Moja mama, chyba z miłości do Taty , święć Panie nad jego dusza, do dzieci, wnuków i prawnuków, gotuje zawsze na “Cała na przód”. W przepisach nie dostrzega takich niuansów jak “gotować na małym ogniu”. Jest zatem zdania, że skoro na małym ogniu należy coś gotować godzinę, to na dużym wystarczy pół.
Więc tym razem i ja byłam zatem ciekawa tego szybkiego kapuśniaka, bo może się okazać iż moja mama nie jest jedyną mistrzynią gotowania na czas. Przepis jak przepis, dupy nie urywał i nie byłam do końca przekonana czy ma sens. Takich jak ja było więcej, więc zainteresowałam się komentarzami. Od zawsze czytam komentarze pod przepisami i nie tylko pod nimi .
Tam zawsze się dzieje.
Pan Przemysław ze Złotoryi był zdania, że kapuśniak bez boczku to nie kapuśniak. Innego zdania była Ilona z Poznania. Twierdziła, że świnie są hodowane w katastrofalnych warunkach, więc pan Przemek to szubrawiec, morderca i dziaders. Pan Przemysław odpowiedział równie elegancko, nazywając panią Ilonę kobiecym narządem, dodając, że sądząc po nie wyjściowej mordzie, jest narządem nieprzesadnie eksploatowanym. Oczywiście ubrał to w bardziej ludyczne słowa.
W innym komentarzu Pan Adam ze Strzegowa dołożył do pieca twierdząc, że do kapuśniaku dodaje się słoniny. Było jasne, że nie czytał boczkowego wątku. Na szczęście pani Ilona była nadal zajęta panem Przemkiem, oprawcą trzody chlewnej, więc nie zauważyła podbicia stawki. Zauważył to jednak pan Wojtek z Karczewa i natychmiast dał salwę burtową. Twierdził, że pan Adam to wieśniak, a wieśniak musi się nażreć tłusto, dużo i niekoniecznie świeżo.
- A żryj knurze, aż ci twoją grubą dupę rozerwie - zakończył. Niestety nikt nie podjął tak obiecującego wątku. Pan Adam też nie, może poszedł sprawdzał połączenia do Karczewa.
W kolejnym komentarzu pan Achim z Chorzowa zapewniał, że “na hasiok” z takim przepisem, bo na Śląsku dodaje się dużo kminku i w kapuśniaku musi pływać cała kiełbasa, najlepiej ze świniobicia. A w ogóle to nie ma jak śląska wodzionka ze skwarkami. Pan Wojtek zlekceważony przez pana Adama, natychmiast przerzucił zwrotnicę i skomentował światopogląd pana Achima. Był zdania, że tu jest polski portal i opcja niemiecka wypierdalać. Pan Achim podjął rękawicę.
- Jak czytom takich ciuli ja ty gorolu, to zarozki mi sie fce pitnonć do Rajchu.
Pani Marzena z Wilanowa wyraziła dezaprobatę dla całego dania jako takiego, oczywiście w sensie wartości intelektualnej na tle osiągnięć światowej gastronomii. Napisała, że jesteśmy europejskim zaściankiem i nim zostaniemy, jeśli nadal będziemy hołdować tradycjom pańszczyźnianych chłopów. Pisała, że marzy by wyjechać z tego, jak to określiła w zagranicznym języku - Anus culturae.
- Ty franco warszawska, wypiliście gnoje naszą krew, okradli Polskę i teraz nogi za pas, co? - pan Adam powrócił do piłki przewracając intelektualny stolik.
- Panie Adamie, to na bank Żymianka. Pan rozumie czy nie? Ży..mianka!- podsumował pan Wojtek nie bacząc na kosę jaką miał z panem Adamem w kwestii słoniny.
- W dupie mam skąd ta złodziejka jest - pan Adam nie zrozumiał metafory, ale miał swoją hipotezę - pewnie kochanica tego rudego z Wehrmachtu.
- Ja się wprawdzie merytorycznie z panią Marzeną nie zgadzam - wtrąciła pani Ilona - ale faktem jest, że cywilizowany świat odchodzi od atawizmów, przechodząc na dietę wegańską.
- I ch*** z nimi, lewacka lesbo - zawyrokował pan Lucjan z Tczewa, który nagle pojawił się nie wiadomo skąd. Ale świeży powiew wprowadził dopiero koleś o ksywce Ultras@Wawa.
- Legia grać, cweli lać - i uściślił adres - Widzewiany, same kurwy i cygany.
Wejście kibica na moment przerwało dyskusję i zapanowała cisza. Pojawił się więc nieśmiały komentarz niejakiego Henryka ze Szczytna:
- Ludzie, to tylko kapuśniak, po co tyle agresji, przecież to nie jest bitwa pod Grunwaldem. Opanujcie się, każdy gotuje jak lubi.
Pierwszy ze stuporu wyszedł pan Wojtek.
- A ty Krzyżak skąd żeś się urwał?
- Co znaczy tylko? - wzburzył się pan Adam - to nasza tradycja narodowa. Nie po to nasi ojcowie krew przelewali, żeby teraz byle łajza sobie kapuśniakiem mordę wycierała.
- Do budy, ty ruska onuco - nagle obudzi się pan Przemek, ten od boczku - ty nam nie będziesz mówił jak Polacy mają ze sobą rozmawiać
- Ja wolę Wedżi - wtrąciła pani Ilona, ale wszyscy ją zignorowali i niespodziewanie szybko doszli do wspólnych wniosków.
Po pierwsze, że omawiany przepis jest policzkiem w twarz dla polskiej tysiącletniej tradycji. Że kapuśniak jest naszą spuścizną narodową i należy mu się najwyższy szacunek. Byli też zgodni co do tego, że takie osoby jak panie Ilona i Marzena, nie są godne delektowania się naszym skarbem narodowym. Każda z innego powodu. Jedna lewaczka, a druga brukselska menda.
Moja mama kapuśniak gotuje także na czas i może nawet pobiła rekord Polski w tej dyscyplinie. Mam jednak wrażenie, że byłaby zdziwiona tą żywą dyskusją i czasami w jakich przyszło żyć jej dzieciom , wnukom i prawnukom.Ponieważ nie dosłyszy już i nie dowidzi często , to nie przekazujemy jej wieści nowego Porządku Światowego i Polskiego Ładu w nim. Niech pobędzie jeszcze szczęsliwa i wierzy , że ten świat dla niej wypiękniał.
Mamuś, Twój kapuśniak, pomimo kilku wad jest zawsze super.
Ja summa sumarum na obiad zrobiłam spaghetti vangole. Wiadomo, zdrajczyni i renegatka.
A jak Wasze kapuśniaki … mają w sobie kartofle czy pyry czy co tam innego w tym temacie ....
i oczywiscie czekam na komentarze ..tak tu zawsze pięknie serwowane
vika
