O takom Polskie...II

Gdzie dwóch Polaków, tam trzy światopoglądy.
marycha
Posty: 751
Rejestracja: ndz mar 28, 2010 3:51 pm

Komu wierzyc? Kto klamie?

Post autor: marycha »

JAROSŁAW KACZYŃSKI „PREZYDENT”- CZY COŚ MU GROZI ….

Wiedza, która zabija
W niewyjaśnionych okolicznościach giną osoby, które mają choćby szczątkową wiedzę o głośnych zbrodniach politycznych
Grozi im tym większe niebezpieczeństwo, jeśli wiedza dotyczy udziału w tych zbrodniach osób związanych ze służbami specjalnymi.Prokuratura w Warszawie a później w Ostrołęce w ciągu ostatnich miesięcy prowadziły intensywne śledztwo w sprawie gróźb karalnych kierowanych pod adresem detektywa Marcina Popowskiego a także wywierania na Niego wpływu w celu nie składania zeznań przed Sejmową Komisją Śledczą ds. Olewnika. Popowski przez dłuższy czas odbierał anonimowe emaile z pogróżkami, listy, nekrologi z własnym nazwiskiem, był nachodzony przez nieznanych mężczyzn, powodowano różne sytuacje drogowe z jego udziałem. O wszystkim wiedzieli śledczy i na bieżąco monitorowali zdarzenia. W sprawie podjęto szereg czynności, jednak nie doprowadziły one do zidentyfikowania sprawców. Postępowania nie ułatwił fakt, że sprawą zajmowało się już kilka prokuratur, nie tylko ze stolicy. I, co równie ważne: policja i prokuratura dokładały wszelkich starań, aby detektyw nie dostał ochrony i czuł się zagrożony.

Dziwna odsiadka
Problemy Marcina Popowskiego zaczęły się w roku 2004, gdy był jednym z najbardziej wziętych polskich prywatnych detektywów. Nawiązał z Nim wówczas kontakt Włodziemierz Olewnik, który rozpaczliwie poszukiwał zaginionego syna. Detektyw obiecał pomóc i rozpoczął śledztwo na własną rękę. Popowski zeznał przed Sejmową Komisją, że pisał wówczas pracę doktorską na temat profilowania i zachowań sprawców uprowadzeń i zlecenie od Olewnika potraktował również jako możliwość wzbogacenia swojej wiedzy. W czasie wielomiesięcznego śledztwa, Popowski zwrócił uwagę na skandaliczne błędy policji i prokuratury popełnione w czasie śledztwa. Wiedzą tą sukcesywnie dzielił się z rodziną Olewników.

To właśnie Popowski odkrył, że policjanci nie podjęli najważniejszych wątków i w ogóle nie starają się wyjaśnić sprawy. Spotkało się to z natychmiastową reakcją. Szef grupy policyjnej – mł. insp. Grzegorz Korsan – przyjął wersję, że Olewnik dokonał samouprowadzenia, w czym miał pomagać mu właśnie… Popowski. Ta wersja (choć nie miała żadnej podstawy w materiale operacyjnym) posłużyła za podstawę do rozpoczęcia inwigilacji detektywa i penetracji środowisk politycznych i biznesowych. Dzięki nielegalnie zakładanym podsłuchom, policyjne Biuro Spraw Wewnętrznych próbowało pozyskiwać wiedzę na temat kontaktów detektywa. Robiono wszystko by ochronić sprawców zaniedbań w policyjnych mundurach a zniszczyć detektywa i nie pozwolić na ujawnienie pewnych mechanizmów rządzących w KGP. W marcu 2006 roku Popowski został zatrzymany i tymczasowo aresztowany. Wraz z nim, za kratki trafiło dwóch policjantów pomagających mu rozwikłać sprawę Olewnika. Śledztwo, które zostało bardzo nagłośnione i miało tak wiele spraw wyjaśnić, okazało się totalną klapą. Zastosowany areszt wydobywczy też nie przyniósł efektów – detektyw milczał jak grób. Jego kulisy ujawniła sejmowa komisja śledcza badająca okoliczności porwania Krzysztofa. Komenda Główna Policji poinformowała, że w mieszkaniu Popowskiego „znaleziono” nielegalną amunicję, arsenał broni, materiały wybuchowe, narkotyki i tajne dokumenty. Później okazało się, że była to tylko pożywka dla mediów, która miała zniszczyć reputację znanego detektywa. Późniejsze śledztwo prokuratury wykazało, że grupa policyjna kierowana przez G. Korsana dopuściła się bardzo poważnych nadużyć, a w jej szeregach działał „kret” czyli funkcjonariusz przekazujący informacje przestępcom. Kret do dzisiaj nie został wykryty, ale wiadomo, ze sam kierownik grupy Grzegorz K., miał postawione przez Prokuraturę zarzuty przyjmowania korzyści majątkowych i przekazywania informacji ze śledztw w innej sprawie. Później, gdy detektyw i funkcjonariusze opuścili cele aresztów, ich sprawy stanęły w miejscu, a w dziwnych okolicznościach zaginęły ważne dokumenty ze śledztwa przeciwko nim. Choć od ich zatrzymania mija piąty rok, sprawa nie trafiła jeszcze na wokandę.

Rosyjski ślad

Według Włodzimierza Olewnika „sytuacja, w której się znalazł detektyw Popowski, to konsekwencja tego, że badał sprawę uprowadzenia jego syna”. Popowski zwrócił uwagę, że policja wciąż inwigiluje rodzinę Olewników zamiast podejmować inne tropy, że tworzy działania parasolowe dla swoich podwładnych a śledztwo celowo kieruje na inne ślepe tory.

W. Olewnik w liście do Premiera Donalda Tuska pisze „Jak wytłumaczyć fakt awansów policjantów, którzy brali udział w śledztwie, w świadomy sposób szkodząc sprawie…, Pomimo zarzutów prokuratorskich są nagradzani i awansowani. (…) Oburza mnie fakt aresztowania detektywa Marcina Popowskiego oraz uczestnika grupy śledczej Pana Mirosława Gruszeczki, który sprzeciwiał się nielogicznemu ukierunkowaniu śledztwa, a w obawie wykrycia prawdy został poprzez zastosowanie podstępu aresztowany. Według mnie niewinnie przesiedzial pół roku w areszcie tymczasowym. Gdzie tu jest sprawiedliwość, że jedni funkcjonariusze mogą przebywać w areszcie, a drudzy po takich celowych i negatywnych działaniach jak ukrywanie dowodów w sprawie miejsca przetrzymywania Krzysztofa oraz dowodów w postaci billingów, gdzie w sposób jednoznaczny z imienia i nazwiska wraz z miejscem zamieszkania wskazany został uczestnik grupy porywającej Krzysia są awansowani. Czy to nie woła o pomstę do nieba?”.

Z akt sejmowej komisji śledczej wynika, że detektyw Popowski jako pierwszy odkrył tzw. „rosyjski ślad” czyli tropy mogące wiązać uprowadzenie Krzysztofa z osobami związanymi z wywiadem rosyjskim, działającym pod przykryciem na rynku handlu stalą i mięsem. Ciekawa sprawa, że Popowski trafił do aresztu właśnie wtedy, gdy badał ten wątek. Zastanawiające jest również to, że choć detektyw usłyszał błahy zarzut, to od razu trafił do aresztu, za to śledztwo w jego sprawie toczyło się wyjątkowo opornie i na materiałach podkładanych przez KGP prokuraturze bez wglądu w materiały operacyjne i dowodowe..

Zabójczy raport

W 2002 roku zamach na swoje życie przeżył Jerzy Godlewski – policyjny detektyw z Hamburga, współpracujący z polską policją przy rozbijaniu najgroźniejszych grup przestępczych. W stronę samochodu, którym jechał, tajemniczy snajper oddał kilka strzałów. Kule przebiły szybę lecz nie dosięgły kierowcy. Godlewski – wykorzystywany jako łącznik niemieckiej policji – w 1998 roku wiózł do Warszawy ściśle tajny raport przeznaczony dla generała Marka Papały. Raport ten, sporządzony przez niemiecką policję kryminalną, opisywał powiązania zorganizowanej, międzynarodowej grupy przestępczej z polskimi politykami, oficerami tajnych służb, celnikami i urzędnikami. Najbardziej prawdopodobna wersja zdarzeń mówi, że Papała podzielił się swoją wiedzą z bohaterami tego raportu, a ci zorientowali się jak ogromną wiedzę na ich temat posiadł i zastrzelili go. Musiały minąć prawie cztery lata, zanim prokuratura zdecydowała się wezwać Godlewskiego na przesłuchanie. Wkrótce później doszło do próby zabicia go. Co ciekawe: detektyw znał numery samochodów, które go otaczały w momencie zamachów. Numery takie nie zostały wydane żadnemu pojazdowi w Polsce. – Samochody, na których znajdowały się te „nieistniejące” tablice, należały do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego – mówi detektyw. Jak zaznacza, sprawę zgłosił w prokuraturze, jednak ta nie poradziła sobie z jej wyjaśnieniem. Nie można ustalić nazwiska kierowców samochodów obserwujących Godlewskiego, chociaż ich twarze zarejestrował system miejskiego monitoringu, a ponadto wiadomo który starosta i komu wydał przykręcone na nich tablice rejestracyjne.
Ucieczka przed śmiercią

W 2001 roku z Polski uciekać musiał Ryszard Szylhabel – polonijny biznesmen, wcześniej współwłaściciel spółki Cin&Cin. Decyzję o wyjeździe podjął po ostrzeżeniu od łódzkiej policji, że jeden z mafijnych „kilerów” otrzymał zlecenie na jego głowę. Szylhabel był kluczowym świadkiem w sprawie morderstwa byłego ministra sportu – Jacka Dębskiego. W grudniu 2000 roku, kilka miesięcy przed swoją tragiczną śmiercią, Dębski zaproponował Szylhablowi zakup dokumentów kompromitujących Andrzeja P. – znanego łódzkiego biznesmena. Andrzej P. w czasach PRL współpracował z wojskowymi służbami specjalnymi, później robił wiele interesów z mafią pruszkowską (m.in. reprezentował Jeremiasza Barańskiego „Baraninę” na terenie województwa łódzkiego). Szylhabel prowadził kilka procesów z Andrzejem P., w których domagał się zwrotu ogromnych pieniędzy. Z Andrzejem P. skonfliktowany był również Jacek Dębski. Niezależnie od sporów biznesowych, obaj panowie nie mieli powodu przepadać za sobą, ponieważ pracowali dla rywalizujących ze sobą służb (Dębski był Tajnym Współpracownikiem Urzędu Ochrony Państwa). Zaskakujące, że gdy w sprawie pojawił się Dębski, Andrzej P. natychmiast zmiękł i zaczął dążyć do zawarcia za wszelką cenę ugody we wszystkich sprawach. 12 kwietnia 2001 roku Jacek Debski miał przekazać Ryszardowi Szylhablowi dokumenty kompromitujące Andrzeja P. (miał za to dostać 70 tys. dolarów). Do przekazania pieniędzy nie doszło, ponieważ w nocy z 11 na 12 kwietnia, Jacek Debski został zastrzelony. Wkrótce potem Andrzej P. wycofał się z postępowania ugodowego, a Ryszard Szylhabel wyjechał z Polski.

Wszystko wskazuje na to, że ofiarami swojej wiedzy padli także trzej oprawcy Krzysztofa Olewnika. Z akt śledztwa prowadzonego w tej sprawie wynika, że szef bandy porywaczy – Wojciech Franiewski – opowiadał strażnikom, że „się wywinie”, bo za zabójstwem Olewnika stały inne osoby, zaś on był tylko wykonawcą ich poleceń. Franiewski robił w celi notatki dotyczące przebiegu zbrodni i profesjonalnie przygotowywał się do procesu. Zanim zdążył zasiąść na ławie oskarżonych, popełnił dziwne „samobójstwo”. Sekcja zwłok wykazała w jego organizmie alkohol i narkotyki. Monitoring zainstalowany w jego celi nie posiadał funkcji archiwizacji obrazu. W kolejnych miesiącach tajemnicze „samobójstwa” popełnili Sławomir Kościuk i Robert Pazik – skazani za zamordowanie Olewnika. Powiesił się też strażnik, który jako pierwszy widział zwłoki Franiewskiego. – Wszystko wskazuje na to, że te zgony miały duży związek ze śmiercią mojego brata – mówi Danuta Olewnik – Cieplińska, siostra zamordowanego Krzysztofa. Czy oprawcy młodego biznesmena popełnili samobójstwo, ponieważ wiedzieli kto naprawdę stał za jego porwaniem i jaka była prawdziwa przyczyna? Takie pytanie jest tym bardziej uzasadnione, że w trakcie śledztwa prowadzonego w Sopocie, prokuratorzy odkryli wątki dotyczące osób związanych z polskimi i rosyjskimi służbami specjalnym.

Długa tradycja

Tajemnicze zgony ważnych świadków mają w Polsce długą tradycję. Już w 1984 roku w dziwnym wypadku samochodowym zginęli dwaj oficerowie MSW, którzy badali działalność trzech esbeków skazanych za zabójstwo księdza Popiełuszki (odkryli wówczas, że Grzegorz Piotrowski poza wiedzą przełożonych kontaktował się z KGB). Do roku 2007 zginęły dalsze cztery osoby, które znały część prawdy o tej zbrodni. W niewyjaśnionych do dziś okolicznościach zmarło 13 osób, które mogły pomóc rozwiązać zagadkę zabójstwa Marka Papały. Prawdziwi inspiratorzy głośnych zbrodni zza kulis wciąż uciszają niewygodnych świadków. Jak długo jeszcze?
http://wiadomosci.onet.pl/1612223,2677,1,kioskart.html
marycha
Posty: 751
Rejestracja: ndz mar 28, 2010 3:51 pm

Re: O takom Polskie...II

Post autor: marycha »

Nasz Mesjasz
http://www.konservat.pl/arty2010/images ... 0tuska.jpg
Mimo tych dość licznych symptomów, dzięki mediom uświadamiającym „ciemnemu ludowi”, że premier Tusk jest największym skarbem naszej Ojczyzny, poparcie dla Platformy Obywatelskiej wciąż rosło, przekraczając niemal we wszystkich sondażach 50% a w niektórych dotykając nawet niebotycznej bariery 60%. Stąd już naprawdę niedaleko do pamiętnego poparcia, jakim naród w PRL, obdarzał komunistów, a które wahało się w granicach 95-99%. Z tym tylko, że wówczas było to jednym wielkim picem, teraz już nie tak bardzo.
Absurd w iście Mrożkowym stylu musiał w końcu wywołać kolejne plagi i wywołał. Po raz drugi już w krótkim czasie rządów PO, Polska pogrążyła się w żałobie narodowej a na smoleńskiej ziemi zginęli najważniejsi politycy, urzędnicy i wszyscy dowódcy armii.
Nie minął nawet miesiąc od tych bolesnych chwil a kolejna plaga uderza w kraj. Tym razem przyjmuje ona postać Powodzi… chciałoby się napisać tysiąclecia, ale jak to możliwe, skoro taka, występująca raz na 1000 lat powódź, była zaledwie 13 lat wcześniej. Znów Donald może powiedzieć, że los się na niego uwziął, że niebo rzuca mu kłody pod nogi, ale przecież kilka dni wcześniej, zanim zalane zostało południe kraju, 14 maja meteorolodzy ostrzegali Rządowe Centrum Kryzysowe, że w wyniku obfitych opadów deszczu, ryzyko wystąpienia powodzi jest bardzo duże. Czy coś zrobiono? Owszem premier z wicepremierem założyli korki i wybiegli pokopać piłkę… póki jeszcze nie pada.
Jak wynika z tego krótkiego i pobieżnego podsumowania, mamy za sobą połowę z „dziesięciu plag egipskich”, przepraszam „cudów Tuska”. Znajdujemy się zatem dokładnie w połowie drogi, przed nami coraz gorsze, coraz bardziej bolesne doświadczenia, ale podobnie jak starożytni Egipcjanie mamy wciąż jeszcze szanse ich uniknięcia – wystarczy tylko zmusić faraona do ustąpienia.
Mam nadzieję, że Polacy dojrzali już do tego by zamiast ryzykować igranie z nadprzyrodzonymi mocami premiera, lub jego niewytłumaczalnym pechem, postanowią coś zmienić. Tym bardziej, że osoba kandydata PO w najbliższych wyborach prezydenckich, Bronisława Komorowskiego, oceniając po ogromnej ilości gaf, wpadek i „kaszalotów”, sama w sobie wygląda na najgorszą z możliwych plag.
http://www.konservat.pl/index.php?sp=ar ... h=arty2010
marycha
Posty: 751
Rejestracja: ndz mar 28, 2010 3:51 pm

Re: O takom Polskie...II

Post autor: marycha »

Kim jesteś Bronisławie Mario Komorowski? Bronek na temat …
Kim jesteś Bronisławie Mario Komorowski? Bronek na temat swojego ojca na swojej stronie, pisze: „Zygmunt Komorowski, mój ojciec (1925-1992), za czasów tzw. pierwszej okupacji sowieckiej i za okupacji niemieckiej działał w konspiracji (ps.Kor), a od jesieni 1943 roku był w AK. Pod koniec wojny ojciec przebijał się do Polski razem z Łupaszką. Złapali go bolszewicy z bronią w ręku, ale nie rozstrzelali
jak stu innych, tylko wsadzili do więzienia. Za złoty pierścionek babuni
strażnik wyprowadził go z celi, z której więźniowie trafiali pod stienku, do takiej w której siedzieli rekruci do armii Berlinga.”

Niech Bronek wytłumaczy ten „cud nad cudami”, że oto żołnierz AK z oddziału Łupaszki, śmiertelnego wroga Sowietów i polskich zdrajców, złapany z bronią w ręku, w ciągu paru miesięcy zostaje oficerem LWP.

Jeżeli fakty podane przez Bronka, że jego ojciec był w oddziale Łupaszki są prawdziwe, to jedynym wytłumaczeniem tego „cudu” jest to, że Zygmunt Leon Komorowski, ojciec Bronisława – był sowieckim agentem!

Był nim także i syn Bronek, który jak wskazuje przeciek z utajnionego aneksu do raportu o WSI, był sowieckim agentem działającym w polskich WSI. I pewnie dlatego p.o. prezydenta RP – Bronisław Komorowski, w ciągu pierwszych godzin po katastrofie smoleńskiej, dopilnował aby utajniony aneks do raportu o WSI przechowywany w pałacu prezydenckim – znalazł się w jego rekach..

Dziadek „hrabiego” Bronisława Komorowskiego, niejaki Osip Szczynukowicz – to rezun oddelegowany przez Sowiecki Rewolucyjny Komintern do dywersji na terenach pozaborczych, odebranych Rosji Traktatem Wersalskim. W czasie wojny polsko-bolszewickiej, dziadek Komorowskiego był czekistą w armii Tuchaczewskiego i po sromotnym laniu w bitwie nad Niemnem w 1920r. dostał się do polskiej niewoli. Zachowała się jego kartoteka jeńca wojennego. W październiku 1920
dziadkowi Komorowskiego udało się zbiec i schronił się na Litwie w Kowaliszkach u polskiej szlachty o nazwisku Komorowscy. Właściciele majątku zginęli z rąk Rosjan, a Szczynukowicz przywłaszczył sobie ich nazwisko. Tam w roku 1925 narodził się Zygmunt Leon Komorowski, ojciec Bronisława Marii.

Nie mamy możliwości weryfikacji zawartych w tekście sensacji, lecz nie są one nieprawdopodobne.Jeśli jednak marszałek Komorowski rzeczywiście jest hrabią (choć jego maniery na to nie wskazują), to „oczywistą oczywistością” jest, że jego ojciec będąc oficerem Ludowego Wojska Poskiego z TAKIM pochodzeniem, musiał być agentem informacji wojskowej.

Oficjalny życiorys marszałka wygląda absolutnie pięknie – pochodzący z kresowego ziemiaństwa o tradycjach akowskich nauczyciel historii w seminarium duchownym w Niepokalanowie, opozycjonista w PRL, represjonowany w Stanie Wojennym.Biorąc pod uwagę fakt, że Polacy darzą nadzwyczajnym zaufaniem wielodzietnych katolików (nie muszą nawet nosić Matki Boskiej w klapie) jego wiarygodność jest
porażająca.

Kiedyś w gazecie była informacja jak to marszałek hrabia Komorowski odwiedził swoje majątki na Litwie, lecz „tym razem nie kazano już batożyć chłopstwa z tej okazji”. (w domyśle – „batożenie chłpstwa” było normalną formą powitania panicza). Taki artykuł mógł być zwykłą prasową ciekawostką, ale mógłby być również formą „legendowania” (w języku służb – budowania wizerunku, uwiarygodniania) postaci.

W wywiadzie prasowym Anna Komorowska wyznała, że należy do „innej opcji politycznej” niż mąż. Trochę dziwne, bo te gatunki raczej się nie krzyżują. Niejeden niepodległościowiec miałby trudności z poczęciem z powodu „konfliktu serologiczno-ideologicznego”.

Wróćmy jednak do represji jakie spadły na B. Komorowskiego w czasie schyłkowym PRL-u. Sędzia Kryże posadził go w więzieniu (na miesiąc) i był on internowany w stanie wojennym.

Tysiące internowanych przetrzymywano przeważnie w zakładach karnych, gdzie obowiązywał ich złagodzony regulamin więzienny.

Istniał jednak jeden „internat” zupełnie inny od wszystkich pozostałych. Mowa tu o miejscu internowania w Wojskowym Ośrodku Wypoczynkowym w Jaworzu na terenie poligonu drawskiego, nad jeziorem Trzebuń. Tutaj przetrzymywano „opozycjonistów
szczególnie groźnych” dla systemu. Wydawałoby się, że tacy powinni przebywać w miejscu o zaostrzonym rygorze, lecz ci w Jaworzu mieli warunki bytowe bez porównania lepsze niż inni (milej miał tylko Najznakomitszy Internowany w Arłamowie).Internowanych dowieziono helikopterami, by nie musieli tłuc sie wiele godzin w „lodówkach”- więziennych budach.

Istnieje książka „Solidarność w Województwie Koszalińskim
1980-1989″(A.Frydrysiak,T. Wołyniec) Oto kilka cytatów z tej książki:

„W chwili przyjazdu do Jaworza nie było wytycznych dotyczących postępowania z internowanymi, zastosowano zatem regulamin ośrodka obowiązujący wczasowiczów podczas turnusu wypoczynkowego.(…)
przywieziono 106 paczek Było w nich pełne wyposażenie, a więc:
ubrania, kosmetyki, żywność, kiążki i notatki. Przywieziono również owoce południowe: pomarańcze, banany, cytryny, ananasy.(…)
„W czasie wolnym internowani prowadzili wykłady(…)Słuchaczami wykładów byli internowani oraz żołnierze i milicjanci będący po
służbie.”

To chyba jedyny wypadek w historii, żeby tolerowano tępienie aparatu represji dopuszczając potencjalną indoktrynację. Widocznie wykłady naszych intelektualistów nie wyrządzaly większych szkód w postawach ideowych milicjantów.Co niedzielę była msza św. odprawiana przez biskupa przyjeżdżającego specjalnie z Koszalina.

„Dary przywoził również sekretarz episkopatu ks. biskup B.Dąbrowski, z którym znani opozycjoniści byli na ty. W paczkach od osób prywatnych i różnych instytucji przesyłano: warzywa, salami, odzież oraz kosmetyki dla kobiet czy tytoń holenderski do fajki dla Bronisława Geremka”(pamietajmy o ówczesnym zaopatrzeniu sklepów-na półkach znaleźć można było głównie ocet i musztardę).

A oto słowa aktorki Haliny Mikołajskiej, członka KOR-u:

„My nie chcieliśmy by trzymano nas w tak pięknym ośrodku. Chcieliśmy być na Łubiance z klasą robotniczą. Nie życzyliśmy sobie takiego luksusu.”

Ponieważ planowano przejście na gospodarkę rynkową, transformację pierwszej komuny w III RP, potrzebne były kadry „konstruktywnych opozycjonistów”, którym można byłoby „przekazać władzę”

W tym celu w Jaworzu podlegali procesowi uwiarygodniania zdobywając status pokrzywdzonego m.in.:

Wł.Bartoszewski, A.Małachowski, T. Mazowiecki, B.Geremek, St.Niesiołowski, A. Czuma, B.Komorowski, A. Celiński, A. Drawicz, R.Bugaj, A.Szczypiorski, W.Woroszylski, A.Kijowski, H.Mikołajska, G. Kuroń, J.Jedlicki, J.Holzer, St. Amsterdamski, J. Kusnierek, M.Rayzacher, R.Zimand.

Na pierwszy rzut oka widać, że jest tu sporo osób z elity politycznej i
kulturalnej III RP, wielu znakomitych szpiclów, a także część osób
niewykorzystanych, z którymi prawdopodownie wiązano pewne nadzieje.Nieodparcie nasuwa się tu analogia do obozu w Griazowcu, gdzie NKWD umieściło 400 (wyselekcjonowanych z tysięcy do likwidacji) oficerów do ew. „recyklingu” – mogących się przydać w PRL.A marszałek Komorowski bardzo się przydaje w III RP
( II-giej komunie).

Ale to wszytko to tylko przypuszczenia i spekulacje.

Twardym faktem natomiast jest nadzwyczajna szybkość i aktywność B. Komorowskiego w konsumowaniu owoców smoleńskiej tragedii („państwo polskie zdało egzamin”).Innym faktem była operacja pozbycia się z MON-u niewygodnego wiceministra R. Szeremetiewa. Wojskowe Służby Informacyjne podległe ministrowi Komorowskiemu zmontowały intrygę przeciw asystentowi Szeremetiewa – Farmuzowi,
oskarżając go o ustawianie przetargów. Udającego się promem do Szwecji na urlop asystenta zaaresztowano w spektakularnej akcji z helikopterami i komandosami w kominiarkach.

Choć związany z opozycją niepodległościową prof. Szeremetiew został oczyszczony z wszelkich zarzutów (podobnie jak jego asystent), to na trwale został usunięty z polityki.

Ludzie Wojskowych Służb Informacyjnych kształceni w Związku Radzieckim, związani ideowo i biznesowo z Rosją stoją w najbliższym otoczeniu kandydata na prezydenta Polski, o wiele bliżej, niz pozwalałaby na to prosta zależność służbowa członków rozwiązanej formacji. Bronislaw Komorowski jest rzecznikiem ich interesów nie
zawsze zgodnych z polską racją stanu. Pamietajmy także, że jako jedyny z PO głosował przeciw rozwiązaniu WSI.

Najpewniejszym jednak jest kryterium biblijne – „po owocach ich poznacie”.Marszałek Komorowski w całej swojej karierze stał zawsze mocno i pryncypialnie
na gruncie internacjonalizmu i zbliżenia z Rosją, a w działaniach tych przebijał
wszelkich innych polityków – nawet Marszałka Senatu Borusewicza.
godzilla
Posty: 14353
Rejestracja: sob paź 17, 2009 8:49 pm

Re: O takom Polskie...II

Post autor: godzilla »

jakby ktos nie wiedzial to mamy cisze wyborcza i takie artykuly nie powinny sie ukazywac na forum, ktore czytaja Polacy dzisiaj i jutro...
Galwas
Posty: 1255
Rejestracja: sob paź 17, 2009 8:51 pm

Re: O takom Polskie...II

Post autor: Galwas »

Osoba o nicku „Marycha” zamieściła (zacytowała) teksty, których idiotyzm sprawił mi niewypowiedziany ból i powalił swoim kretynizmem. Ojciec Komorowskiego został wypuszczony z sowieckiej niewoli, a nie powinien. No, bo gdzie tu jest sprawiedliwość? Z tego godnego pożałowania faktu wynika rzecz jasna, że ojciec był zdrajcą i tu następuje przecudowny przeskok myślowy autora. Jeżeli był zdrajcą, to kim może być syn człowieka tak plugawego? No więc każdy parafianin przyzna, że również jedynie zdrajcą. Dowody? Proszę bardzo: Komorowski to sowiecki agent działający w WSI, bo wskazuje na to przeciek z utajnionego aneksu do raportu WSI, oraz fakt, że na raporcie tym Komorowski położył łapy w kilka godzin po katastrofie smoleńskiej. Co prawda nie pojmuję logiki tego wywodu, który przytoczyłem w skrócie, jak również kontynuacji dotyczącej dziadka Komorowskiego. Nie rozumiem także, dlaczego ten aneks do raportu był tajny, skoro wszyscy o nim wiedzieli i na jaką cholerę go Komorowski ukrywał. A ów dziadek – o ile rozumiem – też pewnie był zdrajcą, nie pojmuję jednak, co to ma tutaj do rzeczy. W końcu działo się to bodajże jeszcze podczas zaborów i rewolucji. Dalej następuje też opis warunków w ośrodkach internowania. Poddaję się. Nie nadążam! Nie chwytam tych subtelnych współzależności i wątek mi się urywa.
Łatwiej jest mi więc odnieść się do wcześniejszego tekstu, to jest plag, które Tusk sprowadził na Polskę. Pierwszą z nich była rzecz jasna katastrofa smoleńska. A następnie powódź 1000-lecia. Autor trafnie przywołuje fakt, że poprzednia powódź, którą również można by nazwać powodzią tysiąclecia miała miejsce zaledwie 13 lat temu. Jak to więc możliwe, że powtarza się ona tak szybko, nie czekając na kolejne tysiąc lat?. No i podłość Tuska, który przecież znał prognozy meteorologów, ale nie zrobił nic, żeby tej powodzi zapobiec. Są osoby cyniczne, które będą się upierały, że powodzi, podobnie jak trzęsieniu ziemi nijak się nie da zapobiec. Ja to wykrętne tłumaczenie nawet bym i może przyjął, ale przecież można zapobiegać katastrofom żywiołowym, np. pożarom. W każdym razie Tusk, gdyby miał w sobie choć odrobinę człowieczeństwa, to zamiast spiskować z Putinem, opróżniłby skarb państwa żeby sfinansować masowe budowanie barek.
Piękne! I piękny, głęboko merytoryczny komentarz nieszczęsnego Godzili, że takich tekstów nie powinno się zamieszczać w trakcie ciszy wyborczej. Ale przecież te teksty to najczystsza abstrakcja, i jako taka w żaden sposób żadnej ciszy nie zakłóca, podobnie jak moja ich analiza, co do której chciałbym wierzyć, że utrzymuje się w konwencji i jest kongenialna do omawianych bredni, czyli kompletnie obcy jest jej wszelaki sens.
Galwas
pomorzak
Posty: 10447
Rejestracja: sob paź 17, 2009 9:30 pm

Re: O takom Polskie...II

Post autor: pomorzak »

Obrazek

Takie sa prognozy.
Dopiero jutro bedzie oficjalnie.
godzilla
Posty: 14353
Rejestracja: sob paź 17, 2009 8:49 pm

Re: O takom Polskie...II

Post autor: godzilla »

Galwas pisze:Piękne! I piękny, głęboko merytoryczny komentarz nieszczęsnego Godzili, że takich tekstów nie powinno się zamieszczać w trakcie ciszy wyborczej. Ale przecież te teksty to najczystsza abstrakcja, i jako taka w żaden sposób żadnej ciszy nie zakłóca
zadna abstrakcja, ja te teksty przeczytalem i uznalem za prawdopodobne...

moj ojciec, tez akowiec, po powrocie z obozu w Niemczech spotykal swoich bylych kolegow-akowcow, ktorzy potem pracowali w aparacie bezpieczenstwa i namawiali go aby do nich przylaczyl... na szczescie mial dobrych kolegow bo go nie sypneli i dozyl do XXI wieku... on sam mi to opowiadal, wiec nie mam powodow aby w to nie wierzyc... tylko ze on nie walczyl z Sowietami w jakis taki sposob jak to opisywano powyzej a walczyl przeciw Niemcom...

gdyby walczyl z Sowietami to oni by go znalezli....................... i zaden godzilla by tu nie pisywal... cudow nie ma panie Galwas...
pipek
Posty: 2814
Rejestracja: sob paź 17, 2009 9:31 pm

Re: O takom Polskie...II

Post autor: pipek »

Na nowe tory

Sieć kolejowa w Polsce jest finansowana w sposób niezapewniający nie tylko jej rozwoju, ale nawet utrzymania. Tymczasem potrzebny jest inwestycyjny skok, podobny do tego, który wykonaliśmy w drogownictwie.

http://biznes.onet.pl/na-nowe-tory,1854 ... rasa-detal

Nie bardzo wiem gdzie dokonano tego inwestycyjnego skoku w polskim drogownictwie,bo zdecydowana
większość dróg,po których się poruszam,a poruszam się intensywnie,to drogi wąskie,bez pobocza i
wypełnione dziurami.

Ogólnie rzecz biorąc,po 15 dniach pobytu,mam jedno krótkie pytanie;
co rządzący tym krajem zrobią,gdy to,co "komuna" nie wybudowała rozpierdoli się do reszty?
godzilla
Posty: 14353
Rejestracja: sob paź 17, 2009 8:49 pm

Re: O takom Polskie...II

Post autor: godzilla »

pipek pisze:Ogólnie rzecz biorąc,po 15 dniach pobytu,mam jedno krótkie pytanie;
co rządzący tym krajem zrobią,gdy to,co "komuna" nie wybudowała rozpierdoli się do reszty?
ustapia miejsca opozycji, ktora upierdzieli nastepne wybory i ustapi miejsca tym, ktorzy najglosniej mordy potrafia drzec i cuda obiecywac...
Bingoo
Posty: 210
Rejestracja: sob lut 20, 2010 6:30 pm

Re: O takom Polskie...II

Post autor: Bingoo »

pipek pisze:
Nie bardzo wiem gdzie dokonano tego inwestycyjnego skoku w polskim drogownictwie,bo zdecydowana
większość dróg,po których się poruszam,a poruszam się intensywnie,to drogi wąskie,bez pobocza i
wypełnione dziurami.

Ogólnie rzecz biorąc,po 15 dniach pobytu,mam jedno krótkie pytanie;
co rządzący tym krajem zrobią,gdy to,co "komuna" nie wybudowała rozpierdoli się do reszty?
Jakimi Lesiu drogami jeżdżisz w tej twojej ukochanej Ameryce do której spier-tentego-w podskokach ze swojej macierzy?Najpewniej starsze te drogi niż 20 lat.Po niektórych przezydent Kennedy jeżdził i nawierzchnia ta sama,może kilka pęknięć załatali.
Sam widzisz jak komuniści pięknie budowali.Majster, inżynier - ba - przeważnie magister - krzyczał: franek nie żałuj materiału, lej wode i syp piasek a cementu oszczędzaj bo po robocie trza garło przepłukać. mgr inż - może g*** robić i nieźle żyć. balanga, balanga, balanga, balanga, raid, raid, jubenalia, jubenalia.....o kur...wa egzaminy za 3 dni....kucie kucie,kucie,kucie ....no już po egzaminie......trzy na szynach ale zdany i znow balanga balanga.......i kur...wa upragniony dyplom dla dyplomatołka........jakie inżyniery tak teraz nasza ukochana Polska wygląda..tu się przyklepało, tam się załatało i do kasy po kasiore. Teraz po dziurach przyszło nam jeździć.Przyjedziesz raz na kilka lat na kilka tygodni i narzekasz.Nasze gazetki mają większe problemy egzystencjalne do rozgryzienia,co tam drogi dla nich.Tiry i tak przejadą.Tirówki się cieszą,bo jadąc wolniej chłopaki mogą większej ochoty nabrać i dadzą im zarobić.Opóźnienia jakością drogi i dbałością o zawieszenie wytłumaczą.
Spoko pipuńku, licz dni kiedy wrócisz do swojej ukochanej ameryki, na swoje gładziutkie jak stół motorłeje.
Zablokowany