- 115 -
Łatwo było podjąć decyzję o zwolnieniu tych dwóch dziewcząt. Trudniej będzie im to jakoś delikatnie powiedzieć. Rumcajs uważa, że to ja jako szef muszę przekazać ta niemiłą wiadomość. Tylko jak? Bo nie chcę żeby mi beczeć i histeryzować zaczęły. W końcu to baby. Więc zawołałem Zuzię i Magdę do biura (tzn. do mojego pokoju), nalałem im po poczwórnym koniaczku i zapytałem, co by powiedziały na to, gdyby zarabiały co wieczór po 200 albo nawet 300 funtów i nie musiały już nosić ciężkich tac i sprzątać lokalu? Spojrzały na mnie obydwie z niedowierzaniem, a nawet powiedziałbym ze zdumieniem. No to stuknęliśmy się szklaneczkami na zdrówko i nalałem im po jeszcze jednym poczwórnym koniaczku. A potem powiedziałem, że mogłyby zapytać o pracę w Venus Club, tam gdzie pracuje Anita. Taniec przy drążku mają już trochę opanowany, niebrzydkie są, angielskiego i innych potrzebnych języków się nauczą .
No i jednak się rozbeczały. Że niby już się do swojej obecnej pracy przyzwyczaiły, że chcą zostać z koleżankami, no i że mnie też bardzo polubiły. To ostatnie naprawdę podziałało. Zmiękłem. Bo czyż może istnieć dla szefa większy wyraz uznania ze strony pracownika jak fakt, że pracownik go lubi? I w tym momencie zacząłem się zastanawiać, czy nie można by zrobić z naszego lokalu konkurencji dla Venus Club? Nalałem dziewczynom po jeszcze jednym poczwórnym, powiedziałem żeby się nie martwiły i poszedłem do Rumcajsa, omówić z nim mój pomysł.
Zaczęliśmy wspólnie kombinować co trzeba by w naszym pubie przerobić, żeby funkcjonował jako lokal Table Dance, no i ile by to kosztowało. Potrzebne są czerwone zasłony do okien, czerwona tapicerka na krzesła, czerwone lampki, czerwone pluszowe parawaniki, z dwa podświetlane podesty z porządnymi, błyszczącymi drążkami, kilka reflektorów, dobry sprzęt do odtwarzania muzyki i jeszcze kupa innych drogich rzeczy. A tu kapitału brak. Co robić? Znaleźć jelenia z kapitałem..Tylko gdzie? Postanowiliśmy dać ogłoszenie do internetu. "Poszukiwany wspólnik z wkładem kapitałowym 50.000 funtów do rozwinięcia niezwykle dochodowego przedsiębiorstwa w branży usługowo- rozrywkowej, bez żadnego ryzyka finansowego. Oczekiwane zyski: minimum 500.000 funtów rocznie po opłaceniu podatków." Na takie coś przecież musi ktoś polecieć.Np. jakiś polski biznesmen, który chce przed finansowym zakamuflować czarna kasę, albo jakiś emeryt, który wygrał w toto lotku.. Jestem naprawdę dobrej myśli. Rumcajs też.C.d.n.
OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?
Re: OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?
- 116 -
Nie wiem kto z nas dwóch się w czepku urodził, ja czy Rumcajs? Nie minęło nawet pół godziny od zamieszczenia naszego ogłoszenia w internecie, a już zgłosił się pierwszy kandydat na wspólnika. Jest poważnie zainteresowany, posiada kapitał i prosi o kontakt w celu omówienia szczegółów. Zadzwoniliśmy do niego niezwłocznie. Rumcajs powiedział, że ja mam poprowadzić rozmowę, bo mam milszy głos i szczególny dar przekonywania. Ano mam.
Więc przekonałem tego faceta, który nazywa się Teddy Glabicki, o jego ogromnym życiowym szczęściu, któremu zawdzięcza spotkanie nas i możliwość zainwestowania w najbardziej lukratywny interes swojego życia. Wyjaśniłem mu, że do tej pory zgłosiło się na naszą ofertę 49 inwestorów, ale ponieważ on wydaje mi się szczególnie sympatyczny, a akurat inny kandydat który jechał już pośpiesznie do nas z pieniędzmi, miał ciężki wypadek samochodowy (pewnie za szybko jechał, żeby ulokować u nas swoją kasę), to mamy dziś wieczorem, wyjątkowo, jeden wolny termin i moglibyśmy ewentualnie z nim się spotkać. Mieszka w 150 kilometrów oddalonym Birmingham i przyjedzie chętnie na spotkanie. Umówiliśmy się na 20.oo. Do tego czasu wszystkie nasze dziewczyny, łącznie z pomocą kuchenną, muszą się wypicować na wysoki połysk i wystroić w najbardziej skąpe ciuszki jakie znajdą w swoich walizkach. Zadzwoniłem jeszcze do Anity, żeby powiedziała u siebie w pracy, że jest dziś niedysponowana (mają raz w miesiącu taką opcję) i też przyszła i jeszcze żeby przyniosła dla naszych dziewcząt trochę swojej odzieży roboczej. Niech inwestor widzi, że posiadamy odpowiednie zasoby ludzkie (to sformułowanie jakoś mi się szczególnie podoba).
Przyjechał punktualnie. Tylko nie widzę żadnej walizki z pieniędzmi. No, chyba nie jakiś cwaniak, który chce się podstępnie do nas wkręcić. Wypijemy - wyczaimy. Na wygląd to jakiś taki bubek niedorobiony. Wystrojony w drogie ciuchy (na tym już się znam), ale z gęby to jakby do trzech nie umiał zliczyć. Jeśli rzeczywiście ma forsę, to jest to nasz człowiek. Najpierw przeprowadziłem niepodpadająco sondaż osobowy. I już po pół godzinie i trzeciej butelce Chivas Regal, wiedziałem, że właśnie odziedziczył po swoim zmarłym tatusiu klika kamienic, które dobrze sprzedał i szuka możliwości zabezpieczenia pieniążków przed skutkami kryzysu gospodarczego.
No to jest u nas pod najlepszym adresem. Bo nawet w największym kryzysie ludzie muszą jeść, pić, no i od czasu do czasu...( nie wypada napisać, ale wiadomo o co chodzi). Jak zobaczył nasze zasoby ludzkie(!) to mu o mało oczy z orbit nie wypadły. Przedstawiłem mu osobiście każdą z naszych współpracownic. Anitę jako brygadzistkę. Tak się rozochocił ten nasz Teddy, że zaprosił nas wszystkich do jednej z najlepszych dyskotek w Londynie, Embassy Night Club. Wszystko na jego rachunek.
Nie wiem kto z nas dwóch się w czepku urodził, ja czy Rumcajs? Nie minęło nawet pół godziny od zamieszczenia naszego ogłoszenia w internecie, a już zgłosił się pierwszy kandydat na wspólnika. Jest poważnie zainteresowany, posiada kapitał i prosi o kontakt w celu omówienia szczegółów. Zadzwoniliśmy do niego niezwłocznie. Rumcajs powiedział, że ja mam poprowadzić rozmowę, bo mam milszy głos i szczególny dar przekonywania. Ano mam.
Więc przekonałem tego faceta, który nazywa się Teddy Glabicki, o jego ogromnym życiowym szczęściu, któremu zawdzięcza spotkanie nas i możliwość zainwestowania w najbardziej lukratywny interes swojego życia. Wyjaśniłem mu, że do tej pory zgłosiło się na naszą ofertę 49 inwestorów, ale ponieważ on wydaje mi się szczególnie sympatyczny, a akurat inny kandydat który jechał już pośpiesznie do nas z pieniędzmi, miał ciężki wypadek samochodowy (pewnie za szybko jechał, żeby ulokować u nas swoją kasę), to mamy dziś wieczorem, wyjątkowo, jeden wolny termin i moglibyśmy ewentualnie z nim się spotkać. Mieszka w 150 kilometrów oddalonym Birmingham i przyjedzie chętnie na spotkanie. Umówiliśmy się na 20.oo. Do tego czasu wszystkie nasze dziewczyny, łącznie z pomocą kuchenną, muszą się wypicować na wysoki połysk i wystroić w najbardziej skąpe ciuszki jakie znajdą w swoich walizkach. Zadzwoniłem jeszcze do Anity, żeby powiedziała u siebie w pracy, że jest dziś niedysponowana (mają raz w miesiącu taką opcję) i też przyszła i jeszcze żeby przyniosła dla naszych dziewcząt trochę swojej odzieży roboczej. Niech inwestor widzi, że posiadamy odpowiednie zasoby ludzkie (to sformułowanie jakoś mi się szczególnie podoba).
Przyjechał punktualnie. Tylko nie widzę żadnej walizki z pieniędzmi. No, chyba nie jakiś cwaniak, który chce się podstępnie do nas wkręcić. Wypijemy - wyczaimy. Na wygląd to jakiś taki bubek niedorobiony. Wystrojony w drogie ciuchy (na tym już się znam), ale z gęby to jakby do trzech nie umiał zliczyć. Jeśli rzeczywiście ma forsę, to jest to nasz człowiek. Najpierw przeprowadziłem niepodpadająco sondaż osobowy. I już po pół godzinie i trzeciej butelce Chivas Regal, wiedziałem, że właśnie odziedziczył po swoim zmarłym tatusiu klika kamienic, które dobrze sprzedał i szuka możliwości zabezpieczenia pieniążków przed skutkami kryzysu gospodarczego.
No to jest u nas pod najlepszym adresem. Bo nawet w największym kryzysie ludzie muszą jeść, pić, no i od czasu do czasu...( nie wypada napisać, ale wiadomo o co chodzi). Jak zobaczył nasze zasoby ludzkie(!) to mu o mało oczy z orbit nie wypadły. Przedstawiłem mu osobiście każdą z naszych współpracownic. Anitę jako brygadzistkę. Tak się rozochocił ten nasz Teddy, że zaprosił nas wszystkich do jednej z najlepszych dyskotek w Londynie, Embassy Night Club. Wszystko na jego rachunek.
Re: OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?
- 117 -
I znów całonocne balety. Taka wspólna wycieczka z załogą bardzo zacieśnia więzy międzyludzkie. Naszym pracownikom impreza się podobała, mnie zresztą też. Tym bardziej, że za nic nie musiałem płacić! Teddy pokazał prawdziwą klasę. Już przy wejściu wcisnął bramkarzowi dwie stówki do łapy i zaprowadzono nas do sektora VIP, tam gdzie siedzą ważni goście. Przeważnie starsi faceci z młodymi laskami, albo starsze panie z napompowanymi biustami, ustami i obwisłymi szyjami, a przy nich jakieś chłoptysie po dwadzieścia parę lat. Czyżby tu był zwyczaj, że rodzice przychodzą z dziećmi pobalować?
Teddy zamówił parę butelek szampana i całe tace z zagrychą. Dziwne rzeczy tam jako zagrychę podają. Na przykład jajko to zamiast z majonezem, podają z jakimś słono-kwaśnym dżemem. Takie małe czarne kuleczki, więc chyba z jeżyn. Ale na pewno też z procesu odświeżania, bo na jeżyny wcale już nie smakowało. Pozdrapywałem to świństwo z jajek do popielniczki, bo jajka były jeszcze całkiem świeże. Kelner się głupio patrzył, więc wsypałem do tej popielniczki jeszcze popiół z pozostałych popielniczek, żeby tego innym nie sprzedali. Na gastronomicznych procesach oszczędnościowych, to ja się już znam.
Goście z innych stolików obserwowali tą moja akcję z podziwem. A co. Przecież otruć się nie dam jakimś przeterminowanym żarciem. Rumcajs powiedział mi potem, że to na jajkach to był jakiś tam kawior. Kawior nie kawior, niedobre było i już.
Gdzieś około 7 rano, kiedy już tylko my zostaliśmy w lokalu, kelner przyniósł rachunek. 4.375 funtów!! Czy myśmy tą całą dyskotekę kupili? Ale Teddy dał kelnerowi z uśmiechem swoją kartę kredytową, podpisał coś i jeszcze mu 5 dych do ręki wcisnął. Załatwione. Coraz bardziej jestem przekonany, że znaleźliśmy bardzo dobrego inwestora. Wprawdzie tylko tak w połowie Polak, bo mamę ma angielską. Za to tatuś był prawdziwym bohaterem 2-giej wojny światowej. Pilot w polskim dywizjonie 303. No i po wojnie też dobrze działał, wybudował kilka czynszowych kamienic, które teraz jego synalek z nami ochoczo przepija. Według staropolskiej zasady: "Kto nie pije, ten nie żyje".
Do domu dwiema taksówkami, a w domu jeszcze małe poprawiny. Takie zawarcie kontaktu biznesowego trzeba podwójnie oblać.
Anita to prawdziwa cwaniara. Już w dyskotece się koło naszego Teddy cały czas kręciła, no i jakże mogło by być inaczej, wylądowała u niego w pokoju. A widać było że i pozostałe dziewczyny miały na niego ochotę. Na nic ten Teddy nie wygląda, a wszystkie go kokietowały i podrywały. Stara prawda : pieniądze zrobią z najbrzydszego mężczyzny przystojniaka.C.d.n.
I znów całonocne balety. Taka wspólna wycieczka z załogą bardzo zacieśnia więzy międzyludzkie. Naszym pracownikom impreza się podobała, mnie zresztą też. Tym bardziej, że za nic nie musiałem płacić! Teddy pokazał prawdziwą klasę. Już przy wejściu wcisnął bramkarzowi dwie stówki do łapy i zaprowadzono nas do sektora VIP, tam gdzie siedzą ważni goście. Przeważnie starsi faceci z młodymi laskami, albo starsze panie z napompowanymi biustami, ustami i obwisłymi szyjami, a przy nich jakieś chłoptysie po dwadzieścia parę lat. Czyżby tu był zwyczaj, że rodzice przychodzą z dziećmi pobalować?
Teddy zamówił parę butelek szampana i całe tace z zagrychą. Dziwne rzeczy tam jako zagrychę podają. Na przykład jajko to zamiast z majonezem, podają z jakimś słono-kwaśnym dżemem. Takie małe czarne kuleczki, więc chyba z jeżyn. Ale na pewno też z procesu odświeżania, bo na jeżyny wcale już nie smakowało. Pozdrapywałem to świństwo z jajek do popielniczki, bo jajka były jeszcze całkiem świeże. Kelner się głupio patrzył, więc wsypałem do tej popielniczki jeszcze popiół z pozostałych popielniczek, żeby tego innym nie sprzedali. Na gastronomicznych procesach oszczędnościowych, to ja się już znam.
Goście z innych stolików obserwowali tą moja akcję z podziwem. A co. Przecież otruć się nie dam jakimś przeterminowanym żarciem. Rumcajs powiedział mi potem, że to na jajkach to był jakiś tam kawior. Kawior nie kawior, niedobre było i już.
Gdzieś około 7 rano, kiedy już tylko my zostaliśmy w lokalu, kelner przyniósł rachunek. 4.375 funtów!! Czy myśmy tą całą dyskotekę kupili? Ale Teddy dał kelnerowi z uśmiechem swoją kartę kredytową, podpisał coś i jeszcze mu 5 dych do ręki wcisnął. Załatwione. Coraz bardziej jestem przekonany, że znaleźliśmy bardzo dobrego inwestora. Wprawdzie tylko tak w połowie Polak, bo mamę ma angielską. Za to tatuś był prawdziwym bohaterem 2-giej wojny światowej. Pilot w polskim dywizjonie 303. No i po wojnie też dobrze działał, wybudował kilka czynszowych kamienic, które teraz jego synalek z nami ochoczo przepija. Według staropolskiej zasady: "Kto nie pije, ten nie żyje".
Do domu dwiema taksówkami, a w domu jeszcze małe poprawiny. Takie zawarcie kontaktu biznesowego trzeba podwójnie oblać.
Anita to prawdziwa cwaniara. Już w dyskotece się koło naszego Teddy cały czas kręciła, no i jakże mogło by być inaczej, wylądowała u niego w pokoju. A widać było że i pozostałe dziewczyny miały na niego ochotę. Na nic ten Teddy nie wygląda, a wszystkie go kokietowały i podrywały. Stara prawda : pieniądze zrobią z najbrzydszego mężczyzny przystojniaka.C.d.n.
Re: OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?
- 118 -
Nasz Teddy sfinansuje całą przebudowę lokalu z pubu na club. Chce za to 33% z zysków. Obiecaliśmy mu, że dostanie, a nawet spisaliśmy umowę. Bo jak on to chce sprawdzać? Liczniki dziewczynom zamontuje, czy co?
Teraz trzeba poszukać solidnych rzemieślników, którzy przeprowadzą remont. Podzwoniłem po naszych gościach i ustaliłem terminy. Trzeba się zorientować kto, co i za ile umie zrobić. Potrzebujemy murarzy, malarzy, elektryków, stolarzy i tapicerów.
Jako pierwsi przyszli Zdzich i Dzidek. Zapytałem ich co umieją robić. Mówią, że wszystko. Troszeczkę mi się to wydało podejrzane. No bo kto umie robić wszystko? Ale wytłumaczyłem im co jest do zrobienia i że musi być gotowe w ciągu dwóch tygodni.
- Żaden problem - mówi Dzidek - Zorganizujemy ludzi i zrobimy na cacy i to w ciągu 10 dni.. -
No, no.. Coś mi ci dwaj za pewni siebie. Ok. A ile chcą za tą całą robotę. Po 16 funtów za godzinę. He,he.. To by im pasowało. Opierdzielać się i kasować forsę za godziny. Nic z tego. Muszą podać cenę za całość roboty i podpisać umowę że będzie gotowe do końca miesiąca. A jak nie, to za każdy dzień opóźnienia 10% od wartości zlecenia, jako kara umowna. Teraz, to im miny zrzedły. A, że to niby niewolnicza umowa, że nie da się z góry powiedzieć ile trzeba ludzi do pracy i ile godzin...
Jak im nie pasuje, to wynocha. Chętnych do roboty jest na pęczki. To powiedzieli, że policzą i przyjdą jutro z kalkulacją. No proszę, postraszyć trzeba i już inaczej gadają.
Potem przyszedł Boguś. Wywalili go z pracy przy kostce brukowej i szuka nowego zajęcia. Tego, to bym chętnie zatrudnił, bo ma u nas niezapłacone rachunki jeszcze z czasów poprzednika. Boguś też umie wszystko i chce zrobić całą robotę sam. No.. to by się z tym pół roku bawił, a nam będą każdego dnia ciężkie tysiące uciekały. Nie ma. Albo zorganizuje brygadę fachowców i zrobią w terminie, albo może zamieszkać pod jednym z pięknych Londyńskich mostów. Powiedział, że zorganizuje.
Ostatni, zgłosił się gruby Staszek. Ten zaczął od razu wszystko mierzyć i liczyć na kalkulatorze. Potem powiedział, że termin jest trochę za krótki, a za zrobienie wszystkiego, łącznie z materiałem chce 55 tysięcy i jeszcze jakiś podatek. I zadatek też chce. No, popatrz go, cwaniaka. Jeszcze zadatek mu dam. Przepije, a roboty nie zrobi. Podatków żadnych też nie będziemy płacić, bo po co? Jak robotę chce , to na moich warunkach, a jak szanownemu panu te warunki nie odpowiadają, to niech szuka gdzieś indziej. Powiedział, że przemyśli sprawę i jutro da odpowiedź. No to niech sobie szybko przemyśla, bo konkurencja też nie śpi.
Anita dostała za zadanie przeszkolenie naszych praktykantek w świadczeniu usług za parawanikiem i w pokoikach. Bo na razie to te nasze dziewczyny myślą, że taki Table dance, to tylko wywijanie tyłkiem w tańcu. Więc Anita jako doświadczona w zawodzie, wyjaśni im, że w takich lokalach oferuje się nieco szerszą gamę usług i wywija tyłkiem nie tylko w tańcu.
C.d.n.
Nasz Teddy sfinansuje całą przebudowę lokalu z pubu na club. Chce za to 33% z zysków. Obiecaliśmy mu, że dostanie, a nawet spisaliśmy umowę. Bo jak on to chce sprawdzać? Liczniki dziewczynom zamontuje, czy co?
Teraz trzeba poszukać solidnych rzemieślników, którzy przeprowadzą remont. Podzwoniłem po naszych gościach i ustaliłem terminy. Trzeba się zorientować kto, co i za ile umie zrobić. Potrzebujemy murarzy, malarzy, elektryków, stolarzy i tapicerów.
Jako pierwsi przyszli Zdzich i Dzidek. Zapytałem ich co umieją robić. Mówią, że wszystko. Troszeczkę mi się to wydało podejrzane. No bo kto umie robić wszystko? Ale wytłumaczyłem im co jest do zrobienia i że musi być gotowe w ciągu dwóch tygodni.
- Żaden problem - mówi Dzidek - Zorganizujemy ludzi i zrobimy na cacy i to w ciągu 10 dni.. -
No, no.. Coś mi ci dwaj za pewni siebie. Ok. A ile chcą za tą całą robotę. Po 16 funtów za godzinę. He,he.. To by im pasowało. Opierdzielać się i kasować forsę za godziny. Nic z tego. Muszą podać cenę za całość roboty i podpisać umowę że będzie gotowe do końca miesiąca. A jak nie, to za każdy dzień opóźnienia 10% od wartości zlecenia, jako kara umowna. Teraz, to im miny zrzedły. A, że to niby niewolnicza umowa, że nie da się z góry powiedzieć ile trzeba ludzi do pracy i ile godzin...
Jak im nie pasuje, to wynocha. Chętnych do roboty jest na pęczki. To powiedzieli, że policzą i przyjdą jutro z kalkulacją. No proszę, postraszyć trzeba i już inaczej gadają.
Potem przyszedł Boguś. Wywalili go z pracy przy kostce brukowej i szuka nowego zajęcia. Tego, to bym chętnie zatrudnił, bo ma u nas niezapłacone rachunki jeszcze z czasów poprzednika. Boguś też umie wszystko i chce zrobić całą robotę sam. No.. to by się z tym pół roku bawił, a nam będą każdego dnia ciężkie tysiące uciekały. Nie ma. Albo zorganizuje brygadę fachowców i zrobią w terminie, albo może zamieszkać pod jednym z pięknych Londyńskich mostów. Powiedział, że zorganizuje.
Ostatni, zgłosił się gruby Staszek. Ten zaczął od razu wszystko mierzyć i liczyć na kalkulatorze. Potem powiedział, że termin jest trochę za krótki, a za zrobienie wszystkiego, łącznie z materiałem chce 55 tysięcy i jeszcze jakiś podatek. I zadatek też chce. No, popatrz go, cwaniaka. Jeszcze zadatek mu dam. Przepije, a roboty nie zrobi. Podatków żadnych też nie będziemy płacić, bo po co? Jak robotę chce , to na moich warunkach, a jak szanownemu panu te warunki nie odpowiadają, to niech szuka gdzieś indziej. Powiedział, że przemyśli sprawę i jutro da odpowiedź. No to niech sobie szybko przemyśla, bo konkurencja też nie śpi.
Anita dostała za zadanie przeszkolenie naszych praktykantek w świadczeniu usług za parawanikiem i w pokoikach. Bo na razie to te nasze dziewczyny myślą, że taki Table dance, to tylko wywijanie tyłkiem w tańcu. Więc Anita jako doświadczona w zawodzie, wyjaśni im, że w takich lokalach oferuje się nieco szerszą gamę usług i wywija tyłkiem nie tylko w tańcu.
C.d.n.
Re: OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?
- 119 -
Zlecenie na remont dostał Boguś. Obiecał ściągnąć na szybko, potrzebnych fachowców z Polski, zrobić wszystko na super w ciągu 14dni i daje 5cio letnią gwarancję na doskonałą jakość wykonanych prac. Poza tym ma dwóch kuzynów, którzy pracują w Manchester, w jakiejś fabryce tekstylii i już z nimi załatwił czerwony plusz na parawaniki, zasłony i tapicerkę. Chłopaki wyniosą codziennie po parę metrów pod kurtkami i będziemy mieli za darmo. Z tego Bogusia to jeszcze będą ludzie, bo sprytny jest. Chce za całość remontu tylko 40 tysięcy, ale ta cena zostanie między nami. Wspólnikom powiemy, że kosztowało 45 i już mam 5 tysięcy na drobne wydatki. Należy mi się, bo się tu najbardziej o wszystko staram. Ustaliliśmy jeszcze, że z zarobionych pieniędzy zapłaci swoje zaległe rachunki, a 10% dostanie nie gotówką, a w kuponach, które będzie mógł w ciągu 12 miesięcy wykorzystać w naszym nowym klubie. Obojętnie, czy na napoje, czy na usługi. Jak już ustaliliśmy wszystkie warunki to nagle mi Boguś wyskakuje z żądaniem zaliczki. Pomalutku kolego.. Na takich, to ja się lepiej znam jak ci się zdaje. Capnąć zaliczkę, przehulać, a potem nie mieć na materiały budowlane i przyjść po następną? Nie. Najpierw robota, potem zapłata. Powiedział, że od kogoś pożyczy i jutro zaczyna remont. No widzisz..Da się.
Z następnym problemem, przyszła do mnie Anita. Nasze dziewczyny buntują się przeciwko nowemu zakresowi obowiązków. Tańczyć, owszem, będą chętnie, ale parawaniki i pokoiki nie wchodzą w rachubę. I znów musiałem, jak taki dobry wujek, każdej po kolei tłumaczyć jakie ogromne będzie miała z tych nowych warunków pracy korzyści. Po pierwsze: można się rano porządnie wyspać. Żaden wściekły budzik nie brzęczy już o szóstej ani o siódmej. Po drugie: zarobki pięcio, albo dziesięciokrotnie wyższe od obecnych. Można sobie kupować ciuchy ile dusza zapragnie, kosmetyki i inny jeszcze luksus..No i co najważniejsze: zabezpieczenie na przyszłość! Bo na pewno, w każdej z nich zakocha się niebawem jakiś nadziany forsą klient, powychodzą za mąż i wszyscy znajomi będą im do końca życia zazdrościli. Willa, sportowe auto, jacht, urlop na Maledivach, biżuteria, najmodniejsze sukienki, a do tego może jeszcze jakiś przystojny ogrodnik rodem z Wenezueli?
Widziałem jak im się oczka zaczynają błyszczeć. Na koniec tego uświadamiającego wykładu były mi wszystkie ogromnie wdzięczne i poprosiły Anitę o więcej zawodowych wskazówek.
Oh, niełatwe jest życie biznesmena.. Tyle spraw ma człowiek na głowie. O wszystkich się troszczyć, o wszystkich się martwić.. A kto się do cholery o mnie martwi?!C.d.n.
Zlecenie na remont dostał Boguś. Obiecał ściągnąć na szybko, potrzebnych fachowców z Polski, zrobić wszystko na super w ciągu 14dni i daje 5cio letnią gwarancję na doskonałą jakość wykonanych prac. Poza tym ma dwóch kuzynów, którzy pracują w Manchester, w jakiejś fabryce tekstylii i już z nimi załatwił czerwony plusz na parawaniki, zasłony i tapicerkę. Chłopaki wyniosą codziennie po parę metrów pod kurtkami i będziemy mieli za darmo. Z tego Bogusia to jeszcze będą ludzie, bo sprytny jest. Chce za całość remontu tylko 40 tysięcy, ale ta cena zostanie między nami. Wspólnikom powiemy, że kosztowało 45 i już mam 5 tysięcy na drobne wydatki. Należy mi się, bo się tu najbardziej o wszystko staram. Ustaliliśmy jeszcze, że z zarobionych pieniędzy zapłaci swoje zaległe rachunki, a 10% dostanie nie gotówką, a w kuponach, które będzie mógł w ciągu 12 miesięcy wykorzystać w naszym nowym klubie. Obojętnie, czy na napoje, czy na usługi. Jak już ustaliliśmy wszystkie warunki to nagle mi Boguś wyskakuje z żądaniem zaliczki. Pomalutku kolego.. Na takich, to ja się lepiej znam jak ci się zdaje. Capnąć zaliczkę, przehulać, a potem nie mieć na materiały budowlane i przyjść po następną? Nie. Najpierw robota, potem zapłata. Powiedział, że od kogoś pożyczy i jutro zaczyna remont. No widzisz..Da się.
Z następnym problemem, przyszła do mnie Anita. Nasze dziewczyny buntują się przeciwko nowemu zakresowi obowiązków. Tańczyć, owszem, będą chętnie, ale parawaniki i pokoiki nie wchodzą w rachubę. I znów musiałem, jak taki dobry wujek, każdej po kolei tłumaczyć jakie ogromne będzie miała z tych nowych warunków pracy korzyści. Po pierwsze: można się rano porządnie wyspać. Żaden wściekły budzik nie brzęczy już o szóstej ani o siódmej. Po drugie: zarobki pięcio, albo dziesięciokrotnie wyższe od obecnych. Można sobie kupować ciuchy ile dusza zapragnie, kosmetyki i inny jeszcze luksus..No i co najważniejsze: zabezpieczenie na przyszłość! Bo na pewno, w każdej z nich zakocha się niebawem jakiś nadziany forsą klient, powychodzą za mąż i wszyscy znajomi będą im do końca życia zazdrościli. Willa, sportowe auto, jacht, urlop na Maledivach, biżuteria, najmodniejsze sukienki, a do tego może jeszcze jakiś przystojny ogrodnik rodem z Wenezueli?
Widziałem jak im się oczka zaczynają błyszczeć. Na koniec tego uświadamiającego wykładu były mi wszystkie ogromnie wdzięczne i poprosiły Anitę o więcej zawodowych wskazówek.
Oh, niełatwe jest życie biznesmena.. Tyle spraw ma człowiek na głowie. O wszystkich się troszczyć, o wszystkich się martwić.. A kto się do cholery o mnie martwi?!C.d.n.
Re: OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?
- 120 -
Dziś z samego rana o 11tej, kiedy akurat chciałem przewracać się na drugi bok, jakiś hałas niesamowity przed domem. Pomyślałem, że wojna i czołgi jadą.. Wyglądam z okna, a tu Boguś manewruje kierowcę wielkiej ciężarówki na nasz chodnik przed lokalem. A na ciężarówce piasek.. Zbiegłem na dół, obwiązany tylko ręcznikiem i pytam, co to ma być? A Boguś na to, że kupił ten piasek okazyjnie, bo wychodziło taniej jak w workach. A że piasku na budowie trzeba zawsze dużo, to wziął. Czy ten facet całkiem już zdurniał? Przecież my tu bunkra przeciwatomowego nie budujemy. Po cholerę nam tego tyle? Boguś mówi, że jak zostanie to można przecież z zyskiem sprzedać, albo zrobić na otwarcie clubu Beach Party. No tego mi jeszcze brakuje. Cała buda w piasku, piasek w szklankach, na meblach, między zębami i Bóg wie gdzie jeszcze. Przecież nam się dziewczyny pozacierać mogą.
No to Boguś ma jeszcze jeden pomysł. Na podwórku można zrobić plac zabaw dla dzieci z piaskownicą, dla klientów którzy przyjdą z potomstwem. Oj,oj. Coś mi się zdaje, że zleciłem remont niewłaściwej osobie. Kazałem mu zorganizować taczkę i przewieźć ten piach na podwórko. Niedaleko jest budowa na której pracują znajome chłopaki , to tam na pewno jakąś taczkę znajdzie. Teraz jest 17.oo, a ten jeszcze nawet połowy nie przewiózł. Powiedział, że wieczorem przylatują jego kumple z Polski i od jutra biorą się na całego za robotę. No i czy się dziś wieczorem rozliczyć możemy. A niby za co? No, za ten kupiony piasek i za cały dzień wożenia go w taczce. Ha,ha.. Coś ten Boguś chyba źle zrozumiał. Kasa będzie po skończeniu całej roboty, a reszta to jego problem.
Potem przyszedł Rumcajs. Był gdzieś w urzędzie po zezwolenie na przebudowę i w sprawie licencji na nocny lokal. Znów problemy. Załatwienie licencji na nocny lokal z alkoholem i stiptisem, to sprawa prawie że niemożliwa. Chyba będą znów potrzebne znajomości. No jasne.. Mary. I kto musi poświęcić się dla dobra wspólnego interesu? Fachurra. Czemu zawsze ja?
A może nie będziemy zgłaszali nocnego lokalu, tylko świątynię jakiejś nowej religijnej sekty? Przecież Świadkowie Jehowy też mają swoje kluby i nikt im do nich nie zagląda i nie sprawdza co tam robią? A nawet gdyby ktoś chciał sprawdzić, to można powiedzieć, że to wszystko takie religijne rytuały.
Nazywać by się to mogło: Fachurrology. A ja przy okazji zostałbym Guru i wszyscy wierni przynosili by mi datki, a dziewczynom przybliżałbym wieczne zbawienie.. Podoba mi się ten pomysł, już choćby dlatego, że nie musiałbym iść dziś wieczorem do Mary.. Rumcajsowi pomysł też się spodobał, ale uważa że do Mary i tak powinienem pójść w ramach pielęgnacji dobrych kontaktów z urzędem. No to pójdę...C.d.n.
Dziś z samego rana o 11tej, kiedy akurat chciałem przewracać się na drugi bok, jakiś hałas niesamowity przed domem. Pomyślałem, że wojna i czołgi jadą.. Wyglądam z okna, a tu Boguś manewruje kierowcę wielkiej ciężarówki na nasz chodnik przed lokalem. A na ciężarówce piasek.. Zbiegłem na dół, obwiązany tylko ręcznikiem i pytam, co to ma być? A Boguś na to, że kupił ten piasek okazyjnie, bo wychodziło taniej jak w workach. A że piasku na budowie trzeba zawsze dużo, to wziął. Czy ten facet całkiem już zdurniał? Przecież my tu bunkra przeciwatomowego nie budujemy. Po cholerę nam tego tyle? Boguś mówi, że jak zostanie to można przecież z zyskiem sprzedać, albo zrobić na otwarcie clubu Beach Party. No tego mi jeszcze brakuje. Cała buda w piasku, piasek w szklankach, na meblach, między zębami i Bóg wie gdzie jeszcze. Przecież nam się dziewczyny pozacierać mogą.
No to Boguś ma jeszcze jeden pomysł. Na podwórku można zrobić plac zabaw dla dzieci z piaskownicą, dla klientów którzy przyjdą z potomstwem. Oj,oj. Coś mi się zdaje, że zleciłem remont niewłaściwej osobie. Kazałem mu zorganizować taczkę i przewieźć ten piach na podwórko. Niedaleko jest budowa na której pracują znajome chłopaki , to tam na pewno jakąś taczkę znajdzie. Teraz jest 17.oo, a ten jeszcze nawet połowy nie przewiózł. Powiedział, że wieczorem przylatują jego kumple z Polski i od jutra biorą się na całego za robotę. No i czy się dziś wieczorem rozliczyć możemy. A niby za co? No, za ten kupiony piasek i za cały dzień wożenia go w taczce. Ha,ha.. Coś ten Boguś chyba źle zrozumiał. Kasa będzie po skończeniu całej roboty, a reszta to jego problem.
Potem przyszedł Rumcajs. Był gdzieś w urzędzie po zezwolenie na przebudowę i w sprawie licencji na nocny lokal. Znów problemy. Załatwienie licencji na nocny lokal z alkoholem i stiptisem, to sprawa prawie że niemożliwa. Chyba będą znów potrzebne znajomości. No jasne.. Mary. I kto musi poświęcić się dla dobra wspólnego interesu? Fachurra. Czemu zawsze ja?
A może nie będziemy zgłaszali nocnego lokalu, tylko świątynię jakiejś nowej religijnej sekty? Przecież Świadkowie Jehowy też mają swoje kluby i nikt im do nich nie zagląda i nie sprawdza co tam robią? A nawet gdyby ktoś chciał sprawdzić, to można powiedzieć, że to wszystko takie religijne rytuały.
Nazywać by się to mogło: Fachurrology. A ja przy okazji zostałbym Guru i wszyscy wierni przynosili by mi datki, a dziewczynom przybliżałbym wieczne zbawienie.. Podoba mi się ten pomysł, już choćby dlatego, że nie musiałbym iść dziś wieczorem do Mary.. Rumcajsowi pomysł też się spodobał, ale uważa że do Mary i tak powinienem pójść w ramach pielęgnacji dobrych kontaktów z urzędem. No to pójdę...C.d.n.
Re: OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?
Drodzy przyjaciele,
Powyższy odcinek mojego pamiętnika jest na razie ostatnim kóry zamieszczam na Waszym gościnnym forum.
Zbliża się lato, mam coraz więcej pracy i coraz mniej czasu.
Sprawozdanie z mojego pechowego życia zmieszczam nadal na :
www.fachurra.bloog.pl
Powyższy odcinek mojego pamiętnika jest na razie ostatnim kóry zamieszczam na Waszym gościnnym forum.
Zbliża się lato, mam coraz więcej pracy i coraz mniej czasu.
Sprawozdanie z mojego pechowego życia zmieszczam nadal na :
www.fachurra.bloog.pl