o Kaczyńskim

Miejsce do publikacji twórczości własnej uczestników Forum (poezja, próby literackie i inne).
froke
Posty: 20
Rejestracja: pt kwie 29, 2016 12:12 pm

Re: o Kaczyńskim

Post autor: froke » ndz sty 29, 2017 2:25 pm

Encyklopedia Solidarności o prof. Zybertowiczu:
W 1980 współautor (wraz z Romanem Bäckerem – antypolak – komuch) tekstu programowego PZPR ,,Ostatnia szansa PZPR” w ramach Komisji Konsultacyjno-Porozumiewawczej Podstawowych Organizacji Partyjnych w Toruniu (tzw. struktury poziome PZPR).
A takie ,,złote” myśli przelewał prof. Zybertowicz w trockistowskim, antykościelnym biuletynie ,,Sigma” w 1980 roku, wydawany przy czerwonym ZSP w UW, (Sigma skupiała młodych rewolucjonistów o poglądach marksistowskich i trockistowskich):
,,PZPR nie jest organizacją z natury niereformowalną – jak chcą niektórzy. Jest jednak organizacją bardzo oporną wobec istotnych reform, zawsze bardziej skłonną do zmiany dekoracji, niż treści. Nie wygramy jednak kampanii reform w kraju bez odnowy partii, bez zmiany układu sił wewnątrz tej organizacji. Tym razem nie uda się przywrócić nawet na krótko autorytetu partii za pomocą słów. Bariera społecznej wiarygodności władzy została wysoko podniesiona. Mamy też do czynienia z nową jakością – masy uzyskały swoją organizację. Nie pozwolą narzucić sobie bezkarnie polityki sprzecznej z ich odczuciami. Nie wolno jednak pokładać w nowych niezależnych związkach zawodowych zbyt wiele nadziei. Związki zawodowe, jako organizacja nastawiona ze swej natury do pilnowania interesów pracowniczych bardziej nadają się do korygowania złych rozwiązań, niż do wypracowywania programów. Krajowi i klasie robotniczej potrzebna jest partia robotnicza. (…) Dziś najkrótsza ku temu droga, to odnowa PZPR.” – tak pisał prof. Andrzej Zybertowicz, dziś doradca Dudy, wczesniej L. Kaczynskiego, ,,demaskatora” służb specjalnych, likwidatora WSI, potępiający,,Bolka”.
Pisał dalej ,,Wszystkie dotychczasowe próby odnowy PZPR kończyły się na manowcach, m.in. dlatego, iż nigdy punktem ich wyjścia nie była marksistowska analiza układu sił politycznych w samej partii. Rozwiązanie jest proste: trzeba poddać aktyw faktycznej, oddolnej kontroli społecznej”.
Moim zdaniem prof. Zybertowicz, to cyniczny karierowicz, za kariere zrobił wszystko, by jako człowiek skompromitować się do granic możliwości. Być trockistą – marksistą i jednocześnie przefarbować się na ,,prawicowca” by ciągle być z władzą. To człowiek bezideowy, bez zasad moralnych w polityce, dlatego dzisiaj ma zadanie okłamywać polaków, wskazywać fałszywego złodzieja, fałszywego okupanta, fałszywego szpiega, agenta i nie ważne pod jakim szyldem partyjnym występuje, ważne by skutecznie odwracać uwagę od rzeczywistych okupantów Polski. Tacy ludzie to strasznie słabi ludzie, dlatego są wykorzystywani przez tych z pod znaku cyrkla i fartuszka do własnych antynarodowych celów. Podejrzane jest jego dość szybkie wyjście z więzienia w czasie stanu wojennego. Takich należy lustrować w pierwszej kolejności, tzn. tych co szybko przeszli z strony trockistów na stronę ,,prawico – katolicką”.

Zygmunt Wrzodak
Czł. ,,Solidarności” od 1980 roku w Ursusie, nigdy nie związany z żadną organizacją komunistyczną

Awatar użytkownika
pomorzak
Posty: 6942
Rejestracja: sob paź 17, 2009 9:30 pm
Kontakt:

Re: o Kaczyńskim

Post autor: pomorzak » wt sty 31, 2017 12:46 pm

no to jako ciekawostke cos od pana Zbigniewa Stonogi
Operacja BUŚ
Brak komentarzy 21 stycznia 2017 Liczba wyświetleń: 196 592

Szanowny Panie Zbigniewie
Z wielką fascynacją obserwuję pańskie działania, które już posłużyły dobru Polski i które posłużą pewnie jeszcze nie raz.

W 1993 roku na łamach tygodnika NIE ukazał się artykuł autorstwa Jerzego Nasierowskiego pt.Mąż Kaczyńskiego , który dotyczył homoseksualnych relacji Jarosława Kaczyńskiego.Media oraz politycy powinni zadać dziś pytanie dlaczego o tej sprawie tak długo jest cicho.
Moja wiedza na ten temat wynika z faktu, że w latach 1991-1996 pracowałem jako oficer Wojskowych Służb Informacyjnych zajmując się rozpracowaniem środowiska politycznego związanego z Jarosławem Kaczyńskim.W szczególności zajmowałem się zbieraniem obciążających i kompromitujących materiałów dotyczących życia osobistego prominentnych osób ze środowiska Porozumienie Centrum.
Jako oficer WSI prowadziłem między innymi sprawę pod kryptonimem BUŚ.Sprawa ta rozpoczęła się w efekcie zbierania w różnego rodzaju działaniach prowadzonych przez WSI i inne służby specjalne informacji o rzekomych seksualnych skłonnościach Jarosława Kaczyńskiego.
Jej celem było zebranie wszystkich informacji na temat preferencji irelacji seksualnych Jarosława Kaczyńskiego oraz życia osobistego innych osób ze środowiska ówczesnej prawicy.

Materiały te były zbierane na wszelki wypadek po części z inspiracji środowisk związanych z ówczesnym Prezydentem Lechem Wałęsą.W ramach prowadzonych działań zajmowałem się m.in. gromadzeniem informacji nt związków i relacji intymnych osób związanych z PC, m.in.Jarosława Kaczyńskiego,Ludwika Dorna, Jana Parysa, Adama Glapińskiego,Krzysztofa Wyszkowskiego oraz ekipy młodszych działaczy stanowiących otoczenie liderów PC m.in. Przemysława Gosiewskiego, Aleksandra Szczygło, Sławomira Skrzypka, Mariusza Kamińskiego i kilku innych.

Prowadzenie sprawy operacyjnej Buś zostało mi powierzone osobiście przez Szefa WSI adm.Czesława Wawrzyniaka w 1991 roku gdy powstawał rząd Jana Olszewskiego.Była ona prowadzona do 1996 roku kiedy to została finalnie zamknięta czyli w sumie przez 5 lat.
Ze względu na charakter, a także fakt,że objęte nią osoby zajmowały publiczne stanowiska, dostęp do zgromadzonych materiałów miał tylko szef WSI.Zgromadzone w sprawie materiały należały do najpilniej strzeżonych materiałów gromadzonych w służbach w latach 90.
Obowiązywała również specjalna procedura ich przechowywania i zabezpieczenia.Pierwsze materiały związane ze sprawą zostały zebrane dzięki wewnętrznemu śledztwu w WSI, dotyczącemu przecieków i przekazywania poufnych i tajnych informacji z WSI do członków PC.
Zarząd WSI powziął na początku 1992 roku przypuszczenie,że tajne materiały kontrwywiadu i wywiadu wojskowego, a także wewnętrzne informacje służb trafiają do rąk wysokich rangą PC, a w szczególności Jarosława i Lecha Kaczyńskich.Celem śledztwa było zidentyfikowanie źródła tych przecieków ze służb.Na rozpoznanie go pozwolił kontrolowany wyciek materiałów.


Pod koniec 1992 roku została przygotowana fotografia przedstawiająca rzekomo Mieczysława Wachowskiego podczas kursu służby bezpieczeństwa odbywającego się w Świdrze w 1977 roku fotografia ta przedstawiała rzeczywistych uczestników kursu w Świdrze.Wykorzystano jednak pewne podobieństwo przedstawionej na zdjęciu osoby z Mieczysławem Wachowskim, a jeden z uczestników kursu poinstruowany przez służby wskazał, że przypomina sobie biorącego udział w kursie Mieczysława Wachowskiego.
Fotografia jako swoista ciekawostka krążyła jako „znalezisko” z archiwum WSI między kilkoma wysokimi rangą oficerami WSI, którzy dzielili się wiedzą na jej temat z innymi oficerami służby.


W ten sposób trafiła również w ręce osoby podejrzewanej o przeciek.
Z uwagi na otwarty konflikt między braćmi Kaczyńskimi, a Lechem Wałęsą zachodziło przypuszczenie,że osoba dostarczająca informacji ze środka służb środowiskom prawicowym będzie skłonna poinformować je o tym odkryciu.
Osobą tą był por.Piotr Polaszczyk oficer WSI odpowiedzialny za ochronę obiektową WAT przy ul.Kaliskiego w Warszawie, mający jako podoficer służb dostęp do różnego rodzaju danych i dokumentów w centrali WSI.
Po zidentyfikowaniu źródła przecieku, w toku sprawdzenia jego kontaktów i relacji okazało się, że Piotr Polaszczyk utrzymuje regularne kontakty o charakterze intymnym z Jarosławem Kaczyńskim, a historia tych relacji sięga 1987 roku.
W 1992 r. i 1993 r., w okresie rozpracowywania sprawy intymne spotkania Piotra Polaszczyka z Jarosławem Kaczyńskim odbywała się na pierwszym piętrze budynku hotelu dla pracowników Wojskowej Akademii Technicznej przy ul.Kaliskiego w Warszawie, gdzie por. Piotr Polaszczyk posiadał pokój do prowadzenia spotkań wynikających z ochrony obiektowej WAT.
W ramach prowadzonej sprawy, w obiekcie został zamontowany sprzęt umożliwiający rejestrację video.Spotkania por. Polaszczyka z Jarosławem Kaczyńskim odbywały się z częstotliwością kilka razy w miesiącu.Zwykle trwały one 1-1,5 godz i kończyły się stosunkiem seksualnym, zazwyczaj oralnym.


Podczas jednego z tych spotkań, które odbyły się pod koniec 1992 roku Polaszczyk przekazał Jarosławowi Kaczyńskiemu pozyskaną przez siebie odbitkę zdjęcia z kursu w Świdrze.Zarówno ten fakt, jak i większość spotkań (z wyjątkiem sytuacji pod prysznicem, gdzie nie sięgał zakres kamer pozwalających na nagrywanie) zostało udokumentowane w ramach prowadzonego śledztwa i dołączone do sprawy pod kryptonimem Buś.Materiał ten zajmuje łącznie kilka godzin nagrań video, a także nagrania audio i stenogramy z nich.


Zdjęcie przedstawiające rzekomo Mieczysława Wachowskiego jako uczestnika kursu w Świdrze zostało następnie przekazane przez Jarosława Kaczyńskiego autorom książki o Mieczysławie Wachowskim, która ukazała się wiosną 1993 roku pod tytułem „Kim Pan Jest Panie Wachowski” Indze Rosińskiej i Pawłowi Rabiejowi.
Rosińska i Rabiej, którzy również byli w tym czasie obserwowani przez służby WSI, otrzymali od Jarosława Kaczyńskiego kopię zdjęcia , które zostało następnie zaprezentowane w głównym wydaniu dziennika telewizyjnego jako dowód na związki Mieczysława Wachowskiego ze służbami bezpieczeństwa PRL.
Zdjęcie to skomentował następnie w telewizji sam Jarosław Kaczyński, który potwierdził, że wg jego informacji znajduje się na nim Wachowski.
W efekcie tej sytuacji na zdjęciu rozpoznała się osoba, która się na nim rzeczywiście znajduje: Komisarz policji z Lublina Arnold Superczyński.
Przygotowanie i wykorzystanie „zdjęcia ze Świdra” pozwoliło jednak WSI na zdemaskowanie źródła przecieków informacji wewnątrz służb oraz uzyskanie wiedzy na temat intymnych, homoseksualnych relacji oficera WSI z ówczesnym szefem Porozumienia Centrum.
Kontakty te miały częsty charakter i zostały bardzo dobrze udokumentowane na różnych nośnikach (zdjęcia, filmy,nagrania dźwiękowe).


Porucznik Piotr Polaszczyk był osobą o dużym temperamencie seksualnym, utrzymującym w tym czasie mimo pozostawania w związku małżeńskim wielu związków o charakterze biseksualnym w tym z osobami z duchowieństwa wojskowego.


O roli por. Piotra Polaszczyka w środowisku prawicy wspomina raport o działaniach WSI opracowany przez Antoniego Macierewicza.
Raport ten opisuje m.in. sprawę o kryptonimie „PACZKA”, która rozpoczęła się w 1993 roku i dotyczyła rozpracowywania kontaktów porucznika Piotra Polaszczyka oraz prowadzonej przez niego działalności gospodarczej (str.75-76 raportu) „PACZKA” była wewnętrznym śledztwem WSI zapoczątkowanym przez sprawę pod kryptonimem „BUŚ”.
Od początku dotyczyła ona- inaczej niż opisano w „Raporcie Macierewicza” kontaktów tego oficera ze środowiskiem politycznym, a nie spraw i kontaktów gospodarczych, które stały się jedynie pretekstem do jej prowadzenia.
Te kontakty i relacje zostały bardzo szeroko dokumentowane.WSI we wszystkich tych sprawach (prowadzona była zarówno obserwacja stacjonarna, jak i podsłuchy i inne działania) zebrała bardzo bogaty materiał dowodowy w tym zdjęcia i filmy.Materiał ten- jak zauważa raport Macierewicza- nie znalazł się jednak w archiwach śledztwa pod kryptonimem „PACZKA”.Powód tego był bardzo prosty zawierał on również materiały i informacje dotyczące homoseksualnych relacji Jarosława Kaczyńskiego z por. Piotrem Polaszczykiem łącznie z materiałem filmowym i fotograficznym.
Całość dowodów i obserwacji na ten temat było dokumentowane w ramach sprawy BUŚ, która wzięła swój kryptonim od imienia kota należącego do Jarosława Kaczyńskiego.W ramach sprawy „PACZKA” obserwowany był również Paweł Rabiej współautor wraz z Ingą Rosińską książki „Kim Pan jest Panie Wachowski”, wskazany w artykule opublikowanym na łamach tygodnika NIE jako „mąż” Jarosława Kaczyńskiego.
W artykule tym Jezry Nasierowski opisał intymną relację łączącą dziennikarza i Prezesa Porozumienia Centrum.
W aktach sprawy „BUŚ” znajdują się również materiały dotyczące tej kwestii, świadczące o utrzymywaniu intymnych kontaktów wspomnianego z Jarosławem Kaczyńskim.
Sprawa „PACZKA” dostarczyła jednak dodatkowych informacji na ten temat, dotyczących preferencji seksualnych innego, wysokiego później rangą działacza PiS, Aleksandra Szczygło.Od 1993 r., do konca 1996 r., Paweł Rabiej pozostawał w intymnych relacjach z Aleksandrem Szczygło, pełniącym wówczas obowiązki dyrektora gabinetu Prezesa NIK, którą to funkcję sprawował wówczas Lech Kaczyński.
Do nawiązania tej relacji doszło w marcu 1993 r., gdy Paweł Rabiej zamieszkał początkowo z Aleksandrem Szczygło w hotelu Uniwersytetu Warszawskiego przy ul.Belwederskiej w Warszawie gdzie byli zakwaterowani urzędnicy NIK, a następnie przy ul.Rejtana w Warszawie, w mieszkaniu służbowym należącym do Najwyższej Izby Kontroli.


Wojskowe Służby Informacyjne gromadziły informację na ten temat z obserwacji i nagrań.Powodem do inwigilacji był m.in. fakt, że w mieszkaniu zajmowanym przez Aleksandra Szczygło przy Rejtana dochodziło do poufnych spotkań polityków różnych opcji politycznych z Lechem Kaczyńskim, głównie w trakcie prezydentury Lecha Wałęsy.Materiały z podsłuchów, nagrań i filmów dotyczących tej relacji również zostały zaewidencjonowane w ramach sprawy „BUŚ”.
Obserwacja ta trwała do czasu wyjazdu Aleksandra Szczygło na stypendium rządowe do USA, wówczas materiały zostały zarchiwizowane.
W ramach obserwacji środowisk prawicowych i ich relacji prowadzone były również bezpośrednie obserwacje i zakładane podsłuchy u innych osób z ówczesnego otoczenia braci Kaczyńskich.
W jej ramach prowadzone były między innymi szerokie inwigilacje dotyczące intymnych relacji Jana Parysa, Ministra Obrony Narodowej w rządzie Jana Olszewskiego z Małgorzatą Bocheńską oraz późniejszą partnerką red. Józefa Szanawskiego z Haliną Frąckowiak (WSI podejmowały działania zmierzające do rozbicia tego związku w innej prowadzonej przez siebie sprawie) Krzysztofa Wyszkowskiego (doradcy Jana Olszewskiego) z Joanną Kluzik oraz jego późniejszą partnerką, Adama Glapińskiego, Wojciecha Dobrzyńskiego oraz młodych działaczy Porozumienia Centrum w tym Mariusza Kamińskiego.


Podczas tych działań zebrany został bardzo obszerny materiał dowodowy: w momencie archiwizowania sprawy, objęty nią materiał liczył kilkadziesiąt godzin nagrań oraz kilkaset stron dokumentów przede wszystkim stenogramów z rozmów i nagrań ale również listów i zeznań informatorów.
Materiały sprawy BUŚ zawierają wiele szczegółów z intymnego życia osób związanych z wczesnym środowiskiem PC, a zajmujących później wysokie stanowiska w administracji rządowej i parlamentarnej.
Zgromadzone w niej filmy, zdjęcia i stenogramy mogą być w przeszłości źródłem nacisku i instrumentem szantażu wobec wskazanych przeze mnie osób istnieją poszlaki, że ich zawartość została wykorzystana przynajmniej raz do zablokowania nominacji jednej z osób związanych ze środowiskiem Jarosława Kaczyńskiego na stanowisko w resorcie obrony narodowej.

Oznacza to,że materiały te gromadzone na początku lat 90 mogą być dla Pana jedyną skuteczną bronią przed działaniami jakie są obecnie w Pana wymierzone.

Jako oficer WSI zajmowałem się gromadzeniem informacji spraw osobistych czynnych polityków z przekonaniem,że służby to stabilizacja państwa i ochrona jego struktur.Teraz takiego przekonania nie mam, a w szczególności gdy widzę jakie ryzyko podjął Pan na przestrzeni ostatniego roku i jakie są tego efekty.

Znając zawartość zebranych wówczas materiałów, a także charakter wiedzy gromadzonej przez WSI, przesyłam Panu część z nich w nadziei, że Pańska determinacja pozwoli je ujawnić przecinając pasmo politycznych sukcesów Jarosława Kaczyńskiego ale nade wszystko uniemożliwiając swobodny rozwój polityki PiS, a przez to uwolnienie Polski od zbyt ryzykownych możliwości wpływania na Jarosława Kaczyńskiego instrumentami ewentualnego szantażu.

Pozdrawiam

(dane do mojej wiadomości)

http://www.zbigniewstonoga.eu/post/8215/operacja-bus/

froke
Posty: 20
Rejestracja: pt kwie 29, 2016 12:12 pm

Re: o Kaczyńskim

Post autor: froke » pn mar 27, 2017 6:31 am

Ostatnio zrobiło się głośno o autobiografii Jarosława Kaczyńskiego, w której przedstawił zasługi swojego nieżyjącego brata dla NSZZ „Solidarność”. Z kategorii Dzielnice Jesteś Moją Pasją, czyli Bydgoska Droga Krzyżowa, która przeszła dzisiaj ulicami miasta. Miejska Droga Krzyżowa [ZDJĘCIA] W bydgoskim Ogrodzie Zoologicznym kijanki przekształcają się w dorosłe, trójbarwne drzewołazy. Te maleńkie żabki można podziwiać w pawilonie terrarium Zmiany w terrarium bydgoskiego zoo [ZDJĘCIA] Według prezesa Prawa i Sprawiedliwości, to jego brat był postacią faktycznie kierującą „Solidarnością”. Ponieważ ta wizja historii spotkała się z gwałtownymi reakcjami innych byłych działaczy związku, w tym lidera „Solidarności” Lecha Wałęsy, o przybliżenie nam rzeczywistej roli byłego prezydenta RP w strukturach związkowych poprosiliśmy jedną z legend „Solidarności”, Jana Rulewskiego. Czy Jarosław Kaczyński mówi prawdę czy się myli? reklama loading... To zależy, co Jarosław Kaczyński ma na myśli, mówiąc o roli swojego brata w „Solidarności”. Owszem, epizodycznie grał on pierwsze skrzypce w związku, ale działo się to tylko przez krótki czas i to już po okrągłym stole, wiosną 1989 roku. A wcześniej, po strajkach sierpniowych, przed stanem wojennym? Kto wówczas kierował związkiem? Kiedy powstała „Solidarność”, dbaliśmy o to, by nie było w związku takiej czapy, jaką posiadały stare związki zawodowe w postaci CRZZ. Dlatego nie budowaliśmy formalnych struktur. Związek działał wówczas w ten sposób, że Lech Wałęsa miał do działania tzw. grupę roboczą, w skład której wchodzili przedstawiciele największych i najaktywniejszych regionów związkowych. Byli to m.in. Karol Modzelewski, Janusz Onyszkiewicz, Marian Jurczyk, było tam też miejsce dla mnie. A co wówczas robił Lech Kaczyński? Muszę w tym momencie zmartwić Jarosława Kaczyńskiego: w tej grupie nie było jego brata. Lech Kaczyński przewijał się wówczas w „Solidarności” jako jeden z licznej grupy tzw. ekspertów związku. Przy Wałęsie funkcjonowały dwa zespoły doradcze: główne role w nich odgrywali Andrzej Celiński, Andrzej Wielowieyski, Bronisław Geremek, Tadeusz Mazowiecki, Jacek Kuroń, Jadwiga Staniszkis. Pamiętam też Władysława Siłę-Nowickiego, Lecha Bądkowskiego, Jana Strzeleckiego. To zza ich postaci w mojej pamięci widzę wychylającą się okazjonalnie sylwetkę Lecha Kaczyńskiego. W żadnej z tych grup eksperckich nie zapamiętałem, by występował na stałe w wiodącej roli. A jaką rolę pełnił Lech Kaczyński później, już po odrodzeniu się „Solidarności” i okrągłym stole? Przyznać muszę, że to właśnie wtedy Lech Kaczyński stał się ważnym działaczem naszego związku. To wtedy odbył się jego „lot orła”, kiedy trzeba było napisać nową ustawę o związkach zawodowych. To on ją wówczas sklecił i to tak skutecznie, że została przyjęta przez parlament. Przyjęty został także do Komisji Krajowej. Jednak jego najlepszy czas w związku i nawet przewodniczenia mu miał dopiero nadejść. Kiedy to się stało i w jaki sposób? Kiedy Lech Wałęsa kandydował na funkcję prezydenta RP, ktoś musiał przejąć jego rolę kierowania związkiem jako pierwszy wiceprzewodniczący. Nikt z najbardziej znanych działaczy nie chciał się na pełnienie tej roli zgodzić, w końcu zaproponowano to miejsce Lechowi Kaczyńskiemu, który jednak wyraźnie wówczas zaznaczył, że nie ma zamiaru pełnić roli tej na stałe, jedynie tymczasowo, na okres wyborów prezydenckich. Tu muszę przyznać, że w tworzeniu tego „odrodzonego” związku, już po okrągłym stole, rola Lecha Kaczyńskiego była znacząca, a nawet kluczowa. To szybko dostrzegł sam Wałęsa i zabrał po wygraniu wyborów obydwu braci Kaczyńskich do swojej kancelarii.

Rozmowa z Janem Rulewskim.

froke
Posty: 20
Rejestracja: pt kwie 29, 2016 12:12 pm

Re: o Kaczyńskim

Post autor: froke » czw sie 31, 2017 2:53 pm

"Telegraf PISu
Friday, 24 February 2006

Przyszedł czas na to aby poruszyć temat uczciwości nieskazitelnego PiS. Tekst, który za chwile przeczytacie jest zbiorem informacji z różnych źródeł, prasy (Rzeczpospolitej, tej dobrej jeszcze jak redaktor wildstein pracował), stenogramów z posiedzeń sejmu i speckomisji, w końcu wypowiedzi różnych polityków i osób badających opisaną poniżej sprawę. Nie ma w tym fragmencie tekstu choćby jednego mojego słowa komentarza interpretującego wydarzenia, jedynie suche fakty.

Troche historii

W 1990 roku powstała spółka Telegraf, założyli ja liderzy z Porozumienia Centrum obecnego PiS, we władzach spółki zasiadł Maciej Z., Jarosław K. i Marian P. Stworzona przez polityków PC spółka miała zajmować się właściwie wszystkim poczynając od wydawania czasopisma `Telegraf', budowy stacji TV, stacji benzynowych, centrów handlowych i szeroko pojeta działalność usługowa. Telegraf przez pierwsze miesiące działalności nie wykazał najmniejszej aktywności gospodarczej (do końca niczego nie wydał i nie wybudował żadnej stacji TV), a mimo to zgromadził gigantyczne pieniądze około 250 mln tłumacząc ten fakt zainteresowaniem inwestorów, którzy wpłacali kolejne kwoty na rozwój firmy. W czasie gdy funkcjonował Telegraf Jarosław K. był szefem kancelarii prezydenta Wałesy, a Maciej Z. sekretarzem stanu w tejże, wówczas we władzach Telegrafu zasiadali również Lech K. i Andrzej U., były poseł KLD, obecny szek kancelarii Lecha K. Do kasy Telegrafu spływały pieniądze z różnych źródeł miedzy innymi: państwowego Banku Przemysłowo-Handlowego, centrali handlu zagranicznego Budimex, firmy prywatnych Pol-Kaufring czy RDS Bankier. Wszystkie te inwestycje nie wzbudziły takich kontrowersji jak trzy najgłośniejsze sprawy:

1) podpisanie przez ówczesnego ministra Adma G. (PC) listu intencyjnego popierającego staranie włoskiego inwestora Itelco, który miał za 80 mln dolarów pożyczonych we włoskich bankach wybudować 7 regionalnych stacji TV, w uzyskaniu kredytu miało być pomocne wsparcie polskiego rządu. Nigdy do realizacji projektu nie doszło
2) Powiązania spółki Telegraf z Art-B poprzez kontakty Macieja Z. z prezesami Baksikiem i Gasiorowskim.
3) Powiązania afery FOZZ ze spółka Telegraf, przekazywanie kwot uzyskanych z nielegalnego procederu FOZZ na rzecz Telegrafu.

Ad1. Afery Telgrafu nigdy nie rozwikłano, finał znalazł jedynie tzw wątek Art-B, sąd skazał Macieja Z. najbliższego współpracownika Jarosława K. w latach 90 na karę 3,5 pozbawienia wolności w związku z przyjmowaniem korzyści materialnych od prezesów Art-B, za przekazanie informacji prezesom Art-B, które umożliwiły im ucieczkę. Maciej Z. w tej chwili odbywa karę.

Ad2. Sprawa FOZZ była przedłużana w nieskończoność, trwała ponad 12 lat (od 1993 roku), w tym czasie prezesem NIK był Lech Kaczyński, 4 lata rządził AWS, ministrem sprawiedliwości w tym rządzie był również Lech Kaczyński.

Ad3. Sprawa ucichła, jednak o samym ministrze nadal głośno. Jak zeznał jeden ze świadków w czasie przesłuchań komisji orlenowskiej Artur Folaron, Adam G. utrzymywał szerokie kontakty z lobbystą Markiem Dochnalem, a w czasie kiedy był ministrem wprowadził koncesje na obrót towarami z zagranicą, w tym na dostawy ropy, co zapoczątkowało serie afer paliwowych. Coś na wzór ustawy na zamówienie.

Poza Maciejem Z. żadnemu z wymienionych członków PC (PiS) nie postawiono zarzutów, jako ciekawostkę mogę dodać, że sędzia, który prowadził sprawę FOZZ w ostatniej fazie, został wiceministrem w rządzie Marcinkiewicza.

Po co napisałem ten tekst, jak się zaraz dowiem rodem z urbanowskiego NIE, co charakteryzuje skomuszłaego liberała, sterowanego przez różowych jankieli z GW. Otóż napisałem go po to, żeby pokazać jakim mechanizmem posługują się PiS maniacy. Gdybym był na ich poziomie odesłałbym Was do filmu 'Dramat w trzech aktach', to taka propaganda w stylu `Nocnej zmiany'oczerniająca kaczyńskich przy pomocy esbeckich metod dobierania świadków i `faktów'. Na szczęście przede wszystkim dla mnie do nizin fanatyka PiS jest mi daleko i dlatego zrobię coś, czego szanujący się propagandzista IV RP nigdy by nie zrobił. Kierując się zdrowym rozsądkiem uważam, że:

- bracia święci nie sa w tej sprawie na pewno, ale raczej padli ofiarą Telegrafu, niż byli jego beneficjentami, a zeznania ubeków takich jak Pineiro, oczerniających ich w TV kwiatkowskiego są dla mnie funta kłaków warte.
- co do Macieja Z. i Adama G. nie mam zbyt wielu złudzeń, obaj siedzą w tym i paru innych sprawach po uszy i prawdopodobnie jak większości aferzystów, wszystko ujdzie im płazem, albo płacą minimalną cenę
- powołania na ministra sędziego kryżego nie rozumiem, nie mam jednak dowodów na jakikolwiek związek z opisaną sprawą, niemniej jednak, sprawa FOZZ bez wątpienia miał wpływ na awans sędziego, któy poza FOZZ wsławił się jedynie sądzeniem opozycji w stanie wojennym. Na koniec warto jeszcze dodać, że za rządów PiS skazanym w aferze FOZZ sąd obniżył wyroki. "

froke
Posty: 20
Rejestracja: pt kwie 29, 2016 12:12 pm

prawda wiary

Post autor: froke » pn sty 01, 2018 3:14 pm

"Wielu ludzi doskonale wie jak zaciekle kościół tępił starożytne kroniki podczas tak zwanej ewangelizacji Ameryk, podczas której wymordowano kilkaset milionów Indian. Palono i niszczono wszystkie święte księgi Majów, Azteków, mordowano kapłanów, rabowano tubylców, wywożono ich majątek i tak dalej. Do dziś ocalały zaledwie trzy księgi z czasów sprzed chrystianizacji Ameryk. Dużo ludzi o tym wie. Bardzo mało ludzi natomiast zdaje sobie sprawę, że w Polsce podczas tak zwanego katoliczenia było dokładnie… to samo. Po wkroczeniu na nasze ziemie obcej religii mającej korzenie w judaizmie natychmiast niszczone były nasze kroniki, bóstwa i świątynie słowiańskie, wycinane były święte dla Słowian dęby i gaje.
Każde miejsce rodzimej wiary było plugawione judaistycznymi bałwanami. Mające wcześniej jedną religię i jeden język plemiona i słowiańskie narody nawzajem były przeciwko sobie podjudzane. Słowiańskie miejsca kultu były burzone, kapłani zabijani a w ich miejsce i na ich kościach stawiano demoniczne kapliczki sił ciemności… kościoły. Najzacieklej jednakże, bo ogniem, mieczem i egzekucjami niszczono starożytną wiedzę: zwyczaje, święta, kapłanki, wymazując wszelkie starożytne ślady dotyczące naszej wcześniejszej historii oraz przyrodzonej wiary. Zamiar tych działań był tak prosty, że aż oczywisty: brutalnie wprowadzić niewolnictwo wcześniej wolnych ludzi (feudalizm), obarczyć zniewoloną ludność systemem podatkowym narzuconym przez pseudo władzę, eksploatować gotową i w pełni niepodległą infrastrukturę (miasta, wsie i grody), potem zaprowadzić u niewolników historyczny analfabetyzm, a następnie pokazać późniejszym – (łatwo)wiernym analfabetom „dowód”, że przed katolikiem Mieszkiem Pierwszym na ziemiach Słowian nie było… niczego. Pustka. Nie było nic, tylko dzikie zające tam biegały do czasu, aż z dobrą nowiną i sercem na dłoni przyszedł ksiądz dobrodziej i wyczarował Polskę, kiedy pomachał kropidłem jak Harry Potter. A jak już wyczarował no to mamy od tysiąca lat"

ODPOWIEDZ