OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?

Śmiech to zdrowie.
Fachurra
Posty: 100
Rejestracja: pt gru 04, 2009 9:07 am

Re: OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?

Post autor: Fachurra »

98


Rumcajs nie próżnował podczas mojej nieobecności. Wszystkie ściany pomalowane, okna umyte, w kuchni posprzątane i nawet ubikacje funkcjonują. Nie sądziłem że taki z niego pracuś. Ale szybko wyprowadził mnie z błędu.. Zaraz po moim wyjeździe zaczęły zgłaszać się kandydatki do pracy. Rumcajs dawał każdej z nich coś do zrobienia jako próbę pracowitości. Jedne musiały trochę posprzątać, inne coś dla Rumcajsa ugotować, a jeszcze inne... Nie chciał powiedziec, zbereźnik jeden. Większość kandydatek starała się pozostawić jak najlepsze wrażenie i robiły wszystko jak należy. Popatrz, popatrz, jaki cwany ten Rumcajs. Dobrego mam wspólnika. Chociaż z drugiej strony, to nie wiem, czy to dobrze mieć za wspólnika kogoś, kto jest tak sprytny.. Przecież może kiedyś i mnie wykiwać.. Od każdej z tych szukających pracy dziewcząt, Rumcajs wziął CV i zdjęcie. Niestety, w większości są to tylko zdjęcia paszportowe. I tu masz taki sam problem, jak przy podrywaniu laski która zatrzymała się w swoim aucie na skrzyżowaniu obok twojego auta. Ładna buzia, długie blond włosy, czarujący uśmiech. Jedziesz za nią. Wreszcie się zatrzymuje, wysiada.. I co? 145cm wzrostu i wymiary 60-120-180 (biust-talia-biodra). Na szczęście Rumcajs ma dobrą pamięć. Cała moja nadzieja, że ma też gust podobny do mojego. Bo dobór personelu jest bardzo ważny. Wykwalifikowany i oddany przedsiębiorstwu personel, to niemalże gwarantowany sukces firmy. Nasz personel nie musi koniecznie być oddany firmie, wystarczy jak odda się kierownictwu. I między innymi dlatego jest nam koniecznie potrzebny bardzo atrakcyjny, damski personel.
No i jeszcze jedną niespodziankę miał Rumcajs dla mnie: dzięki mojej koleżance Mary, dostaliśmy państwową dotację na założenie biznesu. Super! To możemy dziś wieczorem iść trochę pohulać, a przede wszystkim podglądnąć jak pracuje konkurencja w naszej dzielnicy. Póki co, poszliśmy na zakupy. Bo oprócz piwa, to jeszcze nie ma w naszym lokalu nic. Na szczęście dwie ulice od nas jest duży market. Kupiliśmy po kartonie ze wszystkich popularnych markowych trunków i po trzy kartony z najtańszych trunków. Te markowe wypijemy sobie, a potem poprzelewa się te tanie do butelek ze znanymi etykietkami. No i oczywiście kilkadziesiąt butelek wody destylowanej, do poprawiania strawności wysokoprocentowych napojów. I już możemy przygotowywać oficjalne otwarcie. Całe te zakupy zawieźliśmy do naszego lokalu w dwóch wózkach sklepowych. Te wózki zostawiliśmy sobie na wypadek, gdyby kiedyś któryś z naszych gości nie był w stanie poruszać się już o własnych siłach. To go koledzy mogą zawieźć do domu.

99.

A więc dziś wieczorem idziemy szpiegować konkurencję. Jakie mają ceny, co serwują no i czy mają dużo publiczności? Rumcajs wydrukował na komputerze karteczki z adresem naszego lokalu, które będziemy ukradkiem wtykać do rąk gościom innych knajpek i restauracji. Żeby przestali przychodzic tam, a zaczęli do nas. Aha, zapomniałem napisać, że zdecydowalismy się na nazwę -Pij2 - . Krótka, zwięzła, a przede wszystkim mojego pomysłu. Dostaliśmy wprawdzie przez internet wiele ciekawych propozycji, ale co będzie jeśli wykorzystamy któryś z tych pomysłów, a potem zdobędziemy popularność i otworzymy sieć lokali na całym świecie? Wtedy zgłosi się jakiś ktoś i powie, że posługujemy się wymyśloną przez niego nazwą i że za to należy mu się np. 1.000.000 Dolarów, albo 33% naszych akcji. Więc dla zabezpieczenia majątków, nazwaliśmy nasz pub, po prostu -Pij2-. A jutro rano, jak tylko wytrzeźwiejemy, zaczniemy malować szyld z nazwą. No ale żeby wytrzeźwieć, to trzeba się najpierw upić. Kupiliśmy sobie jeszcze okulary słoneczne, bo takie noszą wszyscy tajni agenci i ruszyliśmy na kontrolną popijawę. Kilkaset metrów od nas jest -Bobbys Pub-. Paru Angoli siedzi na fotelikach i gapią się w telewizor, a właściwie w cztery telewizory, bo na każdej ścianie wisi jeden. Cisza.. Słychać bzyczenie muchy i wodę kapiącą z kranu. To ma być knajpa? ZAKŁAD POGRZEBOWY! Wypiliśmy po piwku i po Ballantines i poszliśmy dalej. Następna stacja nazywa się The Crown- Business Pub. Tam już było trochę żywych ludzi. Ale jacyś sztywni tacy, w krawatach i garniturkach, a przecież dziś wcale nie jest niedziela. Ale barmanka fajna. 120/60/90. Fachowcy wiedzą co to znaczy. Musimy ją zapytać, czy nie chciałaby zmienić miejsca zatrudnienia. Zaoferujemy jej lepszą stawkę no i oczywiście możliwość zamieszkania w miejscu pracy i nadgodziny bez limitu.. W tym lokalu spędziliśmy trochę więcej czasu i posiedzielibyśmy pewnie jeszcze dłużej, gdyby nie przyszło mi do głowy, żeby na tablicy na której były ceny drinków napisać wielkimi literami -- SUNDAY-BIG OPENING--PIJ2 PUB --i do tego narysować plan dojśćia do naszego lokalu. To się nazywa w języku managerów Public Relations, czyli robienie reklamy. Ale zostałem chyba źle zrozumiany. Ta barmanka z ogromnymi płucami, zawołała jakiegoś niesympatycznego typa z zaplecza, a ten kazał nam zapłacić i pokazał gdzie są drzwi wyjściowe. Jakiś niegościnny ten angielski naród..C.d.n.
Fachurra
Posty: 100
Rejestracja: pt gru 04, 2009 9:07 am

Re: OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?

Post autor: Fachurra »

-100-



Trzeci z kontrolowanych przez nas lokali, podobał mi się najbardziej. Venus Club - Table Dancing. Po nazwie można już przypuszczać że to wesoły lokal. U nas na weselach też się na stołach tańczy. Tylko że tu trzeba jeszcze za wstęp zapłacić. Nie szkodzi. Dla dobra naszych przyszłych interesów, musimy zainwestować nieco gotówki. A poza tym ta forsa pochodzi z państwowego funduszu na rozwój prywatnej inicjatywy, wiec należy wydać ją zgodnie z przeznaczeniem.
W środku rzeczywiście super atmosfera. Dwie panie musiały już dobrze dać w gaz, bo pozrzucały z siebie ciuchy i tańczyły afrykańskie tańce na stołach, trzymając się metalowych drążków, które pewnie na takie przypadki zostały tam zamontowane. Panuje tu przedziwny zwyczaj. Męscy goście (a są tu prawie sami faceci), wsuwają tym wyginającym się na stołach dziewczynom, banknoty pod gumki od majtek, i wtedy te panienki siadają im na kolana, a potem znikają z nimi za pluszowymi parawanikami. Pomyślałem, ze jest to dobra możliwość promocji naszego lokalu i wsunąłem jednej z nich do stringów kilka naszych reklamowych karteczek . Rumcajs jak to zobaczył to mnie opieprzył, zabrał tej dziewczynie nasze reklamówki, a wetknął jej 10-cio funtowy banknot. Czego on ode mnie chce? Przecież takie dziewczyny mogłyby i do nas przychodzić. To byłby magnes dla męskiej klienteli. Rumcajs wytłumaczył mi, że te dziewuchy tu pracują. A ci goście, którzy wsuną im do majteczek odpowiednią ilość pieniędzy, idą za parawaniki i tam prezentowane jest im specjalne show, takie prywatne. No to ja też chcę mieć prywatne show! 50 funtów dziewczynie za podwiązkę i już mi siedzi na kolanach. Spojrzałem na nią z bliska.... Nieee.. Oczom nie wierzę! Przecież to Anita! Córka naszego sołtysa Wojtka Grzebidły! We wsi opowiada, że jest kierowniczką w eleganckim Londyńskim hotelu, a teraz siedzi mi na kolanach i zaraz będzie dla mnie robiła prywatne show za parawanikiem!!
Całkiem, całkiem ta Anita. Najlepsze jest to, że ona mnie w tych słonecznych okularach jeszcze nie rozpoznała. Więc nie wyprowadzam jej z błędu i idziemy za parawanik. Tam stoi już na stoliku butla szampana ( te numery to już znam z Niemiec) i Anitka zaczyna zrzucać z siebie te podwiązki i te sznureczki, które w dzisiejszych czasach zastępują tradycyjne damskie reformy. Nigdy bym nie przypuszczał, że zobaczę sołtysowa córeczkę bez ubranek, a już wcale, że będzie przede mną i specjalnie dla mnie wyginała się we wszystkie strony. Jak to przy następnej wizycie w naszej wsi opowiem, to mi nikt nie będzie chciał uwierzyć. Więc zrobiłem Anicie ukradkiem kilka ładnych pamiątkowych zdjęć moją komórką. Teraz mam sołtysa w rękach i będzie tańczył jak mu zagram. Ale na razie to jego córeczka dla mnie tańczy i nie tylko tańczy! Zamówiłem jeszcze jednego szampana. Teraz to będzie dopiero show!


-101-



Ten nasz sołtys Grzebidło to ma naprawdę niezwykle uzdolnioną córeczkę. Przekonanie się o tym, kosztowało mnie 750 funtów ( drogi ten szampan ), ale warto było.
Gdzie ona się tego wszystkiego nauczyła? No bo przecież nie w domu podglądając tatusia i mamusię. Dora ( sołtysowa żona ) jest jeszcze grubsza od mojej, a Wojciech to ledwo łazi bo ma coś z kręgosłupem. Może Anita zrobiła tu w Londynie jakiś kurs, a może ma po prostu takie wrodzone zdolności?
Ja w każdym razie dla niepoznaki, nie powiedziałem ani jednego słowa po polsku. Żeby myślała, że jej klient to Anglik. Przez cały czas trwania tego zapierającego dech w piersiach "przedstawienia", mówiłem tylko: yes..yes..yes..i od czasu do czasu jeszcze: good..( język trochę znam). Dała się nabrać! Dopiero kiedy już miałem wychodzić zza parawanu, pożegnałem się kulturalnie, zdejmując równocześnie ciemne okulary:
-Do zobaczenia, Anita..-
Jej miny nie zapomnę do końca życia! Zdrętwiała na moment, a potem zasłaniając rękami te najbardziej wstydliwe miejsca (nie wiem po co, bo przecież w ciągu minionej godziny dosyć się ich naoglądałem i nie tylko naoglądałem..), zaczęła szlochać:
-Fachurra, na Boga jedynego, nie mów tego nikomu, bo jak się ojciec dowie to mnie wydziedziczy, proboszcz mnie ekskomunikuje, ludzie zaczną mnie palcami wytykać, a Władek Kusipicki (to syn właściciela naszego tartaku) przestanie zabiegać o moją rękę!-
Tu ją czym innym wytykają, i się nie przejmuje, a u nas się palców boi! I co, za pozwoleniem, ma Bóg z tym wspólnego? Tatuś sołtys ją źle wychował i tyle!
Tego oczywiście nie powiedziałem, bo jakoś mi się jej żal zrobiło i postanowiłem pomóc tej zabłąkanej owieczce. Dałem jej wszystkie nasze reklamówki i zawarliśmy taki pakt: ja trzymam gębę na kłódkę, a Anita rozdaje cichaczem gościom nasze ulotki i oczywiście poleca nasz lokal. A co kilka dni przychodzi do mnie po pracy, zdaje mi relację i omawiamy w nocnej ciszy dalszą strategię działań reklamowych. Jak to się u nas mówiło : wilk syty i koza cała.
Rumcajs wyszedł akurat zza innego parawanika z jakąś mulatką. Postanowiłem w najbliższych dniach wstąpić tu jeszcze raz i też taką kolorową poderwać. Ciekawe czy one smakują na czekoladę?c.d.n.
Fachurra
Posty: 100
Rejestracja: pt gru 04, 2009 9:07 am

Re: OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?

Post autor: Fachurra »

-102-



Ten nasz sołtys Grzebidło to ma naprawdę niezwykle uzdolnioną córeczkę. Przekonanie się o tym, kosztowało mnie 750 funtów ( drogi ten szampan ), ale warto było.
Gdzie ona się tego wszystkiego nauczyła? No bo przecież nie w domu podglądając tatusia i mamusię. Dora ( sołtysowa żona ) jest jeszcze grubsza od mojej, a Wojciech to ledwo łazi bo ma coś z kręgosłupem. Może Anita zrobiła tu w Londynie jakiś kurs, a może ma po prostu takie wrodzone zdolności?
Ja w każdym razie dla niepoznaki, nie powiedziałem ani jednego słowa po polsku. Żeby myślała, że jej klient to Anglik. Przez cały czas trwania tego zapierającego dech w piersiach "przedstawienia", mówiłem tylko: yes..yes..yes..i od czasu do czasu jeszcze: good..( język trochę znam). Dała się nabrać! Dopiero kiedy już miałem wychodzić zza parawanu, pożegnałem się kulturalnie, zdejmując równocześnie ciemne okulary:
-Do zobaczenia, Anita..-
Jej miny nie zapomnę do końca życia! Zdrętwiała na moment, a potem zasłaniając rękami te najbardziej wstydliwe miejsca (nie wiem po co, bo przecież w ciągu minionej godziny dosyć się ich naoglądałem i nie tylko naoglądałem..), zaczęła szlochać:
-Fachurra, na Boga jedynego, nie mów tego nikomu, bo jak się ojciec dowie to mnie wydziedziczy, proboszcz mnie ekskomunikuje, ludzie zaczną mnie palcami wytykać, a Władek Kusipicki (to syn właściciela naszego tartaku) przestanie zabiegać o moją rękę!-
Tu ją czym innym wytykają, i się nie przejmuje, a u nas się palców boi! I co, za pozwoleniem, ma Bóg z tym wspólnego? Tatuś sołtys ją źle wychował i tyle!
Tego oczywiście nie powiedziałem, bo jakoś mi się jej żal zrobiło i postanowiłem pomóc tej zabłąkanej owieczce. Dałem jej wszystkie nasze reklamówki i zawarliśmy taki pakt: ja trzymam gębę na kłódkę, a Anita rozdaje cichaczem gościom nasze ulotki i oczywiście poleca nasz lokal. A co kilka dni przychodzi do mnie po pracy, zdaje mi relację i omawiamy w nocnej ciszy dalszą strategię działań reklamowych. Jak to się u nas mówiło : wilk syty i koza cała.
Rumcajs wyszedł akurat zza innego parawanika z jakąś mulatką. Postanowiłem w najbliższych dniach wstąpić tu jeszcze raz i też taką kolorową poderwać. Ciekawe czy one smakują na czekoladę?



-103-



Już pojutrze wielkie otwarcie. Szyld wisi. Trzeba go jeszcze tylko podświetlić i przyozdobić polskimi chorągiewkami. Żeby z daleka było widać kto tu jest szefem. Personel mamy w komplecie. Kierownikiem kuchni jest Bronek Siwczyk z Łapucinowa. Wypowiedział w trybie natychmiastowym (wziął wypłatę i już się nie pokazał) tą morderczą pracę na zmywaku u Francuza, zamieszkał u nas i przygotowuje teraz kartę potraw. Chce wprowadzić oprócz tradycyjnych potraw polskich, również French Food - kuchnię francuską. Pracował u tego francuskiego wyzyskiwacza prawie trzy miesiące to się nauczył. Chce robić potrawy z kaczek i gęsi. Dobrze się składa, bo w pobliskim parku pływa tego pełno po stawie, to pójdziemy dziś wieczorem i przyniesiemy. Po co kupować, skoro można upolować? Tańsze i świeższe niż z zamrażalnika w sklepie.
Jako pomoc kuchenna pracować będzie Jola. Magister filologii polskiej z dyplomem Uniwersytetu Jagiellońskiego. To co zarobi u nas w ciągu tygodnia, miałaby w Polsce, jako nauczycielka gimnazjalna w ciągu miesiąca. Wygląda też nieźle, więc można ją w razie potrzeby przerzucić na przykład na na stanowisko osobistej sekretarki szefa.
Kelnerkami są: Zuzia, Magda, Natalia i Bożenka. Bożenka zna trochę angielski, bo pracowała już pół roku jako pomoc domowa u angielskiego przedsiębiorcy. Syn pryncypała zaczął ją kiedyś nieprzyzwoicie dotykać, więc poskarżyła się jego matce , a ta ją wyrzuciła. U nas jest bezpieczna, bo nie ma tu szefowego syna. Jest tylko szef. Zuzia, Magda i Natalia przyjechały z Polski na nasze ogłoszenie, bo miały dość chodzenia do szkoły i życia bez perspektyw w najbardziej wschodnim kącie Rzeszowszczyzny. Chcą poznać wielki świat. Te przyjęliśmy na razie jako praktykantki. Mogą u nas za darmo mieszkać i jeść, a jako wynagrodzenie będą zatrzymywały napiwki. Na początek muszą kupić sobie ubrania robocze: mini spódniczki, wysokie buty i malutkie, najlepiej przeźroczyste bluzeczki. Każda dostała na to po 100 Funtów pożyczki, ale w zastaw musiały nam oddać paszporty. No bo mogły by nakupić sobie ciuchów i prysnąć. Wszystkie dziewczyny też będą mieszkały u nas. Żeby miały blisko do pracy. Wytłumaczyłem im, że muszą dbać o porządek i oszczędzać prąd . A pod prysznic mogą chodzić ze mną, żeby było mniejsze zużycie wody. A poza tym to możemy sobie nawzajem plecy umyć.
Dziś wieczorem zwołałem pierwsze oficjalne zebranie załogi, żeby ich trochę poustawiać i wyczuć czy nie ma wśród nich jakiegoś mąciciela, który już niedługo zacznie się wymądrzać i stawiać postulaty. Dla podniesienia motywacji personelu przeznaczyliśmy dwa kartony Chivas Regal na dzisiejsze wieczorne spotkanie. Naturalnie tego przelewanego Chivas Regal, bo oryginał jest tylko dla dyrekcji.
Fachurra
Posty: 100
Rejestracja: pt gru 04, 2009 9:07 am

Re: OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?

Post autor: Fachurra »

-104-


Już pojutrze wielkie otwarcie. Szyld wisi. Trzeba go jeszcze tylko podświetlić i przyozdobić polskimi chorągiewkami. Żeby z daleka było widać kto tu jest szefem. Personel mamy w komplecie. Kierownikiem kuchni jest Bronek Siwczyk z Łapucinowa. Wypowiedział w trybie natychmiastowym (wziął wypłatę i już się nie pokazał) tą morderczą pracę na zmywaku u Francuza, zamieszkał u nas i przygotowuje teraz kartę potraw. Chce wprowadzić oprócz tradycyjnych potraw polskich, również French Food - kuchnię francuską. Pracował u tego francuskiego wyzyskiwacza prawie trzy miesiące to się nauczył. Chce robić potrawy z kaczek i gęsi. Dobrze się składa, bo w pobliskim parku pływa tego pełno po stawie, to pójdziemy dziś wieczorem i przyniesiemy. Po co kupować, skoro można upolować? Tańsze i świeższe niż z zamrażalnika w sklepie.
Jako pomoc kuchenna pracować będzie Jola. Magister filologii polskiej z dyplomem Uniwersytetu Jagiellońskiego. To co zarobi u nas w ciągu tygodnia, miałaby w Polsce, jako nauczycielka gimnazjalna w ciągu miesiąca. Wygląda też nieźle, więc można ją w razie potrzeby przerzucić na przykład na na stanowisko osobistej sekretarki szefa.
Kelnerkami są: Zuzia, Magda, Natalia i Bożenka. Bożenka zna trochę angielski, bo pracowała już pół roku jako pomoc domowa u angielskiego przedsiębiorcy. Syn pryncypała zaczął ją kiedyś nieprzyzwoicie dotykać, więc poskarżyła się jego matce , a ta ją wyrzuciła. U nas jest bezpieczna, bo nie ma tu szefowego syna. Jest tylko szef. Zuzia, Magda i Natalia przyjechały z Polski na nasze ogłoszenie, bo miały dość chodzenia do szkoły i życia bez perspektyw w najbardziej wschodnim kącie Rzeszowszczyzny. Chcą poznać wielki świat. Te przyjęliśmy na razie jako praktykantki. Mogą u nas za darmo mieszkać i jeść, a jako wynagrodzenie będą zatrzymywały napiwki. Na początek muszą kupić sobie ubrania robocze: mini spódniczki, wysokie buty i malutkie, najlepiej przeźroczyste bluzeczki. Każda dostała na to po 100 Funtów pożyczki, ale w zastaw musiały nam oddać paszporty. No bo mogły by nakupić sobie ciuchów i prysnąć. Wszystkie dziewczyny też będą mieszkały u nas. Żeby miały blisko do pracy. Wytłumaczyłem im, że muszą dbać o porządek i oszczędzać prąd . A pod prysznic mogą chodzić ze mną, żeby było mniejsze zużycie wody. A poza tym to możemy sobie nawzajem plecy umyć.
Dziś wieczorem zwołałem pierwsze oficjalne zebranie załogi, żeby ich trochę poustawiać i wyczuć czy nie ma wśród nich jakiegoś mąciciela, który już niedługo zacznie się wymądrzać i stawiać postulaty. Dla podniesienia motywacji personelu przeznaczyliśmy dwa kartony Chivas Regal na dzisiejsze wieczorne spotkanie. Naturalnie tego przelewanego Chivas Regal, bo oryginał jest tylko dla dyrekcji.



-105-


Na inauguracyjną imprezę musimy zaprosić oczywiście oficjalnych gości. Pałac królewski Buckingham, będzie reprezentowany przez Witka Żuleckiego z małżonką. Witek pracował jakiś czas w firmie malarskiej która odnawiała całe ogrodzenie pałacu, więc jest odpowiednim przedstawicielem, a zresztą lepszego nie udało nam się znaleźć. Ambasadę Rzeczpospolitej reprezentował będzie Franek Juhas-Gaździca, którego teściowa sprząta w naszej ambasadzie już od 10 lat. Przedstawicielką Administracji Królestwa Wielkiej Brytani będzie moja koleżanka Mary z jeszcze jedną, która pracuje w tym samym biurze. Te musimy ciepło trzymać bo znajomości w urzędach zawsze są potrzebne. Chciałem jeszcze pozapraszać kilku delegatów zaprzyjaźnionych krajów Unii Europejskiej, ale Rumcajs powiedział że dość już tych oficjeli, bo ci się tylko za darmo nażreć i nachlać przyjdą. Co prawda, to prawda.
Oddzieliliśmy trzy najlepsze stoliki sznurkami, a na nich powiesiliśmy kartoniki z napisem VIP Lounge, żeby motłoch naszym oficjalnym gościom nie przeszkadzał. Wpadłem jeszcze na jeden genialny pomysł. Żeby mi we wsi zazdrościli, napisałem e-maile do sołtysa Grzebidły i proboszcza Ostrupka z serdecznym zaproszeniem na otwarcie. Na pewno nie przyjadą, ale Dora, ta gruba sołtysowa żona, rozpowie to we wsi w błyskawicznym tempie i już wszyscy będą wiedzieć. A proboszcz Ostrupek, pamiętając o mojej szczodrej ofierze pieniężnej, na pewno będzie modlił się głośno na nieszporach za moje powodzenie i te baby, które jeszcze nie usłyszały nowiny od sołtysowej, dowiedzą się teraz. Public relations a'la Fachurra!
O stronę rozrywkową imprezy zatroszczy się Rumcajs. Kiedyś, jeszcze w szkole puszczał płyty na zabawach, czyli jest Discjockeyem. Jeden z naszych znajomych rodaków obiecał zorganizować głośniki i wzmacniacz. Więc mamy już oprawę muzyczną.
Nasze dziewczyny będą na zmianę obsługiwały i zabawiały gości jako go-go girls. Pożyczyliśmy sobie z ulicy jeden znak drogowy, żeby mieć taki drążek w stole, którego się te go-go podczas tańca trzymają. Zadzwoniłem do Anity, córeczki sołtysa, żeby przyszła dziś po pracy i poprowadziła przyspieszony kurs tańca dla naszych kelnerek. U nas wszystko musi być profesjonalnie przygotowane i na najwyższym poziomie. Jak się to rozpowie po Londynie, to wszyscy inni mogą zamykać. Kierownik kuchni, Bronek powiedział że u Francuza świetnie sprzedawały się Cocktaile. To są takie pomieszane różne wódki, rozcieńczone sokiem albo oranżadą. Babski napój. Ale spróbować można. Więc pomieszałem w trzech wiadrach po kilka różnych butelek, tak na chybił-trafił. Jeszcze tylko jakieś egzotyczne nazwy muszę wymyślić, no i słomki kupić.
Ale numer! Sołtys Grzebidło przysłał odpowiedź. Przyjeżdża na otwarcie z Dorą! Chce przy okazji zrobić niespodziankę córeczce i odwiedzić ją w Londynie. Oj, Wojtuś.. Tą niespodziankę.. to ty będziesz miał..
C.d.n.
Fachurra
Posty: 100
Rejestracja: pt gru 04, 2009 9:07 am

Re: OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?

Post autor: Fachurra »

-106-

Pierwsze zebranie załogi przebiegło by w zasadzie całkiem spokojnie, gdyby nie jeden mały incydent. Bożenka, ta smarkula którą syn angielskiego szefa obmacywał w czasie pracy, zaczęła się meldować do głosu i zadawać głupie pytania. Czy pracownicy są ubezpieczeni, czy będą mieli urlop i jaką stawkę dostaną kelnerki po okresie praktyki. Myśli g***, że skoro jest tu w Anglii już parę miesięcy to może podskakiwać? Prędzej spodziewałbym się jakichś bezczelnych wypowiedzi ze strony naszej pani magister Joli. Ale ta siedziała cichutko, jak przystoi na zdyscyplinowaną pracownicę, na kolanach Rumcajsa. Najpierw nalałem sobie szklaneczkę, żeby się nie zdenerwować.. Potem nalałem wszystkim po szklaneczce, żeby się rozluźnili, a Bożenkę poprosiłem do kuchni na krótką rozmowę w cztery oczy.
I tam rozegrałem sprawę bardzo dyplomatycznie. Obiecałem jej, że jak przestanie strzępić buzię, to zostanie w krótkim czasie awansowana na kierowniczkę sali i dostanie dodatek funkcyjny. A jak będzie szczególnie pracowita i miła w stosunku do szefa ( myślę że to ostatnie właściwie zrozumiała ), to może już niebawem zostanie moją zastępczynią.. Po powrocie na salę nie musiałem już nic więcej mówić. Bożenka wyjaśniła wszystkim jak ważne jest zaangażowanie pracowników w rozwój firmy i że pieniądze są właściwie sprawą drugo- a nawet trzeciorzędną, bo najistotniejszy jest fakt posiadania stałego stanowiska pracy. I że jeśli wszyscy pracownicy dołożą odpowiednich starań, to już niedługo firma się rozwinie i będziemy żyli dostatnio. Popatrz, popatrz, jak mądrze to powiedziała. "Będziemy żyli dostatnio".. Nie powiedziała; kto będzie dostatnio żył..Sam bym tego lepiej nie sformułował. Może faktycznie zrobię z niej kiedyś zastępczynię?
Po szóstej buteleczce, zrobiła się już taka naprawdę rodzinna atmosfera. Rumcajs podłączył komputer do wzmacniacza (ma taki program ściągnięty za darmo z internetu, ze wszystkimi najnowszymi hitami) i przeszliśmy od pierwszego punktu zebrania - "pytania i sugestie", do punktu drugiego - "nauka tańca go-go przy drążku i bez drążka". Anity, która miała poprowadzić ten kurs doskonalenia zawodowego, jeszcze nie było (pewnie nadgodziny), więc jako najbardziej obeznany w temacie pokazałem dziewczynom pierwsze kroki, żeby nie tracić czasu. Ten nasz drążek, zdemontowany od znaku drogowego był trochę zardzewiały i już przy pierwszej figurze którą chciałem dziewczynom zaprezentować obdarłem sobie boleśnie.. no nie wypada napisać co. Na szczęście przyszła nareszcie Anita i przejęła prowadzenie lekcji. Rumcajs oskrobał drążek drucianą szczotką. Bo przecież dbamy o bezpieczeństwo i higienę pracy.
Po zajęciach muszę zabrać Anitę do mojego pokoju, żeby ją jakoś delikatnie przygotować na niespodziewaną wizytę rodziców.

-107-

Czemu Pan Bóg obdarzył mnie tak dobrym sercem? Ktoś inny to by się tą sołtysówną wcale nie przejmował. Nawarzyła sobie piwa to niech je sobie wypije. U nas we wsi zawsze nosa zadzierała, a nawet kiedyś dostałem od niej w pysk, bo uszczypnąłem ją w tyłek jak wsiadała na rower przed naszym spożywczakiem. Jej tatuśka Wojciecha też nigdy znieść nie umiałem, a jak przeniósł przystanek autobusowy sprzed naszej chałupy pod swoją, to go już wręcz znienawidziłem. A Dora, to sołtysowe wredne, opasłe babsko, to wiedźma wcielona. Jak jej moi chłopcy po tym przeniesieniu przystanku, niechcący rower do strumyka wrzucili, to poleciała na posterunek i złożyła na nich donos. Aha, zapomniałem napisać, że Dora siedziała na tym rowerze, no i że to było w grudniu. Ale to jeszcze nie powód żeby na małoletnie dzieci sąsiada skargę na policji składać. A ja teraz, zamiast się zemścić za to wszystko i złośliwie zacierać ręce, próbuję dobrodusznie coś wykombinować żeby państwo sołtysostwo nie dowiedziało się, że ich córunia zarabia tu pieniądze na handlu własnym ciałem. Taki ze mnie dobry człowiek.
Nie chciałem tak brutalnie i bezpośrednio powiedzieć Anicie, że rodzice są już w drodze do Londynu, więc rozegrałem to w najbardziej delikatny z możliwych sposobów. Na początek, zapytałem ją co by zrobiła żeby tatuś i mamusia nie dowiedzieli się co ona tutaj naprawdę robi..
- Wszystko,..Fachurra, wszystko..-
OK. Żeby mogła dowieść swojej prawdomówności i szczerości, dałem jej kilka propozycji, no i rzeczywiście...zrobiła wszystko. No i na koniec przeprosiła mnie jeszcze za to spoliczkowanie, wtedy przed sklepem. Już się nie gniewam. Potem zapytałem ją czy tęskni za ojczyzną i za naszą rodzinną wsią?
- Jeszcze jak, Fachurra, jeszcze jak. Już doczekać się nie mogę na następnych kilka wolnych dni i odwiedziny w domu rodzicielskim.. -
No to jej powiedziałem, że już się nie musi niecierpliwić, bo tato i mama, jutro przyjadą w odwiedziny! Tą minę to ja już raz u niej widziałem, wtedy kiedy mnie rozpoznała za pluszowym parawanikiem w Venus Club.. Teraz zaczęła się przeżegnywać po angielsku:
- In the name of the Father and of the Son and of The Holy Spirit .Amen. -
Czy to może teraz pomóc? Chyba nie.. Jedyna jej szansa to ja - Fachurra. Poszliśmy spać ( no może nie tak od razu ), a do rana jakiś plan działania na pewno opracuję..
C.d.n.
Fachurra
Posty: 100
Rejestracja: pt gru 04, 2009 9:07 am

Re: OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?

Post autor: Fachurra »

- 108 -

Już wiem jak uratujemy to zhańbione dziecię sołtysa przed kompromitacją. Przede wszystkim, musi zmienić miejsce zamieszkania, bo do tej pory mieszka w oficynie za budynkiem Venus Club. Zatrudnione dziewczyny mają tam pokoiki, do których zapraszają szczególnie zamożnych gości na jeszcze bardziej prywatne show, jak za parawanikami. Tam tatuś sołtys mógłby nabrać podejrzeń. Więc Anita przeprowadzi się na czas odwiedzin do nas. Drugi problem to rzekome stanowisko kierownicze w luksusowym hotelu, o którym naopowiadała we wsi. Powiemy, że w wyniku kryzysu gospodarczego hotel zbankrutował i Anita straciła pracę. Żeby mamusia i tatuś się nie martwili, postanowiłem w plan wciągnąć Rumcajsa. Rumcajs nazywa się od dziś Brat Alfons i jest wikarym polskiej parafii w Londynie. Mieszka u mnie, bo ja jako aktywny członek rady parafialnej przyjąłem go nieodpłatnie, w ramach dobrych uczynków, pod swój dach. A Anita jest jego osobistą tłumaczką, bo Brat Alfons nie nauczył się jeszcze angielskiego i też mieszka u mnie za darmo. Niech sołtys widzi jak sobie tu, na obczyźnie rodacy pomagają. Pensję Anity wypłaca diecezja Londyńska. I w tejże diecezji Anita musi wieczorami prowadzić sekretariat, bo londyńscy biskupi mają bardzo dużo pracy i urzędują na dwie zmiany, a czasem nawet na trzy, żeby o każdej porze dnia i nocy być do dyspozycji wiernych. Zrobiłem dla Rumcajsa, a właściwie to dla Brata Alfonsa kilka białych kołnierzyków z wiaderek po majonezie, które stały w kuchni. Nie trzeba ich prać, tylko wystarczy umyć od czasu do czasu, szczoteczką do zębów. Sutanny nie będziemy mu szyli. Powiem że w Anglii księża chodzą w cywilu.
Zabraknie nam jednego pokoju, więc muszę na czas wizyty sołtysa przetasować trochę lokatorów. Dwie praktykantki zamieszkają na ten czas ze mną, żeby zwolnił się jeden pokój dla gości. Na szczęście łóżko jest dość szerokie, to się zmieszczą. W Danii też mieszkałem z dwiema paniami i całkiem znośnie było. Anita może spać w pokoju Joli, bo ta i tak nocuje u Rumcajsa. No właśnie.. Trzeba uważać, żeby goście nie zauważyli, że nasza pomoc kuchenna śpi u wikarego. Zresztą gdyby zauważyli, to powiemy, że Jola wieczorem przygotowuje wikaremu herbatkę ziołową, a rano chodzi go budzić, żeby nie spóźnił się na Godzinki o Niepokalanym Poczęciu, które rozpoczynają się już o 6.oo. Anita wzięła sobie trzy dni wolnego w pracy, żeby zrobić przeprowadzkę i odebrać wieczorem rodziców z lotniska.
Jak to się czasy zmieniają.. Jeszcze pół roku temu musiałem pół dnia stać w kolejce do sołtysa, żeby dać mu w łapę za podpisanie zezwolenia na budowę nowego kurnika.. A teraz będę go gościł i do tego jeszcze pomagam kamuflować się jego córuni. Na wszelki wypadek wydrukowałem sobie te zrobione Anicie podczas pracy zdjęcia, bo nigdy nie wiadomo do jakich może dojść dyskusji. Lepiej mieć w ręku kilka atutów.

- 109 -

To było chyba najhuczniejsze otwarcie lokalu, jakie kiedykolwiek miało miejsce w Londynie, a może i w całym Królestwie Brytyjskim. Gości przestałem liczyć w sobotę około pólnocy. Zresztą po wypiciu 15 piw i kilkudziesięciu innych mocniejszych trunków (z każdym gościem trzeba było się szklaneczkami stuknąć), i tak bym już liczyć nie umiał. Policja przyjeżdżała cztery razy, tylko do niedzielnego poranka, a potem to już nie wiem.. Rumcajs powiedział, że byli nawet reporterzy z angielskiej telewizji i filmowali z drugiej strony ulicy. Pogotowie też kilka razy przyjechało, no bo jak to na takich imprezach, zawsze są jakieś różnice w poglądach, a jak ktoś takim pintem dostanie w łeb, to skóra tak samo pęknie jak od naszego kufla. Panowała wesoła i przyjazna atmosfera, bo mieliśmy też wielu angielskich gości. Ci umieją wypić niegorzej od nas!
Praktykantki wywiązały się na piątkę z plusem ze swoich zadań. Na początku trochę im to kelnerowanie nie wychodziło, bo starały się każdemu przynieść to co zamówił. Ale potem zmodyfikowałem system obsługi i kazałem podawać to co mają na tacy, o tak po prostu, jak leci. W końcu jak komuś nie pasuje, to może się z innym gościem zamienić. Wszyscy byli zadowoleni, bo nie musieli długo czekać, a nasze dziewczyny miały więcej czasu na rozrywkowe występy na stolikach. Moja angielska koleżanka Mary, też koniecznie chciała, po dziesiątym cocktailu zaprezentować erotyczny taniec na stole przy drążku, no i jakby mogło być inaczej.. stół się zawalił, a Mary chyba znowu złamała sobie paluszek, albo nawet dwa.. Ma prawdziwego pecha ta dziewczyna..
Największym powodzeniem cieszyły się moje cocktaile. Pierwszy nazwałem "Sołtys Dream" (na cześć naszego gościa). W tym wiaderku było po trzy butelki wódki, ginu, rumu i dwie puszki coca-coli. Drugi jest przeznaczony dla pań i nazywa się "Sex in the barn" (to według Rumcajsowego tłumaczenia oznacza: seks w stodole), a składa się z czterech butelek Johnnie Walker i po dwie Batida de coco i Baileys. To ma taki naprawdę sexy kolor i konsystencję. Ostatnie wiaderko nazywa się "Fachurra surprice" i wlewamy do niego po prostu wszystkie resztki z butelek i szklanek pozbieranych ze stolików. I z wiaderka do szklaneczek, kilka kostek lodu, słomka, parasolka.. Gotowe. 8 funtów.. Kazałem dziewczynom zbierać wszystkie szklanki i butelki, których ktoś nie trzyma w rękach. Kto nie pilnuje, sam sobie winien. A my mamy do uzupełniania "Surprice" we wiaderku.
Ale zapomniałem o najważniejszym.. W piątek wieczorem Anita pojechała taksówką na lotnisko Heathrow, żeby przywitać rodziców. Po pół godzinie dzwoni do mnie i mówi szeptem, że oprócz taty i mamy, przylecieli jeszcze przewielebny proboszcz Ostrupek i brat Anity Mietek, który jest starszym ministrantem liturgicznym w naszej parafii ( naturalnie, po znajomości ).
I znów miałem kłopot. Po pierwsze: jak ich wszystkich położyć spać, a po drugie: co zrobić, żeby proboszcz nie wyczuł, że nasz Rumcajs nie jest prawdziwym wikarym?
C.d.n.
Fachurra
Posty: 100
Rejestracja: pt gru 04, 2009 9:07 am

Re: OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?

Post autor: Fachurra »

- 110 -

Ustaliłem naprędce z Rumcajsem nową wersję. Otóż Rumcajs pojechał zaraz po maturze do Mozambiku, żeby ochotniczo pomagać misjonarzom w ich ciężkiej pracy. Tam poczuł powołanie duszpasterskie i zapisał się na studia teologiczne, które pomyślnie ukończył. A ponieważ w Afryce takie studia są trochę inne jak w Polsce, to nie może dyskutować z proboszczem Ostrupkiem, bo ten miał na studiach całkiem inny program. Poza tym, językiem wykładowym w Mozambiku jest Swahili i jeśli proboszcz chciałby prowadzić uczone dysputy w tym narzeczu , to nie ma problemu.. Zresztą w tym języku to i ja umiem po trzeciej butelce się porozumiewać. Wtedy, kiedy po polsku już nie bardzo wychodzi..
Sprawę noclegu rozwiązałem następująco: wszystkie cztery praktykantki będą spały u mnie. Kupiliśmy dmuchane materace i dwie będą spać na nich , a dwie ze mną. I co drugą noc zmiana, żeby ich kości nie bolały i żebym ja miał trochę urozmaicenia. Proboszcz zamieszka w zwolnionym w ten sposób pokoju, razem z Mietkiem- ministrantem, to mogą sobie jeszcze przed zaśnięciem powtarzać łacińskie słówka i prowadzić rozważania.
Nasz wielebny proboszcz uznał za sprawę honoru i obowiązek pasterza parafii, osobiste pobłogosławienie nowo założonego biznesu jednego z najważniejszych swoich baranków, czyli mojego. Pewnie liczy na to, że mu podczas każdej wizyty w kraju będę tysiące na tacę rzucał . To się pomylił. Mnie przecież ta kasa też z nieba nie leci, tylko się ciężko muszę na nią napracować. W sobotę jeszcze przed rozpoczęciem imprezy inauguracyjnej, pokropił wszystkie pomieszczenia lokalu i okadził je kadzidłem. Tu mieliśmy też malutki problem, bo nasz księżulek zapomniał w pośpiechu zapakować tych ziółek które się w kadzidle zapala. Na szczęcie Rumcajs miał jeszcze trochę swoich ziół, które wieczorami zawija sobie w bibułki i pali, to proboszczowi dał. Fajnie to pachniało i wszyscy obecni jacyś tacy melancholijni i rozmarzeni się zrobili. Najbardziej kazałem pokropić naszą szufladę na pieniądze, żeby zawsze była pełna..
W niedziele koło południa, kiedy wszyscy goście potoczyli się już do domów, zauważyłem, że proboszcz zostawił kropielnicę i kadzidło za barem. Więc chciałem mu ten ważny sprzęt zanieść do pokoju. Otwieram cichutko drzwi.., patrzę.., łóżko Mietka puste , a spod proboszczowej kołdry wystaje z góry głowa Ostrupka, a z dołu cztery nogi. ?? Czyżby nasz klecha poderwał sobie jakąś laskę i grzeszy z nią w moim domu? Tylko dlaczego ta laska ma 45 numer buta i dlaczego spod kołdry widać rąbek ministranckiej sukienki? Na wszelki wypadek zrobiłem szybciutko kilka zdjęć komórką. Mogą się jeszcze kiedyś do czegoś przydać.
c.d.n.
Fachurra
Posty: 100
Rejestracja: pt gru 04, 2009 9:07 am

Re: OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?

Post autor: Fachurra »

- 111 -

Obliczyłem dziś, że jeśli nasz lokal będzie miał zawsze takie obroty jak w dniu otwarcia, to już za mniej więcej 2 lata zostanę milionerem. I to nie złotówkowym, ale funtowo-szterlingowym. Pomimo, że co drugi gość zapłacił za co drugiego drinka, pomimo, że dyrekcja i oficjalni goście nie płacili za nic, mieliśmy w kasie prawie 3.000 funciaków. Gdyby wszyscy za wszystko zapłacili, to byłoby pewnie z 10 tysięcy.
Ponieważ Rumcajs odsypiał jeszcze nocną balangę, uznałem, że należy mi się premia za przeliczenie kasy i wsadziłem sobie do kieszeni najpierw 500 funtów, a potem jeszcze 200 za dobrą robotę. Resztą możemy się dzielić. Nagle przyszło mi do głowy, że tak jak ja się obsłużyłem, tak mógłby się też Rumcajs obsługiwać.. A to świnia.. Co gorsza, nasze kelnerki też mogą sobie brać z moich ciężko zapracowanych pieniędzy ile chcą. Najpierw, żeby zminimalizować ewentualne straty wziąłem sobie jeszcze 500 funtów, a potem zacząłem się zastanawiać co zrobić, żeby mnie wszyscy nie okradali? Może trzeba kupić kasę fiskalną? Ale wtedy mogą jacyś urzędnicy z finansowego sprawdzić nasze obroty i jeszcze zechcą żebyśmy płacili podatki..Może lepiej zainstalować małe, niewidoczne kamery i obserwować ukradkiem czy personel jest lojalny i uczciwy, no i czy się nie obija jak szefa nie ma. I przy okazji sprawdzić, czy wspólnik mnie nie ograbia. Dziś to już nikomu nie można tak naprawdę zaufać.

Podczas niedzielnej obiado- kolacji, proboszcz Ostrupek i Mietek-ministrant jakoś uciekali ode mnie oczami. Czyżby nie spali, kiedy zajrzałem rankiem do ich pokoju i teraz się wstydzą? A mają czego, zbereźniki, mają czego. U nas we wsi to się szeptało że proboszcz coś ma z przewodniczącą Koła Gospodyń Wiejskich, Hortensją Kopytko, która jest gosposią na plebanii. To by jeszcze było normalne. Hortensja- stara panna, proboszcz z powodu zasad wstrzemięźliwości- niewyżyty.. Nikt by się nie zdziwił jakby sobie tam na plebanii troszkę pobrykali. Ale żeby z ministrantem? A może proboszcz to taki uniwersalny, na dwa fronty? Tacy też podobno są..

Po kolacji wziął mnie na bok i zapytał czy nie potrzebowałbym absolucji.. Czego? No.. rozgrzeszenia. O Jezu, gdybym miał się ze wszystkiego wyspowiadać to pewnie by dnia i nocy nie starczyło. Ale proboszcz chce udzielić mi absolucji bez spowiedzi, bo mi tak mocno ufa. Aha.. Sumienie go dręczy, no i pewnie w portki robi ze strachu przed kompromitacją. Rozgrzeszenie nie zaszkodzi. Więc mu powiedziałem żeby dał i dla pewności jeszcze na piśmie, bo może ktoś zechce żebym mu na przykład dziecko do chrztu potrzymał.. Kto to może wiedzieć? No to teraz mam czyste konto i mogę spokojnie od nowa grzeszyć.
W niedzielę lokal był zamknięty. Może zresztą tak zostanie, żebyśmy raz w tygodniu mogli wypocząć po ciężkiej pracy. Proboszczowi też się ten pomysł spodobał, bo wtedy cała załoga może chodzić na niedzielną mszę do polskiego kościoła. Ee, ja sobie tam wolę nastawiać radio-budzik na 6.oo, z Radiem Maryja. Podobno umysł ludzki jest w czasie snu najbardziej chłonny.
c.d.n.
Fachurra
Posty: 100
Rejestracja: pt gru 04, 2009 9:07 am

Re: OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?

Post autor: Fachurra »

- 112 -

W poniedziałek ruch w interesie był mierny, a raczej bardzo mierny. Rano przyszło kilku bezrobotnych rodaków, którzy dopiero w ostatnich dniach przybyli do Londynu i pijąc przez dwie godziny po jednym piwku wypytywali mnie o wszystko możliwe. Jak znaleźć pracę, mieszkanie, jak załatwić formalności i jeszcze o tysiąc innych rzeczy. A co ja jestem, kurcza mać, Wikipedia? Skąd mam to wiedzieć? Ale pomyślałem sobie, że to mogłoby być dodatkowe źródło dochodu, takie poradnictwo emigracyjne. Wprawdzie sam niewiele wiem, ale tacy nowi jeszcze mniej wiedzą. Kto chce się poradzić wpłaca np. 5 funtów wpisowego i może o wszystko pytać. Jeżeli będę umiał odpowiedzieć na pytanie, to za każdą odpowiedź następnych 5 funtów, a jeżeli odpowiedzi nie dostanie to nic nie musi płacić. O pracę mogę wypytywać tych gości którzy są tu już dłużej i o mieszkania też. Na ścianie zrobimy tablicę ogłoszeń drobnych. Dobrze pozycjonowane ogłoszenie (pośrodku tablicy, na wysokości oczu) 15 funtów, a pozostałe miejsca po 10. Chociaż te miejsca na dole tablicy też mogą być po 15 , bo idąc na czworakach ma się je na wysokości oczu.
W czasie przerwy obiadowej doszło jeszcze kilku polskich robotników z pobliskiej budowy. Zjedli po bigosiku i wypili po kilka piwek i wódeczek. Postawiłem jedną kolejkę na mój rachunek, tak na wabia, żeby jutro znowu przyszli i przyprowadzili jeszcze innych kolegów. No i oczywiście żeby przychodzili codziennie po pracy spłukać z płuc cementowy pył.
Nie wiem kiedy moi oficjalni goście mają zamiar wracać do domu. Bo zjeść to umieją, a szczególnie to grube sołtysowe babsko. Nawet w nocy łazi po kuchni i wyżera szynkę z lodówki. Jak tak dalej pójdzie to jeszcze przez nią zbankrutujemy. Muszę coś wykombinować, żeby jej się tu przestało podobać, tylko jeszcze nie wiem co.
Po kolacji podchodzi do mnie sołtys i pyta czy umiem być dyskretny? No, i to jeszcze jak! Gdybym dyskretny nie był, to pewnie by z powodu swojej córeczki już zawału dostał. Więc pyta mnie, czy nie mógłbym, jak jego stara już zaśnie, pójść z nim do jakiegoś takiego klubu z dziewczynami lekkich obyczajów, bo jeszcze nigdy nie był. Hmm..Gdybym był złośliwy, to zaprowadził bym go do Venus Club, prosto w ramiona córuni.. Ale nie jestem. Więc poszukamy innego lokalu. W takim dużym mieście musi ich być więcej. Wyjaśniłem tylko Wojciechowi, że nie mogę wydawać pieniędzy na takie rzeczy, bo oczekuje mnie jeszcze wiele wydatków inwestycyjnych. Powiedział, że nie mam się martwić, bo akurat przed tygodniem podpisał jakiemuś inwestorowi z Warszawy zgodę na zrobienie w naszym gminnym lesie składowiska odpadów azbestowych i pieniądze ma. No to możemy iść.
c.d.n.
Fachurra
Posty: 100
Rejestracja: pt gru 04, 2009 9:07 am

Re: OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?

Post autor: Fachurra »

- 113 -

Wieczorem, Wojciech już się doczekać nie mógł, kiedy ta jego Dora wreszcie pójdzie spać. Nalewał jej kieliszek za kieliszeczkiem, żeby wreszcie padła. No i gdzieś tak około północy, obsunęła się z krzesła pod stół i mogliśmy w czwórkę zaciągnąć ją po schodach na górę i położyć do łóżka. Wojciech postawił jej wiaderko obok łóżka (dobry mąż), potem się wyperfumował, założył krawat z myszką Micky i ruszyliśmy ulicami nocnego Londynu, na poszukiwanie gniazda grzechu i rozpusty.

Siłą rzeczy, musieliśmy przejść obok miejsca pracy Anity. Sołtys już z daleka zauważył czerwone światełka i czerwone zasłony w oknach i koniecznie chciał tam wejść. Dopiero jak mu powiedziałem że jest to miejsce spotkań członków sycylijskiej mafii Cosa Nostra na emigracji i że co noc wywożą stąd po kilka zwłok przypadkowo zastrzelonych gości, to mu się odechciało. Kilkaset metrów dalej zauważyłem inny lokal z rozrywkowo- rozpustnej branży. Też czerwone lampki, a w oknach pluszowe zasłony, tym razem różowe. I różowy napis neonowy: "Gay Night Station". Czyli nocny przystanek dla gajowych. O, to w sam raz pasuje, bo Wojciech zanim został wybrany na sołtysa to też gajowym u nas był. Może spotka angielskich kolegów po fachu i przy okazji nawiąże jakieś pożyteczne kontakty?

W środku przyciemnione światło, nastrojowa muzyczka, jak to w takich lokalach. Zamówiliśmy po trzy potrójne Ballantines i czekamy, aż wyjdzie jakaś dziewucha i zacznie owijać się wokół drążka. No właśnie.. Gdzie te drążki? Na małym parkiecie tańczą przytulone trzy pary.., trzy męskie pary. U nas , na zabawach w remizie to baby ze sobą tańczyły, bo panowie byli zajęci opróżnianiem butelek Ale żeby chłop z chłopem tańczył? Tego jeszcze nie widziałem. Co kraj, to obyczaj. Rozejrzałem się dokładniej wokoło, i coś mnie tknęło.. Na tych wszystkich różowych wersalkach, też siedzą same chłopy.. No, może wszyscy czekają, aż się pokazy zaczną.. Ale coś za blisko siebie siedzą, niektórzy nawet innym na kolanach, a przecież wolnych miejsc jest jeszcze dość.. Pomyślałem, że chyba lepiej będzie zapłacić i niepostrzeżenie wycofać się stąd. Ale zanim zdążyłem zawołać kelnera, to obok Wojciecha usiadła jakaś cycata niewiasta i niewiele mówiąc zaczęła go obmacywać. Czyli, że moje obawy były bezpodstawne. Po prostu panuje tu niedobór pań. Wojciech się nie ociągał i dawaj , jedną łapę jej pod biustonosz, a drugą pod spódniczkę.

I nagle!.. Jak nie skoczy!.. Jak nie krzyknie!.. I łup, tej kobicie pięścią w środek twarzy. Złapał mnie za marynarkę i do wyjścia ciągnie. Więc ja szybko dopiłem dwie ostatnie szklanki i za nim, a ta laska z rozbitym nosem za nami i jeszcze paru innych gości. No to my w nogi, a że jeszcze nie wypiliśmy wiele to udało nam się ich odsadzić i uciec.. Uff...
- Co się stało Wojciechu? Co to było? -
Bidny sołtys, cały roztrzęsiony, słowa z siebie wykrztusić nie umiał. Może go coś pod tą spódniczką w palec ugryzło? Niektóre panie noszą ze sobą takie małe pieski chiwawa. Ale, żeby od razu kobietę w mordę walić? Tego się po naszym sołtysie nie spodziewałem.
Najważniejsze, że nie zdążyliśmy zapłacić za nasze drinki. Więc opłacała się ta nocna eskapada.
c.d.n.



- 114 -

Nareszcie odjechali oficjalni goście i wszystko może wracać do normy. Podczas pożegnania zapytałem dyskretnie sołtysa o przyczyny tego nagłego przerwania naszej nocnej wycieczki i doszedłem do wniosku, że Wojciech chyba ma coś w głowie nie po kolei. Powiedział mi mianowicie, że ta kobitka, która się do niego przysiadła i której potem nos rozkwasił, miała pod spódniczką to co chłopa od baby odróżnia...??? Taki pijany jeszcze nie był, żeby mieć halucynacje, a więc musi być po prostu stuknięty. Ale ten się zaklina, że to prawda i że jak go ten babsztyl chciał całować to na twarzy miał.. albo miała.. taki jednodniowy zarost i głos miało to-to niby też bardzo niski jak na kobietę. Próbowałem mu tłumaczyć,że może ona po prostu przyniosła swoją wódkę, tak jak się ją wnosi na dyskoteki, pod spódniczką . A ten urażony, że niby jeszcze butelkę od fiuta umie odróżnić. No to niech mu będzie. A ja wiem swoje: naszą wsią rządzi psychopata. Ale może już niedługo, bo kilka zdjęć z tą nocną znajomością też mu zdążyłem zrobić zanim musieliśmy uciekać. Właściwie to mógłbym już wydać ilustrowaną biografię rodzininy Grzebidło. Tylko zdjęć Dory jeszcze mi brakuje.

Jak już wszyscy się wynieśli, Rumcajs powiedział, że dostał od proboszcza Ostrupka 1.000 funtów na działalność parafialną. Czyli, że Rumcajs bardzo dobrze odegrał rolę wikarego. Tylko czemu mi o tej forsie powiedział? A może dostał 2.000 i próbuje zmylić moją czujność? Musze mieć oczy i uszy otwarte...
Póki co, to się kasa przyda, bo nie wiem czemu, ale w ostatnich dniach nasz pub przynosi zbyt małe dochody. Minęło już kilka dni od otwarcia, więc wszyscy goście powinni już wytrzeźwieć i przychodzić codziennie, aby odświeżać zawartość alkoholu we krwi, ale nie przychodzą.

Kuchnia też sprzedaje za mało, mimo że jej kierownik Bronek Siwczyk, stara się jak może. Wszystkie resztki, które wracają na talerzach są uszlachetniane i wracają do obiegu potraw. I to nie byle jak. Nie,nie. Na przykład wszystkie sałatki są płukane i dekorowane od nowa, a resztki bigosu i flaczków lądują wprawdzie z powrotem w garnkach, ale są dobrze podgrzewane, żeby wybić bakterie. O higienę to Bronek dba. Bigos wzbogacają też resztki schaboszczaków. Zawsze w mięsie są jakieś żyły, których goście nie umieją pogryźć i kładą je na brzeżku talerza. Tak, że właściwie to żadnych strat towarowych nie mamy. Ale pomimo to w kasie jest co wieczór za mało. Więc zrobiliśmy z Rumcajsem posiedzenie rady nadzorczej. Trzeba podjąć kroki mające na celu podniesienie zysków i obniżenie kosztów. Czynsz trzeba płacić, inne rachunki od czasu do czasu też, więc nie pozostaje nam nic innego jak zminimalizowanie kosztów personalnych, czyli redukcja personelu. Kucharz jest potrzebny, pomoc kuchenna ma znajomości u Rumcajsa, czyli że w kuchni pozostaje bez zmian. Trzeba się pożegnać z dwiema z naszych praktykantek, a ponieważ wszystkie cztery nocowały ostatnio w moim pokoju to nie miałem problemu z wyborem. Te, które się najmniej przykładały, muszą poszukać sobie nowej pracy. Na przyszłość będą wiedziały, że w pracy potrzebne jest większe zaangażowanie.
C.d.n.
ODPOWIEDZ