I tutaj nie od rzeczy byłoby wyjaśnienie do kogo tak właściwie skierowane są moje słowa.
Zróbmy sobie przegląd sytuacji;
forum podzielilo się na dwie,juz zaciekle zwalczające się frakcje - teistów i ateistów,którzy w swoim zacietrzewieniu i arogancji zupełnie zapomnieli o istnieniu takich jak ja,czyli MY - ci którzy są pośrodku,pomiędzy pełną wiarą i zupełną niewiarą.
A myślę,iż takich właśnie jest najwięcej.
I to my dzisiaj znaleźliśmy się na tym forum w szczegolnej sytuacji.Rezeklbym nawet,w idealnej dla nas sytuacji:
oto teiści negują ateistom prawa do zabierania głosu na temat wiary,ponieważ jakżeż można dyskutować o tym,co nie istnieje.
I mają zupełną rację - ich rozumowanie jest perfekcyjnie logiczne,toteż ateistom,słynnym z otwartego umysłu(i tutaj uklon w stronę pana pomorzaka -teraz pan wiesz czemum pańskie pytanie wypunktował) nie pozostanie nic innego niż przyznanie teistom racji i całkowite zaniechanie zabierania głosu na nieistniejące dla nich tematy.
Jak mogą gadać o czymś co dla nich nie istnieje?
Teiści natomiast w takiej sytuacji też będą musieli zrezygnować z obecności w tym dziale,bo i jaką niby dyskusję maga prowadzić w bezdyskusyjnym dla siebie temacie?
Oni wierzą i koniec,a z szerzeniem wiary wpychać się nie mogą,aby nie wystawiać na szwank swoich uczuć
religijnych.
Zresztą,o tym w co oni wierzą,to my,niespokojni poszukiwacze i zadawacze pytań,wiemy od nich lepiej niż oni sami,toteż każda wizyta teisty w NASZYM dziale to próba samobójcza;
narażenie się na śmiertelny grzech zwątpienia.
Tak więc kochani pozostaniemy sami.A że my nie musimy sobie niczego udowadniać,niczemu zaprzeczać,do niczego się przekonywać,to będziemy mogli sobie tutaj spokojnie przyjść i po prostu pogadać.
O czym nam się tylko zamarzy.A leży przed nami cały niezmierzony świat ducha.
Pozwolicie,że jako przedsmak duchowej eksploracji,pozwlę sobie teraz zacytować fragment wywiadu z profesorem Aleksandrem Krawczukiem,zamieszczony na Racjonaliście:
Teraz nie pozostaje mi juz nic innego,niż pożyczyć nam wszystkim spokojnego nurkowanie w tym bezmiernym oceanie i wylowienie z niego odpowiedzi na nurtujące nas pytania,które będą przydatne dla naszego uduchowienia.— Pan jest wierzący?
— Proszę pana, ten podział na wierzących i niewierzących jest po prostu bez sensu. Każdy normalny człowiek jest wierzący, bo wierzy w jakieś wartości, które niekoniecznie są uwarunkowane materialnie. U nas niestety pokutuje bezsensowny podział na wierzących , którzy chodzą do kościoła i niewierzących, którzy są wstrzemięźliwi w tych poczynaniach. Natomiast gdyby pan zapytał mnie, czy ja jestem ateistą bądź marksistą , to w obu przypadkach bym zaprzeczył. I powiem panu coś, co wywoła uśmiech: ja jestem politeistą. To znaczy, że wierzę w wielu bogów. No i powie pan: Krawczuk zwariował, bo tak się przejął starożytnością, że pewnie pali kadzidło przed Zeusem lub Afrodytą. To dopiero poganin i grzesznik! Nie. To nie o to chodzi. Wszyscy, którzy są monoteistami wierzą w jednego, doskonałego Boga i zarazem, chcą czy nie chcą, muszą też wierzyć w jego przeciwieństwo, czyli esencję zła. W szatana. Z tej też przyczyny skłonni są dzielić wszystko, co na tym świecie się dzieje — dychotomicznie. Tu jasność, tam ciemność. Ja mam rację , ty jej nie masz, więc trzeba cię niszczyć. I stąd religie monoteistyczne są z reguły swej religiami nienawiści. I to jest zrozumiałe. Bo jeżeli ktoś nie jest po mojej stronie, to służy złu, diabłu i trzeba go wyplenić z korzeniami. Na co zresztą Pismo Święte daje szeroki przyzwolenie. Natomiast my, politeiści, jesteśmy sługami wielu bogów, którzy nie są doskonali. I stąd się biorą sympatyczne cechy politeistycznej religii — wyrozumiałość, łagodny sceptycyzm, naturalna tolerancja oraz pokora wobec ludzi i świata. My przede wszystkim jesteśmy otwarci, bo tak do końca nie jesteśmy pewni czy ten, czy tamten ma rację. Gdyby przybyli goście z kosmosu i chcieliby sklasyfikować ziemskie religie , to zastosowali by zapewne do tej klasyfikacji ewangeliczną zasadę: po owocach nie poznacie je. Oczywiście przedstawiciele wszystkich ziemskich religii uznaliby jedynie swoje za prawdziwe, doskonałe, dobroczynne, itd. Ale nasi goście z kosmosu na pewno by odrzucili te religie, które splamiły się krwią ludzką. Odrzuciliby chrześcijaństwo i islam. Natomiast zaakceptowaliby z tych wielkich religii jedynie jedną czystą — która nigdy nie skalała się krwią ludzką , prześladowaniami, inkwizycją, fanatyzmem, wojnami religijnymi — która ogarnia swoją miłością cały świat wszystkich istot żywych, czyli nie czyni przepaści nie tylko pomiędzy człowiekiem i zwierzęciem, ale nawet roślinami. Tę religią, jak zapewne panu wiadomo, jest buddyzm. I co ciekawe, ten stary czysty buddyzm jest religią bez boga, a więc jakby religią ateistyczną. Czyli odpowiadając na pytanie, czy jestem wierzącym, mógłbym odpowiedzieć: tak, jestem wierzącym politeistą. Ale ja nie jestem buddystą, bo religia ta ma też swoje uwarunkowania historyczne i lokalne, które każą im raczej wyżej stawiać moich sympatycznych dawnych bogów. Pan uśmiecha się, bo dostrzega żartobliwą nutę w moich wypowiedziach.
- Pokora jest jedną z najważniejszych potrzeb i wyzwań dnia dzisiejszego. Któż to jednak rozumie?
— I tacy my byliśmy starożytni — pełni pokory. Podczas gdy na przykład wielkie religie są religiami pychy ludzkiej. Według nich cały kosmos został stworzony przez człowieka! Czy pan ogarnia bezmiar tej pychy? Ale tak to jest. Jest to pycha niewiarygodna.
- Ale czy kosmos można ogarnąć?
— Jednak te religie twierdzą, że wszystko, absolutnie wszystko zostało stworzone po to, żeby dusza moja czy pańska mogła zaistnieć i być zbawiona. Taki jest ich jedyny sens. Jest to taka pycha, że może nawet to prawda?
A teiści może zrozumią jak bardzo zgrzeszyli w swojej pysze uważając iż my pragniemy tego działu aby ich atakować,jakbyśmy nie mieli nic innego do roboty,niż skupiać się na jednej,mizernej drobinie całego bezkresu duchowego.
Ateiści zaś,no cóż,ci w nic nie wierzą,to i co niby mają zrozumieć?
Wystarczy kiedy szeroko otworzą,jak na prawdziwych ateistów przystało,swoje umysły a zamkną usta.