Super księżyc spadających liści
: sob lis 02, 2024 5:24 pm
Supermoon
Que Bella Luna - zachwycił się Neron i kazał podpalić Rzym.
/Potem powrócił do gry na lirze./
Tym zgrabnym bonmotem, chciałam delikatnie zasugerować, że jak podają bardzo niepewne źródła, być może ta impreza audiowizualna odbywała się w 68 roku n.e., podczas zjawiska astronomicznego, zwanego “Supermoon”, które pojawia się średnio raz do roku, niezależnie czy się gra na lirze, czy nie. U nas jakiś tydzień temu.
Gdybym to ja była Tacytem, co nie jest moją ambicją jednak, powyższe zdanie przeszłoby do historii i nikt by się nie zastanawiał czy jest prawdziwe. Zresztą jeśli nie liczyć Tacyta, o pożarze Rzymu w powiązaniu z Neronem, z jemu współczesnych, wspomina jedynie Pliniusz Starszy, skryba u cesarza Wespazjana, więc gość równie wiarygodny jak na przykład redaktor Ziemkiewicz. Pozwolicie jednak, że przypomnę to co doskonale wiecie i oczywiście pamiętacie ze szkoły, ale czas zrobił już swoje.
Po śmierci Nerona, w przeciągu jednego roku Rzym miał aż trzech cesarzy, Galbę, Otona i Witeliusza. Można powiedzieć, że “one hit wanders”.
Galba przypomina mi trochę poczciwego Bidena. Też wybrano go na zasadzie mniejszego zła i jak podają źródła, zaawansowany wiek odczuwalnie stłumił energię władcy, który znalazł się całkowicie pod kontrolą ulubieńców i lekarzy. Pomimo tego niejaki Marcus Salvus Oton wykazał się brakiem cierpliwości, postanowił przyspieszyć naturalny bieg rzeczy i wysłał swoich oprychów by radykalnie skrócili Galbie kadencję. Podobno ten nastawił gardła mówiąc “Uderzcie, jeśli będzie to z pożytkiem dla Rzymian!”.
W tym miejscu oczywiście, definitywnie kończy się podobieństwo do Bidena, gdyż nie chcę sugerować, że na prezydenta USA ktoś wywarł wpływ by zrezygnował z ponownego panowania na korzyść Kamali. Oj, zapomniałam napisać, że gdy tylko Galba doszedł do władzy, kazał zgładzić popleczników Nerona, gdyż w Rzymie po zmianie władzy, panował taki zwyczaj.
Otton był prawdopodobnie z zamiłowania księgowym o słabej pamięci do nazwisk, gdyż nim zgładził Galbę, sporządził dwie listy. Pierwsza to była lista popleczników Galby, których potem wymordowali jego ludzie, robiąc przy kolejnych nazwiskach ptaszka. Taki zwyczaj. Druga lista to była lista własnych popleczników, by nie zapomnieć kogo nie mordować, bo przecież swój. Problem był w tym, że niejaki Witeliusz też miał kaprys zostać cesarzem, też chciał ukatrupić Galbę, ale ze swoimi legionami nie zdążył do Rzymu na czas z delegacji. Jak się nie ma tego co się chce, to się chce to co się ma, a Witeliusz miał w sam raz pod ręką wojska Ottona stacjonujące w dolinie Padu, więc spuścił im niezły wpieprz pod Bedriacum. Otton nie wytrzymał napięcia, bo był miętki, a nie twardy i popełnił samobójstwo, nie zostawiając po sobie żadnego patetycznego bonmotu.
Zapomniałam wam napisać, że ostatnie słowa Nerona przed śmiercią, były podsumowaniem jego działalności estradowej słowami - Jakiż artysta ginie!
W sytuacji, która cesarzom zdarza się tylko raz w życiu, można się postarać o jakiś zgrabny slogan by przejść do historii, na przykład - Przybyłem, zobaczyłem, poderżnęli mi grzdyla - ale Otton targnął się soute. Straszny cienias.
Witeliusz wdzięczny, że Otton zaoszczędził mu kłopotu, egzaltowanych tekstów i widoku krwi, urządził byłemu władcy wspaniały pogrzeb na koszt ludu, po czym zgładził wszystkich stu dwudziestu popleczników Ottona, gdyż tylu nieboszczyk miał w znajomkach, czyli na własnoręcznie sporządzonej liście kumpli. Nim jednak zdążył wygodnie usiąść na tronie doszły do niego słuchy, że znajduje się w ambiwalentnej sytuacji, dokładnie jak kiedyś Jelcyn, czyli ma poparcie urzędasów i drobnych złodziei, ale nie ma poparcia wojska i służb. Takie poparcie miał natomiast niejaki Wespazjan, który właśnie z ramienia imperium przebywał na Bliskim Wschodzie, gdzie odbywało się wydarzenie militarne zatytułowane “wojny żydowskie”, trwające z przerwami do dzisiaj.
Wespazjan był żartownisiem i jak już napisałam autorem zgrabnych powiedzonek. Dzisiaj zrobiłby karierę jako copywriter lub w content marketingu. Powiedział bowiem, że cesarze umierają stojąc, co było wręcz cynicznym proroctwem, gdyż miał słabość do teatralnych, mocno nadętych imprez, takich w stylu otwarcia olimpiady w Paryżu. Gdy dotarł do Rzymu, kazał byłego cesarza dręczyć prowadząc ulicami na stryczku.
Jak pisał popularny wtedy publicysta Swetoniusz, poniżonego Witeliusza zaciągnięto na smyczy na Schody Gemońskie, gdzie ku radości publiki był fachowo maltretowany i w końcu dokładnie zmasakrowanego wrzucono do Tybru. Impreza odbyła się w "Prime time" i była sporą atrakcją dnia. To była kompletnie nowa wartość inscenizacyjna dla Rzymian. Z niewiadomych powodów, ten zwyczaj jednak nie przyjął się jako impreza towarzyszącą zmianie władzy.
Później tylko raz, bo w 897 roku podobny numer zrobił po synodzie trupim papież Stefan VII, poprzednikowi Formozusowi. Pomimo, że po ulicach Rzymu ciągnięty był uprzednio ekshumowany papież, lud rozkoszował się wyciągniętą z lamusa rozrywką.
Oczywiście popleczników Witeliusza też tradycyjnie wymordowano. Nie dziwi mnie zatem, że wspomniany na początku Pliniusz Starszy, pisał o wkładzie Nerona w pożar, tak jak sugerował mu satrapa. Dziwne, że za PiS' u dziennikarze i symetryści pisali gorsze rzeczy, choć nacisk był o wiele mniejszy niż za Wespazjana i uniknęli podobnego losu.
Nie bez przyczyny przywróciłam waszej pamięci końcówkę lat '60 pierwszego wieku po Chrystusie. Chodzi o to, że sporo niepokojących wydarzeń odbywa się w okolicach “Superksiężyca” i nikt za wyjątkiem carskiej ochrany i mojej skromnej osóbki, tego jak dotąd nie zauważył. Carscy zauważyli to sto lat temu i od tej pory, zdaniem kretynów całego świata, Mędrcy Syjonu, spotykają się tradycyjnie na cmentarzach podczas Superksiężyca i tam omawiają bieżące sprawy, czyli jak nas wszystkich z lekka, albo i z mocna wyruchać. Taka romantyczna historyjka, a ja się pytam, czy nie jest wygodniej w hotelu, jak Bildenbergowie?
Z obowiązku przypominam, że Superksiężyc to potoczna i astrologiczna nazwa Księżyca w pełni, znajdującego w syzygijnym perygeum swojej orbity, czyli tak jak obecnie obywatel Duda, jeszcze jakiś czas niestety prezydent. Niby nic, ale może niepokoić.
I właśnie obywatel Duda, krótko przed Superksiężycem, postanowił kolejny raz być twardy, a nie miętki i ku uciesze gawiedzi wystąpił w Sejmie z git nawijką. Swoją “falbanę”, jak mówią garusy w więziennej kminie o żonie, zostawił w domu, bo by mu psuła imidż twardziela. To nie był dobry timing, Supermoon nigdy nie jest dobrym terminem na artystyczne popisy, szczególnie gdy ma się zwyczaj bawienia zapałkami, a premierem jest Donald Tusk.
Premier w ramach uprzejmej odpowiedzi obywatelowi twardemu, a nie miętkiemu, roztoczył malownicze perspektywy, jakie zgodnie z prawem, czekają wszystkich pretorian i faworytów satrapy, gdyż znowu żyjemy w państwie prawa. I dlatego w tym miejscu chciałam oszustom, malwersantom, gangsterom, hochsztaplerom, łotrom i wszelkiej maści oprychom z PiS, zdjąć kamień z serca i przypomnieć, że nie muszą się niczego obawiać.
Żyjemy w nowoczesnej Polsce, więc zwyczaje towarzyszące zmianie władzy, jakie panowały w starożytnym Rzymie, są ciepło wspominane jedynie przez historyków. My tych tendencji nie mamy. Nikt was nie będzie ciągał po ulicach, schodach i nabrzeżach portowych, całkiem banalnie być może wylądujecie w ciepłych celach więziennych, niezależnie czy księżyc będzie w nowiu, czy w pełni.
Na tę okazję nauczę się nawet grać na litrze.
Jak przywitają was garusy, nie wiem, gdyż nie mam umiejętności profetycznych.
v.
Que Bella Luna - zachwycił się Neron i kazał podpalić Rzym.
/Potem powrócił do gry na lirze./
Tym zgrabnym bonmotem, chciałam delikatnie zasugerować, że jak podają bardzo niepewne źródła, być może ta impreza audiowizualna odbywała się w 68 roku n.e., podczas zjawiska astronomicznego, zwanego “Supermoon”, które pojawia się średnio raz do roku, niezależnie czy się gra na lirze, czy nie. U nas jakiś tydzień temu.
Gdybym to ja była Tacytem, co nie jest moją ambicją jednak, powyższe zdanie przeszłoby do historii i nikt by się nie zastanawiał czy jest prawdziwe. Zresztą jeśli nie liczyć Tacyta, o pożarze Rzymu w powiązaniu z Neronem, z jemu współczesnych, wspomina jedynie Pliniusz Starszy, skryba u cesarza Wespazjana, więc gość równie wiarygodny jak na przykład redaktor Ziemkiewicz. Pozwolicie jednak, że przypomnę to co doskonale wiecie i oczywiście pamiętacie ze szkoły, ale czas zrobił już swoje.
Po śmierci Nerona, w przeciągu jednego roku Rzym miał aż trzech cesarzy, Galbę, Otona i Witeliusza. Można powiedzieć, że “one hit wanders”.
Galba przypomina mi trochę poczciwego Bidena. Też wybrano go na zasadzie mniejszego zła i jak podają źródła, zaawansowany wiek odczuwalnie stłumił energię władcy, który znalazł się całkowicie pod kontrolą ulubieńców i lekarzy. Pomimo tego niejaki Marcus Salvus Oton wykazał się brakiem cierpliwości, postanowił przyspieszyć naturalny bieg rzeczy i wysłał swoich oprychów by radykalnie skrócili Galbie kadencję. Podobno ten nastawił gardła mówiąc “Uderzcie, jeśli będzie to z pożytkiem dla Rzymian!”.
W tym miejscu oczywiście, definitywnie kończy się podobieństwo do Bidena, gdyż nie chcę sugerować, że na prezydenta USA ktoś wywarł wpływ by zrezygnował z ponownego panowania na korzyść Kamali. Oj, zapomniałam napisać, że gdy tylko Galba doszedł do władzy, kazał zgładzić popleczników Nerona, gdyż w Rzymie po zmianie władzy, panował taki zwyczaj.
Otton był prawdopodobnie z zamiłowania księgowym o słabej pamięci do nazwisk, gdyż nim zgładził Galbę, sporządził dwie listy. Pierwsza to była lista popleczników Galby, których potem wymordowali jego ludzie, robiąc przy kolejnych nazwiskach ptaszka. Taki zwyczaj. Druga lista to była lista własnych popleczników, by nie zapomnieć kogo nie mordować, bo przecież swój. Problem był w tym, że niejaki Witeliusz też miał kaprys zostać cesarzem, też chciał ukatrupić Galbę, ale ze swoimi legionami nie zdążył do Rzymu na czas z delegacji. Jak się nie ma tego co się chce, to się chce to co się ma, a Witeliusz miał w sam raz pod ręką wojska Ottona stacjonujące w dolinie Padu, więc spuścił im niezły wpieprz pod Bedriacum. Otton nie wytrzymał napięcia, bo był miętki, a nie twardy i popełnił samobójstwo, nie zostawiając po sobie żadnego patetycznego bonmotu.
Zapomniałam wam napisać, że ostatnie słowa Nerona przed śmiercią, były podsumowaniem jego działalności estradowej słowami - Jakiż artysta ginie!
W sytuacji, która cesarzom zdarza się tylko raz w życiu, można się postarać o jakiś zgrabny slogan by przejść do historii, na przykład - Przybyłem, zobaczyłem, poderżnęli mi grzdyla - ale Otton targnął się soute. Straszny cienias.
Witeliusz wdzięczny, że Otton zaoszczędził mu kłopotu, egzaltowanych tekstów i widoku krwi, urządził byłemu władcy wspaniały pogrzeb na koszt ludu, po czym zgładził wszystkich stu dwudziestu popleczników Ottona, gdyż tylu nieboszczyk miał w znajomkach, czyli na własnoręcznie sporządzonej liście kumpli. Nim jednak zdążył wygodnie usiąść na tronie doszły do niego słuchy, że znajduje się w ambiwalentnej sytuacji, dokładnie jak kiedyś Jelcyn, czyli ma poparcie urzędasów i drobnych złodziei, ale nie ma poparcia wojska i służb. Takie poparcie miał natomiast niejaki Wespazjan, który właśnie z ramienia imperium przebywał na Bliskim Wschodzie, gdzie odbywało się wydarzenie militarne zatytułowane “wojny żydowskie”, trwające z przerwami do dzisiaj.
Wespazjan był żartownisiem i jak już napisałam autorem zgrabnych powiedzonek. Dzisiaj zrobiłby karierę jako copywriter lub w content marketingu. Powiedział bowiem, że cesarze umierają stojąc, co było wręcz cynicznym proroctwem, gdyż miał słabość do teatralnych, mocno nadętych imprez, takich w stylu otwarcia olimpiady w Paryżu. Gdy dotarł do Rzymu, kazał byłego cesarza dręczyć prowadząc ulicami na stryczku.
Jak pisał popularny wtedy publicysta Swetoniusz, poniżonego Witeliusza zaciągnięto na smyczy na Schody Gemońskie, gdzie ku radości publiki był fachowo maltretowany i w końcu dokładnie zmasakrowanego wrzucono do Tybru. Impreza odbyła się w "Prime time" i była sporą atrakcją dnia. To była kompletnie nowa wartość inscenizacyjna dla Rzymian. Z niewiadomych powodów, ten zwyczaj jednak nie przyjął się jako impreza towarzyszącą zmianie władzy.
Później tylko raz, bo w 897 roku podobny numer zrobił po synodzie trupim papież Stefan VII, poprzednikowi Formozusowi. Pomimo, że po ulicach Rzymu ciągnięty był uprzednio ekshumowany papież, lud rozkoszował się wyciągniętą z lamusa rozrywką.
Oczywiście popleczników Witeliusza też tradycyjnie wymordowano. Nie dziwi mnie zatem, że wspomniany na początku Pliniusz Starszy, pisał o wkładzie Nerona w pożar, tak jak sugerował mu satrapa. Dziwne, że za PiS' u dziennikarze i symetryści pisali gorsze rzeczy, choć nacisk był o wiele mniejszy niż za Wespazjana i uniknęli podobnego losu.
Nie bez przyczyny przywróciłam waszej pamięci końcówkę lat '60 pierwszego wieku po Chrystusie. Chodzi o to, że sporo niepokojących wydarzeń odbywa się w okolicach “Superksiężyca” i nikt za wyjątkiem carskiej ochrany i mojej skromnej osóbki, tego jak dotąd nie zauważył. Carscy zauważyli to sto lat temu i od tej pory, zdaniem kretynów całego świata, Mędrcy Syjonu, spotykają się tradycyjnie na cmentarzach podczas Superksiężyca i tam omawiają bieżące sprawy, czyli jak nas wszystkich z lekka, albo i z mocna wyruchać. Taka romantyczna historyjka, a ja się pytam, czy nie jest wygodniej w hotelu, jak Bildenbergowie?
Z obowiązku przypominam, że Superksiężyc to potoczna i astrologiczna nazwa Księżyca w pełni, znajdującego w syzygijnym perygeum swojej orbity, czyli tak jak obecnie obywatel Duda, jeszcze jakiś czas niestety prezydent. Niby nic, ale może niepokoić.
I właśnie obywatel Duda, krótko przed Superksiężycem, postanowił kolejny raz być twardy, a nie miętki i ku uciesze gawiedzi wystąpił w Sejmie z git nawijką. Swoją “falbanę”, jak mówią garusy w więziennej kminie o żonie, zostawił w domu, bo by mu psuła imidż twardziela. To nie był dobry timing, Supermoon nigdy nie jest dobrym terminem na artystyczne popisy, szczególnie gdy ma się zwyczaj bawienia zapałkami, a premierem jest Donald Tusk.
Premier w ramach uprzejmej odpowiedzi obywatelowi twardemu, a nie miętkiemu, roztoczył malownicze perspektywy, jakie zgodnie z prawem, czekają wszystkich pretorian i faworytów satrapy, gdyż znowu żyjemy w państwie prawa. I dlatego w tym miejscu chciałam oszustom, malwersantom, gangsterom, hochsztaplerom, łotrom i wszelkiej maści oprychom z PiS, zdjąć kamień z serca i przypomnieć, że nie muszą się niczego obawiać.
Żyjemy w nowoczesnej Polsce, więc zwyczaje towarzyszące zmianie władzy, jakie panowały w starożytnym Rzymie, są ciepło wspominane jedynie przez historyków. My tych tendencji nie mamy. Nikt was nie będzie ciągał po ulicach, schodach i nabrzeżach portowych, całkiem banalnie być może wylądujecie w ciepłych celach więziennych, niezależnie czy księżyc będzie w nowiu, czy w pełni.
Na tę okazję nauczę się nawet grać na litrze.
Jak przywitają was garusy, nie wiem, gdyż nie mam umiejętności profetycznych.
v.

