Psia natura.
Rosja swoją ma carycę,
Kiedy Kasia ręką ruszy.
W Polsce zewrą się szeregi,
U sowieckich patrycjuszy.
Jeden ruch i kilka słówek,
Klęczą już w poddańczym geście.
Gnąc w pokłonie szereg główek,
I pewniejsi są nareszcie.
Z każdego warchoł wyłazi,
Niepotrzebny plik dopingów.
Z ojca w syna się przełoży,
Odwieczny pęd do treningów.
Czołobitność wraz z oddechem,
Oblepiła ich przywarą.
W orientalnej subkulturze,
Bez reszty oddani "carom".
W psiej naturze -w górę ogon.
I kundelskie pomyrdanie.
Za kość suchą -służą wrogom,
I u nogi -warowanie.
Józef Bieniecki
Gromnicy moc
Tłuścioch
Tłuścioch
Buzia pączek, nosek w piegi,
Białych zębów dwa szeregi.
I sylwetka okrąglutka,
Nie wysoka, nie malutka.
Prawie nigdy się nie złości,
Dużo jada, mało pości.
Wiele ruchu też nie kocha,
Za to dużo ma z pieściocha.
Wiele miejsca do kochania,
Przytulania, całowania.
Ogromnego serca moc,
Rozpromienia dzień i noc.
Co więc żywe też go kocha,
Wielką chlubą jest tłuściocha.
Wielkie serce i posłuszne,
Miłosierne, dobroduszne.
Każdy pokarm z namaszczeniem,
Z iskrą w oku lub płomieniem.
Stos pochłania, by nie rzec,
Jak surówkę w hucie piec.
Choć z wyglądu już jak prosię,
Kwiku nutka czasem w głosie.
On pasibrzuch ciągle je,
Że mu szkodzi, o tym wie.
Józef Bieniecki
Buzia pączek, nosek w piegi,
Białych zębów dwa szeregi.
I sylwetka okrąglutka,
Nie wysoka, nie malutka.
Prawie nigdy się nie złości,
Dużo jada, mało pości.
Wiele ruchu też nie kocha,
Za to dużo ma z pieściocha.
Wiele miejsca do kochania,
Przytulania, całowania.
Ogromnego serca moc,
Rozpromienia dzień i noc.
Co więc żywe też go kocha,
Wielką chlubą jest tłuściocha.
Wielkie serce i posłuszne,
Miłosierne, dobroduszne.
Każdy pokarm z namaszczeniem,
Z iskrą w oku lub płomieniem.
Stos pochłania, by nie rzec,
Jak surówkę w hucie piec.
Choć z wyglądu już jak prosię,
Kwiku nutka czasem w głosie.
On pasibrzuch ciągle je,
Że mu szkodzi, o tym wie.
Józef Bieniecki
Romansidło
Romansidło.
Ty ma jedyna!-tak ci w uszko szeptał,
Snując bajkowe przyszłości obrazy.
Głupia..z ust innej już miłość wychłeptał,
Czas bez wyrazu-nieważne wyrazy.
Publicznie pieścił-moralność za płotki,
Niechaj staruszek oka nie zawiesza.
Takie niewinne,dziecięce pieszczotki,
Ślepą naiwność-podsyca ,pociesza.
Powraca echem stare porzekadło,
Wszystko za zgodą -na zawsze przepadło.
"Miłości gdybyś chociaż dupę miała,
bym cię tak zerżnął,że byś się zesrała."
Romansidło jak powidło,
Nie jada się na raz.
Jedno, drugie by ci zbrzydło,
Śląc ogólny marazm.
Delektując po drobince,
Ciągłym smakiem grzeszy.
Dozowanie w okruszynce,
Czekających cieszy.
Trudno na to-miłość rzekła,
Myśląc sprawiedliwie.
Ja bym obu ich urzekła,
Niech nie biorą chciwie!
Józef Bieniecki
Ty ma jedyna!-tak ci w uszko szeptał,
Snując bajkowe przyszłości obrazy.
Głupia..z ust innej już miłość wychłeptał,
Czas bez wyrazu-nieważne wyrazy.
Publicznie pieścił-moralność za płotki,
Niechaj staruszek oka nie zawiesza.
Takie niewinne,dziecięce pieszczotki,
Ślepą naiwność-podsyca ,pociesza.
Powraca echem stare porzekadło,
Wszystko za zgodą -na zawsze przepadło.
"Miłości gdybyś chociaż dupę miała,
bym cię tak zerżnął,że byś się zesrała."
Romansidło jak powidło,
Nie jada się na raz.
Jedno, drugie by ci zbrzydło,
Śląc ogólny marazm.
Delektując po drobince,
Ciągłym smakiem grzeszy.
Dozowanie w okruszynce,
Czekających cieszy.
Trudno na to-miłość rzekła,
Myśląc sprawiedliwie.
Ja bym obu ich urzekła,
Niech nie biorą chciwie!
Józef Bieniecki
Cud nad Wisłą.
Cud nad Wisłą.
Od stepów gdzieś i Dzikich Pól,
Złowieszczy wieje wiatr.
Na barbarzyńskich ustach pieśń,
Zbrodniarzy z Kraju Rad.
Historii widmo ,ciemnych chmur,
Na falach krzywd ze złem.
A ludzkiej masy zbrodni mur,
Złowieszczym dyszy kłem.
U wrót Stolicy ,groza, śmierć,
Niewoli czarny cień.
Uczeń ,robotnik,wierny kmieć,
Nadziei czyni dzień.
Modlitwy ciągłej żal i płacz.
I serca szczery zew.
Zaczął trupami wroga słać,
Krwi odwracając bieg.
Na Jasnogórską wyszła Grań,
By postrach wrogom siać.
Składając poły płaszcza nań,
Srebrzysto -białą szadż.
I Naród łaską,serca Jej,
Kolejny raz zachłysnął.
Biorąc z opieki wiecznej -Twej,
Kolejny Cud nad Wisłą.
Józef Bieniecki
W 84-Rocznicę Cudu nad Wisłą
Od stepów gdzieś i Dzikich Pól,
Złowieszczy wieje wiatr.
Na barbarzyńskich ustach pieśń,
Zbrodniarzy z Kraju Rad.
Historii widmo ,ciemnych chmur,
Na falach krzywd ze złem.
A ludzkiej masy zbrodni mur,
Złowieszczym dyszy kłem.
U wrót Stolicy ,groza, śmierć,
Niewoli czarny cień.
Uczeń ,robotnik,wierny kmieć,
Nadziei czyni dzień.
Modlitwy ciągłej żal i płacz.
I serca szczery zew.
Zaczął trupami wroga słać,
Krwi odwracając bieg.
Na Jasnogórską wyszła Grań,
By postrach wrogom siać.
Składając poły płaszcza nań,
Srebrzysto -białą szadż.
I Naród łaską,serca Jej,
Kolejny raz zachłysnął.
Biorąc z opieki wiecznej -Twej,
Kolejny Cud nad Wisłą.
Józef Bieniecki
W 84-Rocznicę Cudu nad Wisłą
Ojcze Święty.
Ojcze Święty.
Ojcze Święty ukochany,
W Tobie cała Polska.
Jasna Góra,Naród cały.
Nasza Matka Boska.
Piotrze czasów ,tysiąclecia,
My z Tobą idący.
Pomagamy się odmieniać,
Braciom niewierzącym.
Tam z pod Tater zawołamy,
Razem-mocnym głosem.
Broń nas Pani Jasnogórska,
Przed złem i chaosem.
A gdy przyjdzie czas pożegnań,
Będziemy weseli.
Bo wierzymy ,Bóg w modlitwie,
Łączy nas nie dzieli.
Józef Bieniecki
Dla Jana Pawła II
Ojcze Święty ukochany,
W Tobie cała Polska.
Jasna Góra,Naród cały.
Nasza Matka Boska.
Piotrze czasów ,tysiąclecia,
My z Tobą idący.
Pomagamy się odmieniać,
Braciom niewierzącym.
Tam z pod Tater zawołamy,
Razem-mocnym głosem.
Broń nas Pani Jasnogórska,
Przed złem i chaosem.
A gdy przyjdzie czas pożegnań,
Będziemy weseli.
Bo wierzymy ,Bóg w modlitwie,
Łączy nas nie dzieli.
Józef Bieniecki
Dla Jana Pawła II
Gromnicy moc
Gromnicy moc
Wśród mocy piekieł, ziemi zła.
W lutową śnieżną noc.
Przez wioski, pola, Pani szła,
Niosąc gromnicy moc.
Lutowy wiatr śnieżyce gnał,
I mrozem trzaskał drzew.
Po białych polach śnieżny szkwał,
Groźny wichury śpiew.
W barze ucichła zwierza dzicz,
Potulnie chyląc łby.
Gromnicy płomień niczym bicz,
Rozkazem nieba grzmi.
A złoty płomień liże wiatr,
Nadziei niosąc cud.
Matczynym ciepłem pośród chat,
Swój błogosławi lud.
I nim zaświta blady dzień,
W przychylny bieży próg.
Odpędza wszego złego cień,
Tak pragnie Syn i Bóg.
Cichej modlitwy wierny szept,
Złożona splata dłoń.
A w Niebo śpiewa lasu flet,
Od złego zawsze broń.
Józef Bieniecki
Wśród mocy piekieł, ziemi zła.
W lutową śnieżną noc.
Przez wioski, pola, Pani szła,
Niosąc gromnicy moc.
Lutowy wiatr śnieżyce gnał,
I mrozem trzaskał drzew.
Po białych polach śnieżny szkwał,
Groźny wichury śpiew.
W barze ucichła zwierza dzicz,
Potulnie chyląc łby.
Gromnicy płomień niczym bicz,
Rozkazem nieba grzmi.
A złoty płomień liże wiatr,
Nadziei niosąc cud.
Matczynym ciepłem pośród chat,
Swój błogosławi lud.
I nim zaświta blady dzień,
W przychylny bieży próg.
Odpędza wszego złego cień,
Tak pragnie Syn i Bóg.
Cichej modlitwy wierny szept,
Złożona splata dłoń.
A w Niebo śpiewa lasu flet,
Od złego zawsze broń.
Józef Bieniecki