Strona 1 z 1

Dwór -Saropolska kuchnia.

: sob cze 28, 2014 5:15 am
autor: jozbie49
Dwór-Saropolska kuchnia

W takim dworze jak pismem kronikarz pamięta,
Była izba stołowa,wszystkim w domu święta.
Widna i duża.Stał kredens ogromny,
Przemyślnie rzeżbiony,dawnych czasów pomny.
Ławy i stół.Ściany pokryte gęsto kobiercami,
Makaty ,kilim,farba z tkaninami.
Na dwór rzucały raz wystrój bogaty,
W dostojny wygląd, kryjąc w jego szaty.
Łowiecka zdobycz,bogactwo oręża,
Widać odwagę i pozycję męża.
Właściciela i pana.
Wiszą portrety ,przodków ,najbliższej rodziny.
Wiszące między kobierce ,kilimy.
Gościom dał przekrój rodu starodawny,
Krótki w zarysie ,ale za to barwny.

Kredens ów mieści misy ,dzbany i puchary,
Nad nimi zegar,albo dwa zegary.
Trzeba pierwszeństwo- zastawie stołowej,
Nierzadko srebrna,często i cynowej.
Nie ustąpił przepychem,ponad nimi stawał,
Ponad francuzkie-pierwszeństwo jej dawał,
Od środka nie znał słowiańskiego Kraju,,
Bardziej szlacheckich,ambicji ,zwyczajów.

Ważne miejsce zajmuje serwis,,tafla szklana
Z galerią srebrną,srebrna lub drewniana.
Mieści owoce zamknięte kopułą
W szczycie jest z orłem lub inną postułą.
W codziennym użytku, zwane menazikami,
Chociaż skromniejsze także serwisami.

Dwory szlacheckie rozrzucone ,z rzadka,
Często odwiedza z sąsiadem sąsiadka,
To spotkania rodzinne.Stół się zastawiało.
Suto,można powiedzieć mięsiwo kapało.

Biesiada trwała dobre parę godzin,
Gdy jest potrzeba ,odbywała co dzień,
Obiad składał się, z pięciu,sześciu potraw,
Według zasady,postaw się i zastaw.
Królewskie mięso w zawiesistym sosie,
Duszona cielęcina,wołowina w głosie.
Jest także kurczak,z gęsiny potrawka,
Pieczone i duszone,a z jarzyn przystawka.
Królewska marchew,rzepa i buraki z chrzanem,
W wszystkich dodatkach one były panem.
Mięsa sowicie z omaszczoną kaszą,
Groch z kawałkami słoniny okrasą.
Zagraniczne przyprawy, bogacą przysmaki,
Bez jarzyn prawie, nie był byle jaki.
Wety sumują tłusty poczęstunek,
Piwa pozycja,a nie inny trunek.
Z czasem wyparły gorzałka i wina,
Z Francji ,Hiszpanii,Włoch -i przednia Węgrzyna.

Trudne dojazdy ,drogi,nie dały możności,
Odwiedzin częstych,każdy przyjazd gości,
Był świętem wielkim,trudów nie szczędzono,
I co w spiżarniach na stoły kładziono.
Pod tym względem Polakom nikt pola nie dawał,
W żadnym kraju, w gościnie do szranków nie stawał.
Było również w zwyczaju,gdy gość w domu nosił,
O cokolwiek na odjazd ,upatrzył,poprosił,
Upodobał zwiedzając,pan domu darował,
Gościom i gospodarzom humoru nie psował.

Trzeba wrócić jedzeniu miejsce prawowite,
I dać wiersza zapiski kronikarza rytem,
Staropolskiej tradycji.
Kuchnia zawsze była kobiecą domeną,
Tradycyjnie ,odwiecznie, królewską przestrzenią.
Przepis z matki na córki,nie zawsze spisany,
Według kolejnych smaków hojnie poprawiany,
Wnosił nowe przysmaki i wymyślne dania,
Aby objąć te stoły w wieki posiadania.
W morzu potraw szlacheckich,stoły pańskie gięły,
A w potokach gorzałki i wina tonęły,
Zawsze przepych ogromny,w parze szedł z biesiadą,
Towarzyszył śniadaniom ,kolacją ,obiadom,
Łącząc często ją w całość,nie szczędzono jadła,
Póki z jadła rozpusty,wszelka chęć opadła.
Można one wyżerki uznać za przywarę,
Narodowym grzechem wypełniając czarę.
Gościnność zawsze Polak na świeczniku stawiał,
Darząc czym można było,i hojnie rozdawał,
Zaś w germańskich narodach skąpstwem wyzbyć chcieli,
Na gościnność, w kieszeni zawsze węża mieli.
Gdy na serce przełożysz i oziębłość w skutku,
Wolę nasze obżarstwo,niż germańskich smutków.

Józef Bieniecki