Pod polską strzechą
Anioł Pański.
Anioł Pański.
W Anioł Pański biją dzwony,
O modlitwę proszą.
"Zdrowaś Maryjo ,łaski pełna,"
Wszystkim ludziom głoszą.
Pani wstaw się za zmarłymi,
Niech ich smutne dusze,
Miłosierny Bóg pocieszy,
I skróci katusze.
Ciebie Pani też prosimy,
By w śmierci godzinie.
Słodkie Twoje Matki Serce,
Trwało w każdym synie.
Niech Twe Serce mi zapewni.
W matczynej miłości,
Że Bóg dobry mi wybaczy,
Me wszystkie podłości.
Józef Bieniecki
W Anioł Pański biją dzwony,
O modlitwę proszą.
"Zdrowaś Maryjo ,łaski pełna,"
Wszystkim ludziom głoszą.
Pani wstaw się za zmarłymi,
Niech ich smutne dusze,
Miłosierny Bóg pocieszy,
I skróci katusze.
Ciebie Pani też prosimy,
By w śmierci godzinie.
Słodkie Twoje Matki Serce,
Trwało w każdym synie.
Niech Twe Serce mi zapewni.
W matczynej miłości,
Że Bóg dobry mi wybaczy,
Me wszystkie podłości.
Józef Bieniecki
Królowo Polski.
Królowo Polski.
Królowo Nieba,pięknej polskiej ziemi,
Po której kroczysz w wianku z polnych
kwiatów.
Wysoko w górze, z gwiazdami wszystkimi,
Utkane w płaszczu, w koronie z zaświatów.
W Twoim Obliczu smutnym i poważnym,
Niech wita promyk-nadziei,uśmiechu.
Dla mej Ojczyzny ,ten uśmiech jest ważny,
Znak ,że się pozbył naród wszego grzechu.
W modlitwach naszych zanosimy Tobie,
Swoje błagania ,Ty módl się za nami.
Z Dziecięciem Jezus upraszaj nam łaski,
Obdarzaj wszystkich szczodrymi darami.
Niech ciemność grzechu,która nas otacza,
Rozjaśnią gwiazdy Królewskiej Korony.
Czystością światła,Matczyną Miłością,
Otaczą szańcem wieczystej obrony.
Józef Bieniecki
Królowo Nieba,pięknej polskiej ziemi,
Po której kroczysz w wianku z polnych
kwiatów.
Wysoko w górze, z gwiazdami wszystkimi,
Utkane w płaszczu, w koronie z zaświatów.
W Twoim Obliczu smutnym i poważnym,
Niech wita promyk-nadziei,uśmiechu.
Dla mej Ojczyzny ,ten uśmiech jest ważny,
Znak ,że się pozbył naród wszego grzechu.
W modlitwach naszych zanosimy Tobie,
Swoje błagania ,Ty módl się za nami.
Z Dziecięciem Jezus upraszaj nam łaski,
Obdarzaj wszystkich szczodrymi darami.
Niech ciemność grzechu,która nas otacza,
Rozjaśnią gwiazdy Królewskiej Korony.
Czystością światła,Matczyną Miłością,
Otaczą szańcem wieczystej obrony.
Józef Bieniecki
Styczniowy wiatr
Styczniowy wiatr
Bezdrożami, opłotkami, rozsierdzony pędzi wiatr,
Wygwizduje nad chatami i w kominach wyje chat.
Nadął zaspy na podwórkach, usypawszy srebrny pył,
Rozpędzony na przeciągu, uciekło w pole, ile sił.
Wcześniej rozwarł siłę pędu, drzwi stodoły,
Pędząc w sad. Snopy zboża jak chochoły.
Niósł na skrzydłach pędziwiatr.
Na jabłoniach zaczepiły...
Rosochaty wisiał dziad. I do wiosny złem straszyły,
Potem wiosną z drzewa spadł. Popędziwszy jak hulaka,
Na oberka hulał ton. Uderzywszy z lotu ptaka,
Wytańcował z śniegiem dzwon.
Na zamieci śnieżnej pędzie.
Rozdmuchiwał nowy kram. Chciał bywalcem bywać wszędzie,
Ku lasowi pędził bram. Uderzywszy w nie kurzawą,
Nie daremny jego trud. Na początku szalał wrzawą.
Pieśni lasu wzniecał cud.
W niebo ściana śniegu prysła,
Rozpędzonych niebem chmur. I na chmurach grzbiet wycisła,
Wydumanych pięknych gór. Ogarnąwszy chmur przestrzenie,
W oceanie nieba fal. Wyhamował sił zdziczenie,
Odpłynąwszy na nich w dal.
Po bezkresach dalej fika,
Bo mu życia ciągle żal. A po lesie wciąż muzyka,
Płynie lasu pieśnią fal. Wraca często tu tęsknotą,
Bo to jedna z głównych ról. Nie zostawi je sierotą.
I zagląda do swych pól.
Józef Bieniecki
Bezdrożami, opłotkami, rozsierdzony pędzi wiatr,
Wygwizduje nad chatami i w kominach wyje chat.
Nadął zaspy na podwórkach, usypawszy srebrny pył,
Rozpędzony na przeciągu, uciekło w pole, ile sił.
Wcześniej rozwarł siłę pędu, drzwi stodoły,
Pędząc w sad. Snopy zboża jak chochoły.
Niósł na skrzydłach pędziwiatr.
Na jabłoniach zaczepiły...
Rosochaty wisiał dziad. I do wiosny złem straszyły,
Potem wiosną z drzewa spadł. Popędziwszy jak hulaka,
Na oberka hulał ton. Uderzywszy z lotu ptaka,
Wytańcował z śniegiem dzwon.
Na zamieci śnieżnej pędzie.
Rozdmuchiwał nowy kram. Chciał bywalcem bywać wszędzie,
Ku lasowi pędził bram. Uderzywszy w nie kurzawą,
Nie daremny jego trud. Na początku szalał wrzawą.
Pieśni lasu wzniecał cud.
W niebo ściana śniegu prysła,
Rozpędzonych niebem chmur. I na chmurach grzbiet wycisła,
Wydumanych pięknych gór. Ogarnąwszy chmur przestrzenie,
W oceanie nieba fal. Wyhamował sił zdziczenie,
Odpłynąwszy na nich w dal.
Po bezkresach dalej fika,
Bo mu życia ciągle żal. A po lesie wciąż muzyka,
Płynie lasu pieśnią fal. Wraca często tu tęsknotą,
Bo to jedna z głównych ról. Nie zostawi je sierotą.
I zagląda do swych pól.
Józef Bieniecki
Przyjażń
Przyjaźń
Wszystko piękne i kochane,
Na przyjaźni zbudowane.
Więc kierujmy dzieci siły,
By kochały lub lubiły.
Stare mówi zaś przysłowie,
Lepsza przyjaźń niż wrogowie.
Gdy się nawet już dwóch kłóci,
Bóg się w Niebie bardzo smuci.
„Kto się lubi, ten się czubi”,
Myśl ta często jednak gubi.
Wszystko co się bicia trzyma,
W tle z przyjaźnią, nie wytrzyma.
Gdy przyjazna bywa mowa,
Pokój wspólny dłużej chowa.
A przyjazna zaś zażyłość,
Zrozumienie da,i miłość.
„Przyjaźń, zgoda więc buduje”,
„Wrogość, kłótnia zaś rujnuje”.
Więc połączmy wszystkich siły,
By się dzieci nie kłóciły.
Józef Bieniecki
Wszystko piękne i kochane,
Na przyjaźni zbudowane.
Więc kierujmy dzieci siły,
By kochały lub lubiły.
Stare mówi zaś przysłowie,
Lepsza przyjaźń niż wrogowie.
Gdy się nawet już dwóch kłóci,
Bóg się w Niebie bardzo smuci.
„Kto się lubi, ten się czubi”,
Myśl ta często jednak gubi.
Wszystko co się bicia trzyma,
W tle z przyjaźnią, nie wytrzyma.
Gdy przyjazna bywa mowa,
Pokój wspólny dłużej chowa.
A przyjazna zaś zażyłość,
Zrozumienie da,i miłość.
„Przyjaźń, zgoda więc buduje”,
„Wrogość, kłótnia zaś rujnuje”.
Więc połączmy wszystkich siły,
By się dzieci nie kłóciły.
Józef Bieniecki
Pokój-salon
Pokój – salon
Obrus biały z starym wzorem,
Wzdłuż na stole, słał półkolem.
Stół zciemniony i dębowy,
Tchnął wyglądem też wiekowym.
Stał wytworny, salonowy,
Kształtem kluczy wiolinowych.
Nogi, w dębie zgięte zgrabnie,
Kibić stołu, grał powabnie.
Dwie ogromne szafy, gdańskie,
Trzy fotele wiktoriańskie.
Sofa w głębi wraz z pufami,
Kryta suknem, z frędzelkami.
Kilim, arras, nad nim rogi,
Kładły cieniem do podłogi.
Skryta perskim, z długim włosem,
W tle las, łąka, ranną rosę.
Rosoch, który kładł się cieniem,
Wraz z arrasem słał wrażenie.
Z dala patrząc, nawet z bliska,
Kniej ustronne rykowiska.
Wyprowadzał widza z lasu,
Obrus biały wśród arrasów.
Wazon wielki z porcelany,
Piękny, kształtny, wzór miśniany.
Bukiet kwiatów, wszech królowe,
Białe, żółte, karminowe...
Gama barwy, jak Bóg stworzył,
Ludzki talent zaś rozmnożył.
Róże piękne tchły młodością,
Życia cudem i radością.
Łosia rogi, dwie łopaty,
Widok zwierza – ptak skrzydlaty.
Z uniesionym łebem w górę,
Słał przesłanie klempom – hurem.
Józef Bieniecki
Obrus biały z starym wzorem,
Wzdłuż na stole, słał półkolem.
Stół zciemniony i dębowy,
Tchnął wyglądem też wiekowym.
Stał wytworny, salonowy,
Kształtem kluczy wiolinowych.
Nogi, w dębie zgięte zgrabnie,
Kibić stołu, grał powabnie.
Dwie ogromne szafy, gdańskie,
Trzy fotele wiktoriańskie.
Sofa w głębi wraz z pufami,
Kryta suknem, z frędzelkami.
Kilim, arras, nad nim rogi,
Kładły cieniem do podłogi.
Skryta perskim, z długim włosem,
W tle las, łąka, ranną rosę.
Rosoch, który kładł się cieniem,
Wraz z arrasem słał wrażenie.
Z dala patrząc, nawet z bliska,
Kniej ustronne rykowiska.
Wyprowadzał widza z lasu,
Obrus biały wśród arrasów.
Wazon wielki z porcelany,
Piękny, kształtny, wzór miśniany.
Bukiet kwiatów, wszech królowe,
Białe, żółte, karminowe...
Gama barwy, jak Bóg stworzył,
Ludzki talent zaś rozmnożył.
Róże piękne tchły młodością,
Życia cudem i radością.
Łosia rogi, dwie łopaty,
Widok zwierza – ptak skrzydlaty.
Z uniesionym łebem w górę,
Słał przesłanie klempom – hurem.
Józef Bieniecki
Europie!!
Europie!!
Europo!-dokąd zdąża,
umysłowa twoja ciąża ?
Konstytucji mętne plany,
Są orędziem z samych piekieł.
W totaryżmie zaprzedanym,
Chcesz dwudziestym jąkać wiekiem?
Od Paryża do Berlina,
Dudni, tam -tam,grzmiący cymbał.
Na tradycję się wypinasz,
By w sumieniach ludzi bimbał.
Na huśtawkach polityki,
Buja się masońskie g***.
Zaprzedane jej fircyki,
Deklarują hasła -równo.
Żyd dyktuje światu prawa,
Choć w hadesie winien sprzątać.
Śni się Polska lub Warszawa,
W Palestynie przestań kąsać.
Ci ślą światu hojnie bomby,
Gąsięnnice czołgów z zgrzytem.
Paleństyńskiej hatokomby.
Po niemiecku-raus-banditen!
Józef Bieniecki
Europo!-dokąd zdąża,
umysłowa twoja ciąża ?
Konstytucji mętne plany,
Są orędziem z samych piekieł.
W totaryżmie zaprzedanym,
Chcesz dwudziestym jąkać wiekiem?
Od Paryża do Berlina,
Dudni, tam -tam,grzmiący cymbał.
Na tradycję się wypinasz,
By w sumieniach ludzi bimbał.
Na huśtawkach polityki,
Buja się masońskie g***.
Zaprzedane jej fircyki,
Deklarują hasła -równo.
Żyd dyktuje światu prawa,
Choć w hadesie winien sprzątać.
Śni się Polska lub Warszawa,
W Palestynie przestań kąsać.
Ci ślą światu hojnie bomby,
Gąsięnnice czołgów z zgrzytem.
Paleństyńskiej hatokomby.
Po niemiecku-raus-banditen!
Józef Bieniecki
Obraz
Obraz
W polach, łąkach, śnieżna szata,
Śnieżną chmurą, gwiazd omiata.
Pośród łąki, starca żywe,
Stawu oko, lodem siwe.
Rzęsą białą na obrzeżach,
Brwią zimową, stok kołnierza,
Nad nim olsza rosochata,
Stara, wielka i skrzydlata.
Krzak tarniny, przytulany,
Śniegu pudrem ośnieżony.
Jarzębiny, gron czerwone,
Na zimowo ośnieżone,
Choć w scenerii są zimowej,
W szacie barwy narodowej.
Na misternej mozaice,
Zaświeciły dwa księżyce.
Obrzeżami co nie miara,
Rozpalone w śniegu czarach.
Nieba fiolet w śniegu bieli,
Tłem bajkowym ziemię ścieli,
W akwareli trzech kolorów,
Koron śnieżek i wisiorów.
Podkreśliwszy zimy cuda,
Sennie szepta - nie ułłuda.
Józef Bieniecki
W polach, łąkach, śnieżna szata,
Śnieżną chmurą, gwiazd omiata.
Pośród łąki, starca żywe,
Stawu oko, lodem siwe.
Rzęsą białą na obrzeżach,
Brwią zimową, stok kołnierza,
Nad nim olsza rosochata,
Stara, wielka i skrzydlata.
Krzak tarniny, przytulany,
Śniegu pudrem ośnieżony.
Jarzębiny, gron czerwone,
Na zimowo ośnieżone,
Choć w scenerii są zimowej,
W szacie barwy narodowej.
Na misternej mozaice,
Zaświeciły dwa księżyce.
Obrzeżami co nie miara,
Rozpalone w śniegu czarach.
Nieba fiolet w śniegu bieli,
Tłem bajkowym ziemię ścieli,
W akwareli trzech kolorów,
Koron śnieżek i wisiorów.
Podkreśliwszy zimy cuda,
Sennie szepta - nie ułłuda.
Józef Bieniecki
Rzeczywistość
Rzeczywistość
Krzywd odczucia stępione, na krawędzi losu,
Politycznych przekłamań, na stercie chaosu.
Uwikłana pojęcia, na totalnym wzorze,
Demokracji przekleństwo, w masońskim horrorze.
Ptak wolności rozdarty, rozsypuje pióry,
W sępie gniazda obrosną piekielne struktury.
Na żydowsko-masońskim zdziczeniu i wzgardzie,
Hydra komuny, łeb unosi hardzie.
Łeb uniosła, boleje, a zło wokół sieje,
Bagno wszelkiej podłoty, bandyctwo-złodzieje.
Ubiór gładki i mowa, kłamstwo i obłuda,
I mistrzowskich pozorów wątkowa ułłuda.
Myślą z piekieł dołują, przerastając siebie,
Upodleniem, głupotą, wszystkich - siebie grzebie.
Idź, że w końcu do czarta, skąd wyszedłeś myślą,
Pewnie zdrowe pomysły znowu nam się przyśnią.
To nie system zbutwiały , ale głowa chora,
Potrzebuje sprawdzonych lekarstw i doktora.
Każdy duchem ułomny, jakby go nie było,
Ciało w części obdarte jeszcze by się gziło,
Ale w wątłych podrygach dzierżąc słabo stery,
Patrzy w dziury okrętu, kiepskie oficery.
Jeden niechaj drugiemu szlify wraz zdejmuje,
Prawie wszystko zepsute. Na nowo nie psuje.
Józef Bieniecki
Krzywd odczucia stępione, na krawędzi losu,
Politycznych przekłamań, na stercie chaosu.
Uwikłana pojęcia, na totalnym wzorze,
Demokracji przekleństwo, w masońskim horrorze.
Ptak wolności rozdarty, rozsypuje pióry,
W sępie gniazda obrosną piekielne struktury.
Na żydowsko-masońskim zdziczeniu i wzgardzie,
Hydra komuny, łeb unosi hardzie.
Łeb uniosła, boleje, a zło wokół sieje,
Bagno wszelkiej podłoty, bandyctwo-złodzieje.
Ubiór gładki i mowa, kłamstwo i obłuda,
I mistrzowskich pozorów wątkowa ułłuda.
Myślą z piekieł dołują, przerastając siebie,
Upodleniem, głupotą, wszystkich - siebie grzebie.
Idź, że w końcu do czarta, skąd wyszedłeś myślą,
Pewnie zdrowe pomysły znowu nam się przyśnią.
To nie system zbutwiały , ale głowa chora,
Potrzebuje sprawdzonych lekarstw i doktora.
Każdy duchem ułomny, jakby go nie było,
Ciało w części obdarte jeszcze by się gziło,
Ale w wątłych podrygach dzierżąc słabo stery,
Patrzy w dziury okrętu, kiepskie oficery.
Jeden niechaj drugiemu szlify wraz zdejmuje,
Prawie wszystko zepsute. Na nowo nie psuje.
Józef Bieniecki
Człeczyna
Człeczyna
Mam ci kasę, hulaj dusza,
Nie mam, głodno w gębie susza.
Zimno, głodno, źle mi wszędzie,
Już nie mówię - jakoś będzie.
Nauczony złym przykładem,
Często bywa zatem dziadem.
Łatwo przyszło, łatwo schodzi,
Jutro więc go nie obchodzi.
Ubiór kusy, jak diablika,
Umysł kuso w głowie fika.
Wszyscy winni. Nie z głupoty,
Życie czyni same psoty.
Brak mi chęci, takie bycie,
Lewe ręce pieskie życie.
Mówiąc jawnie, a nie skrycie,
Lepiej mu wychodzi picie.
Wziął zasiłek. W monopolu,
Czeka dłużnik, kumpli wielu.
Jeszcze długów nie pospłacał,
A ma już dłużnego kaca.
Na ten luksus nie pozwolił,
Gdyż z myślenia się wyzwolił.
Z obserwacji, faktom wierzę,
Nie pozwoli sobie zwierze.
Józef Bieniecki
Mam ci kasę, hulaj dusza,
Nie mam, głodno w gębie susza.
Zimno, głodno, źle mi wszędzie,
Już nie mówię - jakoś będzie.
Nauczony złym przykładem,
Często bywa zatem dziadem.
Łatwo przyszło, łatwo schodzi,
Jutro więc go nie obchodzi.
Ubiór kusy, jak diablika,
Umysł kuso w głowie fika.
Wszyscy winni. Nie z głupoty,
Życie czyni same psoty.
Brak mi chęci, takie bycie,
Lewe ręce pieskie życie.
Mówiąc jawnie, a nie skrycie,
Lepiej mu wychodzi picie.
Wziął zasiłek. W monopolu,
Czeka dłużnik, kumpli wielu.
Jeszcze długów nie pospłacał,
A ma już dłużnego kaca.
Na ten luksus nie pozwolił,
Gdyż z myślenia się wyzwolił.
Z obserwacji, faktom wierzę,
Nie pozwoli sobie zwierze.
Józef Bieniecki
Pod polską strzechą
Pod polską strzechą
Pod nieba strzechą, wielu gwiazd,
Pod polską strzechą, wielu miast.
Pod strzechą polską wielu wsi,
W kolędach żywe Dziecię brzmi.
Z pod Tatr ku morzu, w siną dal,
Po matce rzece, Wiśle, fal.
Na wietrze halnym w szerz i wzdłuż,
W otchłani nocy, ranka zórz.
W kartach historii, tysiąc lat,
W ustach milionów, serca kwiat.
W obronie wiary ofiar stos,
W okopach frontów, kolęd głos.
W słowach poetów serca zew,
Kompozytorów święty śpiew.
Od betlejemskich szopek, chat,
Od dwóch tysięcy śpiewa lat.
Nadzieja nasza słodko śpi,
Po wsze i wieczne nasze dni.
Dopóki serca biją w nas,
Niech poprzez wieczny płynie czas.
Józef Bieniecki
Pod nieba strzechą, wielu gwiazd,
Pod polską strzechą, wielu miast.
Pod strzechą polską wielu wsi,
W kolędach żywe Dziecię brzmi.
Z pod Tatr ku morzu, w siną dal,
Po matce rzece, Wiśle, fal.
Na wietrze halnym w szerz i wzdłuż,
W otchłani nocy, ranka zórz.
W kartach historii, tysiąc lat,
W ustach milionów, serca kwiat.
W obronie wiary ofiar stos,
W okopach frontów, kolęd głos.
W słowach poetów serca zew,
Kompozytorów święty śpiew.
Od betlejemskich szopek, chat,
Od dwóch tysięcy śpiewa lat.
Nadzieja nasza słodko śpi,
Po wsze i wieczne nasze dni.
Dopóki serca biją w nas,
Niech poprzez wieczny płynie czas.
Józef Bieniecki