1
Monika
Spotkał się z kilkudziesięcioma kobietami. Prawie z wszystkimi poszedł do łóżka. Od pewnego czasu przestały go interesować. Poznał Monikę, wielką miłość i...
Nie jest to poradnik ani kompendium, jak podrywać dziewczyny.
Jestem rozwiedziony, z bagażem, z wieloma wadami i zaletami. Zawierając znajomości w necie, zawsze była nadzieja, że spotkam wreszcie tę jedyną. Jedną z pierwszych, poznanych wirtualnie była Iwona z Chicago o nicku „Biedronka". Byłem wtedy w Ameryce, ale nigdy jej nie widziałem, nigdy się nie spotkaliśmy, nawet nie wiem, jak wygląda. To jej zawdzięczam swój pseudonim (w necie - nick) „Dżanek".Takie żartobliwe tłumaczenie na „amerykański": Janek - Dżanek.
Zastanawiałem się, jak opisać moje poszukiwania „drugiej połowy", według jakiego klucza. Wybrałem alfabetycznie, według imion kobiet, z którymi spotkałem się w realu.
Samotność to trwoga, chyba jedna z najgorszych kar, jaka może spotkać człowieka...
Janek spod Wysokiego Mazowieckiego
Często widywałem ją w sklepie, na ulicy, obserwowałem i po cichu podkochiwałem się, nie miałem jednak odwagi podejść, zagaić, zacząć rozmowy. Nie jest pięknością, zwyczajna dziewczyna/kobieta po trzydziestce, po rozwodzie, z dzieckiem, ale miała coś w sobie, co mnie zauroczyło; poruszała się tak zwiewnie, radośnie ... Ale bliżej poznaliśmy się w nieszczególny sposób: zaczepiłem ją na n-k, tam w jej profilu miała numer gg, numer telefonu. Wysłałem SMSa, już nie pamiętam treści, ale złożyłem chyba jakieś życzenia z jakiejś okazji, a może nie było okazji? Podpisałem się tylko inicjałem „J". Odpisała „Jola?". Odpowiedziałem, że nie Jola i że jestem facetem. Zaczęła zgadywać, gdy w końcu napisałem wiadomość na gg i tak się zaczęło...
Gdy pierwszy raz rozmawialiśmy w sklepie, byłem bardzo zmieszany, w końcu odważyłem się i zaproponowałem spotkanie i ku mojej radości zgodziła się.
Jesień była cudowna, pojechaliśmy do lasu, kolorowo, dużo uschniętych liści, słoneczny dzień, byłem wniebowzięty, czułem jak szczęście wkracza w moje życie. Spacerowaliśmy, rozmawialiśmy o wszystkim, mówiłem o marzeniach, że chciałbym mieć kogoś na stałe, założyć rodzinę, mieć prawdziwy radosny dom, trzymaliśmy się za ręce, patrzyliśmy sobie w oczy, obrzucaliśmy uschniętymi liśćmi...
Uwierzyłem, że spotkałem kogoś, z kim spędzę do końca swoje życie, w szczęściu; skończyło się moje błądzenie w poszukiwaniu miłości.
Tego dnia po raz pierwszy ją pocałowałem, przytuliłem, poczułem zapach jej ciała, włosów. Tyle dni marzyłem o takiej chwili i w końcu spełniło się.
Spotykaliśmy się prawie każdego dnia, spędzając ze sobą jak najwięcej czasu, a w chwili rozstania już tęskniłem, ale byłem szczęśliwy, bo wiedziałem, że jutro też jest dzień i się zobaczymy. Żyłem tymi chwilami, były dla mnie esencją, a Monika sensem wszystkiego. W soboty jeździliśmy do kina, restauracji, kawiarni, rozmawialiśmy o przyszłości, o nas. Niedziele spędzaliśmy na wycieczkach, poznając zakątki kraju, lubiliśmy to oboje, widziałem w jej oczach radość, szczęście i sam się radowałem, były to naprawdę cudowne chwile.
Pierwszy raz kochaliśmy się w aucie. Miało być uroczyście, romantycznie, ale oboje tak mocno zapragnęliśmy siebie, że nie wytrzymaliśmy, a Monika powiedziała, iż nie mogła się tej chwili doczekać. Padał deszcz jesienny, krople dudniły o karoserię, a my kochaliśmy się i choć niewygodnie, było nam wspaniale. Wówczas też pierwszy raz powiedziałem jej, że ją kocham. Wyznałem to z pełną świadomością, w pełnym tego słowa znaczeniu, z przekonaniem, bo tak było naprawdę, tak mi mówiło serce, każda cząstka mnie krzyczała „kocham!"
Spędzaliśmy każdą wolną chwilę razem, wracając z eskapad zachodziliśmy do mnie i kochaliśmy się namiętnie. Monika miała piękne orgazmy, gdy szczytowała jej ciałem targał spazm, a rękoma trzepotała, jak ptak skrzydłami ... Seks przyprawiony miłością, smakuje zupełnie inaczej, kocha się całym sobą, nie tylko penisem.
Każda chwila z nią była dla mnie skarbem największym, delektowałem się każdym jej słowem, otrzymanym SMSem, spojrzeniem, gestem, ciągle mi było mało tych
chwil, mało jej. Pewnego razu, gdy kochaliśmy się poprosiłem, aby ogoliła łono, a gdy uczyniła to, całowałem, pieściłem ją językiem, doprowadzając do rozkoszy. Uwielbiałem te igraszki, a i ona również, byliśmy szczęśliwi i do pełni brakowało nam tylko, abyśmy byli razem na stałe.
Pewnego razu usłyszałem od niej „kocham cię"... Poczułem, jak krew szybciej krąży, jakby cały świat legł u moich stóp, szczęście wstąpiło we mnie, pomyślałem jesteś moja na zawsze, nigdy cię nie opuszczę i nigdy nie przestanę kochać.
Postanowiłem, że się oświadczę. Zaprosiłem Monikę na uroczystą kolacje w lokalu, który sam wybrałem: urocza dworkowa restauracja z klimatem, byliśmy sami, nie licząc obsługi. Nie zdradziłem swoich zamiarów, dopiero podczas kolacji przyklęknąłem, wkładając pierścionek na jej palec, o dziwo pasował, a przecież kupowałem na „oko" i poprosiłem ją o rękę. Była zaskoczona, mówiła, że nie jest przygotowana i nie wie, co odpowiedzieć, ale pierścionek jest naprawdę przepiękny. Przyjęła go oświadczając, że robi to, aby nie sprawić mi przykrości, ale tak naprawdę nie jest gotowa. I tak czułem się wspaniale: oto jest dzień, w którym zaczynam budować życie na nowo, nasze życie!
Głowę miałem pełną planów, marzeń, opowiadałem o tym, zwierzałem się ze wszystkiego, pytałem o jej marzenia, plany, co by chciała. Ja pragnąłem jednego: abyśmy, zamieszkali razem. Nie godziła się,
twierdziła, że nie zostawi matki, a to abym ja z nimi zamieszkał, nie wchodziło w ogóle w rachubę. Nie widziała rozwiązania, a wszelkie moje sugestie negowała. Pomyślałem, że muszę coś zrobić, zacząłem rozglądać się za jakimś domkiem, który moglibyśmy kupić i razem zamieszkać. Jeździliśmy i oglądaliśmy domy na sprzedaż, snuliśmy wizje, jak będzie urządzony, widziałem w jej oczach zapał, radość, ja również byłem naprawdę szczęśliwy.
Któregoś dnia usłyszałem z jej ust: "Przy Tobie poczułam się kobietą".
Uradowałem się, poczułem, że to, co robię ma sens i że jeśli osiągnę cel, uczynię ją szczęśliwą, tym samym sam się spełnię. Tak upływały nam tygodnie, miesiące, spotykaliśmy się, kochaliśmy u mnie, na łonie natury, na plaży. Uwielbiałem momenty, gdy doznawała orgazmu, przeszywał moje ciało i przeżywałem go jakby podwójnie.
Nastąpił wreszcie dzień, gdy znalazłem coś, co mi się spodobało. Postanowiłem pokazać Monice, spodobało się również jej miejsce, domek.
Był wiejską chatą, położoną pod samym lasem, na uboczu, z
dala od wsi, do remontu, ale miałem zapał, wiedziałem, że przerobimy go tak, jak chcemy.
Byłem wówczas chyba najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem: oto spełnią się moje marzenia, będziemy mieli własny dom, własne gniazdko, przytulne, urocze.
Działka była spora, miejsca dość, planowałem że zbuduję stajnię, ona swymi oczyma widziała ogród, klomby z kwiatami. Szybko załatwiłem formalności.
Przyjeżdżaliśmy często do naszego już domku w każdej wolnej chwili, kochaliśmy się, gdy jeszcze stały sprzęty po poprzednich właścicielach i tak naprawdę w duchu marzyłem, iż pocznę w nim nowe życie. Planowaliśmy rozkład pomieszczeń, Monika widziała swoimi oczyma, gdzie i co będzie stało, jak będzie wyglądała sypialnia, łazienka, pokój na poddaszu dla jej córki. Mieliśmy wspólnie czytać książki w łóżku...
Tego lata rozpocząłem remont, zrobiłem, ile się udało. Zbudowałem kominek, abyśmy mogli usiąść przy nim, cieszyć się sobą i ogrzewać nasze ciała, gdy zmarznięci wracamy ze spaceru.
Wydawałoby się, że nic nie może zmącić naszego szczęścia ... Ale nagle zauważyłem, że Monika ma coraz mniej czasu dla mnie, zaczęliśmy widywać się coraz rzadziej, na moje prośby, błagania, miała różne wymówki, a ja tęskniłem, żebrałem o każdą chwilę, cierpiałem, jak nigdy wcześniej w życiu.
W głowie kłębiły się miliony myśli, aż któregoś dnia doszły mnie słuchy, iż kogoś ma, nie wierzyłem plotkom, mówiłem sobie, że to bzdury, przecież kocha mnie, ale zazdrość wkradła się w moje serce.
Zbliżały się święta Bożego Narodzenia, a my już dwa tygodnie nie byliśmy ze sobą, nie widzieliśmy się ani razu, na wszystkie moje prośby odpowiadała, że nie ma czasu albo że jest zmęczona lub inną wymówką. Zadzwoniłem w Wigilię, nie zaprosiła mnie na nią, nie zaprosiła na święta, rozmawialiśmy jakoś tak dziwnie, powiedziałem jej że doszły mnie pogłoski, iż ktoś jest, prosiłem, aby powiedziała prawdę. Odpowiedziała, że to wierutne bzdury, a skoro wątpię, to znaczy, że nie kocham, ale nie wyjaśniła powodu tak rzadkich spotkań. Prezent wręczyłem jej dopiero po świętach, ona mi rów-
nież, ale tak jakby na odczepnego. Chciałem rozmawiać, co z nami będzie, dlaczego tak się dzieje, ale ona nie próbując uzasadnić swego go postępowania, zbywała mnie zwyczajnym „po prostu nie mam czasu". Chciało mi się wyć, byłem tak zdesperowany, że gotów byłem godzić się na wszystko, aby tylko to trwało, abyśmy byli razem i wówczas usłyszałem: „Nie kocham cię! To ty mnie sobie upatrzyłeś!" Serce mi zakołatało, świat zawirował, zapytałem, co spowodowało taki zwrot? Odpowiedziała, że stałem się marudny, traktuję ją przedmiotowo, nie potrafię zaskakiwać tak jak na początku, a i nie stać mnie, aby ją utrzymać, gdy nie będzie pracowała. Po prostu, zwyczajnie się pomyliła, nie spełniam jej oczekiwań i nie jestem tym, z kim chciałaby być do końca.
Niebo jakby pękło nade mną, odwoływałem się do tego, co było między nami i co może nadal trwać, nasze marzenia, nasze plany... Miliony razy wypowiadałem „kocham cię", ale nie zwracała na moje słowa żadnej uwagi. Gdy pytałem, czy ma kogoś, odpowiadała że nie, ale i nie chce mnie.
Miotałem się, krwawiłem, nie wiedziałem, co mam robić, jak mam zmiękczyć jej serce, jak postąpić, aby to, co było między nami nie zginęło, trwało nadal. Nie potrafiłem zrozumieć, jak coś tak pięknego, jak miłość, może nagle zostać przerwana i to bez powodu, a może z powodu, którego nie znałem i nie dane mi było poznać.
Zwróciła mi pierścionek, nie przyjąłem, jeszcze miałem nadzieję, że będzie dobrze, ale pozbawiała mnie złudzeń, nie dawała żadnej szansy, nie interesowało jej już nic, twierdziła, że to koniec, nie chciała nawet rozmawiać...
Regułą chyba jest, że gdy czło-
wiek ma kłopoty, jak na zawołanie zwalają się jeszcze i inne, tak na mnie spłynęły jak grom szepty „życzliwych", w które nie wierzyłem, ale Monika nawet nie próbowała odeprzeć owych zarzutów, nie wysłuchiwała mnie, nie rozmawiała. W końcu powiedziała, abym nie nachodził jej, nie niepokoił, dał jej spokój i wówczas zobaczyłem jej prawdziwe oblicze, jakiego nigdy wcześniej nie widziałem. Z furią wyzwała mnie, używając różnych inwektyw, wytykając mi wszystkie moje wady, ułomności. Tylko dlaczego akurat teraz, dlaczego wcześniej mi tego nie mówiła? Zdesperowany nie pozostałem dłużny, powiedziałem, co o niej myślę. Może niezbyt to szlachetnie z mojej strony, ale straciłem głowę, w jednej chwili miłość przerodziła się w nienawiść.
Nie jeżdżę już na „naszą" działkę, byłem tam raz, ale nie potrafiłem się odnaleźć, widziałem rzeczy, które dotykała, widziałem ją wszędzie, każdą piędź ziemi, po której stąpała, czułem ją i nie mogłem wyobrazić sobie, że już jej tu nigdy nie ujrzę! Nie dokończę remontu, sprzedam, spalę, zrównam z ziemią, a może zostawię, by po latach ożyły wspomnienia?
Najgorsza jest jednak niewiedza, co spowodowało rozpad? Może, gdybym znał prawdę, byłoby mi lżej?
Tyle lat czekałem na miłość i miłość mnie zawiodła, a może ja ją zawiodłem, może rzeczywiście nie spełniłem pokładanych nadziei?
Czuję ogromną pustkę, nie potrafię, nie wiem, czym ją wypełnić...
(Za tydzień: Agnieszka z Krakowa i Warszawy).
Kontakty Tygodnik Podlaski nr 9(1529) 28 Lutego 2010 rok
Dżanek, czyli miłosne opowieści
-
maciek180501
Re: Dżanek, czyli miłosne opowieści
2
Agnieszki
Lubiła na jeźdźca. Liczyła częstotliwość strzyków podczas erekcji.
Spotkałem się z kilkudziesięcioma kobietami. Ale nie jest to poradnik ani kompedium, jak podrywać dziewczyny.
Jestem rozwiedziony, z bagażem, z wieloma wadami i zaletami. Zawierając znajomości w necie, zawsze była nadzieja, że spotkam wreszcie tę jedyną. Jedną z pierwszych, poznanych wirtualnie była Iwona z Chicago o nicku „Biedronka". Byłem wtedy w Ameryce, ale nigdy jej nie widziałem, nigdy się nie spotkaliśmy, nawet nie wiem, jak wygląda. To jej zawdzięczam swój pseudonim (w necie - nick) „Dżanek". Takie żartobliwe tłumaczenie na „amerykański": Janek - Dżanek.
Zastanawiałem się, jak opisać moje poszukiwania „drugiej połowy", według jakiego klucza. Wybrałem alfabetycznie, według imion kobiet, z którymi spotkałem się w realu.
Samotność to trwoga, chyba jedna z najgorszych kar, jaka może spotkać człowieka...
Agnieszki
Agnieszka była z Krakowa, dzielił nas setki kilometrów. Poznaliśmy się na jednym z portali. Gdy czytałem jej opis, coś mnie zaintrygowało, nie pamiętam, co to było, może coś w rodzaju: „Szukam kogoś na długą drogę w dal". Zaczepiłem ją zatem, pisząc kilka ciepłych słów, odpisała i tak zaczęliśmy korespondować.
Agnieszka pracowała w jakimś banku, była trenerką, miała sporo zainteresowań, pasje, no i świetnie gotowała, a jej specjalnością były pierogi z grzybami. Z tymi pierogami była pewna historia: gdy . wyjechałem do Irlandii, choć nie byliśmy już razem, utrzymywaliśmy ze sobą kontakt. Pewnego razu poprosiła, abym załatwił pracę dla jej przyjaciela. Powiedziałem, że nie ma sprawy, ale stawiam warunek: ma przywieźć pierogi! Robiła te pierogi całą noc, a ten biedak wiózł je, mając przy tym jeszcze problemy na lotnisku. Ale muszę przyznać, że pierogi robiła wyśmienite, nie tylko pierogi zresztą.
Była, jak ja, po rozwodzie, mąż despota, tyran, bił ją i maltretował, rozstali się, dzieci nie mieli. Idealna partia dla mnie, bez bagażu, sporo przeszła, ale miłość, czułość zabliźni rany... Nie była karierowiczką, chciała założyć rodzinę, mieć dzieci. Pasowało mi jak najbardziej. Była blondynką o niebieskich oczach, bez zbędnych kilogramów, zauroczyła mnie urodą, sposobem bycia, pomyślałem sobie, że to właśnie jest ta, na którą czekam...
Pierwszy raz spotkaliśmy się w Warszawie, umówiliśmy na kolację, żadne tam świece, wino i inne bzdety, zwyczajna kolacja. Gadaliśmy pół nocy, to znaczy ja gadałem, a ona słuchała, nie bajerzyłem, nie potrafię, ale lubię opowiadać.
Ona też o sobie opowiadała, spodobaliśmy się sobie, zaiskrzyło, jakaś chemia.
Nie poszliśmy od razu do łóżka, o nie. Tego wieczoru rozstaliśmy się i każde z nas wróciło do swoich obowiązków. Tęskniłem cholernie, esemesowaliśmy, gadaliśmy przez telefon, nie mogłem doczekać się następnej randki. Zakochałem się, serce mi przyspieszało, motyle w brzuchu i takie tam, jak małolat, a byłem po czterdziestce, jakby nie było. Spotkaliśmy się ponownie po około 3 tygodniach, zarezerwowałem pokój w pensjonacie i czekałem, czekałem.
Kochaliśmy się całą noc, na różne pozycje, ale najbardziej uwielbiała na „jeźdźca", lubiła dominować, kontrolować, mnie też lubię patrzeć na ciało, a miała gibkie, piersi odpowiednie, wspaniale było. Między stosunkami popijaliśmy wino... Pod prysznicem również się kochaliśmy, spijałem krople wody z jej ciała, dygotała z podniecenia, a ja również byłem jak w ekstazie. Szeptałem jej miłe słówka, a słowo „kocham" wymawiałem z całym tego słowa znaczeniem.
Rozstaliśmy się drugiego dnia, ona pojechała do siebie, ja do siebie, mieliśmy dać sobie troszkę czasu na przemyślenia.
Pisaliśmy ze sobą, telefonowaliśmy i... Pewnego dnia powiedziała, abym jej wybaczył, ale nie jestem tym, z którym chciałaby iść przez życie, nie mówiła wprost że jest ktoś inny, ale łatwo było wywnioskować.
Serce rozdarł mi ogromny ból, ale uznałem, że to nie była miłość, lecz zauroczenie.
Parę miesięcy później dowiedziałem się od niej, iż jest w ciąży, ale nie ze mną. Nawet obliczałem miesiące, czy aby to nie moje dziecko, ale, niestety, nie.
Byłem już w Irlandii, gdy urodziła piękną córeczkę, dając jej imię Maja.
Ojca nie znam, ale wiem, że nie są razem, sama wychowuje córkę. Jest sama, ale nie samotna.
Później była ta przygoda z pierogami, jeszcze jakiś czas utrzywaliśmy kontakt, ale wygasł samoczynnie.
W Irlandii przygruchałem następną Agnieszkę, no bo jak długo może wytrzymać zdrowy facet bez kobiety? Była w tym czasie w związku, ale nie układało się im, mieszkali w wynajmowanym mieszkaniu w Warszawie, a jej pan nie za bardzo kwapił się na regulowanie rachunków. Popadła w długi, szukała jakiegokolwiek zajęcia za granicą.
Nie była w moim typie, lekko puszysta, ale w porównaniu do dziewczyn (kobiet) irlandzkich mogła uchodzić za piękność, a i ja miałem już serdecznie dość wstrzemięźliwości. Byliśmy razem kilka miesięcy, troszkę utrapienia miałem z nią, ale w końcu udało mi się ją przystosować do życia. W przeciwieństwie do tamtej Agnieszki, nie miała pojęcia o kuchni, ba, nawet kanapki robiła jakieś takie rachityczne. Te miesiące, które spędziliśmy razem, były nawet udane, sporo zwiedzaliśmy, chdziliśmy do kina, czas spędzony w Irlandii upływał miło.
Agnieszka również preferowała pozycję na jeźdźca, potrafiła doskonale kontrolować moje wzwody, wytryski, by szczytować razem. Doprowadzała mnie do takiego orgazmu, że aż ciarki przez palce u stóp mnie przechodziły i to za każdym razem. Liczyła też częstotliwość strzyków podczas erekcji, pewnego razu było tego chyba 16, ale średnia była 12, co też uznawała za niezły wynik. Do dziś nie mam pojęcia, o co jej chodziło. Przypomina mi się scena z filmu „Dzień świra", gdy Kondrat sikając, też liczył owe strzyki. Ale on może sprawdzał, czy nie ma prostaty albo ćwiczył, by opanować metodę, pozwalająca panować nad przedwczesnymi wytryskami.
Rozstaliśmy się, gdy znalazła inną pracę, zmieniła miejsce zamieszkania, jakiś czas widywaliśmy się, ale i ja wyjechałem z miasta. Widuję ją czasami na naszej-klasie, ale nie piszemy ze sobą, nie wiem, co porabia, czy wyszła za mąż.
Janek spod Wysokiego Mazowieckiego
Kontakty Tygodnik Podlaski nr 10 (1530) 7 Marzec 2010 rok
Agnieszki
Lubiła na jeźdźca. Liczyła częstotliwość strzyków podczas erekcji.
Spotkałem się z kilkudziesięcioma kobietami. Ale nie jest to poradnik ani kompedium, jak podrywać dziewczyny.
Jestem rozwiedziony, z bagażem, z wieloma wadami i zaletami. Zawierając znajomości w necie, zawsze była nadzieja, że spotkam wreszcie tę jedyną. Jedną z pierwszych, poznanych wirtualnie była Iwona z Chicago o nicku „Biedronka". Byłem wtedy w Ameryce, ale nigdy jej nie widziałem, nigdy się nie spotkaliśmy, nawet nie wiem, jak wygląda. To jej zawdzięczam swój pseudonim (w necie - nick) „Dżanek". Takie żartobliwe tłumaczenie na „amerykański": Janek - Dżanek.
Zastanawiałem się, jak opisać moje poszukiwania „drugiej połowy", według jakiego klucza. Wybrałem alfabetycznie, według imion kobiet, z którymi spotkałem się w realu.
Samotność to trwoga, chyba jedna z najgorszych kar, jaka może spotkać człowieka...
Agnieszki
Agnieszka była z Krakowa, dzielił nas setki kilometrów. Poznaliśmy się na jednym z portali. Gdy czytałem jej opis, coś mnie zaintrygowało, nie pamiętam, co to było, może coś w rodzaju: „Szukam kogoś na długą drogę w dal". Zaczepiłem ją zatem, pisząc kilka ciepłych słów, odpisała i tak zaczęliśmy korespondować.
Agnieszka pracowała w jakimś banku, była trenerką, miała sporo zainteresowań, pasje, no i świetnie gotowała, a jej specjalnością były pierogi z grzybami. Z tymi pierogami była pewna historia: gdy . wyjechałem do Irlandii, choć nie byliśmy już razem, utrzymywaliśmy ze sobą kontakt. Pewnego razu poprosiła, abym załatwił pracę dla jej przyjaciela. Powiedziałem, że nie ma sprawy, ale stawiam warunek: ma przywieźć pierogi! Robiła te pierogi całą noc, a ten biedak wiózł je, mając przy tym jeszcze problemy na lotnisku. Ale muszę przyznać, że pierogi robiła wyśmienite, nie tylko pierogi zresztą.
Była, jak ja, po rozwodzie, mąż despota, tyran, bił ją i maltretował, rozstali się, dzieci nie mieli. Idealna partia dla mnie, bez bagażu, sporo przeszła, ale miłość, czułość zabliźni rany... Nie była karierowiczką, chciała założyć rodzinę, mieć dzieci. Pasowało mi jak najbardziej. Była blondynką o niebieskich oczach, bez zbędnych kilogramów, zauroczyła mnie urodą, sposobem bycia, pomyślałem sobie, że to właśnie jest ta, na którą czekam...
Pierwszy raz spotkaliśmy się w Warszawie, umówiliśmy na kolację, żadne tam świece, wino i inne bzdety, zwyczajna kolacja. Gadaliśmy pół nocy, to znaczy ja gadałem, a ona słuchała, nie bajerzyłem, nie potrafię, ale lubię opowiadać.
Ona też o sobie opowiadała, spodobaliśmy się sobie, zaiskrzyło, jakaś chemia.
Nie poszliśmy od razu do łóżka, o nie. Tego wieczoru rozstaliśmy się i każde z nas wróciło do swoich obowiązków. Tęskniłem cholernie, esemesowaliśmy, gadaliśmy przez telefon, nie mogłem doczekać się następnej randki. Zakochałem się, serce mi przyspieszało, motyle w brzuchu i takie tam, jak małolat, a byłem po czterdziestce, jakby nie było. Spotkaliśmy się ponownie po około 3 tygodniach, zarezerwowałem pokój w pensjonacie i czekałem, czekałem.
Kochaliśmy się całą noc, na różne pozycje, ale najbardziej uwielbiała na „jeźdźca", lubiła dominować, kontrolować, mnie też lubię patrzeć na ciało, a miała gibkie, piersi odpowiednie, wspaniale było. Między stosunkami popijaliśmy wino... Pod prysznicem również się kochaliśmy, spijałem krople wody z jej ciała, dygotała z podniecenia, a ja również byłem jak w ekstazie. Szeptałem jej miłe słówka, a słowo „kocham" wymawiałem z całym tego słowa znaczeniem.
Rozstaliśmy się drugiego dnia, ona pojechała do siebie, ja do siebie, mieliśmy dać sobie troszkę czasu na przemyślenia.
Pisaliśmy ze sobą, telefonowaliśmy i... Pewnego dnia powiedziała, abym jej wybaczył, ale nie jestem tym, z którym chciałaby iść przez życie, nie mówiła wprost że jest ktoś inny, ale łatwo było wywnioskować.
Serce rozdarł mi ogromny ból, ale uznałem, że to nie była miłość, lecz zauroczenie.
Parę miesięcy później dowiedziałem się od niej, iż jest w ciąży, ale nie ze mną. Nawet obliczałem miesiące, czy aby to nie moje dziecko, ale, niestety, nie.
Byłem już w Irlandii, gdy urodziła piękną córeczkę, dając jej imię Maja.
Ojca nie znam, ale wiem, że nie są razem, sama wychowuje córkę. Jest sama, ale nie samotna.
Później była ta przygoda z pierogami, jeszcze jakiś czas utrzywaliśmy kontakt, ale wygasł samoczynnie.
W Irlandii przygruchałem następną Agnieszkę, no bo jak długo może wytrzymać zdrowy facet bez kobiety? Była w tym czasie w związku, ale nie układało się im, mieszkali w wynajmowanym mieszkaniu w Warszawie, a jej pan nie za bardzo kwapił się na regulowanie rachunków. Popadła w długi, szukała jakiegokolwiek zajęcia za granicą.
Nie była w moim typie, lekko puszysta, ale w porównaniu do dziewczyn (kobiet) irlandzkich mogła uchodzić za piękność, a i ja miałem już serdecznie dość wstrzemięźliwości. Byliśmy razem kilka miesięcy, troszkę utrapienia miałem z nią, ale w końcu udało mi się ją przystosować do życia. W przeciwieństwie do tamtej Agnieszki, nie miała pojęcia o kuchni, ba, nawet kanapki robiła jakieś takie rachityczne. Te miesiące, które spędziliśmy razem, były nawet udane, sporo zwiedzaliśmy, chdziliśmy do kina, czas spędzony w Irlandii upływał miło.
Agnieszka również preferowała pozycję na jeźdźca, potrafiła doskonale kontrolować moje wzwody, wytryski, by szczytować razem. Doprowadzała mnie do takiego orgazmu, że aż ciarki przez palce u stóp mnie przechodziły i to za każdym razem. Liczyła też częstotliwość strzyków podczas erekcji, pewnego razu było tego chyba 16, ale średnia była 12, co też uznawała za niezły wynik. Do dziś nie mam pojęcia, o co jej chodziło. Przypomina mi się scena z filmu „Dzień świra", gdy Kondrat sikając, też liczył owe strzyki. Ale on może sprawdzał, czy nie ma prostaty albo ćwiczył, by opanować metodę, pozwalająca panować nad przedwczesnymi wytryskami.
Rozstaliśmy się, gdy znalazła inną pracę, zmieniła miejsce zamieszkania, jakiś czas widywaliśmy się, ale i ja wyjechałem z miasta. Widuję ją czasami na naszej-klasie, ale nie piszemy ze sobą, nie wiem, co porabia, czy wyszła za mąż.
Janek spod Wysokiego Mazowieckiego
Kontakty Tygodnik Podlaski nr 10 (1530) 7 Marzec 2010 rok
-
maciek180501
Re: Dżanek, czyli miłosne opowieści
3
Piersi miała tak wrażliwe na czułości, że doznawała orgazmu od samych pieszczot
Ania
Ania wydała się ciekawą osóbką, intrygowała; oczytana, wykształcona, na żadne bajery nie łasa, ciepła, miła, wręcz wymarzona. Anię zaintrygowały moje oczy, opowiadała mi, że nie mogła się napatrzeć w foto, dlatego zdecydowała się na spotkanie. Mieszkała pod Warszawą, pracowała w stolicy, więc umówiliśmy się w centrum w kafejce. Siedziała i nic nie mówiła, nawet o nic nie pytała, tylko gapiła się na mnie i gapiła, aż głupio mi było. Później powiedziała, że zakochała się od pierwszego wejrzenia, jeszcze przed spotkaniem.
Mieliśmy inny światopogląd, preferencje. Ona by tańczyła, jakieś bale jej w głowie, kursy tańca, a ja nawet garnituru nie miałem, nie mówiąc o fraku, zresztą nie lubię tańczyć i nie potrafię. Sądziłem, że skończy się na tym pierwszym spotkaniu, bo rozstaliśmy się bez emocji. Ania jednak nie odpuszczała, dzwoniła, esemesowała i któregoś dnia oznajmiła, że przygotowuje kolację przy świecach w jej domu. Długo się nie namyślałem, wsiadłem w auto i w niecałe 2 godziny byłem u niej. Szalę przeważył sernik, który sama upiekła. Przepadam za sernikami, więc nie wiedziałem, czy bardziej do Ani, czy też do sernika pędzę? Ale coś mnie pchało do niej, może nie miłość, pożądanie na pewno.
Zjedliśmy kolacje, rozmawialiśmy otwarcie, na luzie, jakbyśmy byli starymi znajomymi albo dawnymi kochankami. Dzieci w domu nie było, pojechały do ojca, więc byliśmy sami i nastąpiło coś, czego nie spodziewałem się: Ania zaczęła dobierać się do mnie. Była napalona, całowała mnie, pieściła i rozbierała w mgnieniu oka. Mnie również wzięło i nie byłem dłużny, a gdy dotykałem jej piersi, aż płonęła, unosiła się i prawie odlatywała. Piersi miała tak wrażliwe na czułości, że dostawała orgazmu od samych pieszczot. Do zbliżenia nie doszło, Ania nie pozwalała, ale to, co wyrabiała z moim członkiem, przyprawiało mnie do ekstazy i w zasadzie wystarczało. Tak spędziliśmy ze sobą całą noc i następny dzień na pieszczotach, rozmowach i spacerze. Nie kochaliśmy się, bo oznajmiła, że najpierw powinienem zrobić ... badania! Coraz bardziej intrygowała, ale te badania mnie rozwalały. Nie byłem nosicielem, niemniej wyglądało mi to strasznie żenująco. Ale czego się nie robi, jak członek prowadzi... Postanowiłem, że zrobię te badania, tylko nie wiedziałem, jak? Ania podsunęła mi myśl, abym oddał honorowo krew, to
automatycznie przebadają na nosicielstwo. Udałem się do punktu krwiodawstwa, jakaś akcja była tego dnia, zbierali krew na jakieś potrzeby, myślałem więc, że problemu nie będzie, a tu kicha. Kolejka jak za komuny do sklepu geesu. W końcu pobrano mi próbkę i znów czekałem na wynik. Po chwili dowiedziałem się, że krwi mi nie pobiorą, bowiem mam jakiś stan zapalny. Byłem lekko zaziębiony, więc pewnie dlatego. Gdy powiedziałem o tym Ani, na poczekaniu wymyśliła, że razem udamy się do kliniki i zrobimy test. Zapisała nas i chyba po tygodniu tam się udaliśmy W tym czasie spotykaliśmy się, kochając się „na sucho". Ania tańczyła przy tym, pląsała nago, ja przypatrywałem się. Uwielbiałem jej pieszczoty, tęskniłem nawet za nimi, tak mnie to wzięło. W końcu dostaliśmy upragnione wyniki, oczywiście, negatywne i od razu udaliśmy się do łóżka.
Ania uwielbiała pozycję na jeźdźca, cóż za tańce na mnie wyczyniała, na moim członku, a gdy dodatkowo podniecałem ją, całując, pieszcząc jej piersi, był prawie balet, myślałem ze mnie zajeździ.
Nasza znajomość rozwijała się, tęskniliśmy do siebie, ale jakoś zakochać się nie mogłem. Fajnie nam było ze sobą, ale gdy napomykałem o trwalszym związku, Ania zbywała mnie, okazało się, że nie miała rozwodu, nie ma zresztą do dziś. Jej filozofia polegała na tym, aby swemu ex nie dawać zbytniej wolności, nie rozumiałem jej i często o tym rozmawialiśmy, ale nic nie osiągnąłem. Strasznie ta moja Anula skomplikowana była, nie rozumiałem jej często, ale i ja nie jestem łatwym facetem, mam swoje fochy. Gdy wyjeżdżałem do Irlandii pierwszy raz, na krótko przed odjazdem kochaliśmy się na łące, gdzieś na Targówku, niedaleko jej domu z dzieciństwa. Nie pamiętam już, ale po jakiejś gali albo konferencji, bo była ubrana strasznie wyjściowo... Nie wyjeżdżałem na długo, po 3 miesiącach wróciłem, brakowało mi polskiego klimatu, a i Anuli też troszkę.
Anula jest dobrą dziewczyną, potrafiła znosić moje humory, nie bardzo się irytowała, ba, potrafiła nawet znosić moje zdrady. Pamiętam, jechałem z Anulą, a tu dzwoni telefon, byłem umówiony z laską. Nie wiedziałem, jak się pozbyć Ani, mówiłem jakieś niestworzone historie, że to tamto, ale nie wypuściła mnie, "musiałem" tę noc spędzić z nią. Ania odwiedzała mnie również u mnie, kochaliśmy się przy kominku, ogień oświetlał nam ciała ...Byliśmy ze sobą jeszcze kilka miesięcy, ja ponownie wyjechałem za granicę, Ania poznała A, utrzymujemy kontakt do dziś, ale nic nas już nie łączy, jedynie przyjaźń. Dobra dziewczyna z Ani, ale zakochać się, nie zakochałem.
Janek spod Wysokiego Mazowieckiego
Kontakty Tygodnik Podlaski nr 11 (1531) 14 marzec 20101 rok
Piersi miała tak wrażliwe na czułości, że doznawała orgazmu od samych pieszczot
Ania
Ania wydała się ciekawą osóbką, intrygowała; oczytana, wykształcona, na żadne bajery nie łasa, ciepła, miła, wręcz wymarzona. Anię zaintrygowały moje oczy, opowiadała mi, że nie mogła się napatrzeć w foto, dlatego zdecydowała się na spotkanie. Mieszkała pod Warszawą, pracowała w stolicy, więc umówiliśmy się w centrum w kafejce. Siedziała i nic nie mówiła, nawet o nic nie pytała, tylko gapiła się na mnie i gapiła, aż głupio mi było. Później powiedziała, że zakochała się od pierwszego wejrzenia, jeszcze przed spotkaniem.
Mieliśmy inny światopogląd, preferencje. Ona by tańczyła, jakieś bale jej w głowie, kursy tańca, a ja nawet garnituru nie miałem, nie mówiąc o fraku, zresztą nie lubię tańczyć i nie potrafię. Sądziłem, że skończy się na tym pierwszym spotkaniu, bo rozstaliśmy się bez emocji. Ania jednak nie odpuszczała, dzwoniła, esemesowała i któregoś dnia oznajmiła, że przygotowuje kolację przy świecach w jej domu. Długo się nie namyślałem, wsiadłem w auto i w niecałe 2 godziny byłem u niej. Szalę przeważył sernik, który sama upiekła. Przepadam za sernikami, więc nie wiedziałem, czy bardziej do Ani, czy też do sernika pędzę? Ale coś mnie pchało do niej, może nie miłość, pożądanie na pewno.
Zjedliśmy kolacje, rozmawialiśmy otwarcie, na luzie, jakbyśmy byli starymi znajomymi albo dawnymi kochankami. Dzieci w domu nie było, pojechały do ojca, więc byliśmy sami i nastąpiło coś, czego nie spodziewałem się: Ania zaczęła dobierać się do mnie. Była napalona, całowała mnie, pieściła i rozbierała w mgnieniu oka. Mnie również wzięło i nie byłem dłużny, a gdy dotykałem jej piersi, aż płonęła, unosiła się i prawie odlatywała. Piersi miała tak wrażliwe na czułości, że dostawała orgazmu od samych pieszczot. Do zbliżenia nie doszło, Ania nie pozwalała, ale to, co wyrabiała z moim członkiem, przyprawiało mnie do ekstazy i w zasadzie wystarczało. Tak spędziliśmy ze sobą całą noc i następny dzień na pieszczotach, rozmowach i spacerze. Nie kochaliśmy się, bo oznajmiła, że najpierw powinienem zrobić ... badania! Coraz bardziej intrygowała, ale te badania mnie rozwalały. Nie byłem nosicielem, niemniej wyglądało mi to strasznie żenująco. Ale czego się nie robi, jak członek prowadzi... Postanowiłem, że zrobię te badania, tylko nie wiedziałem, jak? Ania podsunęła mi myśl, abym oddał honorowo krew, to
automatycznie przebadają na nosicielstwo. Udałem się do punktu krwiodawstwa, jakaś akcja była tego dnia, zbierali krew na jakieś potrzeby, myślałem więc, że problemu nie będzie, a tu kicha. Kolejka jak za komuny do sklepu geesu. W końcu pobrano mi próbkę i znów czekałem na wynik. Po chwili dowiedziałem się, że krwi mi nie pobiorą, bowiem mam jakiś stan zapalny. Byłem lekko zaziębiony, więc pewnie dlatego. Gdy powiedziałem o tym Ani, na poczekaniu wymyśliła, że razem udamy się do kliniki i zrobimy test. Zapisała nas i chyba po tygodniu tam się udaliśmy W tym czasie spotykaliśmy się, kochając się „na sucho". Ania tańczyła przy tym, pląsała nago, ja przypatrywałem się. Uwielbiałem jej pieszczoty, tęskniłem nawet za nimi, tak mnie to wzięło. W końcu dostaliśmy upragnione wyniki, oczywiście, negatywne i od razu udaliśmy się do łóżka.
Ania uwielbiała pozycję na jeźdźca, cóż za tańce na mnie wyczyniała, na moim członku, a gdy dodatkowo podniecałem ją, całując, pieszcząc jej piersi, był prawie balet, myślałem ze mnie zajeździ.
Nasza znajomość rozwijała się, tęskniliśmy do siebie, ale jakoś zakochać się nie mogłem. Fajnie nam było ze sobą, ale gdy napomykałem o trwalszym związku, Ania zbywała mnie, okazało się, że nie miała rozwodu, nie ma zresztą do dziś. Jej filozofia polegała na tym, aby swemu ex nie dawać zbytniej wolności, nie rozumiałem jej i często o tym rozmawialiśmy, ale nic nie osiągnąłem. Strasznie ta moja Anula skomplikowana była, nie rozumiałem jej często, ale i ja nie jestem łatwym facetem, mam swoje fochy. Gdy wyjeżdżałem do Irlandii pierwszy raz, na krótko przed odjazdem kochaliśmy się na łące, gdzieś na Targówku, niedaleko jej domu z dzieciństwa. Nie pamiętam już, ale po jakiejś gali albo konferencji, bo była ubrana strasznie wyjściowo... Nie wyjeżdżałem na długo, po 3 miesiącach wróciłem, brakowało mi polskiego klimatu, a i Anuli też troszkę.
Anula jest dobrą dziewczyną, potrafiła znosić moje humory, nie bardzo się irytowała, ba, potrafiła nawet znosić moje zdrady. Pamiętam, jechałem z Anulą, a tu dzwoni telefon, byłem umówiony z laską. Nie wiedziałem, jak się pozbyć Ani, mówiłem jakieś niestworzone historie, że to tamto, ale nie wypuściła mnie, "musiałem" tę noc spędzić z nią. Ania odwiedzała mnie również u mnie, kochaliśmy się przy kominku, ogień oświetlał nam ciała ...Byliśmy ze sobą jeszcze kilka miesięcy, ja ponownie wyjechałem za granicę, Ania poznała A, utrzymujemy kontakt do dziś, ale nic nas już nie łączy, jedynie przyjaźń. Dobra dziewczyna z Ani, ale zakochać się, nie zakochałem.
Janek spod Wysokiego Mazowieckiego
Kontakty Tygodnik Podlaski nr 11 (1531) 14 marzec 20101 rok