOZEF1949
Moja piękna.
Chodż moja piękna,moja duszko,
Ty też przyrody czujesz drżenie,
Znowu pozostań dobrą wróżką,
I bądż ponownie mym natchnieniem.
Piękno poezji lasu czytasz,
I w każdym liściu zawieszona.
Chociaż nie mówisz i nie pytasz,
Jest jak jej Stwórca,nieskończona.
U tamtych brzezin jest kalina,
W baldachach kwiatów wonią dycha.
W patosie chwili,jak dziewczyna,
Zabrzmi jej wyznań-pieśni cicha.
Akompaniament pieśni śpiewnej,
Połączy serca,w wspólnej myśli,
Nocy upojnej,i wylewnej,
W każdej na jawie nocy przyśni.
Księżyc już muska nas promieniem,
A ja,z gwiazd nieba ci wybieram.
Las podsłuchuje nas z westchnieniem,
Serce przed tobą me otwieram.
Tak zostaniemy do jutrzenki,
Lato już w pełni ,całej krasie.
Puki co księżyc pełny,wielki,
I zakochany słowik,w transie.
Serce przy sercu,warg pieszczoty,
I oddech lasu,w cudzie lata.
I ust upadki i ust wzloty,
I serca,które w jedno wplata.
Józef Bieniecki
Na strychu
: ndz lut 26, 2012 6:17 am
autor: JOZEF1949
Na strychu
Firan szarych pajęczyn obrośniętych kurzem,
W strzępach sopli wisiały, małe, średnie, duże.
Starczych włosów frędzelki, których strych wiekowy,
Ku pamięci zostawił, szczecin siwe głowy.
Uwieszone tak gęsto iż kto był intruzem,
Doń musiała przyczepić, pajęczyna z kurzem.
Ruch wzbijał dym, kurz, wielkie pyłu chmury,
Oblepiwszy od stopy po głowę do góry.
Kiedy ino ruch ustał, a kurze osiadły,
Strach bywalca niechęć i ciemność opadły,
Wodzić okiem poczynał gdyż ilość rupieci,
Wszędzie stała ogromna, jakbyś kiedyś dzieci,
Tutaj się zabawiały. Konik na biegunach,
Lis wypchany i sowa, głowa dzika, kuna.
Zając z drzewa strugany, stare dwa tapczany,
I słoń olbrzym, babuni powietrzem dmuchany.
Stare stało pianino, o dwóch strunach skrzypce,
Zegar stary stojący, z grawerem na szybce.
W stylu starym komoda, wspominała czasy,
Kiedy pasa popuszczał król i inne Sasy.
Stara szabla i kindżał, zapewne turecki,
Prapradziadek wywijał pod Wiedniem
z Bienieckich.
Wielka balia cynkowa, harmonijki pralka,
Portret kurzem pokryty, ma babka góralka.
Kilka starych obrazów, które pleśń już zżarła,
Nim osoba ma na strych tam w końcu dotarła.
Ramy złote zostały, pewne że dębowe,
Czasy tamte przetrwały, choć stare wiekowe.
Kołowrotek drewniany, z czasów Jelu Kurka,
Z jedną lufą rozdętą z powstania dwururka.
Kilka ubrań podartych. Obok przy kominie,
Naraz w cieniu zoczyłem, wielką, ciężką skrzynię.
A właściwie był kufer, po rogach obicia,
Kute ręcznie, ozdobne, wieko do przykrycia,
Było gęściej zdobione, rzekłbym w zwierzchniej
zbroi.
Tak się rycerz okrywa gdy o zdrowie boi.
W żaden sposób oderwać było od podłoża,
Jakby gwoźdźmi przykuto, na kufrze obroża,
Wokół ćwiekiem obita jak kufra korona,
Zwierała całość kufra w czterech różnych stronach.
Dwa zamczyska masywne, jakby tego mało,
Pasem zbrojnym pionowo, kufer opasało,
Taśmą spiętą i kłódka.
Dzień witał się z nocą,
Choć ciekawość raziła swą ogromną mocą,
Trzeba było ustąpić, dać pokłon wytchnieniu,
Aby rankiem powrócić o pierwszym promieniu,
Nie budząc u rodziny ciekawości, zwady,
Nie daj Boże sąsiadom, tajemnej parady.
Do północy myślałem co też kufer skrywa,
Jakie skarby zobaczę, może inne dziwa.
Bo i wiek kufra znaczny i domysłów rzeka,
Rodzi morze dociekań, przez głowę przecieka.
A czym bliżej do ranka, gwałtownie poraża,
Myśl nachalna, łupieżca i częściej powtarza,
By się w końcu okazać, szkodą wszego czasu,
Gdyż wnętrze bez wartości, pełne ambarasu.
Dzień był jeszcze przede mną , a wszelkie
domysły,
Zmogło dnia zmęczenie, razem ze snem prysły.
Ranek słońcem powitał, wstał z historii runem,
Myśl zdrową i jasną spadł myśli piorunem.
Na otwarcia sposoby i jak każde dzieło,
Z nadzieją dnia przyszło i do dzieła wzięło.
Z wielkim zatem pietyzmem, nie zadając rany,
Pokazałem sam sobie jak był otwierany.
Zębem czasu naznaczon, nie bronił z oparem.
W krótkim czasie przede mną stanąwszy otworem,
Odkrył całą zawartość. Nie złoto, diamenty,
A duszy bogactwo, twórcze testamenty.
W twórczej myśli Adama, Juliusza, Henryka,
Jana z Czarnolasu, twórczego Asnyka,
Stały tomy opasłe oprawione w skóry,
Wdzięczne dawne pamięcie i piewce kultury,
Trudno wtedy i dzisiaj zgodzić z srebrem, złotem.
Bo porównań niegodne ni wtedy, ni potem.
Słowo wszak, że zabija i w słowie się rodzi,
Myśl, czyn, ducha, wzbogaca, od Ducha pochodzi.
Gdy na zbrojnym ramieniu wojska nasze ruszą,
Słowo równo z orężem, jest mocą i duszą.
Wiara z nich też wyniknie, łopocze w w sztandarach,
Tam gdzie siła nie może, zawsze może wiara.
Ona przez Tysiąclecie szła z nami do boju,
Była w sercach żołnierzy, przed wiekami wojów.
W moc oręża wpisana, z ojca na pradziada,
Zawsze chlubne historie Ojczyźnie układa.
W sercu noszę ich słowa, Bogu wieczna Chwała,
Za poetów, pisarzy, Możność Boża dała,
Zapisała na kartach, dla duchem upadłym,
Kiedy murem sąsiedzkim na Ojczyźnie siadły,
I nie było ratunku. Czyn zrodziły słowa,
Nie złamała Narodu ni próba hiobowa.
Na Ołtarzu Ojczyzny z ciętym legli kwiatem,
I złożyli świadectwo wolności przed światem.
Boże święte w wieczności dzieło te spamiętaj.
Oby myśli spisane były dla nas święte.
Józef Bieniecki
Skarga
: ndz lut 26, 2012 6:21 am
autor: JOZEF1949
Skarga
Skarga cicha, pisk spod krzaka,
Łopot skrzydeł rannych ptaka.
Zimny wiater go oblodził,
Z niedostatku biedny schodzi.
Człek na ławce, łach pod głową,
Przytuliska stał się zmową.
Bo tam w domu nikt nie czeka,
Brak i domów i człowieka.
Na śmietniku już kolejka,
Kromka, bułka i butelka.
Makulatur zawiniątko,
Prysło z kubła precz, kociątko.
Od kanałów głos, rozmowy,
Wilgoć, zaduch kanałowy.
Stoczyło się wieko z hukiem,
Uderzyło w życia sztukę.
Ból i bieda, chore ciało,
Gdyby ducha leczyć chciało...
Zawsze mało, ciągle mało,
Tym, co życie wiele dało.
Twarzy grymas, krzyk, obłuda,
Brudny ubiór, pfe, paskuda.
A świat władzy i bogatych,
Biedą, nędzą jest podparty.
Józef Bieniecki
Twój dzień
: ndz lut 26, 2012 6:23 am
autor: JOZEF1949
Twój dzień
Na kolejnym Twoim dniu,
Znów Cię witam Dobry Boże.
Na harmonii mego snu,
Rozbudziły Twoje zorze.
Dobry Boże, promyk wnieś,
I nadziei i miłości.
Niech oddaje każdy cześć,
Twemu pięknu i możności.
Niech trud dnia przełoży się,
Będzie Tobie i mnie miły.
I zapisze do tych dzieł,
Które nigdy nie grzeszyły.
Eucharystii wielki Cud,
Rozpoczyna lub dzień kończy.
A obmywszy duszy brud,
Niech nie dzieli, ale łączy.
Chcę na wadze dobra - zła,
Złożyć wszystko co Ci miłe,
Oby tylko Wola Twa,
W każdym dniu mi dała siłę.
I poniosę Krzyża tron,
I zwycięstwa zagrzmi dzwon.
Twoja Wola, moja wola.
Wiara, miłość i pokora.
Józef Bieniecki
Poranek
: ndz lut 26, 2012 6:25 am
autor: JOZEF1949
Poranek
Na rzewnej nucie rannych łez.
W włosach anielskich ranka.
Łzawiącym kiściem pachnie bez,
Rozczulon łzą poranka.
Wietrzyk miłosną nuci pieśń,
Przemyka tuż nad ziemią.
Tam u ruczaju zawisł, gdzieś.
W rzewnych kaczeńcach drzemią.
Wokoło studni, krąg lip,
I stary grzbiet żurawia.
Głośno narzeka, skrzyp, skrzyp, skrzyp.
Gdy wiadro z niej wyławia.
W podmokłej łące żabi skrzek,
Na ranne wyszły gody.
A głos bociani klek, klek, klek.
Zwiastuje zmierzch pogody.
A od chlewika stadka ćma,
Rozpływa się w powodzi.
Też pokrzykuje kwa, kwa, kwa.
Nie wiedząc o co chodzi.
Od budy groźny Bamba głos,
Gdy szczeka hau, hau, hau. Twój dzień
Na kolejnym Twoim dniu,
Znów Cię witam Dobry Boże.
Na harmonii mego snu,
Rozbudziły Twoje zorze.
Dobry Boże, promyk wnieś,
I nadziei i miłości.
Niech oddaje każdy cześć,
Twemu pięknu i możności.
Niech trud dnia przełoży się,
Będzie Tobie i mnie miły.
I zapisze do tych dzieł,
Które nigdy nie grzeszyły.
Eucharystii wielki Cud,
Rozpoczyna lub dzień kończy.
A obmywszy duszy brud,
Niech nie dzieli, ale łączy.
Chcę na wadze dobra - zła,
Złożyć wszystko co Ci miłe,
Oby tylko Wola Twa,
W każdym dniu mi dała siłę.
I poniosę Krzyża tron,
I zwycięstwa zagrzmi dzwon.
Twoja Wola, moja wola.
Wiara, miłość i pokora.
Józef Bieniecki
Na nutach płynie rannych ros,
I Siwki miau, miau, miau.
Józef Bieniecki