Wszyscy jesteśmy latarnikami.......
Re: Wszyscy jesteśmy latarnikami.......
Malina,
Czy podtekstem Twojego komentarza Nigdy nie było "leliji" ale zastanawia mnie dokładność podana - 2003 jest to, że ja posługuję się loginem "lelija", bo tylko ja jestem w stanie pamiętać datę swojej chemii? Jeśli tak, to jesteś w błędzie. Nie mam powodu zamieszczać postów podpisanych imieniem innym niz moje własne.
A dlaczego ktoś to zapamiętał? Nie wiem, może treść tamtej dyskusji warta była zapamiętania, a może po prostu czyta mój blog, w którym wracałam do tego tematu kilka razy, chociażby w związku z Lymphomathonem.
P.S. Po opublikowaniu mojego wpisu widzę, że kolega tusku też sugeruje, że występuję tutaj jako "lelija". Powiem tyle - nie zawsze trzeba mierzyć innych swoją miarą.
Czy podtekstem Twojego komentarza Nigdy nie było "leliji" ale zastanawia mnie dokładność podana - 2003 jest to, że ja posługuję się loginem "lelija", bo tylko ja jestem w stanie pamiętać datę swojej chemii? Jeśli tak, to jesteś w błędzie. Nie mam powodu zamieszczać postów podpisanych imieniem innym niz moje własne.
A dlaczego ktoś to zapamiętał? Nie wiem, może treść tamtej dyskusji warta była zapamiętania, a może po prostu czyta mój blog, w którym wracałam do tego tematu kilka razy, chociażby w związku z Lymphomathonem.
P.S. Po opublikowaniu mojego wpisu widzę, że kolega tusku też sugeruje, że występuję tutaj jako "lelija". Powiem tyle - nie zawsze trzeba mierzyć innych swoją miarą.
Re: Wszyscy jesteśmy latarnikami.......
No cóż, mogę tylko powtórzyć, że się mylisz. Może sama "lelija", kimkolwiek jest, zechce kiedyś to wyjaśnić.
Re: Wszyscy jesteśmy latarnikami.......
Napisałam wcześniej - mylisz się, jeśli sugerujesz, że to ja posługuję się loginem "lelija". Natomiast jeśli uważasz, że to po prostu ktoś ze starego forum, to inna sprawa. To tyle.
Re: Wszyscy jesteśmy latarnikami.......
spokojnie... przepraszam ze uzylem Twojego nicka ale po prostu chcialem tylko zwrocic uwage ze KAZDY kto tutaj kiedykolwiek cos pisal czy czytal mogl cos zapamietac...agnieszka pisze:A dlaczego ktoś to zapamiętał? Nie wiem, może treść tamtej dyskusji warta była zapamiętania, a może po prostu czyta mój blog, w którym wracałam do tego tematu kilka razy, chociażby w związku z Lymphomathonem.
P.S. Po opublikowaniu mojego wpisu widzę, że kolega tusku też sugeruje, że występuję tutaj jako "lelija". Powiem tyle - nie zawsze trzeba mierzyć innych swoją miarą.
nie chcialbym sugerowac ze to wlasnie TY piszesz jako lelyja...
jeszcze raz przepraszam, TY Agnieszko nalezysz do niewielu ludzi w tym miejscu dla ktorych mam jeszcze szacunek...
Re: Wszyscy jesteśmy latarnikami.......
takich pytan nie powinno sie publicznie zadawac... no i poza tym gdzie na tej planecie choroba chroni czlowieka przed otrzymaniem wymowienia z pracy???Malina pisze:Bardziej mnie interesuje, dlaczego straciłaś pracę mając problemy ze zdrowiem. Nie miałaś chorobowego do wykorzystania albo urlopu, nawet bezpłatnego? Chyba, że nie lubiłaś tej pracy to inna para kaloszy.
Re: Wszyscy jesteśmy latarnikami.......
Straciłam pracę, bo mnie zwolniono, a nie dlatego, że nie mogłam pracować. W kwietniu 2003 r. (lelija ma dobrą pamięć) zachorowałam, potem wzięłam urlop zdrowotny czyli amerykański medical leave. Wykorzystałam jakieś 9 lub 10 tygodni z przysługujących mi 12, po czym wróciłam do pracy. Pracowałam potem normalnie i jedynie raz na 3 tygodnie brałam jedno wolne popołudnie na infuzje chemii.
Po 3-4 miesiącach od końca urlopu zdrowotnego po prostu zwolniono mnie z pracy. Pewnie przyszły w tym momencie wszystkie rachunki na łączną sumę 400 tys. dolarów... Firma była self-insured, co pewnie wiele tłumaczy, ale oczywiście nie moja choroba była oficjalnym powodem, tylko lack of work.
Tusku - dlaczego nie powinno się takich pytań zadawać? Ja uważam, że można. Gdybym nie chciała, nie odpowiadałabym. A to co powyżej, to są po prostu podsumowane fakty - nie podaję nazwy firmy ani nie wysuwam żadnych oskarżeń. Takie rzeczy (zwalnianie z pracy ludzi chorych) w Stanach są na porządku dziennym, bo koszty ubezpieczenia obciążają pracodawcę, a nie podatnika tak jak w Europie.
A tak nawiasem mówiąc, czy musicie tak wszystko w kółko cytować? Przecież wszystkie posty są wyżej. Oczopląsu można dostać od tych cytatów.
Po 3-4 miesiącach od końca urlopu zdrowotnego po prostu zwolniono mnie z pracy. Pewnie przyszły w tym momencie wszystkie rachunki na łączną sumę 400 tys. dolarów... Firma była self-insured, co pewnie wiele tłumaczy, ale oczywiście nie moja choroba była oficjalnym powodem, tylko lack of work.
Tusku - dlaczego nie powinno się takich pytań zadawać? Ja uważam, że można. Gdybym nie chciała, nie odpowiadałabym. A to co powyżej, to są po prostu podsumowane fakty - nie podaję nazwy firmy ani nie wysuwam żadnych oskarżeń. Takie rzeczy (zwalnianie z pracy ludzi chorych) w Stanach są na porządku dziennym, bo koszty ubezpieczenia obciążają pracodawcę, a nie podatnika tak jak w Europie.
A tak nawiasem mówiąc, czy musicie tak wszystko w kółko cytować? Przecież wszystkie posty są wyżej. Oczopląsu można dostać od tych cytatów.