Cepelia na Rakowickim
: pt lut 10, 2012 7:40 am
Ach cóż to był za pogrzeb, para dudi ratira dudidam?!
Nieswojo się czuję, bo co mnie to obchodzi, jak kto się ze światem żegna? Tak pomyślałem wstępnie, a potem poczułem się trochę bardziej swojo i w końcu znalazłem się w swoim żywiole. Skąd taka przemiana błyskawiczna? Ano stąd, że mnie kompletnie nie interesuje kto z kim śpi i jak umiera, dopóki się mnie nie epatuje i nie zmusza do przyjęcia fałszywego obrazu jako kanonu zachowań. Pierwszą laurkę jaką otrzymała nieboszczka Szymborska była skromność i „organiczna niechęć do patosu”, jak się wyraził sekretarz Rusinek. Drugą laurką apolityczność. Trzecią świecki charakter życia i pogrzebu. Myślę sobie, skromna babka i ci wszyscy dookoła niej tacy świadomi jej skromności. Ale co się dzieje?! Telewizor gra jak zwykle, aż tu nagle z ekranu, którego nie widzę, płynie cała lista najznamienitszych nazwisk tak głośnym i przejętym głosem zapowiedzianych, że w kuchni słyszę. Nikogo nie zabrakło, prezydent Polski i miasta Krakowa, premier Polski, marszałek sejmu i senatu. Z wierzy mariackiej zamiast hejnału popłynęła piosenka do słów poetki, żołnierz na czerwonej poduszce niósł Order Orła Białego, mistrz ceremonii wymieniał raz jeszcze najznamienitsze polityczne nazwiska, przypisując je do poszczególnych wieńców. Wybiegłem z kuchni, żeby sprawdzić czy mnie uszy nie mylą i zobaczyłem na własne oczy jak wygląda świecki pogrzeb poetki, która gardziła patosem i do końca swoich dnie nie pamiętała, w której szufladzie schowała Nobla, wręczonego po „tragedii sztokholmskiej”.
Z tą chwilą pogubiłem się zupełnie, jeśli ten hejnał z wieży mariackiej i te prezentacje właścicieli wieńców nie były patosem, to co jest patosem? Jeśli cała ta celebra z oficjelami była skromna, to cóż to jest blichtr i przepych? Jeśli wyrazem niechęci do oficjalnych uroczystości i szumnych nagród, był ten orszak podhalański, który poniósł Order Orła Białego, to jak wygląda umiłowanie do fety i pompy? W końcu ostatnia rzecz, jeśli apolityczną poetkę, należącą do PZPR i honorowego komitetu wyborczego członka PO, Bronisława Komorowskiego, żegnali najwyżsi państwowi i lokalni oficjele, to jak wygląda poetka zaangażowana politycznie? Do wszystkich osobliwości zapomniałem dołożyć kardynała Dziwisza, którego nazwisko padło z ust mistrza ceremonii aktora Seweryna, oczywiście w ramach świeckiego pogrzebu. Miało być oryginalnie, wyszła cepelia. Co mnie może obchodzić jak komu wygodnie i w czym mu do twarzy? Zupełnie nic mnie nie obchodzi, ale tak ordynarnie podanych fałszów przełknąć się zwyczajnie nie da. Nigdy nie zgadzałem się z ludowym porzekadłem, że o zmarłych tylko dobrze, zgodziłbym się, gdyby dobrze zamienić na prawdziwie. O zmarłych tylko prawdziwie albo wcale. Prawdziwe życie Szymborskiej wyglądało dokładnie tak jak pogrzeb Szymborskiej, patetycznie, politycznie, bałwochwalczo i religijnie świecko, czyli po prostu fałszywie.
Życie Szymborskiej miało się nijak do oficjalnie wciskanego wizerunku Szymborskiej. Apolityczna poetka siedziała w polityce po uszy, przez całe życie i zawsze siedziała w polityce, która dawała profity. Wrażliwa i przejęta ogromem nienawiści, co wyraziła w politycznym wierszu na zamówienie Gazety Wyborczej („Nienawiść), a wiersz ten potępiał rozliczanie ludzi w ramach lustracji. Tyle, że kilkadziesiąt lat wcześniej podpisała pełen nienawiści list, który był jednocześnie wyrokiem śmierci dla kilku ludzi, czy tam księży. List pełen nienawiści podpisała rzeczywiście, nie metaforą, nie paralelą, nie przenośnią, podpisała wyrok na ludzi Wisława Szymborska i po latach ubrała się w szatę miłosierdzia wobec siebie i w obronie własnej. W obronie tych którzy jak ona, tak bardzo nienawidzili, że zabijali słowami, zabijali własnym nazwiskiem. Wybitność poetki, rozdmuchana do niebotycznych rozmiarów, w smutnej praktyce sprowadza się do dwóch wierszyków, jeden o kotku, drugi o tym, że w życiu zdarzają nam się różne przygody. Zazwyczaj przy wybitnych autorach występuje ból głowy, z powodu nadmiaru genialnych wersów, z Szymborską ból głowy polega na braku wyboru. Od tygodnia słyszymy dwa wierszyki, naiwne, banalne, pełne frazesów i na tym koniec, nie ma z czego wybierać. Patrzę sobie i słucham tego wszystkiego z dziwnym poczuciem i ciężko mi to poczucie nazwać. Niesmak byłby słowem na wyrost, ponieważ nie zwykłem smakować podobnych mistyfikacji i blichtrów.
Poirytowanie w jakimś sensie występuje, bo nic tak nie irytuje jak hipokryzja sprowadzona do tragikomicznego festiwalu patosu i głupoty, ale i to uczucie nie jest wiodące. Chyba najbardziej czuję się bezsilny, powodem bezsilności jest świadomość, że z przeciętnego wierszoklety można uczynić wieszcza, a z wieszcza pośmiewisko i cały proces zależy od tych, którzy wręczają ordery i liście laurowe. Cały cykl jest zależny od właścicieli wieńców złożonych przed salwą armatnią i hejnałem z wieży. Dysonans, zgrzyt nieludzki i tylko te skromne kilkaset czytelników, o których nikt słowem nie wspomniał, robiło za kwiatek skromności w kożuchu blichtru. Robiło przez chwile, bo już w relacjach oficjalnie medialnych skromny poczet stał się nieprzebranym, wielotysięcznym tłumem, żeby nadętej skromności stało się zadość. Świecki charakter pogrzebu prezentował się komicznie, na mój tradycyjny gust oczywiście, te piosenki dżezowe w tym śniegu i ta puszka spuszczona na sznureczku, te twarze, które wyrażały tęsknotę za ciepłą stypą, wszystko razem przypominało państwowe obchody ku czci. Pono cały świat kochał poetkę, ale w chwili próby wiersz z daleka napisał Gołota, Umberto Eco zapodział gdzieś telegram. Takie są najwyraźniej koleje ludzkiego losu, jeśli żyło się wymyślonym życiem, to i umiera się na wydumanym pogrzebie. Do mnie z tej uroczystości przyszła jedna nauka. Też jestem świecki, ale dziś ostatecznie zdecydowałem jak będzie wyglądał mój pogrzeb. Moją ostatnią wolą jest, aby moi bliscy złożyli mnie grobie jak im się żywnie podoba, jak im będzie wygodnie i żeby im nie było głupio, żeby im się nie dłużyło. Innymi słowy nie mam żadnych życzeń i wymogów, bo czego prócz śmieszności może sobie po śmierci życzyć ateista?
PS Poetka prosiła o dystans i ironię, starałem się zachować.
M.K.