OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?
Re: OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?
ja tez sie kiedys przykladalem do pracy.... tylko ze wtedy pracowalismy na akord i dwoch moglo pracowac za czterech a dwoch moglo sie w tym czasie przylozyc gdzies na boku... to bylo na nocnej zmianie.... w pieknych czasach peerelu... i tak przez pol nocy dwoch pracowalo a dwoch sie przykladalo...
Re: OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?
Do wszystkich ktorzy czytaja tu czy tam , moje wspomnienia !
Takie pisanie pamietnika to tez ciezka praca . Palce bola , oczy pieka , w gardle sucho . ( Kiedys wylalem szklanke wisniowego likieru na klawiature i pomimo ze szybciutko wszystko wylizalem , to klawisze kleily sie jeszcze przez miesiac . Od tego czasu - na sucho ).
Wpadlem na pomysl , zebyscie mi w pisaniu troszeczke pomogli .Co sobota - po kapieli albo co niedziela , zaraz po kosciele , zamiast isc na piwko , siadzcie na cwierc godzinki do computera i napiszcie pol strony moich przygod .
Trzymajcie sie tylko prosze kilku zasad :
-wszystko musi byc najprawdziwsza prawda .Tylko fakty , fakty , fakty .
-musicie przestrzegac regulaminu Waszego forum ( chocby byl naj..ostrzejszy ).
-nie wolno pisac odcinka w ktorym wpadlem pod tramwaj , zjadl mnie niedzwiedz polarny ,albo ludozercy , ustrzelil afganski Taliban , popelnilem samobojstwo z przepracowania czy cos w tym rodzaju (musi byc przeciez c.d. ) .
-podpisac trzeba swoim – nie moim imieniem ,
-no i nie pisac glupot , bo moze beda to kiedys czytaly Wasze wnuki jako obowiazkowa lekture .
Pomozecie ? ( ciekawe czy ktos z Was pamieta jeszcze to haslo ? )
do poniedzialku
Fachurra
Ponizej, dla przykladu , kopia postu zamieszczonego przez czytelnika o nazwisku Kummentaltator kilka tygodni temu na innym forum ,ktory moglby opisywac przezycia jednego z moich dobrych kolegow :
"O Irlandię czasami nie zachaczyłeś???
Twoje przygody, a zwłaszcza uniwersalność i wielofachowość wzbudziły we mnie wspomnienia sprzed ponad trzech lat.
Przygarnąłem kolesia: nie miał gdzie mieszkać, dopiero co przyjechał... Załatwiłem mu pracę przy układaniu chodników z kostki. Oczywiście znał się na tym... hehehe... nic innego nie robił w życiu. Pracował trzy dni. Zaplombował betoniarkę, (dla mniej kumatych - nie oczyścił z mieszanki cementowej), która zastygła. Na następny dzień betoniara na szrot. Zablokował skrzynię biegów w małej kopareczce do kopania rowów na krawężniki.
Ale że gościu był operatywny, już na czwarty dzień po tych wpadkach, bo oczywiście irlandzki szef podziękował mu za dalszą współpracę, znalazł robotę w brygadzie malarskiej. Oczywiście - malowanie to była jego pasja...
Na szkolenie przyszedł do mnie do pokoju, a raczej wtargnął po dwunastej w nocy z niedopitą dwulitrową plastikową butelką "sajderka". ( najtańszy napój alkoholowy na bazie jakiegoś kompotu z jabłek). Tanio i duzo bo aż dwa litry.
Wtargnął więc do mojego pokoju, wybudził z pierwszego snu, wcisnął mi ten kompot w łapę i usilnie namawiał abym walnął sobie z gwinta. Ale nic za darmo. W zamian miałem przeszkolić go w tempie błyskawicznym, tak aby rano, gdy pójdzie do roboty szef ocenił go jako doświadczonego fachowca.
Raz, że wkurzony z powodu wybudzenia mnie z pierwszego snu, dwa: że kiedyś już próbowałem tego kwasu i nie miałem zamiaru powtarzać tego eksperymentu, zniecierpliwiony niegrzecznie wypraszałem go ze swojego pokoju.
Biedak rozpłakał się, wyrzucając mi jaki to niekolezeński jestem, nie chcę pomóc koledze w potrzebie, a przecież jako stary budowlaniec znam sie na tym, wszystko mam w jednym palcu a nie chcę sie podzielić swymi wiadomosciami i pomóc potrzebującemu...
Zrezygnowany pytam co będzie malował. On nie wie... Emulsja, olejna, wewnątrz, czy na zewnątrz??? On nie wie...
Nie wiem tylko czemu uparł się abym mu wytłumaczył jak się rozcieńcza farbę. I czym.
Znów konkretne pytania z mojej strony: jaką farbę, czym będzie malował??? On nie wie...
Ale CZYM rozcieńcza się farbę???!!!
Patrzę na zegarek. Już pierwsza w nocy!!! Wszystko sie we mnie gotuje, wiem że za chwilę wybuchnę... W takiej sytuacji mam dwa sposoby na odreagowanie. Albo biorę gościa za łeb i na kopach usuwam z mojego terenu, albo zaczynam... robić sobie jaja.
Gościu młodszy i silniejszy ode mnie. To widac na pierwszy rzut oka, więc wybieram taktycznie drugą ewentualność.
Na odczepnego mówie że farbę rozcieńcza się spirytusem. I tak nie miał z tym do czynienia, więc się nie kapnie ze robię sobie jaja.
Rzeczywiście. Zatarł z zadowolenia ręce i od razu przedstawił sprytny plan:
Jak szef mu da ten rozcieńczalnik, znaczy się spirytus, to odleje z połowę, albo jeszcze więcej, do resztek doleje wody i tym będzie rozcieńczał farbę. Przecież szef się nie pokapuje, aby tylko zapach pozostał. A spiryt po pracy przyniesie do domu to mnie poczęstuje jak gardzę tym co dzisiaj przyniósł. Po czym złapał odstawioną przeze mnie butelkę sajderka i duszkiem wypił wszystko do dna.
Pił z takim smakiem, że przez moment pozałowałem że sie nie skusiłem.
Na następny dzień wracam do domu przed szóstą, wchodzę do kuchni do której coraz rzadziej wchodziłem ze względu na syf i smród jaki mój współlokator zdążył stworzyć w ciągu czterech dni pobytu i widzę mojego "czeladnika" ze smętną miną nad niedopitą puszką piwa, przy stole na którym popiół z papierosów dokładnie wymieszany z porozlewanym piwem tworzył niezłą breję. Łapy usmarowane białą farbą po łokcie, a nawet z zaciekami pod pachami, widać dokładnie, bo siedział tylko w podkoszulce.
Odezwałem się pierwszy: niech zgadnę, już nie pracujesz? A skąd wiesz? spytał.
Jakbyś mnie wyniósł z roboty tyle farby na łapach to też bym cię zwolnił - powiedziałem. Wyobrażam sobie ile pozostawiłeś na ziemi.
Na podłodze...- poprawił mnie. Ło Boże!!! Szok!!! nawet nie chciałem wyobrażać sobie co pomyslał o tym szef który dał mu szansę pracy...
Koleś wyjechał do mnie z pretensjami że jaja sobie z niego robię, że nie dostał żadnego spirytusu do rozcieńczania, że w ogóle jestem niezyczliwy cham i prostak.
Kazałem mu się wynosić z domu w którym udostępniłem mu jeden pokój. Odpowiedział, abym sam wypier..ł jak mi się nie podoba jego obecność.
Moja wojenna narada z landlordem i jego ultimatum dla kolesia że ma czas do końca następnego tygodnia dała mi jednak nadzieję, że pozbędę sie w końcu tego strupa na tyłku którego sam sobie zafundowałem nie mając wyobraźni kogo mogę ściągnąć pod wspólny dach.
Jednak jeszcze w tym czasie w którym zmuszony byłem zamieszkiwać z tym kolesiem miałem pogląd na jego karierę zawodową.
Po jednym dniu pracy jak malarz, (oczywiście, domagał się od szefa wynagrodzenia za ten dzień), też mnie nachodził abym tworzył mu teksty upominajace o zapłatę które następnie wysyłał sms-em. Irlandczyk, aby odczepił się zapłacił mu w końcu: 20 euro.
Uznałem, ze to i tak dużo wyobrażając sobie straty jakie poniósł. Zmarnowana farba i czyszczenie podłóg...
Następnie były dwa dni, a właściwie półtora w Centrze jako pracownik magazynu, potem jeden wieczór jako pracownik porządkowy na dyskotece
w największym w mieście hotelu. Z relacji wiem, że starał sie tez o pracę jako listonosz...
To już był największy dowcip jaki mógł wykręcić. Facet, który w Irlandii przebywał dopiero drugi tydzień!!!
Na szczęście wyprowadził się w oznaczonym terminie i pojechał w drugi koniec Irlandii. Miał tam podobno załatwioną prace jako POŁOWNIK. Domyśliłem się, że chodzi o pracę na kutrach rybackich.
Nie jestem zawzięty, ale pomyślałem, że jeżeli tak potrafi pływać jak zna się na wszystkim czego się podejmował to... znów długo nie popracuje...
Domyślam się, że Twój tekst to satyra na pewien obraz Polaka, który niestety jest prawdziwy. Sam miałem okazję takiego poznać, co opisałem powyżej, bo to co napisałem zdarzyło się naprawdę.
Wszystko wie, na wszystkim się zna i pretensje do wszystkich i wszystkiego że jest niedoceniany.:-["
Takie pisanie pamietnika to tez ciezka praca . Palce bola , oczy pieka , w gardle sucho . ( Kiedys wylalem szklanke wisniowego likieru na klawiature i pomimo ze szybciutko wszystko wylizalem , to klawisze kleily sie jeszcze przez miesiac . Od tego czasu - na sucho ).
Wpadlem na pomysl , zebyscie mi w pisaniu troszeczke pomogli .Co sobota - po kapieli albo co niedziela , zaraz po kosciele , zamiast isc na piwko , siadzcie na cwierc godzinki do computera i napiszcie pol strony moich przygod .
Trzymajcie sie tylko prosze kilku zasad :
-wszystko musi byc najprawdziwsza prawda .Tylko fakty , fakty , fakty .
-musicie przestrzegac regulaminu Waszego forum ( chocby byl naj..ostrzejszy ).
-nie wolno pisac odcinka w ktorym wpadlem pod tramwaj , zjadl mnie niedzwiedz polarny ,albo ludozercy , ustrzelil afganski Taliban , popelnilem samobojstwo z przepracowania czy cos w tym rodzaju (musi byc przeciez c.d. ) .
-podpisac trzeba swoim – nie moim imieniem ,
-no i nie pisac glupot , bo moze beda to kiedys czytaly Wasze wnuki jako obowiazkowa lekture .
Pomozecie ? ( ciekawe czy ktos z Was pamieta jeszcze to haslo ? )
do poniedzialku
Fachurra
Ponizej, dla przykladu , kopia postu zamieszczonego przez czytelnika o nazwisku Kummentaltator kilka tygodni temu na innym forum ,ktory moglby opisywac przezycia jednego z moich dobrych kolegow :
"O Irlandię czasami nie zachaczyłeś???
Twoje przygody, a zwłaszcza uniwersalność i wielofachowość wzbudziły we mnie wspomnienia sprzed ponad trzech lat.
Przygarnąłem kolesia: nie miał gdzie mieszkać, dopiero co przyjechał... Załatwiłem mu pracę przy układaniu chodników z kostki. Oczywiście znał się na tym... hehehe... nic innego nie robił w życiu. Pracował trzy dni. Zaplombował betoniarkę, (dla mniej kumatych - nie oczyścił z mieszanki cementowej), która zastygła. Na następny dzień betoniara na szrot. Zablokował skrzynię biegów w małej kopareczce do kopania rowów na krawężniki.
Ale że gościu był operatywny, już na czwarty dzień po tych wpadkach, bo oczywiście irlandzki szef podziękował mu za dalszą współpracę, znalazł robotę w brygadzie malarskiej. Oczywiście - malowanie to była jego pasja...
Na szkolenie przyszedł do mnie do pokoju, a raczej wtargnął po dwunastej w nocy z niedopitą dwulitrową plastikową butelką "sajderka". ( najtańszy napój alkoholowy na bazie jakiegoś kompotu z jabłek). Tanio i duzo bo aż dwa litry.
Wtargnął więc do mojego pokoju, wybudził z pierwszego snu, wcisnął mi ten kompot w łapę i usilnie namawiał abym walnął sobie z gwinta. Ale nic za darmo. W zamian miałem przeszkolić go w tempie błyskawicznym, tak aby rano, gdy pójdzie do roboty szef ocenił go jako doświadczonego fachowca.
Raz, że wkurzony z powodu wybudzenia mnie z pierwszego snu, dwa: że kiedyś już próbowałem tego kwasu i nie miałem zamiaru powtarzać tego eksperymentu, zniecierpliwiony niegrzecznie wypraszałem go ze swojego pokoju.
Biedak rozpłakał się, wyrzucając mi jaki to niekolezeński jestem, nie chcę pomóc koledze w potrzebie, a przecież jako stary budowlaniec znam sie na tym, wszystko mam w jednym palcu a nie chcę sie podzielić swymi wiadomosciami i pomóc potrzebującemu...
Zrezygnowany pytam co będzie malował. On nie wie... Emulsja, olejna, wewnątrz, czy na zewnątrz??? On nie wie...
Nie wiem tylko czemu uparł się abym mu wytłumaczył jak się rozcieńcza farbę. I czym.
Znów konkretne pytania z mojej strony: jaką farbę, czym będzie malował??? On nie wie...
Ale CZYM rozcieńcza się farbę???!!!
Patrzę na zegarek. Już pierwsza w nocy!!! Wszystko sie we mnie gotuje, wiem że za chwilę wybuchnę... W takiej sytuacji mam dwa sposoby na odreagowanie. Albo biorę gościa za łeb i na kopach usuwam z mojego terenu, albo zaczynam... robić sobie jaja.
Gościu młodszy i silniejszy ode mnie. To widac na pierwszy rzut oka, więc wybieram taktycznie drugą ewentualność.
Na odczepnego mówie że farbę rozcieńcza się spirytusem. I tak nie miał z tym do czynienia, więc się nie kapnie ze robię sobie jaja.
Rzeczywiście. Zatarł z zadowolenia ręce i od razu przedstawił sprytny plan:
Jak szef mu da ten rozcieńczalnik, znaczy się spirytus, to odleje z połowę, albo jeszcze więcej, do resztek doleje wody i tym będzie rozcieńczał farbę. Przecież szef się nie pokapuje, aby tylko zapach pozostał. A spiryt po pracy przyniesie do domu to mnie poczęstuje jak gardzę tym co dzisiaj przyniósł. Po czym złapał odstawioną przeze mnie butelkę sajderka i duszkiem wypił wszystko do dna.
Pił z takim smakiem, że przez moment pozałowałem że sie nie skusiłem.
Na następny dzień wracam do domu przed szóstą, wchodzę do kuchni do której coraz rzadziej wchodziłem ze względu na syf i smród jaki mój współlokator zdążył stworzyć w ciągu czterech dni pobytu i widzę mojego "czeladnika" ze smętną miną nad niedopitą puszką piwa, przy stole na którym popiół z papierosów dokładnie wymieszany z porozlewanym piwem tworzył niezłą breję. Łapy usmarowane białą farbą po łokcie, a nawet z zaciekami pod pachami, widać dokładnie, bo siedział tylko w podkoszulce.
Odezwałem się pierwszy: niech zgadnę, już nie pracujesz? A skąd wiesz? spytał.
Jakbyś mnie wyniósł z roboty tyle farby na łapach to też bym cię zwolnił - powiedziałem. Wyobrażam sobie ile pozostawiłeś na ziemi.
Na podłodze...- poprawił mnie. Ło Boże!!! Szok!!! nawet nie chciałem wyobrażać sobie co pomyslał o tym szef który dał mu szansę pracy...
Koleś wyjechał do mnie z pretensjami że jaja sobie z niego robię, że nie dostał żadnego spirytusu do rozcieńczania, że w ogóle jestem niezyczliwy cham i prostak.
Kazałem mu się wynosić z domu w którym udostępniłem mu jeden pokój. Odpowiedział, abym sam wypier..ł jak mi się nie podoba jego obecność.
Moja wojenna narada z landlordem i jego ultimatum dla kolesia że ma czas do końca następnego tygodnia dała mi jednak nadzieję, że pozbędę sie w końcu tego strupa na tyłku którego sam sobie zafundowałem nie mając wyobraźni kogo mogę ściągnąć pod wspólny dach.
Jednak jeszcze w tym czasie w którym zmuszony byłem zamieszkiwać z tym kolesiem miałem pogląd na jego karierę zawodową.
Po jednym dniu pracy jak malarz, (oczywiście, domagał się od szefa wynagrodzenia za ten dzień), też mnie nachodził abym tworzył mu teksty upominajace o zapłatę które następnie wysyłał sms-em. Irlandczyk, aby odczepił się zapłacił mu w końcu: 20 euro.
Uznałem, ze to i tak dużo wyobrażając sobie straty jakie poniósł. Zmarnowana farba i czyszczenie podłóg...
Następnie były dwa dni, a właściwie półtora w Centrze jako pracownik magazynu, potem jeden wieczór jako pracownik porządkowy na dyskotece
w największym w mieście hotelu. Z relacji wiem, że starał sie tez o pracę jako listonosz...
To już był największy dowcip jaki mógł wykręcić. Facet, który w Irlandii przebywał dopiero drugi tydzień!!!
Na szczęście wyprowadził się w oznaczonym terminie i pojechał w drugi koniec Irlandii. Miał tam podobno załatwioną prace jako POŁOWNIK. Domyśliłem się, że chodzi o pracę na kutrach rybackich.
Nie jestem zawzięty, ale pomyślałem, że jeżeli tak potrafi pływać jak zna się na wszystkim czego się podejmował to... znów długo nie popracuje...
Domyślam się, że Twój tekst to satyra na pewien obraz Polaka, który niestety jest prawdziwy. Sam miałem okazję takiego poznać, co opisałem powyżej, bo to co napisałem zdarzyło się naprawdę.
Wszystko wie, na wszystkim się zna i pretensje do wszystkich i wszystkiego że jest niedoceniany.:-["
Re: OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?
Z przykroscia musze powiadomic, ze nie wezme udzialu w tym wspolpisaniu. Nigdy zadnego z tego typu ludzikow nie spotkalem. Ci, ktorych znam maja od lat stala prace i raczej jej pilnuja. Zmienialem prace 3 razy i w ostatniej pracuje juz 22 lata. W Polsce zmienilem prace 4 razy i w ostatniej (przed wyjazdem) pracowalem lat 10. Nie znam ani jednego Polaka w Australii, ktory chociaz troche bylby podobnym do Fachury lub ktoregos z jego kolezkow kombinatorow. Moze dlatego, ze tu za bardzo sie tak nie da. Kazdy, kto chce pracowac legalnie musi miec i podac numer podatkowy, prawo jazdy, lub paszport, lub karte Medicare, lub karte kredytowa. Moze w gdzies tam w jakiejs chinskiej knajpie na zmywaku moznaby sie na czarno zalapac. Moze przy sprzataniu lub szlifowaniu podlog lub gdzies u kogos na budowie przy kopaniu w ziemi, ale to i tak jest niebezpieczne, bo jak ktos podkabluje to przyjda faceci z urzedu imigracyjnego i ciupasem odesla do kraju stalego pobytu z zakazem przyjazdu do Australii przez 3 lub 5 lat.
Fachura dziala w ramach Unii i stosuje wolna amerykanke. Nie bardzo chce mi sie wierzyc ze to wszystko sa dokonania jednego czlowieka. Wcale bym sie nie zdziwil gdyby skonczyl marnie. W sumie nie jest to zadna komedia tylko tragedia, faceta ktory nie dosc ze nic nie umie to jeszcze nie potrafi przystosowac sie do zadnego srodowiska. Nawet porzucil jaks kobiete z dziecmi.
Jedzie na latwowiernosci ludzi ktorzy daja mu kredyt zaufania. Tu w Au nie bardzo by mu to przeszlo bo musialby podac miejsce ostatniej pracy i powod odejscia z niej. Przyjmujacy z pewnoscia zatelefonowalby do tego miejsca i fachura zamiast pracy uslyszalby: NO, thank you lub nie zostalby powiadomiony o nastepnej rozmowie kwalifikacyjnej i musialby sobie jakos radzic. Pewnie zalatwic zasilek lub wrocic na te lono rodzinne.
Fachura dziala w ramach Unii i stosuje wolna amerykanke. Nie bardzo chce mi sie wierzyc ze to wszystko sa dokonania jednego czlowieka. Wcale bym sie nie zdziwil gdyby skonczyl marnie. W sumie nie jest to zadna komedia tylko tragedia, faceta ktory nie dosc ze nic nie umie to jeszcze nie potrafi przystosowac sie do zadnego srodowiska. Nawet porzucil jaks kobiete z dziecmi.
Jedzie na latwowiernosci ludzi ktorzy daja mu kredyt zaufania. Tu w Au nie bardzo by mu to przeszlo bo musialby podac miejsce ostatniej pracy i powod odejscia z niej. Przyjmujacy z pewnoscia zatelefonowalby do tego miejsca i fachura zamiast pracy uslyszalby: NO, thank you lub nie zostalby powiadomiony o nastepnej rozmowie kwalifikacyjnej i musialby sobie jakos radzic. Pewnie zalatwic zasilek lub wrocic na te lono rodzinne.
Re: OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?
Tak, zgadzam się z tą prawdziwą cnotą. Możnaby powiedzieć że Fachura w porównaniu z takimi na przykład politykami (choćby polskimi) jest prawdziwą cnotą.Fachurra pisze:Drogi Panie Roo ,
Prawdziwa cnota krytyk sie nie boi .
Po czesci rozumiem Pana obawy i oburzenie , ale tylko po czesci . Oczywiscie , ze Fachurra mogly byc przedstawicielem kazdego innego narodu . Ale w tej opowiesci jest akurat Polakiem . Z pewnoscia nie jest to ktos , kogo daje sie dzieciom jako przyklad do nasladowania , ale klamstwem byloby twierdzenie ze jest to postac powstala w czyjejs fantazji . Rowniez Pan spotkal zapewne wielu jemu podobnych . Wiec dlaczego o nim nie napisac ? Czy przeczytalby Pan 46 odcinkow pamietnika Fachurry , gdyby kazdy odcinek zaczynal sie od tego ze bohater wstaje codziennie o 6.oo rano , potem idzie do pracy , gdzie sumiennie wykonuje wszystkie swoje obowiazki , wraca do domu , kosi trawnik , odrabia z dziecmi zadania , pomaga zonie przygotowac kolacje , idzie spac i znow wstaje o 6.oo rano , idzie do pracy , gdzie sumiennie wykonuje swoje obowiazki , wraca do domu , kosi trawnik.........itd.itd.itd ? Sadze ze nie . I wlasnie dlatego Fachurra jest taki jaki jest . Czy ktos z takich czy innych pobudek wykozysta jego przygody do jakiej antypolskiej kampanii ? Nie sadze . A nawet gdyby , to co ? Czy skutkiem tego bedzie 4-ty rozbior Polski , czy wydalenie Rzeczpospolitej z Unii Europejskiej ? Chyba nie . A wiec nie musze miec wyrzutow sumienia i przepraszac rodakow za szarganie naszej opinii na internetowych forach .
Bede jednak mial oczy i uszy otwarte i gdyby CIA , KGB lub MOSAD chcialy jednak podjac jakies dywersyjne akcje - zareaguje natychmiast piszac pamietniki Joe , Iwana i Moschka .
Obiecuje .
Fachurra ( rowniez patriota )
Trochę się pan za daleko zapusciłeś z tym KGB, CIA i Mosadem. Nie zadzierałbym z nimi. Pan - nie wiem na ile jest mocny. Przeczytałem wspomnienia byłego pracownika Mosadu i pańską deklarację literackiego zareagowania możemy chyba obaj włożyć pomiędzy nasze bajki w biblioteczce.
Niech pan pisze. Nie jestem przeciwnikiem, chciałem tylko zasygnalizować swoje myśli.
Re: OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?
Witam,wiara i s pisze:Witam.
"Nie rozumiem wobec tego tych ludzi, ktorzy zloszcza sie na powszechne w USA "polish jokes".![]()
Chyba Pan sie mija z prawda,te czasy minely (mysle ze bezpowrotnie) .
Pozdrawiam.
Czy chodzi o to że już przestali sie złościć czy "polish jokes" są już "passe"?
Szczerze mówiąc, chciałbym się z ta prawdą mijać. Byłoby to bardzo przyjemne mijanie.
Kopiowałem (oczywiście nielegalnie) dla mojej znajomej film: "Polish wedding" i przejrzałem go jeszcze raz.
Oryginał jest moją własnością za moje pieniadze.
Pozdrawiam.
Re: OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?
Ooo , alescie mi pomogli
.. Kiepsko , kiepsko … Czy naprawde nie ma posrod Was pracowitych , przedsiebiorczych i uczciwych , ktorzy maja co o sobie , swoim ciezkim zyciu na emigracji , a takze o odniesionych sukcesach napisac ? Albo daliscie w gaz od piatku do niedzielnego wieczora ? To byloby rzeczowe wyjasnienie tego braku checi dopomozenia rodakowi .Od piatku do dzis 2538 wejsc na Oboz Pracy , na 9 forach na ktorych jest publikowany . Zakladajac ze kazdy wszedl po 2 razy ( jedni z sympatii , inni zeby pokapowac o co tu wlasciwie chodzi ) daje to 1269 czytajacych .I tylko 1 pracowity kolega ktory pomogl w pisaniu .
Statystycznie wynikajacy z tego obraz rodaka to : 0,08% pracowitych emigrantow i 99,92% leni albo pijakow .(Powtarzam - czysto statystycznie ).
Jakby nie bylo , cala robota spada znow na moje barki i jako pracowity i swiadom poczucia spoczywajacego na mnie obowiazku , musze pisac dalej .
Teraz wiadomosc dla czytelnikow "Spotkania z ostatnim uczciwym Polakiem" forum 3po3 na stronie- polonia.se
Zamieszczony exkluzywnie na Waszym forum , w sobote odcinek o n-rze 48 i ½ byl czescia eksperymentu socjologicznopsychologicznego ( tzw. fachurrymentu ) nie jest ciagem dalszym odcinka 48 . Ten wlasciwy nastapi teraz :
OBOZ PRACY 49 ( 25.01.2010 )
Wchodze do lokalu , spokojnie , nie spodziewajac sie niczego zlego , a tu jakby grom walnal we mnie z jasnego nieba . Przy barze siedzi BIMBO i jak gdyby nigdy nic popija sobie piwko . Az sie we mnie zagotowalo
!! Oooo – pomyslalem , poczekaj panie Bukhundanga , Black Painter przepigmentowany , kapusiu przypalony , przez ktorego stracilem prace i perspektywy zawodowego rozwoju ... Teraz wszedles do jaskini polskiego lwa i juz w tym samym kolorze z niej nie wyjdziesz !! Rozejrzalem sie najpierw czy jest wystarczajaco duzo znajomych , bo w jednosci sila i bojowym krokiem zblizylem sie od tylu do pana Bukhundanga , chcac mu kopnac w stolek , a tu nagle ten sie odwraca i usmiechniety od ucha do ucha ( ci to maja szeroki usmiech ) mowi do mnie :- siemanko ziomal ! Po polsku !!!!! ?????? Eeeeee????? Cos tu nie gra.. Przyjrzalem mu sie dokladnie . To chyba nie jest moj Bimbo . Chociaz z koloru to jak brat blizniak . Ale jednak troche inny , wyzszy , grubszy , nos ma inny , wlosy dluzsze i wasy . Wiec to nie jest pan Bukhundanga !! Mial szczescie , bo o malo co nie oberwal za krewniaka . Leszek jestem - mowi i wyciaga do mnie reke . Podac , nie podac ? Podalem . O co tu chodzi ? Leszek zamowil dwa piwka , dwa kielonki i zaczyna wypatywac , skad jestem , jak dlugo w Szwecji i co robie . I to wszystko w najpoprawniejszej polszczyznie ! Wiec tez go wypytalem . I okazalo sie ze Leszek Buwdzadze to najprawdziwszy Polak z warszawskiego Zoliborza . Jego mamusia pracowala w latach 70-tych jako kucharka w stolowce studenckiej . I chyba ktorys z tych angolanskich studentow rzucil na nia czar Woodoo , bo powila dzieciatko , juz od urodzenia bardzo mocno opalone . Ciezko mu bylo w przedszkolu i w szkole , bo w tamtych czasach latwiej bylo spotkac inteligentnego milicjanta ( a to juz byla rzadkosc ), jak czarnoskorego dzieciaka i wszyscy chcieli go myc w czynie spolecznym .W technikum gral w koszykowke i bryknal w Szwecji z jakiegos miedzynarodowego meczu . W pierwszych latach troche tu rozrabial , ale potem ustatkowal sie i teraz ma zone Szwedke i 8 dzieci ( tyle co ja i Leszek Walesa ! ) . Pracuje w Norwegii na platformie wiertniczej . To taka sztuczna wyspa z ktorej wierca dziury w dnie morza i pompuja z tych dziur rope naftowa . Miesiac pracuje , a 2 miesiace jest w domu i caly czas leci mu niesamowicie wysoka pensja . To musi byc super robota . Poprosze , zeby mi zalatwil . Najchetniej zaczne od tych 2 wolnych miesiecy , zeby sie tak pomalutku przyzwyczajac . Potrzebne jest na te platformy co najmniej wyksztalcenie srednie techniczne . Zaden problem . Kasko na pewno ma w swoim computerze jakis dyplom technika z tlumaczeniem , to mi wydrukuje. Dobrze ze mam jeszcze portfel Gino , to tez moge mojemu nowemu , wspanialemu przyjacielowi - Leszkowi cos postawic
: C.d.n.
Statystycznie wynikajacy z tego obraz rodaka to : 0,08% pracowitych emigrantow i 99,92% leni albo pijakow .(Powtarzam - czysto statystycznie ).
Jakby nie bylo , cala robota spada znow na moje barki i jako pracowity i swiadom poczucia spoczywajacego na mnie obowiazku , musze pisac dalej .
Teraz wiadomosc dla czytelnikow "Spotkania z ostatnim uczciwym Polakiem" forum 3po3 na stronie- polonia.se
Zamieszczony exkluzywnie na Waszym forum , w sobote odcinek o n-rze 48 i ½ byl czescia eksperymentu socjologicznopsychologicznego ( tzw. fachurrymentu ) nie jest ciagem dalszym odcinka 48 . Ten wlasciwy nastapi teraz :
OBOZ PRACY 49 ( 25.01.2010 )
Wchodze do lokalu , spokojnie , nie spodziewajac sie niczego zlego , a tu jakby grom walnal we mnie z jasnego nieba . Przy barze siedzi BIMBO i jak gdyby nigdy nic popija sobie piwko . Az sie we mnie zagotowalo
Re: OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?
W tym miejscu pragne podziekowac Panu Roo za cenne informacje dotyczace pracowitosci polonii australijskiej .
W sumie szkoda ze tak jest , bo nastepny projekt mial nosic tytul " Fachurra w krainie kangurow ".
W zaistnialej sytuacju napisze lepiej "Przygody Fachurry na czarnym ladzie".
Jeszcze raz dziekuje i zycze wszystkiego dobrego .
Fachurra
W sumie szkoda ze tak jest , bo nastepny projekt mial nosic tytul " Fachurra w krainie kangurow ".
W zaistnialej sytuacju napisze lepiej "Przygody Fachurry na czarnym ladzie".
Jeszcze raz dziekuje i zycze wszystkiego dobrego .
Fachurra
Re: OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?
Witam.
"Czy chodzi o to że już przestali sie złościć czy "polish jokes" są już "passe"?"
Jedno i drugie Panie Roo.
Co do mnie zawsze bylem i jestem dumny ze swej polskosci.(wszedzie to podkreslam).
Pozdrawiam.
"Czy chodzi o to że już przestali sie złościć czy "polish jokes" są już "passe"?"
Jedno i drugie Panie Roo.
Co do mnie zawsze bylem i jestem dumny ze swej polskosci.(wszedzie to podkreslam).
Pozdrawiam.
Re: OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?
możesz mi powiedzieć jak to robisz,no ta dumę ze swej polskości?nie potrafię sobie wyobrazić jak można tą polska dumę przedstawić innym ludziom nie bedącym polakami.czy tylko z racji urodzenia czy chwalisz się papieżem polakiem,chopinem,skłodowską,wałęsą.dzierżyńskim,bierutem,jaruzelskim i innymi?czym innym można się chwalić?rachitycznym przemysłem,dychawiczną służbą zdrowia,szkolnictwem z głodnymi dziećmi bez śniadań,drogami na których można stracić koła lub latem przykleić się do asfaltu.takich fachurów jak ten w satyrze mamy w kraju tysiące i ten kraj wygląda jak wygląda.gorzej,takie fachury są na intratnych stanowiskach w ministerstwach i urzędach pństwowych.kombinują jakby tu nic nie robić a dużo zarobić.wiara i s pisze:Witam.
Co do mnie zawsze bylem i jestem dumny ze swej polskosci.(wszedzie to podkreslam).![]()
Pozdrawiam.
może jakoś inaczej tą swoją dumę wyrażasz.jeśli mieszkasz w usa:kościuszko,pułaski,brzeziński,polska emigracja w usa,kongres polonii...no nie wiem.
Re: OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?
OBOZ PRACY 50
Ta Norwegia , z platformami wiertniczymi to musi byc prawdziwe elDorado . Wspanialy , bogaty kraj , skoro moga placic takie pensje i dawac tyle urlopow . To i pewnie o poszukujacych zatrudnienia i ich rodziny dobrze dbaja . Tam chce zyc i kiedys juz jako milioner, chce byc pochowany w norweskiej ziemi . Chce zeby moje dzieci spiewaly norweskie piesni ludowe i w norweskich czapeczkach tanczyly norweskie tance ! Chce gotowac norweskie zupy w proszku i pic norweska wodke ! A nad moim domem bedzie zaraz pod sztandarem polskim i sztandarem Legii Warszawa powiewal sztandar norweski .
Kicham na Szwedow , ktorzy tez probuja nas tylko oszukiwac i wykozystywac . To na pewno ma historyczne przyczyny . Przeciez oni chcieli podbic nasz kraj tak samo jak Niemcy czy Turcy osmanscy . Lobuzy !!
Jade do Norwegii . Tylko nie wiem jeszcze za co . Gino nie chce mi juz pozyczyc , a jak dostanie rachunek ze swojej karty kredytowej , ktora byla w jego portfelu to mi juz raczej na pewno nie pozyczy . Leszek musi dzis wracac na swoja platforme ( dal mi numer telefonu ! ). Kasko chce 3.500 koron za dyplom technika mechanika i trzy swiadectwa pracy z kanadyjskich koncernow naftowych , ktore dla mnie wydrukowal ( z przetlumaczeniem na angielski i norweski ) . Co tu robic ? Najlepiej zaapeluje do rodakow ktorzy juz w Norwegii mieszkaja , o pomoc . Moze znajdzie sie znowu jakis, ktory mnie przygarnie ( a moze jakas ?!!!!) i wspomoze ? Moze znajde nawet kogos dobrodusznego (...) , ktory pozyczy na bilet ? Trzeba zredagowac ogloszenie , z akcentami patriotycznymi , takie , ktore ruszy nawet najbardziej zatwardziale polskie serce . A potem juz tylko czekac . Juz sie na tym troche znam .
Moje ogloszenie :
Polska krew .
Drodzy , zamieszkali w Norwegii rodacy !
Kazdy z Was przybyl kiedys do tego pieknego kraju tysiaca fiordow i z pewnoscia do dzis zachowal w sercu ludzi , ktorzy w pierwszych chwilach na tej przepieknej , ale jednak jakze obcej ziemi sluzyli mu bezinteresownie rada , a moze i pomoca. Po prostu dlatego , ze w zylach nas wszystkich plynie polska krew . Dzis wielu z Was stalo sie juz pelnowartosciowymi czlonkami norweskiej spolecznosci i stworzylo sobie i swoim bliskim stabilne podstawy egzystencji . Czy nie byloby na czasie oddanie chocby tylko czesci tej serdecznosci z jaka zostaliscie kiedys przyjeci przez norweska Polonie tym , ktorzy dopiero teraz pragna postawic pierwsze kroki w tym goscinnym kraju ?
Oto stoje przed Wami , ja Polak , poszukujacy mozliwosci godnego zycia dla siebie i swoich najblizszych . Pracowity i uczciwy , pragnacy swoje umiejetnosci i zapal zainwestowac w dalszy rozwoj tego kraju . Kraju ktory i Wy wybraliscie jako swoj dom . Byc moze z Wasza pomoca unikne tego co spotkalo mnie do tej pory na emigracji : wyrachowania , materializmu , oszustwa , a czasem wrecz ponizenia .
Przyjme jakakolwiek uczciwa prace za godziwe wynagrodzenie i zamieszkam gdziekolwiek , byle tylko w warunkach nie uragajacych ludzkiej godnosci . Jestem niezwykle pracowity , wytrwaly i nie boje sie nowych wyzwan . Chcialbym znalezc takze posrod Was przyjaciol , ktorym moze kiedys bede rowniez mogl posluzyc pomoca . A w przyszlosci zapewne pomoge i tym ktorym bedzie potrzebna pomocna dlon w ciezkich poczatkach zycia na obczyznie.
Tylko dlatego ze w zylach nas wszystkich plynie polska krew .
Bede wdzieczny kazdemu z Was za najmniejsze , chocby tylko duchowe wsparcie .
Polski emigrant
Fachurra
Ps.
Dzis wieczorem beda do mnie dzwonic z naszej powiatowej rozglosni radiowej „ Moja Rola 72,2 ” . Ktos opowiedzial im o imprezie jaka wydalem w naszej gospodzie i pokazal moje zdjecie jako lekarza ( to z dunskiej fabryki konserw rybnych , w bialym fartuchu i czapeczce ) i teraz chca robic ze mna telefoniczny wywiad o metamorfozie ( co to jest ?) Polaka na emigracji .
C.d.n.
Ta Norwegia , z platformami wiertniczymi to musi byc prawdziwe elDorado . Wspanialy , bogaty kraj , skoro moga placic takie pensje i dawac tyle urlopow . To i pewnie o poszukujacych zatrudnienia i ich rodziny dobrze dbaja . Tam chce zyc i kiedys juz jako milioner, chce byc pochowany w norweskiej ziemi . Chce zeby moje dzieci spiewaly norweskie piesni ludowe i w norweskich czapeczkach tanczyly norweskie tance ! Chce gotowac norweskie zupy w proszku i pic norweska wodke ! A nad moim domem bedzie zaraz pod sztandarem polskim i sztandarem Legii Warszawa powiewal sztandar norweski .
Kicham na Szwedow , ktorzy tez probuja nas tylko oszukiwac i wykozystywac . To na pewno ma historyczne przyczyny . Przeciez oni chcieli podbic nasz kraj tak samo jak Niemcy czy Turcy osmanscy . Lobuzy !!
Jade do Norwegii . Tylko nie wiem jeszcze za co . Gino nie chce mi juz pozyczyc , a jak dostanie rachunek ze swojej karty kredytowej , ktora byla w jego portfelu to mi juz raczej na pewno nie pozyczy . Leszek musi dzis wracac na swoja platforme ( dal mi numer telefonu ! ). Kasko chce 3.500 koron za dyplom technika mechanika i trzy swiadectwa pracy z kanadyjskich koncernow naftowych , ktore dla mnie wydrukowal ( z przetlumaczeniem na angielski i norweski ) . Co tu robic ? Najlepiej zaapeluje do rodakow ktorzy juz w Norwegii mieszkaja , o pomoc . Moze znajdzie sie znowu jakis, ktory mnie przygarnie ( a moze jakas ?!!!!) i wspomoze ? Moze znajde nawet kogos dobrodusznego (...) , ktory pozyczy na bilet ? Trzeba zredagowac ogloszenie , z akcentami patriotycznymi , takie , ktore ruszy nawet najbardziej zatwardziale polskie serce . A potem juz tylko czekac . Juz sie na tym troche znam .
Moje ogloszenie :
Polska krew .
Drodzy , zamieszkali w Norwegii rodacy !
Kazdy z Was przybyl kiedys do tego pieknego kraju tysiaca fiordow i z pewnoscia do dzis zachowal w sercu ludzi , ktorzy w pierwszych chwilach na tej przepieknej , ale jednak jakze obcej ziemi sluzyli mu bezinteresownie rada , a moze i pomoca. Po prostu dlatego , ze w zylach nas wszystkich plynie polska krew . Dzis wielu z Was stalo sie juz pelnowartosciowymi czlonkami norweskiej spolecznosci i stworzylo sobie i swoim bliskim stabilne podstawy egzystencji . Czy nie byloby na czasie oddanie chocby tylko czesci tej serdecznosci z jaka zostaliscie kiedys przyjeci przez norweska Polonie tym , ktorzy dopiero teraz pragna postawic pierwsze kroki w tym goscinnym kraju ?
Oto stoje przed Wami , ja Polak , poszukujacy mozliwosci godnego zycia dla siebie i swoich najblizszych . Pracowity i uczciwy , pragnacy swoje umiejetnosci i zapal zainwestowac w dalszy rozwoj tego kraju . Kraju ktory i Wy wybraliscie jako swoj dom . Byc moze z Wasza pomoca unikne tego co spotkalo mnie do tej pory na emigracji : wyrachowania , materializmu , oszustwa , a czasem wrecz ponizenia .
Przyjme jakakolwiek uczciwa prace za godziwe wynagrodzenie i zamieszkam gdziekolwiek , byle tylko w warunkach nie uragajacych ludzkiej godnosci . Jestem niezwykle pracowity , wytrwaly i nie boje sie nowych wyzwan . Chcialbym znalezc takze posrod Was przyjaciol , ktorym moze kiedys bede rowniez mogl posluzyc pomoca . A w przyszlosci zapewne pomoge i tym ktorym bedzie potrzebna pomocna dlon w ciezkich poczatkach zycia na obczyznie.
Tylko dlatego ze w zylach nas wszystkich plynie polska krew .
Bede wdzieczny kazdemu z Was za najmniejsze , chocby tylko duchowe wsparcie .
Polski emigrant
Fachurra
Ps.
Dzis wieczorem beda do mnie dzwonic z naszej powiatowej rozglosni radiowej „ Moja Rola 72,2 ” . Ktos opowiedzial im o imprezie jaka wydalem w naszej gospodzie i pokazal moje zdjecie jako lekarza ( to z dunskiej fabryki konserw rybnych , w bialym fartuchu i czapeczce ) i teraz chca robic ze mna telefoniczny wywiad o metamorfozie ( co to jest ?) Polaka na emigracji .