Rezerwa wiary w słowa

O wszystkim i o niczym nocne Polaków rozmowy.
Bingoo
Posty: 210
Rejestracja: sob lut 20, 2010 6:30 pm

Rezerwa wiary w słowa

Post autor: Bingoo »

Jestem jak to sie mowi: 'straight forward and brutally honest' tak w zyciu, jak i w moim pisaniu. Zawsze najgorsza prawda jest dla mnie o niebo lepsza niz najlepsze nawet klamstwo, lubie dobra slowna komunikacje miedzy ludzmi. (xyz)

Mam bardzo duża rezerwę co do prawdziwości powyzszych zdań. Wiem, że czasem zbywamy milczeniem (podobno jest zlotem) niektóre "wejścia" naszych znajomych, krewnych, wspólpracowników, przełożonych, chocaż wiemy że racji nie mają lub wręcz klamią. Takie milczenie możemy uważać za bezpośrednią i jawną naszą prawdomówność, chociaż dla wielu, milczenie jest aktem aprobaty
Można postępować jak w filozifii judo: "Ustąp aby zwyciężyć".

Mowienie prawdy lub "prawdy" na forach, facebookach i messageboardach to żadna sztuka, gdy jest się schowanym za pseudonimem. najwyżsa kara to zabanowanie jesli adresat prawdy poczuje sie urażony i zadenuncjuje "prawdomówcę" do moderatora a moderator zgodzi sie z tym.

W realu wyglada to bardziej ekscytująco. Idziemy na sesję transcedentalnej medytacji po wygarnięciu prawdy naczelnemu dyrektorowi firmy, który zwrócil nam uwage że za mało poświęcamy się firmie, a my uważamy że za tą nędzną płacę harujemy jak woły na polu ryżowym w palącym słoncu. Na tej sesji oddajemy się rozmyślaniom czy straznik na bramie wpuści nas jeszcze na teren firmy czy odbierze przepustkę i indetyfikator a my nie zdązymy zabrać naszych osobistych rzeczy z szafki czy biurka. Medytujemy, po jaką cholerę nam ten stres, kiedy mogliśmy tylko grzeczniutko spuścić główkę i wysluchać tego ch.. w milczeniu a po jego odejściu dla wyładowania frustracji puścic wiąchę, któtej nie powstydzilby się jakiś najgorszy łachudra i zbir.

Innym aspektem prawdomówności jest nasza nieskazitelność i obruszanie się na tego kto nam mówi prawdę o nas samych. Jak zawsze, filozofia afrykanina(negra, murzyna, czarnego) Kalego jest najczęściej stosowaną filozofią.

no to wesolego.
alohilani
Posty: 2653
Rejestracja: sob paź 17, 2009 9:34 pm

Re: Rezerwa wiary w słowa

Post autor: alohilani »

Pierwszy raz cos takiego mi sie zdarzylo, ze najpierw przy wysylaniu odpowiedzi mnie wylogowalo i nie wyslalo, potem napisalam znowu z jakis czas, wyslalam i widze, ze nie ma... :-(
Odpisze zatem znowu.

Panie Bingo. "Brutally honest" nie musi byc brutalne,to tylko nazwa. To dotyczy uczciwej, rzeczowej lecz kulturalnej i konstruktywnej dyskusji (pytan takze) ze swojego puntu widzenia. Nie musi konczyc sie na zwolnieniu. Szef to nie Bog. A przyjaciele czy znajomi klamia? Tez rzeczowa kulturalna dyskusja, zartem wiecej zdziala niz na ostro. Znam szefa, ktory ceni pracownikow za ich wlasne zdanie, malo tego, czeka na nie i szanuje zrownowazonych, opanowanych i przyjacielskich ludzi, poniewaz oni jednocza "zaloge", a nie dziela. Odnosnie przyjaciol prawda w koncu wyjdzie na wierzch, cierpliwosci.

Jak wiadomo sa trzy wyjscia:

-zmienic (dyskujsja z szefem)
-odejsc od tego (zostawiac, zignorowac)
-zaakceptowac (nie dlatego, ze tak sie chce, ale ze nie mozna jednego ani drugiego uczynic)

O zmanie j.w. (Panie Bin........... cierpliwosci.)

Odejsc od tego, zignorowac, a i tak myslec swoje, wczesniej czy pozniej prawda wyjdzie na jaw.

Zaakceptowac to co mowia, bo i tak prawda jest inna, ale nie jestem w stanie zmienic tego co oni o mnie mysla, to ich ego tak o mnie mysli. Ja tak nie mysle i to jest dla mnie tylko wazne.

Jesli chodzi o fora, to jesli czlowiek jest uczciwy wobec siebie i innych nie ma powodu do klamstw, na ataki slowne odpowiada sie rzeczowo ale z kultura (uprzejmoscia na nienawisc,"kill" with kindness,jak to sie mowi dla pracujacych np. z chamskim klientem jakiegokolwiek rodzaju dzialalnosci).

Hmm, chyba ma pan na mysli sesje u psychiatry albo w anger management, jakie mozna zobaczyc w filmach.
:lol:
Nie znam sesji medytacyjnych, samemu mozna medytowac, sa rozne sposoby.
Medytacja ma przyniesc relax i ukojenie, nie ma dac upustu agresji.
Zatem szefowi ni pusci sie wiazanki do siebie, szefa sie zrozumie (to jego ego), nie ma wyrzutu, ze spuscilo sie glowke, bo sie jej nigdy nie spuszczalo, ale z rozwaga zachowalo sie na swoja korzysc. Agresja krzywde wyrzadza sie sobie, nie szefowi. On o tym nawet nie pomysli przez moment.

Nie ma ludzi nieskazitelnych. Prawde o sobie nalezaloby przyjac ze spokojem i zachowac wypadaloby sie tak samo jak w sprawach powyzszych. Zmienic, odesjc od tego lub zaakceptowac. Zmienic - zapytac dlaczego tak mysli, przedstawic swoj punkt, zignorowac uznac ze to mnie nie obchodzi i tak ja wiem jak jest naprawde, to jego ego tak mu dyktuje, pogodzic sie - nie jestem w stanie uczynic ani jednego ani drugiego (nie moge zmienic ani zignorwac).

Tak to wyglada z mojego punktu widzenia.

W tych post-ach ktore zniknely napisalam, ze z tymi zachowaniami (trzy wybory) to jest tak jak z dieta, najpierw sie jej nie lubi, chociaz konieczna dla zdrowia, potem sie juz przyzwyczai, a potem bez niej nie mozna zyc (staje sie sposobem na zycie).

Koniec mojego gledzenia.

No to wesolego.

I Aloha!
ODPOWIEDZ