Komunizm w dowcipach

Gdzie dwóch Polaków, tam trzy światopoglądy.
izorys
Posty: 22
Rejestracja: sob paź 20, 2012 3:14 pm
Lokalizacja: Polska
Kontakt:

Komunizm w dowcipach

Post autor: izorys » pt maja 25, 2018 11:57 am

Komunizm w dowcipach
A oto kilka dowcipów związanych z komunizmem wybranych z kilkuset, jakie krążyły po akademiku podczas moich studiów.

1. Jaki ustrój panuje na księżycu ?
- Komunizm
A dlaczego ?
- Bo nie ma warunków do życia

2.Co jest najlepsze na świecie ?
- Komunizm
- A co jest najgorsze ?
- To, że jest u nas.

3.Dwaj studenci jadą tramwajem i jeden z nich opowiada drugiemu dowcip.
Czym różni się polski rząd od papieru toaletowego ?
- Niczym. I to do d…, i to do d…
Wtedy wkracza do akcji stojący obok UB-ek (tajniak) i mówi do dowcipnisia:
-A czym się różni ten tramwaj od pana ?
Po chwili odpowiada:
-Tym, że na najbliższym przystanku pan wysiądzie ze mną a tramwaj pojedzie dalej.
-Ależ panie władzo, odpowiada zaskoczony student, ja miałem na myśli nie rząd krajowy, lecz emigracyjny
Na to tajniak : Proszę pana, ja już dwadzieścia lat pracuje w milicji i chyba lepiej wiem, który rząd jest do d…

4. Czym różni się Gomułka od Pana Boga ?
- A tym, że Pan Bóg jest nieograniczenie miłosierny, a Gomułka odwrotnie.

5. Z przemówienia Gomułki
- Partia (PZPR) nic nikomu nie obiecała i obietnicy dotrzymała

6. Z komunistami sowieckimi było akurat odwrotnie. Obiecali bowiem nam złote góry, a podarowali pałac kultury i to za polskie złotówki.

Na koniec historyjka z życia wzięta na temat stanu ówczesnych kadr partyjnych

Jako student matematyki wyjechałem wraz z kolegą na praktykę w liceum do miasteczka powiatowego M . Po kilku dniach pobytu przyszedł do nas kierownik internatu, w którym zamieszkiwaliśmy i spytał, czy nie moglibyśmy pomóc sekretarzowi ekonomicznemu partii w zrozumieniu zadań z matematyki. Wieczory były nudne, jeden program w czarno-białej telewizji, więc chętnie się zgodziliśmy. Miał jedno dłuższe zadanie dotyczące przebiegu zmienności funkcji. Po reformie oświaty weszło ono do programu matematyki w liceach i technikach i przez wiele lat było sztandarowym zadaniem na maturach. Obaj na przemian tłumaczyliśmy temu panu kolejne etapy, które kończyły się sporządzeniem wykresu tej funkcji. On zaś kiwał głową, że rozumnie i po godzinie, może półtorej podziękował za pomoc i odszedł zadowolony.
Po kilku dniach procedura powtórzyła się co do joty, bo ów pan przyszedł z tym samym zadaniem i również kiwał głową, że rozumie i na koniec również serdecznie dziękował.
Po następnych kilku dniach na krótko przed zakończeniem naszych praktyk przyszedł do nas kierownik internatu z wiadomością, że ów pan zaprasza nas do siebie.
Kiedy udaliśmy się pod wskazany adres, jego żona podała nam kawę i do tego była babka piaskowa. Po tym poczęstunku nasz student – ekonomista znowu poprosił o pomoc i to w tym samym zadaniu. Procedura powtórzyła się po raz trzeci. Przyznaję, że miny mieliśmy nieco rozbawione i to nie tylko z powodu wypitej kawy. I pewnie nie pisałbym o tym, gdyby nie dalszy ciąg . Kiedy już zakończyliśmy nasze matematyczne objaśnienia, nasz gospodarz rozgadał się. Zaczął opowiadać, że do Warszawy przyjeżdżają sekretarzy z całej Polski, że wykłady odbywają się w dużej sali, że uczestniczy w nich ok. 400 studentów, wykładowca mówi do nich przez mikrofon.
A na koniec wywodu podzielił się z nami taką refleksją
Ja, to ja – powiedział. Zdam jeszcze kilka egzaminów i będę miał skończone wyższe studia. A ten pierwszy sekretarz komitetu powiatowego to debil, nie ma nawet matury. W tym momencie wraz z kolegą wybuchneliśmy śmiechem. Ów pan śmiał się razem z nami, pewnie myślał, że śmiejemy się z tego pierwszego sekretarza.

ODPOWIEDZ