wszechogarniająca nostalgia

O wszystkim i o niczym nocne Polaków rozmowy.
BETI03
Posty: 1
Rejestracja: śr mar 28, 2012 6:28 pm

wszechogarniająca nostalgia

Post autor: BETI03 »

niezrozumiałe są dla mnie powody,dla których zarejestrowałam się na tym forum.Nie mieszkam za granicą i nie mam typowych dla emigrantów problemów,którymi chcialabym sie podzielic.Mimo to mam poczucie,ze ludzie,ktorzy się tu zaglądają mogą byc moze zrozumieć moje uczucia,ponieważ w jakimś sensie odczuwają podobnie.Chce napisać o samotności i oderwaniu od korzeni.Jestem 33 letnia kobietą,matką 12 letniego dziecka.Gdy siegam wstecz pamięcią widzę ciepły dom rodzinny.Nie było idealnie,były problemy,klotnie,czasem było biednie,ale wspominam te czasy z olbrzymią nostalgia.Byli rodzice,był mój ukochany brat,byli dziadkowie.W pewnym momencie dziadkowie zaczeli umierać-trudno było się z tym pogodzic,ale w koncu zrozumialam,ze to naturalna kolej rzeczy.Pozniej nagle zmarł moj tata.Długo nie chcialam pogodzic sie z jego śmiercią,myslalam,ze cos takiego nie mogło nam się zdarzyć.Po jakimś czasie wyszlam za mąż,urodzilam dziecko.Małżenstwo się wkrótce rozpadło,ale zaakceptowalam to uznając,ze czasem tak jest lepiej.Bolało mnie jedynie to,ze mój były maz okazał się tak bardzo nieodpowiedzialny.Nasze dziecko chorowało,przeszło kilka operacji,wiele razy było w szpitalu.Gdy samotnie spedzałam przy nim długie godziny w szpitalu zrozumialam jak bardzo ważna jest odpowiedzialnosc tej drugiej osoby.Ale to dało się jakoś zrównoważyć,ponieważ mialam bliskich,mamę,brata.Pewnej nocy,tóż przed swiętami mój kochany brat zapadł w spiączke,z której juz nigdy sie nie obudził.Nie przyjelam tego do wiadomości,w rozpaczy starałam się zakrzyczeć rzeczywistośc.Czas do pogrzebu wydawał mi się jakimś nierzeczywistym snem,z którego miałam nadzieje się obudzić.Ale tak sie nie stało.Staralam się być silna,by dać wsparcie mamie,która z dnia na dzień opadała z sił.Myslalam,ze to stres.Nie był to jednak tylko stres-był to rak.Lekarz po biopsji,która odbyła się 3 misiące po pogrzebie brata powiedzial mi,ze z tym rodzajem guza mama przezyja maksymalnie dwa lata-przezyła rok.Mimo,ze umierala na oczach mojego dziecka nie zgodzilam sie oddac Jej do hospicjum.Byla z nami prawie do konca,ostatnie kilka tygodni spedzila w szpitalu,pod respiratorem a ja wciąz czekałam,ze jednak zdarzy sie cud.Ale cud się nie zdarzył.Wydawało mi sie,ze bedzie mi latwiej pogodzic sie ze smiercią mamy,bo nie nastąpiła nagle tak jak taty,czy brata.Ale tak się nie stało.W dzień udawalam przed moim dzieckiem,ze jestrem silna a nocami płakałam w poduszke.Zrozumialam,ze od tej pory juz zawsze bedziemy sami.Jest we mnie taki ogromny strach o moje dziecko,gdyby coś mi sie stało.Ma tylko mnie.Znow nadchodzą swieta.Spedzamy je u znajomych lub dalszej rodziny.Niby jest dobrze,wszyscy są dla nas mili,ale jednoczesnie czuje w tym czasie taką straszną wewnętrzną samotnośc i pustkę.Juz nie jest tak,jak dawniej i nigdy nie bedzie.Ja moge nawet udawać sama przed soba,ze jest tak,jak kiedys,ale boli mnie bardzo,jak ta samotnośc dotyka moje dziecko.Widzę jak patrzy,gdy do cioć czy rodzin ,u ktorych jesteśmy przyjezdają dziadkowie,bliscy.Widac wtedy taką szczerą radośc na widok wnuka,wnuczki.Na widok mojego dziecka nikt się juz tak nie usmiechnie i choćbym starała się dac mu wszystko co mogę,nie jestem wstanie zrekonstruować mu rodziny.Czasem jadę autobusem i słysze telefoniczne rozmowy dzieci (często juz dorosłych) ze swoimi rodzicami.Głos ,,dzieci"wydaje się zirytowany powtarzaniem,ze wszystko jest w porządku.Myslę wtedy,ze Ci ludzie nie wiedzą ,jakimi są szczęsciarzami,ze jest ktoś,kto sie o nich martwi,kto kocha ich bezwarunkowo.O ironio,ja również byłam kiedys takim ,,dzieckiem" i czasem chciałam by dano mi wreszcie spokój,ze jestem dorosla i sobie poradze.A teraz oddała bym wszysko za taki telefon....Być moze zaskoczy kogos,umieszczając ten watek na portalu polonijnym,jednak czuje sie w jaims sensie emocjonalną emigrantką ,gdyz nasze miejsce na ziemi okreslają ludzie,ktorzy tworzą dom,nie miejsce......Zycze wszystkim czytającym ten watek zdrowych,spokojnych Swiat
zoskicyc
Posty: 9827
Rejestracja: ndz sty 29, 2012 1:22 pm

Re: wszechogarniająca nostalgia

Post autor: zoskicyc »

niezaleznie od miejsca w ktorym mieszkamy - wszyscy - wszyscy ludzie ziemi sa emigrantami - gorzej - chwilowymi goscmi cierpliwej ziemi - ze jestesmy nieproszonymi goscmi - ze jestesmy glupi i durni a ziemia cierpliwa - to troche dziwi - szkoda ze nie doczekam czasu kiedy wejdziemy znow na drzewa
- chcialbym to zobaczyc - moze amisy nakreciliby taki film?
naturalnie "dokumentalny" i ukazujacy szesnascie
grobow jezusa z czasow mlodzienczych
diabel wraz z papiezem zacieraja
rece

nasza prusaczka podspiewuje tylko:
"pozar-pozar-cos nareszcie pali sie"
pomorzak
Posty: 10557
Rejestracja: sob paź 17, 2009 9:30 pm

Re: wszechogarniająca nostalgia

Post autor: pomorzak »

BETI03 pisze:......Zycze wszystkim czytającym ten watek zdrowych,spokojnych Swiat
Wzajemnie, tobie też.
Zwłaszcza że to sa Święta Wielkiej Nocy.
Galwas
Posty: 1255
Rejestracja: sob paź 17, 2009 8:51 pm

Re: wszechogarniająca nostalgia

Post autor: Galwas »

Wyjechałem na Węgry między innymi dlatego, że nie miałem własnego mieszkania i musiałem mieszkać z rodzicami. W ciągu roku mama zmarła na raka, a za rok tato, też na raka. Mieszkanie zostało puste, i rodzina oddała go miastu. A tak w ogóle, to z emigracji człowiek nie wraca, z czego mało kto zdaje sobie sprawę podejmując decyzję o wyjeździe. Proces przystosowywania się do nowych warunków, języka, zwyczajów i znalezienie sobie w tym wszystkim własnego miejsca, jest dosyć bolesny, dlatego mało kto ma ochotę jeszcze raz go powtarzać wracając do kraju i znów zaczynając wszystko od nowa.
zoskicyc
Posty: 9827
Rejestracja: ndz sty 29, 2012 1:22 pm

Re: wszechogarniająca nostalgia

Post autor: zoskicyc »

szanowny panie Galwas,

nie wiem czy zwrocil pan uwage na pewna drobnostke -
gdziekolwiecz czlowiek jest - gdziekolwiek czlowiek
mieszka zawsze jest "tam" - pytam - czy wyemigrowal
czy zmienil tylko miejsce zamieszkania?

integracja i symbioza sa czynnikami zewnetrznymi

ale znam rowniez ludzi ktorzy wszelkimi silami staraja
sie odciac przyoblekac inna skore - byc tym kim nie sa
bo nie wierze ze mozna wymienic zawartosc kiedy
oczywiste jest ze naklada sie na siebie tylko powloke

prosze popatrzyc uwaznie tutaj - w miejscu na ktorym
piszemy i czytamy

zrodla - korzenie od pra-pra-pradziadow nie odgrywaja
zadnej roli i staja sie elementem odwracajacym uwage
od wewnetrznej walki dla tych ktorzy przoblekli inna skore

widzi pan teraz jak trudno wydawnictwu CYC zalezc tu
wlasciwa pozycje i zrozumienie - a rozumieja tylko ci
ktorzy mysla i nie posluguja sie falszywi sloganami

tu rodzi sie pytanie - jakie jest wlasciwe znaczenie
slowa patriotyzm - tak szastane w lewo i prawo przy
kazdej okazji..............

ja twierdze ze dowodem patriotyzmu jest istnienie
i bycie tym kim sie jest bez jakichkolwiek nalepek
i szyldow - sloganow

CYC zawsze do uslug
nikita
Posty: 2516
Rejestracja: ndz paź 18, 2009 9:53 am
Lokalizacja: kraina

Re: wszechogarniająca nostalgia

Post autor: nikita »

zoskicyc pisze:i..............

ja twierdze ze dowodem patriotyzmu jest istnienie
i bycie tym kim sie jest bez jakichkolwiek nalepek
i szyldow - sloganow

CYC zawsze do uslug
...czyli: kim pan jest, panie cyc?...
zoskicyc
Posty: 9827
Rejestracja: ndz sty 29, 2012 1:22 pm

Re: wszechogarniająca nostalgia

Post autor: zoskicyc »

czytelniku Nikita

ja-wydawnictwo CYC jestem nikim
ale wracam myslami do tych co godajom:

"pedziol pon psowi
a pies łogonowi"

ino ze takich niyma choc łone som
łone som jak te duchy
a widziołeś jusz ducha kery by
kansik noleżoł? - łone - te duchy som
bespaństfowe alkoholiki
na wodzie śfiyncony
bestosz mnie niy może żodyn
fczaś do zuchthausu
i sie moga godać co chca
bo i tak mie żić kominiorzowo
rozumiy

to ino powiyc do czego noleży tfoj kot
jakeś go jeszcze niy zeżar - łon do ciebie
tysz niy noleży - łon cie mo w dupie i sie
robi co mu sie podobo - a wiysz czymu?
bo tyn pieron je mondrzejszy łot ciebie

pies to je gupi bo łon musi mieć firera
tak jako my momy tako firerfrau
kero ino wrzeszczy i nos cygani
bych woloł za nia mieć jakigo
kota coby pieron pozeżyrol tych
aszlochof co tam robiom za myszy
a nini tyn syr nom kradnom

kebyś ty to tak tysz rozumioł jak tyn tfoj kot
tobys mie pieronie jedyn niy łonaczoł
tym godaniym żech je jaki gorol abo jeszcze
gorsze ino byś pedzioł - synek jo wiym
żeżeś chachor niy jest

uwaga!
text napiany w jezyku obcym
ODPOWIEDZ