Mam talent-ciąg dalszy-Tatry-Do Białego.

Miejsce do publikacji twórczości własnej uczestników Forum (poezja, próby literackie i inne).
JOZEF1949
Posty: 919
Rejestracja: czw lut 25, 2010 6:03 am

Re: Mam talent-ciąg dalszy-Tatry-Do Białego.-Na końcu.

Post autor: JOZEF1949 » pn kwie 26, 2010 5:44 am

Wierszem ostatnim gdy spowiją usta,
Ręka ostatnie zatrzyma pół słowa.
Strona następna pozostanie pusta,
I moja pusta pozostanie mowa.

Ukryję w ziemi monotonii ciszę,
I usta nigdy nie wyszepną słowa,
Po drugiej stronie znów wiersze napiszę,
Bo pełna duchem będzie ducha głowa.

Suchą łzą spłynie z wyobraźni ptaka,
I rymy stworzę już godne niebiosów.
Nie będzie ona, twórczość byle jaka,
Opinia będzie zgodna wszystkich głosów.

Ustąpię miejsca wieszczom których stawiam,
I chylę czoła im w wielkim talencie,
Oczami duszy słowem ich napawam,
O ich wielkości przekonany święcie.

U Archanioła może stanę, wojska,
Z moimi braćmi, tam w jednym szeregu.
Zabrzmi hejnałem nutka polska, swojska,
Tak jakbym stawał tu na polskim, brzegu.

Pewne o Panie o wszystkim myślałeś,
I to co piszę jak nadzieją cichą.
Wszystko stokrotnie swym wybrańcom dałeś,
A to namiastka - nadziei jest licha.

Józef Bieniecki

JOZEF1949
Posty: 919
Rejestracja: czw lut 25, 2010 6:03 am

Re: Mam talent-ciąg dalszy-Na karuzeli życia.

Post autor: JOZEF1949 » wt kwie 27, 2010 7:37 pm

Tak, - chętnie bym siadł,
W chmurach mych nadziei.
Wracał gdzie wiatr,
Skrzypkiem brzmi wierzei.

Stopił myśli głęboko,
Wśród jesiennych wód.
Wiatrem siał szeroko,
Wiekiem skryty brud.

Falą wspomnień nie wracał,
Codziennie do przodu.
Ścieżką nową przechadzał,
Bez kukieł pochodu.

Wspiął się w górę potoku,
Gdzie słońce się ślizga.
W rozkochanym oku,
Z księżycem umizga.

Na tęczowym niebie,
Liczył akwarele.
Z gwiazdami rozmawiał.
Nie mówił za wiele.

Spijał krople potoków.
I rosę w jutrzence.
Deszczu wychwytał krople,
Łzy wzruszeń panience.

Upajał się zapachem.
Odurzał urokiem.
Jednakowo widział,
W mroku, dziennym okiem.

Józef Bieniecki

JOZEF1949
Posty: 919
Rejestracja: czw lut 25, 2010 6:03 am

Re: Mam talent-ciąg dalszy-Tatry-Do Białego.-Mali śpiewacy.

Post autor: JOZEF1949 » wt kwie 27, 2010 7:40 pm

Kos króluje w orkiestrze poranka,
Jako pierwszy staje w lubych szrankach.
Solo śpiewa,na anielską nutkę,
Czyniąc wszystkim zarazem pobudkę.

Skowronkowie nocą wypoczęte,
Trochę póżniej zaczną arie święte.
Otrząsnąwszy z pierwszej rosy piórka,
Kokietują panie swoje w chmurkach.

Kiedy ranek słoneczko olśniewa,
Do nadziei obecnych zagrzewa.
Budzi resztę opóżnionych śpiochów,
Bałamutnych, krzykliwych pieściochów.

Na podwórkach ,okolicznych drzewach,
Wróbli stadko ćwierkaniem zagrzewa.
Raz zajęci na wspólnym śniadaniu,
Dwa ,oddani wspólnoty śpiewaniom.

Gdy dzień odda swe życie na tacy,
Wstają nocy solidni śpiewacy.
To szczególne indywiduom lasu,
Ciemnej nocy i sennego czasu.

Słowikowie ze szczególnym darem,
Nocy niosą miłosną ofiarę.
Zakochanych podpatrują w parku,
Pieśń miłości zanosząc w podarku.

Józef Bieniecki

JOZEF1949
Posty: 919
Rejestracja: czw lut 25, 2010 6:03 am

Re: Mam talent-ciąg dalszy-Tatry-Do Białego.-Łatka.

Post autor: JOZEF1949 » sob maja 01, 2010 4:47 am

Na podusi u wezgłowia,
Leży kotka salonowa.
Gdy po brzuszku ją podrapiesz,
Ona mruczy ,słodko chrapie.

Jak puszysta w częściach szmatka,
Stąd się zowie, Kotka-Łatka.
I do tego jest milusia,
Bo to Łatka i podusia.

Ogon gruby i puszysty,
Pyszczek w łatki,nosek czysty.
Tuż u pyszczka,u podbródka,
Łatka czarna,niczym bródka.

Bywa często taka chwila,
Że się łasi i przymila.
Przy tym miałkiem opowiada,
Że należy się biesiada.

Wypatruje godzinami,
Na ptaszęta-za oknami.
Ze zacięciem myśliwego,
Mając szczerą chęć na niego.

Raz gdy chciałem strzeć podłogę.
Wziąłem szmatkę raz za brodę,
Miałk ,pazurki kociej córki,
Nie chcę takiej już powtórki.

Józef Bieniecki

JOZEF1949
Posty: 919
Rejestracja: czw lut 25, 2010 6:03 am

Re: Mam talent-ciąg dalszy-Tatry-Do Białego.-Chamskie cycki.

Post autor: JOZEF1949 » sob maja 01, 2010 4:50 am

Byle pić, zewsząd chłeptać,
Kosztem żyć, cudze deptać.
Przyczepiony jak pijawka,
Nie oderwie nawet czkawka.

Strach pomyśleć co to będzie,
Gdy się menda też przysiądzie.
A dziś ślepe ich narzędzie,
Siądzie wiecznie na urzędzie.

Strach pomyśleć, świata zmora,
Pokrzyżuje ludzki spokój.
Nawet piewca Wernyhora,
Nie przepowie ludziom pokój.

Na krwi naszej, niewdzięcznicy,
Wznieśli domy swej buźnicy.
I na naszej wzrośli krwi,
By nam własne zamknąć drzwi.

Na ulicy, tuż przed nosem,
Z oczu otrzyj żalu rosę.
Pobłażania nadszedł kres,
Ich sąsiadem stanie bies.

Nawet Bogu nie darował,
Karcił, uczył i strofował.
Zbrodnia, lichwa i niewidy,
Takie zawsze były Żydy.

Józef Bieniecki

JOZEF1949
Posty: 919
Rejestracja: czw lut 25, 2010 6:03 am

Re: Mam talent-ciąg dalszy-Tatry-Do Białego.-Bydlaki.

Post autor: JOZEF1949 » sob maja 01, 2010 4:51 am

Orle Biały nie zniżaj swych podniebnych lotów,
Bo cię wpiszą w gatunek kurzejów, kokotów.
Rozwiń skrzydeł swe żagle, płyń gdzie nikt nie sięga,
I oczami bystrymi sięgaj widnokręga.
Bądź nam wieszczem rodowym, trzeba to piorunem,
Nieprzerwanie w zwycięstwa uderzając strunę.

Niechaj biało - czerwonej honoru nie plamią,
W krzywym świata zwierciadle przeszłości nie mamią.
Wszystkim z góry przypomnij kto ramieniem zbrojnym,
Był wolności szermierzem - Europie hojnym.
Żadnej wojny wichurę nie rozpalał wici,
I niewinność bielą piórem twoim świecisz.

Niechaj twoja historia nie błądzi w legendzie,
A żydo - komuna nie gardzi w przybłędzie.
Odda tobie honory. wiekowe zasługi,
W hołdzie złożą u tronu, w części spłacą długi.
Niech pamięci cudzej i swej nie kaleczy.
Bo wyrzekną i obcy, również własne dzieci.

Gdyby Polska nie Matką, ale mamką była,
Wdzięczność jej się należy, bo cię wykarmiła.
Dla wygody się gardzi, cóż jest wart syn taki,
Których one przywary rozgłoszą - bydlaki.

Józef Bieniecki

JOZEF1949
Posty: 919
Rejestracja: czw lut 25, 2010 6:03 am

Re: Mam talent-ciąg dals-Tatry-Do Białego.-By się nie powtór

Post autor: JOZEF1949 » sob maja 08, 2010 3:32 am

Zamazane obrazy, życia uschłe drzewa.
Ze skręconym konarem drzewo z bólu śpiewa.
Ptak ze skrzydłem złamanym, wyrzucony z gniazda,
Odrzucona przez siostry spadająca gwiazda.

Ból cierpienia na twarzy, wydłubane oko,
Wykrzyczana boleśnie rana wnętrz, głęboko.
Na koślawych kulasach i chromego piętno,
Niepatrzącymi oczy gna myśl beznamiętna.

Odrzucony przez ludzi, bo myślą nie zdąża,
Paraliżem niewoli, chorego oręża.
Twarz ponura, woskowa, z oczami trupimi,
Rak ogarnął skry życia, mackami długimi.

Chwila zwątpień ponura, samotni piekiełko,
Na chorej wyobraźni popękane szkiełko.
Myśli chorej utopia zezem w świat spogląda,
I pustynią podąża na garbie wielbłąda.

Zgięty życiem, chorobą, po drodze utyka,
W nos się śmieje pazerność, nachalna i dzika.
Zbytku kipi kalectwo gdy bieda kuleje,
W todze sędziów od dawna, zbrodnia i złodzieje.
Na krawędzi przepaści stanął i się kiwa,
Świat. Chorzy przywódcy. Głupota sędziwa.
Spadnie albo nie spadnie? Już dawno zasłużył,
By się wiekiem XX więcej nie powtórzył.

Józef Bieniecki

JOZEF1949
Posty: 919
Rejestracja: czw lut 25, 2010 6:03 am

Re: Mam talent-ciąg dalszy-Tatry-Do Białego.-Odwieczny porzą

Post autor: JOZEF1949 » sob maja 08, 2010 3:34 am

Dzisiaj tu widno, latem nieba tyka,
Czyni parasol po słońca promykach.
Wilgotna otchłań ino mech porasta,
Wzdłuż ścieżyn leśnych zaś paproć
palczasta.
Tutaj od lata do wczesnej jesieni,
Ostoja leśna, w dąbrowie zieleni,
Okala gęsty zagon szmaragdowy,
Młodzieży świerków, to znowu jodłowy.
Od starych jodeł, w koronach przemyka,
Cichej pobudki, wiosenna muzyka,
Zrazu spokojna, a z czasem nerwowa,
Gdy później spada nawała burzowa.
W pomruk przechodzi, długi ryk niedźwiedzia,
Jakby zwierz on- w mateczniku siedział.
Płyną klucze żurawi, rozkrzyczane rzesze,
Gnane wiosny instynktem w ojczyste pielesze,
Jako nieba okręty na błękitnej toni,
Jedna, drugą armada towarzyszy goni.
Pokrzykują wodzowie przekazując znaki,
Tylni, przedni strażnicy i zwiadowców ptaki.
Bociek, ptak nasz rodowy, na rubieży wschodu,
Wojna stanęła tamą, na szlakach pochodu.
Jest w tym roku spóźniony, choć rodzinne sioła,
Jedno z drugim pustkami gospodarzy woła.
Na domowych ogniskach cisza wciąż klekota,
Posmutniały bezkresne rozlewiska, błota.

Wodzi słońce oczami, gdzie da ciepła tchnienie,
Pozostawia przyrodzie wiosenne marzenie.
W pierwszych polnych stokrotkach, złociste podbiały,
W polnych szarych bezdrożach łebki wychylały,
Życia zawsze ciekawe. Szarość z czasem zniknie,
I w zmienności pogody na dudka wystrychnie,
Zimą, ostrą, upartą, która zimnym tchnieniem,
Wśród marcowych pierwiosnków budzi poruszenie.
Lodowatą posturą czasem wiośnie grozi,
Chociaż w końcu ustąpi, nie jednych przemrozi.

Wiosny sygnał raz dany, pozostawia piętno,
Wskrzesza iskry przyrody, młodością namiętna,
I w odwiecznym przekazie, w przyrody sztafecie,
Budzi z nocy odrętwień, jak maleńkie dziecię,
Oczka nieba otwiera, pogaworzy w kniei,
I barwami przyrody, wiosny czarodziei,
Na akwareli tęczy, da nowy początek,
Nieomylnie wyznacza odwieczny porządek.
Odda pełnią bogactwa, piękna no i cudu,
Kto zaś patrzeć umie, rozpozna bez trudu,
Boga ręki dotknięcie, który dla człowieka,
Różnością pór roku przyrody urzeka.

Józef Bieniecki

JOZEF1949
Posty: 919
Rejestracja: czw lut 25, 2010 6:03 am

Re: Mam talent-ciąg dalszy-Tatry-Do Białego.-Śliczne oczy

Post autor: JOZEF1949 » pt maja 14, 2010 12:17 am

Piękne oczy,śliczne oczy,
Rozpalone namiętnością.
Aksamitu cień otoczył,
Przystępnością-łagodnością.

Zapaliły w gwiazdach nieba,
By miłości pył wyrzucić,
Aby sercem, gdy potrzeba,
Namiętnością znowu wrócić.

Odurzone ,anielone,
Zapłakane rosą szczęścia.
Rozkochane,rozpieszczone,
Z chwilą taką są do wzięcia.

A na niebie gwiazd tysiące,
Zapalone w nocy cieniu.
Dotykają swe gorące,
Miłowanie w tym patrzeniu.

Nocy nastrój więc dlatego,
Namiętnością tchnie od góry.
Dla porządku w nas świętego.
To miłości jego córy.

I płaszcz nocy nań położył,
Intymności miłą chwilkę.
U stóp czule będzie korzył,
By nie znikła nam motylkiem.

Józef Bieniecki

JOZEF1949
Posty: 919
Rejestracja: czw lut 25, 2010 6:03 am

Re: Mam talent-ciąg dalszy-Tatry-Do Białego.-Blisko siebie

Post autor: JOZEF1949 » pt maja 14, 2010 12:19 am

Człowiek myśli, stąd wiadomo
Nazywają sapięs - homo.
Zwierzę tego nie potrafi,
Człowiek zawsze w sedno trafi.
Pojedzony - zwierz spokojny,
Człowiek zdążą zaś do wojny.
Zwady szuka i przeszkody,
Głupa stroi, mieniąc mody.
Mało zawsze, do przesady,
Tworzy ludzkie maszkarady.

Nie wiem skąd się zło w nim bierze,
Gorszy niźli wściekłe zwierze.
Raz z chytrością ściga lisa,
Drugim razem, wszystko zwisa.
Łeb gdy nosi od parady,
Bywa głupcem do przesady.

Każdy inny. Stąd nauka,
Iż w tym dziele Boska sztuka.
Szkoda tylko, że zmysł Pański,
Nie wypalił miot szatański.
Byłaby tu ziemia w niebie,
Bóg i człowiek, blisko siebie.

Józef Bieniecki

ODPOWIEDZ