bea_mezlot pisze:tez bym sie skusil.
----------------------------------------
pomorzaku
flaki ! tatar !
Kiedys moja mama robila flaki w domu.
Przyznam ze fetor gotowanej skory ( to chyba z zoladka) pamietam do teraz.
Prawdziwy tatar to specjal. Kto jadl tatar z koniny i na dodatek nie mielony a skrobany.
Ja nigdy nie jadlem takiego tatar(a?)u.
Tatko opowiadali ze kiedys byla w Bydgoszczy knajpa gdzie serwowano konine.
Tam tez mozna bylo dostac taki tatar.
Jadałem kiedyś: indyjskie, wietnamskie, chińskie, tajlandzkie i japońskie. Od czasu do czasu jadam indyjskie i tajlandzkie.
Kilka lat temu w Melbourne stwierdzono na podstawie badań, że większość azjatyckich restauracji i barów szybkiej obsługi (take away) dodają do potraw MSG (monosodium glutamite) po polski glutaminian sodu który jest także w sporej ilości w szeroko używanej w Polsce przyprawie VEGETA.
Doszło do tego że aby nie stracic klientów na restauracyjnych drzwiach był dość duzy napis: NO MSG.
Pewnie nie dodawali przez kilka lat a teraz znów dodają.
KFC też ma MSG w panierce. Kiedy (rzadko) zjem ich kurczaki bardzo mi sie chce po nich pić. To znak że jest MSG.
U astmatyków MSG może wywołać gwałtowny atak.
Bardzo lubie "winner schnitzel", który powienien być z mlodej cielęcinki podwójnie panierowany.
Lubie także baraninę z grilla marynowana z dodatkiem rozmarynu. Inna super baraninka jest baraninka curry. Nie robiona z gotowej przyprawy curry ale ze wszystkich przypraw które są składnikami curry. Baza marynaty jest jogurt do którego doaje sie wszystkie przyprawy i wkłada pokrojonę w kostkę kawałki baraniny. Można zamiast baraniny dać kawałki kurczaka.
Kotleciki baranie (najdroższe bo około $30 za kg) są pyszne. Wystarczy je tylko lekko posolic i posypać pieprzem lub przyprawą do baraniny i na rozgrzany olej.
Australijczyk nie tknie befsztyka tatarskiego, zachwyca sie natomiast surowymi ostrygami skropionymi przed spozyciem sokiem z wycisnietej cytryny. Wolę ostrygi upieczone w muszlach w piekarniku z dodatkiem masła i kawałeczkami boczku.
Befsztyk tatarski jesli jemy to z "jurelli" - tak nazywa sie tu wołwa polędwica.
Surowy łosoś jest używany w japońskim sushi. Nie jadam. Wolę łososia upieczonego w grillu (nie na grillu) który ma spirale z góry (tam też piekę kasztany). Mozna także surowego łososia pokroić w 1-1,5 cm kostke, lekko osolic i popieprzyc rozgrzac troche oleju na patelni i opiekac do zarumienienia. Przed końcem należy posypac go suszonym majerankim lub swieżym pokrojonym koperkiem. Dla podostrzenia można wycisnąc sobie z tubki Wasabi(japoński chrzan).
Krewetki gotowane w wodzie, lub pieczone na grillu. Surowe sa zielonkawo-niebieskie kiedy się upieką/ugotują są czerwone. Wolą jednak te duże(king) krewetki obrane z łuski, lekko pobite tłuczkiem, zamoczone w naleśnikowym cieście i smażone w oleju.
Ciasta i ciasteczka to juz przeszłość. Może tylko te robione z orzechów lub z owsa. No i jeszcze izraelska Jerozolimska maca. Super jest. Ale to tylko maka i woda.
pomorzak pisze:
Kiedys moja mama robila flaki w domu.
Przyznam ze fetor gotowanej skory ( to chyba z zoladka) pamietam do teraz.
Prawdziwy tatar to specjal. Kto jadl tatar z koniny i na dodatek nie mielony a skrobany.
Ja nigdy nie jadlem takiego tatar(a?)u.
Tatko opowiadali ze kiedys byla w Bydgoszczy knajpa gdzie serwowano konine.
Tam tez mozna bylo dostac taki tatar.
Panie pomorzak, nie je sie Tatara bo Tatar to człowiek. Niektórzy Tusku nazywaja Tatarem.
Je się befsztyk tatarski.
Mówi pan podobnie, jak niektórzy polscy amerykanie mowia, że będą mieli na obiad "turka" mając na mysli indyka (turkey).
Z takich drobnostek wynikaja nieporozumienia. Jak z tego 3 metrowego kangura.
Jadałem już kiełbasę końsko wieprzową.
Kiedyś była kiełbasa mysliwska o składzie mięsnym pół na pół. Pół zająca i pół konia.
Panie pomorzak, nie je sie Tatara bo Tatar to człowiek. Niektórzy Tusku nazywaja Tatarem.
Je się befsztyk tatarski.
U nas mowili wlasnie "tatar" ale pewnie byl to skrot do befsztyk tatarski.
Najczesciej byl on z jednym jajkiem.
Co do Tuska to nawet na befsztyk tatarski z niego nikt mnie nie namowi.
pomorzak pisze:
Kiedys moja mama robila flaki w domu.
Przyznam ze fetor gotowanej skory ( to chyba z zoladka) pamietam do teraz.
Prawdziwy tatar to specjal. Kto jadl tatar z koniny i na dodatek nie mielony a skrobany.
Ja nigdy nie jadlem takiego tatar(a?)u.
Tatko opowiadali ze kiedys byla w Bydgoszczy knajpa gdzie serwowano konine.
Tam tez mozna bylo dostac taki tatar.
Flaki to ja sobie nawet jeszcze obecnie ugotuje, i ze smakiem zjem.
Co do koniny, to wyroslam wsrod ludzi dla ktorych konina byla miesem szatana - absolutnie poza wszelka dyskusja. Teraz jako dorosly czlowiek, wiem ze to bzdury i ze konina to mieso moze nawet najzdrowsze ze wszystkich, ale... ugryze i wypluje, bo nie przelkne
pomorzak pisze:
U nas mowili wlasnie "tatar" ale pewnie byl to skrot do befsztyk tatarski.
Najczesciej byl on z jednym jajkiem.
Co do Tuska to nawet na befsztyk tatarski z niego nikt mnie nie namowi.
sie je tatara...
mnie na razie nikt jesc nie musi... i sie zastanawiam czy dam komukolwiek/czemukolwiek ta radoche...
moze lepsza bylaby kremacja?
pomorzak pisze:
Panie Roo
to moze z ogonem go mierzyli.
Jakos na te trzy metry musieli przyjsc.
Ile ma taki kangurzy ogon.
A jest jakas potrawa z tego ogona ??
Gdyby ten ogon wyrastał mu z tylnych(dolnych) łap to może miałby te 3 metry. A kto niby mierzył tego kangura skoro sam Szwajcar powiedział ze byl jego wzrostu czyli 167 cm. Pewnie agencja Reutera albo tłumacz VPN kiedy byl nawalony jak stodoła po żniwach.
Nie słyszałem o potrawie z kangurzego ogona. Aborygeni rozpalaja ognisko i wrzucają do niego całego, nawet niewypatroszonego, kangura. Przysypia go popiołem i goracym piaskiem. Po kilku godzinach rozkopią i wycinają sobie kawałki mięsa, które wcinają. Mięso kangurze prawie nie ma cholesterolu.
Ja jestem typem czlowieka ktory nigdy nie przywiazywal wiekszej wagi do tego co wklada miedzy zeby.
------------------------------------
pomorzaku
nawet nie o to chodzi o czym myslisz - ja powiem rzecz ktora moze u kogos wzbudzic kontrowersje - gotowac trzeba lubic - gotowanie z koniecznosci jest inna sprawa - gotowanie jest rodzajem - moze podrodzajem pewnej kreatywnosci - teraz to niby kontrowersyjne - dlaczego dobrymi kucharzami sa na ogol mezczyzni? mozna posluzyc sie tu porownaniami w innych zawodach- nie wyklucze ze sa dobre kucharki (dobre nie oznacza sztampy i monotonii) ale statystyka uczy o niklym udziale kobiet w zawodach kreatywnych - trudno jest mi powiedziec ja wyglada to procentualnie - przypuszczam ze chodzi o bardzo znikomy procent udzialu kobiet w tych zawodach i nie wiem czemu to przypisac - zapewne wynika to z bardzo przyziemnych przyczyn - ale sa naukowcy twierdzacy cos innego (nie wnikam bo nie wiem - powiadaja - roznice hormonalne powoduja podporzadkowanie do pewnej funkcji organicznej u kobiet) i jesli kto chce moze owo uznac za argument albo wysmiac - ja nie wiem - to tylko powtorka
powiem tak - kucharze sa jak bramkarze na boisku - sa to ludzie nieobliczalni a w przypadku kucharza skutkiem nieobliczalnosci jest kreacja smakowa - poza tym - z pewnoscia sprawia radosc kiedy sam wyprodukujesz rzecz ktorej nie zjesz juz dzis w zadnej restauracji - bo sa one splugawione idea francuskiego kucharza bocuse ktory kreowal talerze na dziela sztuki wizualnej lecz nie kulinarnej
i wlasnie dlatego powstal moj odruch prostoty - pragnienie prostoty - a ta ma wloska kuchnia ktora jest "wyrafinowana w swej prostocie" a wyrachowanie to polega na piekielnej harmonii zestawu produktow skladajacycj sie na potrawe - to mnie fascynuje - a to ze mialem mozliwosc nauczenia paru rzeczy (nie tyle recept ile podejscia do gotowania) od toscanskich przyjaciol wyrobilo u mnie potrzebe tego o czym pisze