01.05.2011 r. - Wprowadzenie racjonalnego ustroju
-
Redaktor1966
- Posty: 1262
- Rejestracja: czw gru 30, 2010 9:46 am
Re: 01.05.2011 r. - Wprowadzenie racjonalnego ustroju
Aleksanderpinski.nowyekran.pl/post/60300,rostowski-ci-ktorzy-mowili-o-katastrofie-finansow-publicznych-powinni-to-odszczekac | 24.04.2012
Aleksander Piński - Szef Działu Ekonomicznego Nowego Ekranu. Dziennikarz z 10-letnim stażem. Były z-ca szefa Działu Biznes „Wprost”.
Rostowski: „Ci, którzy mówili o katastrofie finansów publicznych, powinni to odszczekać”
Jacek Rostowski: Prawdopodobnie kolejny raz będziemy mieli w tym roku najszybszy wzrost gospodarczy w Europie. A co ważniejsze - najszybszą poprawę finansów publicznych. Wczoraj Eurostat ogłosił, że deficyt w 2011 roku całego sektora finansów publicznych był ponad 7 mld zł mniejszy, niż przewidywaliśmy.
No tylko, że jednocześnie mamy na przykład mocno rozczarowujące wyniki produkcji przemysłowej. Nie skłania to pana do obniżki prognoz dla polskiej gospodarki?
Nie, bo raczej przed tymi wynikami, które tak naprawdę są konsekwencją przewidywanego spowolnienia w Niemczech w pierwszej połowie tego roku, a raczej przewidujemy - wszyscy prognostycy przewidują - przyspieszenie gospodarki niemieckiej w drugiej połowie roku, to przed tymi trochę rozczarowującymi wynikami oczekiwaliśmy szybszego wzrostu niż ten, który mamy w budżecie. Więc wydaje mi się, że ta prognoza na 2012 r. jest bezpieczna i przy niej - zresztą nawet przy trochę gorszych wynikach - możemy powiedzieć, że 2012 r. będzie na pewno rokiem, kiedy dług publiczny spadnie w relacji do PKB, bardzo znacząco - prawie o 50 mld złotych.
Czyli przez tych, którzy mówią o końcu zielonej wyspy, przemawia nadmierny pesymizm.
Ja myślę, że sytuacja bardzo się ustabilizowała, szczególnie jeśli chodzi o finanse publiczne. Dług po tym jak rósł w czasie kredytu jest na spadającej krzywej, i to szybko spadającej. I wszyscy ci, którzy mówili o tym, że idzie katastrofa finansów publicznych, powinni dzisiaj to odszczekać. Jest nawet szansa, że w tym roku relacja długu do PKB - nie tylko, że nie przekroczy 55 proc. - ale spadnie poniżej 50 procent.
Odszczekać i zdjąć na przykład zegar, który wisi w centrum Warszawy?
Ja myślę, że Leszek Balcerowicz zrobiłby dobrze, gdyby go zdjął. Oczywiście nominalna wartość długu zawsze rośnie i rosnąć będzie w normalnym, nowoczesnym kraju, póki się bogacimy. To, że się zadłużamy mniej szybko niż się bogacimy, nie jest groźne. Jeżeli ktoś bije na alarm, gdy sytuacja faktycznie się poprawia, to jest niebezpieczeństwo, że nie będą go słuchali, gdy sytuacja zacznie się pogarszać. Ja - na miejscu Leszka Balcerowicza - zdjąłbym ten licznik, aby go ponownie zawiesić, gdyby relacja długu do PKB zaczęła rosnąć. To jest trochę jak wołanie, że jest wilk i potem ludzie przestają tego słuchać.
Skoro jest tak dobrze, to kiedy pierwsza obniżka podatków?
Najpierw musimy dokonać tej pracy...
Więcej na ten temat tutaj.
(Rmf24.pl)
To są psychopaci i debile!
Rosną wydatki na realizację konsumpcjonizmu pojazdowego, no to rośnie PKB...
M.in. konsumpcjonizm pojazdowy nie służy przyrodzie, ludzkości, w tym przyszłym pokoleniom, tylko koncernom naftowym, finansistom, bankierom, fabrykantom, wpierającym to rządzącym, właścicielom mediów, reklamodawcom (odpowiednio: milionerom, miliarderom, multimiliarderom)...
Za ułamek kwoty przeznaczanej na konsumpcjonizm pojazdowy*, a więc m.in. i utrzymywanie takich b. kosztownych msc tzw. pracy, można utrzymywać byłych pracowników takich fabryk na zasiłku, i przemieszczać się transportem zbiorowym, z o rząd wielkości mniejszymi też negatywnymi tego skutkami dla środowiska, w tym z powodu mniejszej ilości po pojazdowych śmieci.
*Indywidualny pojazd kosztuje 60-150 tys. zł, jego miesięczna eksploatacja, w tym benzyna, mse parkingowe kosztują (nie licząc kosztów napraw, mandatów) kilkaset zł, a bilet miesięczny na komunikację publiczną kosztuje 60-150 zł; koszty amortyzacji, w tym za budynki, maszyny, utrzymywanie msa pracy w fabryce wraz z wypłatą dla pracownika + zarobek dla fabrykanta + zarobek dla bankiera + rzeczywiste, czyli pełne, całkowite, koszty korzystania z pojazdu kosztują, łącznie, kilkanaście tys. zł miesięcznie, a utrzymywanie na zasiłku byłych pracowników fabryki samochodów kosztuje (z podatków zamiast z ogromnych wydatków na pojazdy) tysiąc kilkaset zł miesięcznie na osobę, i rozkładane jest na setki pasażerów przypadających, statystycznie, na jednego kierowcę i pojazd publiczny (zbiorowy).
TRANSPORT PUBLICZNY (ZBIOROWY)(szczególnie elektryczna kolej)(w tym przewóz rowerów itp.)(miejski, podmiejski i międzymiastowy) powinien być bez biletowy („bezpłatny”), ale dla niepracujących tylko poza godzinami szczytu (proponuję między godz. 10.00-14.00 i 20.00-06.00). Nie ma obawy, iż pracujący będą nadużywać tego przywileju, gdyż właśnie pracują (i takich ludzi dzięki temu - w tym dochodu - przybędzie). Bezrobotni będą mieli z kolei większą możliwość i motywację do podjęcia - w dodatku legalnej - pracy. Nie jest to żaden luksus, tylko uciążliwa konieczność umożliwiająca funkcjonowanie w współczesnym społeczeństwie.
Proszę nie protestować twierdzeniem, że nie ma na to pieniędzy. To na budowę ogromnych, zatruwających środowisko fabryk produkujących samochody, kupno setek tysięcy aut (po kilkadziesiąt tys. zł sztuka, by większość czasu stały, zajmując mse, niszczejąc, były okradane, kradzione), koszty ich eksploatacji (miliardy litrów paliwa, koszty napraw, opłaty (w tym parkingowe), policję zajmującą się kontrolą ruchu, wykrywaniem sprawców wypadków, kradzieży pojazdów (więc i wymiar sprawiedliwości, więzienia), budowę i naprawę zwiększonej liczby i bardziej eksploatowanych dróg, autostrad, mostów, pokrywanie ogromnych kosztów leczenia i utrzymywania na rencie ofiar wypadków, skutki skażania środowiska (w tym w wyniku katastrof ekologicznych (ile miliardów kosztowały, jakie straty przyniosły!!)), miliardy pieniędzy na wojsko, konflikty i wojny o ropę, na zysk dla, pożyczających na ten cel pieniądze, bankierów, dla fabrykantów, dla sprzedawców, itp. – są pieniądze?!!
Takie rozwiązanie zwiększy też szansę pełniejszego wykorzystania możliwości, jakie daje zapewnienie środków do życia w postaci zasiłku, a zmniejszy skutki spowodowane obecnym nieefektywnym (m.in. głównym zajęciem kierowców jest stanie na skrzyżowaniach, w korkach oraz szukanie msa na parkingu), dotowanym, drogim, rabunkowo-spalinowo-degradacyjno-hałasowo-wypadkowo-chorobowym – rozdrobnionym transportem indywidualnym. Zmniejszy się też zanieczyszczenie środowiska (powietrza, ziemi, wody; żywności – a więc zmniejszą się i wydatki na lecznictwo), w tym hałasem. Mniej będzie wypadków, a więcej msa dla pieszych i rowerzystów.
A dopóki będą odbywać się debaty na ten temat, trzeba zakończyć pogrążanie osób najuboższych wykazujących jednak inicjatywę i wypisywać im kredytowe bilety (w tym miesięczne, kwartalne wraz z ustawowymi odsetkami), zamiast pogrążać ich m.in. karą za jazdę bez biletu – ludzi bez środków finansowych?! – Na kim państwo chce zarabiać, czy jak zdobytymi pieniędzmi pokrywać straty?!
Klimatdlaziemi.pl
Koszt transportu samochodem osobowym jest w rzeczywistości wyższy niż płacą za to użytkownicy samochodów – bezpośredni koszt jednego kilometra jest pokrywany w zaledwie 25 procentach przez użytkownika samochodu, resztę kosztów ponosi społeczeństwo.
[Np. koszty budowy, utrzymywania dróg, utrzymywania policji, opłacania sądów, utrzymywania więzień z zawartością, koszty wypadków, w tym hospitalizacji, wypłacania chorobowego, rent, skutki katastrof ekologicznych, skażeń, zatruć, w postaci leczenia, utrzymywania na rencie, w tym upośledzonych, chorowitych dzieci, koszty leczenia, utrzymywania na rencie w związku z skutkami hałasów, itp., itd. – red.]
O2.pl | Środa, 15.10.2008 08:10
GAZETA PRAWNA: 200 ZŁ ZA PRZEJAZD AUTOSTRADĄ A2
Dziś za przejechanie ok. 150 km fragmentem autostrady A2 z Konina do Nowego Tomyśla zarządzanym przez Autostradę Wielkopolską trzeba zapłacić 33 zł. Podróż z Katowic do Krakowa 60-km odcinkiem trasy A4 pod zarządem Stalexportu kosztuje właściciela samochodu osobowego 13 zł, a przejazd zaledwie 25 km fragmentem autostrady A1 na Pomorzu zarządzanym przez spółkę Gdańsk Transport Company - 3,5 zł. To za każdy kilometr odpowiednio: 22 gr, 20 gr i 14 gr . Na razie minister infrastruktury Cezary Grabarczyk upiera się, że stawka za przejechanie kilometra autostrady budowanej w systemie koncesyjnym w najbliższych latach nie będzie wyższa niż 20 gr oraz 10 gr za kilometr autostrady budowanej przez państwo.
Eksperci uważają jednak, że to chlubne, ale bardzo mało realne założenie. Nawet dwukrotnego wzrostu opłat za przejazd autostradami nie wyklucza Adrian Furgalski z Zespołu Doradców Gospodarczych Tor. W 2011 roku ma zostać oddanych do użytku zostanie niemal 500 km nowych autostrad. Jeżeli sprawdzi się czarny scenariusz, to opłata za przejechanie kilometra autostrady budowanej w systemie koncesyjnym wyniesie nawet 40 gr, a w przypadku autostrad ułożonych przez państwo 20 gr. Podwyżki oznaczałyby, że po wybudowaniu całości trasy A2 i A1 kierowca samochodu osobowego zapłaci za te trasy odpowiednio 198,2 zł oraz 169 zł. Podróż A4 spod granicy z Niemcami do granicy z Białorusią może kosztować 146 zł.
http://www.gazetaprawna.pl
Rafał Mościcki
rafal.moscicki(a)hotmoney.pl
Wp.pl | TV Biznes 2008-10-16 (07:25)
121 miliardów złotych. Tyle pieniędzy ma przeznaczyć rząd na budowę dróg w najbliższych latach.
W2.pl / Sfora.pl | Wtorek [22.12.2009, 08:56] 3 źródła
ILE MUSIMY DOŁOŻYĆ DO AUTOSTRAD
Zapłacisz nawet jeśli nie jeździsz.
600 mln złotych, tyle rząd będzie musiał dopłacić z budżetu spółkom zarządzającym 300 kilometrami autostrad w Polsce - informuje "Dziennik Gazeta Prawna". To rekompensata za bezpłatny przejazd ciężarówek z winietami.
To nie koniec złych wiadomości. W przyszłym roku, a także w latach następnych, z budżetu popłynie do kas autostradowych spółek jeszcze więcej pieniędzy. W 2012 roku nawet 1,6 mld złotych - alarmuje gazeta.
Zarówno w 2009, jak i w 2010 roku przewiduje się iż całość tzw. systemu koncesyjnego zamknie się wynikiem niekorzystnym dla strony publicznej - przyznaje gazecie Mikołaj Karpiński, rzecznik prasowy Ministerstwa Infrastruktury.
Dlaczego musimy dopłacać z budżetu, skoro pieniądze te powinny pochodzić z opłat wnoszonych przez firmy transportowe, czyli tzw. winiet?
Eksperci twierdzą, że to efekt złej ściągalności opłat za winiety i winią system wprowadzony w 2005 roku przez rząd Marka Belki.
Dlaczego do tej pory wystarczało pieniędzy z winiet, a teraz nie? To efekt wzrostu ruchu na drogach (koncesjonariusze dostają tym więcej pieniędzy, im więcej samochodów przejeżdża autostradami) - twierdzą cytowani przez gazetę eksperci.
Na takim systemie traci państwo, zyskują natomiast Autostrada Wielkopolska SA, Stalexport i Gdańsk Transport Company - czytamy w "DGP".
Resort infrastruktury zaprzecza. Twierdzi, że wypłaca więcej, bo musi zapłacić odszkodowania
dla koncesjonariuszy i sfinansować dodatkowe inwestycje, m.in. w przejścia dla zwierząt, do budowy których zobowiązują nas przepisy unijne.
Efekt? W przyszłym roku o 20 proc. zdrożeją winiety. | WB
O2.pl / Sfora.pl | Wtorek [14.12.2010, 20:07]
PLAGA BRAKORÓBSTWA NA POLSKICH DROGACH. CO PIĄTA WYMAGA POPRAWEK
Jeszcze przed oddaniem do użytku.
Lech Witecki, szef Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, uważa, że poprawek wymaga w Polsce 20 proc. nowych dróg.
Taki rezultat dały lotne patrole prowadzone przez instytucję - podaje Wyborcza.biz za TVN CNBC.
Dlaczego w XXI wieku aż co piąta gotowa droga wymaga natychmiastowych napraw jeszcze zanim zostanie oddana do użytku? Jak czytamy, wynika to przede wszystkim z dążenia inwestorów do cięcia kosztów.
Najczęściej wybierają najtańszych wykonawców, a to musi się odbić na jakości nowo budowanych dróg - wyjaśniał w TVN CNBC Wojciech Malusi z
Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Budownictwa. | R
O2.pl / Hotmoney.pl | Wtorek, 11.10.2011 07:31
SAMORZĄDY TONĄ W DŁUGACH. JEST CORAZ GORZEJ, ZDJĘCIE
Wydają miliardy na odsetki.
Tylko w tym roku polskie samorządy na spłatę kredytów (rat kapitałowych i odsetek) wydadzą aż 11,5 mld zł, czyli ok. 6,5 proc. swoich dochodów - pisze "Rzeczpospolita".
Gazeta informuje, że to efekt zwiększającego się zadłużenia, które w 2011 roku może dojść do 70 mld zł.
W ubiegłym roku, przy długu 55 mld zł, na jego obsługę gminy i miasta wydały 8,8 mld zł - czytamy na ekonomia24.pl.
Więcej w "Rz".
http://www.ekonomia24.pl
O2.pl / Hotmoney.pl | Środa, 12.10.2011 21:20
POLSKIE DROGI BĘDĄ JESZCZE BARDZIEJ DZIURAWE?
Samorządów nie stać na remonty.
Polska sieć autostrad powoli staje się prawdziwą siecią. Kto jednak oczekuje nowej jakości także na naszych drogach lokalnych, może się gorzko rozczarować. Niestety, dziur może jeszcze przybyć.
Dlaczego? Coraz mniej polskich samorządów może sobie pozwolić na inwestowanie w lokalne trasy – alarmuje "Dziennik Gazeta Prawna".
Jak czytamy, wielu gmin i powiatów nie stać na 70-proc. wkład własny, dlatego w ogóle nie ubiegają się o dofinansowanie remontów dróg. Z danych zebranych przez "DGP" wynika, że liczba wniosków o dofinansowanie inwestycji w trasy lokalne skurczyła się o niemal połowę.
44-proc. spadek ma bardzo proste wytłumaczenie. Dotychczas, aby otrzymać dotację z budżetu państwa (w ramach narodowego programu przebudowy dróg lokalnych) samorządy musiały wyłożyć 50 proc. wartości inwestycji z własnej kieszeni. Od 2012 roku ma to być aż 70 proc. – czytamy.
Dominika Reszke
dominika.reszke@hotmoney.pl
[Więc trzeba wybudować jeszcze więcej mieszkań, do nich dróg, dzięki czemu zwiększy się PKB, co umożliwi zaciągnięcie kolejnych pożyczek, które umożliwią wybudowanie następnych mieszkań, do nich dróg, co umożliwi... – red.]
Onet.pl | 23.01.2012 r.
CZECHY: 901 WAD NA 9 KILOMETRACH AUTOSTRADY
901 wad na dziewięciokilometrowym odcinku autostrady reklamują władze Czech u wykonawcy, któremu kilka lat temu zleciły budowę drogi.
Jak poinformowała czeska Dyrekcja Dróg i Autostrad (RSD), rekordowa liczba usterek dotyczy wybudowanego w 2007 roku fragmentu trasy D47, przechodzącego przez Ostrawę od południowego do północnego zjazdu do miasta. Większość defektów - aż 460 - wykryto w mostach autostradowych, 343 na samej jezdni, a 98 na wielopoziomowych skrzyżowaniach.
RSD wylicza, że m.in. na jezdni pojawiły się garby, popękał beton, mosty zaciekają wodą i rdzewieje ich konstrukcja, powstały koleiny, wykrzywiły się maszty latarni.
Budowa kosztowała Czechy 4,3 mld koron (720 mln złotych). Autostradę wykonała czeska filia francuskiej firmy budowlanej Eurovia.
Autor: KK Źródła: PAP
O2.pl / Sfora.biz | Sobota 20.08.2011, 18:38
ZA AUTOSTRADY ZAPŁACIMY DUŻO WIĘCEJ
I później będziemy po nich jeździć.
Zmiany wykonawców na budowach autostrad kosztowały już Polaków dodatkowe pół miliarda złotych. To nie koniec, wydatki będą jeszcze większe – podaje rp.pl.
Koszt? O 20 mln zł więcej niż pierwotnie planowano. Wydatki mogą być jeszcze większe, ponieważ NDI domaga się od skarbu państwa 58 mln zł kary umownej.
Ale to nic przy odszkodowaniu, którego domaga się Alpinie Bau. Austriacy chcą miliarda złotych.
Zakończenie robót będzie kosztowało 1,75 mld zł. | TM
W2.pl / Hotmoney.pl | Poniedziałek, 02.01.2012 08:00
ZACISKA SIĘ PĘTLA DROGOWEGO ZADŁUŻENIA
W tym roku drogowa dyrekcja wyda na drogi ponad 25 mld zł, ale długi zaczynają zjadać pieniądze na inwestycje - czytamy w "Pulsie Biznesu".
System finansowania dróg oparty jest na kredytach i obligacjach - jak uważa Janusz Piechociński, poseł PSL, wiceszef Sejmowej Komisji Infrastruktury - przez to zaciśniemy sobie pętlę na szyi.
Według niego problem obsługi długów będzie widoczny już w tym roku. Krajowy Fundusz Drogowy zaciągnie kredyty i wyemituje obligacje za 14,7 mld zł. Prawie 3 mld zł pochłonie też obsługa długów już zaciągniętych. Tymczasem planowane na 2012 rok wpływy z opłat od kierowców to tylko 1,1 mld zł - pisze "PB".
GDDKiA przypomina, że wśród dochodów KFD są również wpływy z opłaty paliwowej - w 2012 roku mają wynieść 3,64 mld zł. Jednak eksperci wprost twierdzą, że spłacanie długów KFD poskutkuje brakiem pieniędzy na wkład własny do inwestycji, które będą realizowane z funduszy unijnych z nowej perspektywy budżetowej na lata 2014-20.
Pb.pl
Rafał Mościcki
rafal.moscicki(a)hotmoney.pl
O2.pl / Sfora.pl | 3 źródła Piątek [29.01.2010, 06:05]
ILE JEST WARTE ŻYCIE KAŻDEGO KIEROWCY?
Tyle kosztują wypadki drogowe.
Śmierć jednej osoby w wypadku kosztuje 1 mln euro - wynika z danych Komisji Europejskiej.
To koszty leczenia, usuwanie skutków wypadków i podatki, których nie zapłaci osoba w wieku produkcyjnym - wyjaśnia Andrzej Maciejewski z GDDKiA.
Jak pisze "Rzeczpospolita" do tego trzeba też doliczyć wydatki państwa związane z wypłacaniem rent oraz niezdolność do pracy rannych.
W zeszłym roku w Polsce było zginęło 4,5 tys. osób, a drogowcy wydali na poprawę bezpieczeństwa 100 mln zł. W 2008 roku państwo wydało 1,5 mld zł. na udzielenie pierwszej pomocy i hospitalizację rannych. | TM
[Analogicznie jest m.in. z degeneratami, np. nikotynowcami, alkoholikami, narkomanami, lekomanami, źle odżywiającymi się; leczącymi się, rencistami! - red.]
2,7% PKB – czyli równowartość 3 mld. dolarów (Instytut Transportu Samochodowego szacuje je na 30 mld zł), to roczne koszty wypadków samochodowych w Polsce, których w 2003 r. było 50 tys!! Ginie w nich rocznie około 6 tys. osób, a 50 tys. zostaje rannych. Światowa Org. Zdrowia (WHO) oraz Bank Światowy podają, iż rocznie w wypadkach samochodowych ginie na świecie ponad 1,2 mln osób, a ok. 50 mln odnosi obrażenia!!
O2.pl | 25.05.2008 r.: W całej Unii Europejskiej roczny koszt wypadków to 180 mld euro.
Money.pl | 2008.03.05 r.: Na stłuczki na drodze Amerykanie wydają nawet 160 mld dolarów rocznie.
Zanieczyszczenie powietrza powoduje śmierć dwóch milionów osób rocznie.
Podobnie ma się sytuacja w wielu innych branżach!
"WPROST" nr 44, 03.11.2002 r.: Jedno miejsce pracy stworzone w ramach popularnego w czasie prezydentury Billa Clintona programu "First start" (dla osób na zasiłkach) kosztowało gospodarkę USA około 250 tys. dolarów.
Autor: Jan M. Fijor
Współpraca: Krzysztof Trębski
[No przecież urzędnicy-swojaki-wyborcy tym się zajmujący nie będą głosować, wraz z rodzinami, za frajer... - red.]
Polacy pożyczają, no to rośnie PKB...
W Polsce różne organizacje podają, że około 10-25 % dzieci w wieku do 14 lat cierpi przez głód i spożywa najwyżej jeden posiłek dziennie. Według obecnych szacunków minimum egzystencji to około 350-390 złotych na osobę! GUS podaje, iż 60% (23 mln) polskiego społeczeństwa żyje poniżej minimum socjalnego (z tego 5 mln w skrajnej nędzy)!
Jak wynika z danych Eurostatu jesteśmy liderem... w biedzie. Przegoniliśmy nawet Rumunów i Bułgarów! Z 1/3 obywateli żyjących poniżej minimum socjalnego staliśmy się prawdziwą europejską potęgą!
Według szacunków UNICEF, 1 mld młodocianych na świecie żyje w skrajnej nędzy! Codziennie umiera z głodu 110.000 osób, w ciągu roku zaś 40 milionów ludzi, w tym 7 milionów dzieci! Każdego roku przeszło 12 milionów dzieci umiera na choroby związane z niewłaściwym odżywianiem!
MILIARD LUDZI NIE MA CO JEŚĆ.
[Przy takim odżywianiu to są przyszli renciści...; przyszli rodzice rencistów... itd...; psychopaci, debile; degeneraci (niezdrowo odżywiający się, nikotynowy, alkoholicy, narkomani, dewianci); kanalie, przestępcy! – red.]
- 04.03.2010 r.: Tylko w ciągu ostatnich trzech miesięcy długi Polaków wzrosły o 2,47 mld złotych. W ciągu 2 lat - od lutego 2008 roku - zadłużenie wzrosło o 95 proc.
- 02.06.2011 r.: OGROMNE DŁUGI POLAKÓW. Zaległości ma 2,1 mln osób.
- 26.08.2011 r.: Jak podał Narodowy Bank Polski, wartość niespłaconego w terminie zadłużenia w bankach wyniosła na koniec lipca 62,9 mld zł. To o 4,5 mld zł więcej niż rok temu; zagrożonych kredytów jest już niemal 10 proc.
Jak czytamy, wartość kredytów „z utratą wartości” powiększyła się w ciągu roku z 31 do 36,4 mld zł.
- 10.01.2012 r. POLACY TONĄ W DŁUGACH Kwota zaległych płatności Polaków pod koniec 2011 r. wyniosła 35,48 mld zł. To o 42 proc. więcej niż rok wcześniej – wynika z raportu firmy BIG InfoMonitor. Od listopada 2009 roku zaległe zadłużenie Polaków zwiększyło się o aż o 150 proc.
W ciągu dwóch lat przybyło 457 tys. nowych dłużników.
- 15.06.2011 r.: Zadłużenie polskich miast wojewódzkich jest już gigantyczne - sięga 19,5 mld złotych. A to jeszcze nie wszystko, gdyby dodać do niego długi spółek, które do nich należą, wzrosłoby o kolejne 8 mld złotych.
- 10.09.2011 r.: Polskie samorządy toną w długach - alarmują ekonomiści. Szacuje się, że dziś są winne wierzycielom blisko 60 mld złotych.
- 27.08.2011 r.: Firmy coraz częściej spóźniają się z płatnościami. W niektórych branżach zatory płatnicze są nawet o 40 proc. wyższe niż przed rokiem.
- Zadłużenie naszego kraju na koniec 2011 roku może wynieść aż 918 mld zł. Ale to nie koniec złych wiadomości. 918 mld zł to 61,4 proc. PKB, znacznie powyżej progu ostrożnościowego, ustalonego na 55 proc. PKB.
ILE POLSKA NAPRAWDĘ MA DŁUGÓW Słysz szacuje go, wraz z zobowiązaniami na rzecz przyszłych emerytów, na 3,1 bln zł, czyli ok. 240 proc. PKB.
DŁUG POLSKI WG EBC TO 415% PKB
Jak wyliczyło Centrum Międzygeneracyjne w Uniwersytecie we Freiburgu, na którego wyniki już wcześniej się powoływałem, w opracowaniu „Pension obligations of government employer pension schemes and social security pension schemes established in EU countries. Final Report” zobowiązania emerytalne tych państw są czterokrotnie(!) wyższe od ich zadłużenia względem rynku kapitałowego i wynoszą prawie 30 bilionów euro. Podczas gdy zadłużenie z tego tytułu w Polsce jest jeszcze wyższe gdyż wynosi 361% PKB i 3,828 bln PLN (s. 133).
Dlugpubliczny.org.pl/pl - Licznik...
Noesen.pl/?p=p_26&sName=DLUG-POLSK - Licznik...
100 Najbogatszych Polaków – ranking „Wprost”
----------------------2009 r.---------2010 r.
Jan Kulczyk 5900 mln PLN | 7100 mln PLN
Zygmunt Solorz-Żak 5800 mln PLN | 6600 mln PLN
Leszek Czarnecki 3150 mln PLN | 4300 mln PLN
2006 r.: dzięki biurokracji niemal 16 mld euro dołożymy do unijnych dotacji.
2011 r.: W tym roku Polska dołoży do interesu aż 45,5 mld zł.
Rośnie administracja państwowa, no to rośnie PKB...
Politycy zapewniają »swoim« posadki, a ci, jako wyborcy, w raz z rodzinami, urzędnicy, radni, dyrektorzy, prezesi itp., wspierają ich podczas kampanii i na nich głosują…
WYDATKI NA ADMINISTRACJĘ PUBLICZNĄ W POLSCE:
– 1993 r. – 1,7 mld zł
– 1995 r. – 3,5 mld zł
– 1998 r. – 6,2 mld zł
– 2001 r. – 7,9 mld zł
– 2004 r. – 9,4 mld zł
– 2007 r. – 15,7 mld zł (380 tys. urzędników państwowych)
– O2.pl | Hotmoney.pl Sobota, 10.04.2010 09:04
TANIE PAŃSTWO? PUCHNĄ SZEREGI URZĘDNIKÓW
Lawinowo rosną wydatki.
O 10 procent wzrosła liczba urzędników w trakcie rządów obecnej koalicji. Wydajemy na nich coraz więcej – wydatki wzrosły w tym czasie
z 22,5 do 25 mld zł – podaje „Rzeczpospolita”.
Rp.pl
Bartosz Dyląg
bartosz.dylag(a)hotmoney.pl
[No przecież urzędnicy-swojaki-wyborcy tym się zajmujący nie będą głosować, wraz z rodzinami, za frajer... - red.]
Fakt.pl/600-mln-zl-premii-dla-urzednikow-,artykuly,140277,1.html | 19.12.2011, 09:31
600 MLN ZŁ PREMII DLA URZĘDNIKÓW W POLSCE
Kryzys? Jaki kryzys! 600 milionów złotych nagród w ciągu roku otrzymali urzędnicy Służby Cywilnej. Najwięcej poszło na nagrody w skarbówce - około 176,8 miliona oraz w ministerstwach - 105,6 miliona złotych. Na trzecim miejscu znalazły się wszelkiego rodzaju urzędy centralne, gdzie na nagrody wydano 70 milionów złotych. Średnio każdy urzędnik dostawał miesięcznie dodatkowo około 400 złotych
Armia urzędników w Polsce rośnie w siłę. Według oficjalnych rządowych danych, w Polsce pracuje prawie 123 tysiące urzędników Służby Cywilnej. Przeciętnie każdy z nich otrzymuje co miesiąc 4174 złote pensji. Ale to tylko pensja – średnio statystyczny urzędnik dostaje rocznie około pięciu tysięcy złotych nagród, to prawie 10 procent jego rocznych dochodów.
Newsne.nowyekran.pl/post/44967,urzednicy-znalezli-sposob-na-druga-pensje | 20.12.2011 08:12
URZĘDNICY ZNALEŹLI SPOSÓB NA DRUGĄ PENSJĘ
Polscy urzędnicy znaleźli sposób na podwyżki bez wysiłku. Biorą pieniądze z unijnych projektów, za pracę, którą już wykonują, będąc na etacie - informuje „Dziennik Gazeta Prawna”.
Za pracę w projekcie wykonywaną w ramach umowy cywilnoprawnej płaci mu się dodatkowe pieniądze. Zewnętrzny audyt przeprowadzony w jednym z urzędów pracy wykazał, że jego pracownicy aktywizowali bezrobotnych za środki z UE w godzinach pracy i otrzymywali za to ekstrawynagrodzenia. W niektórych przypadkach przekraczające ich podstawową pensję. Rekordzista, robiąc to, co i tak należało do jego obowiązków, zarobił dodatkowo 109 tys. zł. W urzędach z unijnych pieniędzy są ponadto przyznawane dodatki zadaniowe. Urzędy traktują je jako premie dla urzędników, na których wypłacenie ze środków krajowych ich nie stać.
Kontrolerom z instytucji, które przyznają dofinansowanie z UE, nie jest łatwo udowodnić, że doszło do podwójnego płacenia za to samo – raz ze środków krajowych, a drugi z budżetu unijnego. Urzędnicy w projektach muszą prowadzić ewidencję godzin i zadań, a z tej przeważnie wynika, że dodatkowe zadania nie dublują się z tymi, które wykonują na co dzień, a poza tym realizują je po godzinach pracy. Skutek jest taki, że potwierdzonych przypadków nieprawidłowości nie jest dużo.
Dziennik.pl , jp
Przybywa chorych, no to rosną wydatki na lecznictwo, a więc PKB...
Wydatki Narodowego Funduszu Zdrowia wyniosły w 2005 r. prawie 37 mld zł („WPROST” podaje, że razem z prywatnymi wydatki wyniosły 65-70 mld zł), a w 2009 r. około 56-60 mld (+ prywatne).
Czwartek 13.10.2011 | TYLE MILIARDÓW WYDAJĄ POLACY NA LECZENIE W tym roku na zdrowie Polacy wydadzą 100 mld złotych. 33 mld złotych - pochodzić będzie wprost z naszych kieszeni - informuje „Dziennik Gazeta Prawna”.
POLACY WYDAJĄ MILIONY NA LEKI Pobiliśmy kolejny rekord. Wartość sprzedanych z hurtowni do aptek farmaceutyków wzrosła w styczniu w porównaniu rok do roku o 12 proc. i przekroczyła 2,1 mld zł - informuje portal money.pl. W ujęciu miesiąc do miesiąca w styczniu tego roku kupiliśmy aż o 26 proc. więcej leków.
W ubiegłym roku wartość rynku aptecznego wyniosła blisko 22,3 mld zł netto.
KAŻDY Z NAS ZOSTANIE ALERGIKIEM
- W naszym kraju jest największy odsetek alergików na świecie. Każdy z nas prędzej czy później zachoruje na alergię - mówił na konferencji prof. Bolesław K. Samoliński, kierownik badania.
Wyniki badań są zatrważające - aż 40 proc. Polaków cierpi na alergię, u 35 proc. zdarzają się stany zapalne błony śluzowej nosa, a alergiczny nieżyt nosa, który może prowadzić do astmy, ma co czwarty badany.
Astma, czyli przewlekłe zapalenie oskrzeli wywołane przewlekłą alergią, jest dziś naszym największym problemem zdrowotnym. Choruje na nią aż 3 mln rodaków. - Przy tym aż 70 proc. astmatyków nie wie, że jest chorych - alarmuje prof. Samoliński.
Astma atakuje ludzi młodych. Z danych GUS wynika, że w grupie osób do 29. roku życia jest najczęstszą chorobą przewlekłą. To choroba cywilizacyjna. Dziś na świecie choruje na nią aż 300 mln ludzi, a w ciągu kolejnych 15 lat ich liczba wzrośnie o kolejne 100 mln. Astma jest chorobą śmiertelną. W jej wyniku w Europie co godzinę umiera jedna osoba.
POLACY NAJCZĘŚCIEJ MAJĄ PROBLEMY ZE WZROKIEM, NADCIŚNIENIEM I NADWAGĄ
Problemy ze wzrokiem (57 proc.), nadciśnienie tętnicze (56 proc.) oraz nadwaga lub otyłość (47 proc.) to główne dolegliwości, na które cierpią Polacy - wynika z europejskiego sondażu na temat zdrowia Europe Health 2008.
Europejczycy najczęściej borykają się z nadciśnieniem tętniczym (42 proc.), problemami ze wzrokiem i nadwagą (po 38 proc.). Mają problem także z wysokim poziomem cholesterolu (35 proc.) i cierpią na stres (31 proc.). Co trzeci badany zmaga się z bezsennością lub zaburzeniami snu.
Znaczna część badanych Polaków dotknięta jest chorobami cywilizacyjnymi, takimi jak stres (41 proc.) i bezsenność, zaburzenia snu (36 proc.) lub depresja (22 proc.). Ponad jedna trzecia (34 proc.) badanych Polaków cierpi na zbyt wysoki poziom cholesterolu.
Problemy ze słuchem ma 29 proc. polskich respondentów, a 24 proc. ma problem z zaparciami (częściej niż średnia europejska). Co piąty badany miał problemy z pamięcią, a 20 proc. badanych Polaków choruje na cukrzycę.
Przynajmniej co czwarte polskie dziecko do 14. roku życia jest dotknięte przewlekłą chorobą - np. alergią, astmą albo schorzeniem oczu. Co dziesiąte korzysta z aparatu słuchowego, okularów albo chodzi o kuli.
Ponad 90 procent dzieci w Polsce ma różnego rodzaju wady rozwojowe i schorzenia. Niemal 25 procent cierpi na choroby przewlekłe.
NASZE DZIECI BĘDĄ ŻYŁY KRÓCEJ Przeciętny młody Polak będzie żył 5 lat krócej, niż jego rodzice! Naukowcy z amerykańskiego National Institutes on Aging alarmują.
JUŻ MILIARD LUDZI NA ŚWIECIE JEST CIĘŻKO CHORYCH Będzie jeszcze gorzej. Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że 15 proc. ludzi na Ziemi jest w jakimś stopniu upośledzona - donosi france24.com. Wśród nich jest aż 200 mln w ciężkim stanie. Niepełnosprawnych szybko przybywa.
OTO ŚWIATOWY ZABÓJCA NUMER JEDEN Za dwa lata rak będzie zabijał więcej ludzi niż choroby serca. W ciągu najbliższych dziesięciu, dwudziestu lat co trzeci z nas zachoruje na nowotwór.
-----------------------------------------------------------------
Ale co tam, trzeba wierzyć w demokrację, w media, w partie, w polityków, a nie myśleć, rozumieć, wiedzieć, działać, być odpowiedzialnym, a więc kowalem wspólnego, w tym swego losu!
------------------
Racjonalnyrzad.pl
Aleksander Piński - Szef Działu Ekonomicznego Nowego Ekranu. Dziennikarz z 10-letnim stażem. Były z-ca szefa Działu Biznes „Wprost”.
Rostowski: „Ci, którzy mówili o katastrofie finansów publicznych, powinni to odszczekać”
Jacek Rostowski: Prawdopodobnie kolejny raz będziemy mieli w tym roku najszybszy wzrost gospodarczy w Europie. A co ważniejsze - najszybszą poprawę finansów publicznych. Wczoraj Eurostat ogłosił, że deficyt w 2011 roku całego sektora finansów publicznych był ponad 7 mld zł mniejszy, niż przewidywaliśmy.
No tylko, że jednocześnie mamy na przykład mocno rozczarowujące wyniki produkcji przemysłowej. Nie skłania to pana do obniżki prognoz dla polskiej gospodarki?
Nie, bo raczej przed tymi wynikami, które tak naprawdę są konsekwencją przewidywanego spowolnienia w Niemczech w pierwszej połowie tego roku, a raczej przewidujemy - wszyscy prognostycy przewidują - przyspieszenie gospodarki niemieckiej w drugiej połowie roku, to przed tymi trochę rozczarowującymi wynikami oczekiwaliśmy szybszego wzrostu niż ten, który mamy w budżecie. Więc wydaje mi się, że ta prognoza na 2012 r. jest bezpieczna i przy niej - zresztą nawet przy trochę gorszych wynikach - możemy powiedzieć, że 2012 r. będzie na pewno rokiem, kiedy dług publiczny spadnie w relacji do PKB, bardzo znacząco - prawie o 50 mld złotych.
Czyli przez tych, którzy mówią o końcu zielonej wyspy, przemawia nadmierny pesymizm.
Ja myślę, że sytuacja bardzo się ustabilizowała, szczególnie jeśli chodzi o finanse publiczne. Dług po tym jak rósł w czasie kredytu jest na spadającej krzywej, i to szybko spadającej. I wszyscy ci, którzy mówili o tym, że idzie katastrofa finansów publicznych, powinni dzisiaj to odszczekać. Jest nawet szansa, że w tym roku relacja długu do PKB - nie tylko, że nie przekroczy 55 proc. - ale spadnie poniżej 50 procent.
Odszczekać i zdjąć na przykład zegar, który wisi w centrum Warszawy?
Ja myślę, że Leszek Balcerowicz zrobiłby dobrze, gdyby go zdjął. Oczywiście nominalna wartość długu zawsze rośnie i rosnąć będzie w normalnym, nowoczesnym kraju, póki się bogacimy. To, że się zadłużamy mniej szybko niż się bogacimy, nie jest groźne. Jeżeli ktoś bije na alarm, gdy sytuacja faktycznie się poprawia, to jest niebezpieczeństwo, że nie będą go słuchali, gdy sytuacja zacznie się pogarszać. Ja - na miejscu Leszka Balcerowicza - zdjąłbym ten licznik, aby go ponownie zawiesić, gdyby relacja długu do PKB zaczęła rosnąć. To jest trochę jak wołanie, że jest wilk i potem ludzie przestają tego słuchać.
Skoro jest tak dobrze, to kiedy pierwsza obniżka podatków?
Najpierw musimy dokonać tej pracy...
Więcej na ten temat tutaj.
(Rmf24.pl)
To są psychopaci i debile!
Rosną wydatki na realizację konsumpcjonizmu pojazdowego, no to rośnie PKB...
M.in. konsumpcjonizm pojazdowy nie służy przyrodzie, ludzkości, w tym przyszłym pokoleniom, tylko koncernom naftowym, finansistom, bankierom, fabrykantom, wpierającym to rządzącym, właścicielom mediów, reklamodawcom (odpowiednio: milionerom, miliarderom, multimiliarderom)...
Za ułamek kwoty przeznaczanej na konsumpcjonizm pojazdowy*, a więc m.in. i utrzymywanie takich b. kosztownych msc tzw. pracy, można utrzymywać byłych pracowników takich fabryk na zasiłku, i przemieszczać się transportem zbiorowym, z o rząd wielkości mniejszymi też negatywnymi tego skutkami dla środowiska, w tym z powodu mniejszej ilości po pojazdowych śmieci.
*Indywidualny pojazd kosztuje 60-150 tys. zł, jego miesięczna eksploatacja, w tym benzyna, mse parkingowe kosztują (nie licząc kosztów napraw, mandatów) kilkaset zł, a bilet miesięczny na komunikację publiczną kosztuje 60-150 zł; koszty amortyzacji, w tym za budynki, maszyny, utrzymywanie msa pracy w fabryce wraz z wypłatą dla pracownika + zarobek dla fabrykanta + zarobek dla bankiera + rzeczywiste, czyli pełne, całkowite, koszty korzystania z pojazdu kosztują, łącznie, kilkanaście tys. zł miesięcznie, a utrzymywanie na zasiłku byłych pracowników fabryki samochodów kosztuje (z podatków zamiast z ogromnych wydatków na pojazdy) tysiąc kilkaset zł miesięcznie na osobę, i rozkładane jest na setki pasażerów przypadających, statystycznie, na jednego kierowcę i pojazd publiczny (zbiorowy).
TRANSPORT PUBLICZNY (ZBIOROWY)(szczególnie elektryczna kolej)(w tym przewóz rowerów itp.)(miejski, podmiejski i międzymiastowy) powinien być bez biletowy („bezpłatny”), ale dla niepracujących tylko poza godzinami szczytu (proponuję między godz. 10.00-14.00 i 20.00-06.00). Nie ma obawy, iż pracujący będą nadużywać tego przywileju, gdyż właśnie pracują (i takich ludzi dzięki temu - w tym dochodu - przybędzie). Bezrobotni będą mieli z kolei większą możliwość i motywację do podjęcia - w dodatku legalnej - pracy. Nie jest to żaden luksus, tylko uciążliwa konieczność umożliwiająca funkcjonowanie w współczesnym społeczeństwie.
Proszę nie protestować twierdzeniem, że nie ma na to pieniędzy. To na budowę ogromnych, zatruwających środowisko fabryk produkujących samochody, kupno setek tysięcy aut (po kilkadziesiąt tys. zł sztuka, by większość czasu stały, zajmując mse, niszczejąc, były okradane, kradzione), koszty ich eksploatacji (miliardy litrów paliwa, koszty napraw, opłaty (w tym parkingowe), policję zajmującą się kontrolą ruchu, wykrywaniem sprawców wypadków, kradzieży pojazdów (więc i wymiar sprawiedliwości, więzienia), budowę i naprawę zwiększonej liczby i bardziej eksploatowanych dróg, autostrad, mostów, pokrywanie ogromnych kosztów leczenia i utrzymywania na rencie ofiar wypadków, skutki skażania środowiska (w tym w wyniku katastrof ekologicznych (ile miliardów kosztowały, jakie straty przyniosły!!)), miliardy pieniędzy na wojsko, konflikty i wojny o ropę, na zysk dla, pożyczających na ten cel pieniądze, bankierów, dla fabrykantów, dla sprzedawców, itp. – są pieniądze?!!
Takie rozwiązanie zwiększy też szansę pełniejszego wykorzystania możliwości, jakie daje zapewnienie środków do życia w postaci zasiłku, a zmniejszy skutki spowodowane obecnym nieefektywnym (m.in. głównym zajęciem kierowców jest stanie na skrzyżowaniach, w korkach oraz szukanie msa na parkingu), dotowanym, drogim, rabunkowo-spalinowo-degradacyjno-hałasowo-wypadkowo-chorobowym – rozdrobnionym transportem indywidualnym. Zmniejszy się też zanieczyszczenie środowiska (powietrza, ziemi, wody; żywności – a więc zmniejszą się i wydatki na lecznictwo), w tym hałasem. Mniej będzie wypadków, a więcej msa dla pieszych i rowerzystów.
A dopóki będą odbywać się debaty na ten temat, trzeba zakończyć pogrążanie osób najuboższych wykazujących jednak inicjatywę i wypisywać im kredytowe bilety (w tym miesięczne, kwartalne wraz z ustawowymi odsetkami), zamiast pogrążać ich m.in. karą za jazdę bez biletu – ludzi bez środków finansowych?! – Na kim państwo chce zarabiać, czy jak zdobytymi pieniędzmi pokrywać straty?!
Klimatdlaziemi.pl
Koszt transportu samochodem osobowym jest w rzeczywistości wyższy niż płacą za to użytkownicy samochodów – bezpośredni koszt jednego kilometra jest pokrywany w zaledwie 25 procentach przez użytkownika samochodu, resztę kosztów ponosi społeczeństwo.
[Np. koszty budowy, utrzymywania dróg, utrzymywania policji, opłacania sądów, utrzymywania więzień z zawartością, koszty wypadków, w tym hospitalizacji, wypłacania chorobowego, rent, skutki katastrof ekologicznych, skażeń, zatruć, w postaci leczenia, utrzymywania na rencie, w tym upośledzonych, chorowitych dzieci, koszty leczenia, utrzymywania na rencie w związku z skutkami hałasów, itp., itd. – red.]
O2.pl | Środa, 15.10.2008 08:10
GAZETA PRAWNA: 200 ZŁ ZA PRZEJAZD AUTOSTRADĄ A2
Dziś za przejechanie ok. 150 km fragmentem autostrady A2 z Konina do Nowego Tomyśla zarządzanym przez Autostradę Wielkopolską trzeba zapłacić 33 zł. Podróż z Katowic do Krakowa 60-km odcinkiem trasy A4 pod zarządem Stalexportu kosztuje właściciela samochodu osobowego 13 zł, a przejazd zaledwie 25 km fragmentem autostrady A1 na Pomorzu zarządzanym przez spółkę Gdańsk Transport Company - 3,5 zł. To za każdy kilometr odpowiednio: 22 gr, 20 gr i 14 gr . Na razie minister infrastruktury Cezary Grabarczyk upiera się, że stawka za przejechanie kilometra autostrady budowanej w systemie koncesyjnym w najbliższych latach nie będzie wyższa niż 20 gr oraz 10 gr za kilometr autostrady budowanej przez państwo.
Eksperci uważają jednak, że to chlubne, ale bardzo mało realne założenie. Nawet dwukrotnego wzrostu opłat za przejazd autostradami nie wyklucza Adrian Furgalski z Zespołu Doradców Gospodarczych Tor. W 2011 roku ma zostać oddanych do użytku zostanie niemal 500 km nowych autostrad. Jeżeli sprawdzi się czarny scenariusz, to opłata za przejechanie kilometra autostrady budowanej w systemie koncesyjnym wyniesie nawet 40 gr, a w przypadku autostrad ułożonych przez państwo 20 gr. Podwyżki oznaczałyby, że po wybudowaniu całości trasy A2 i A1 kierowca samochodu osobowego zapłaci za te trasy odpowiednio 198,2 zł oraz 169 zł. Podróż A4 spod granicy z Niemcami do granicy z Białorusią może kosztować 146 zł.
http://www.gazetaprawna.pl
Rafał Mościcki
rafal.moscicki(a)hotmoney.pl
Wp.pl | TV Biznes 2008-10-16 (07:25)
121 miliardów złotych. Tyle pieniędzy ma przeznaczyć rząd na budowę dróg w najbliższych latach.
W2.pl / Sfora.pl | Wtorek [22.12.2009, 08:56] 3 źródła
ILE MUSIMY DOŁOŻYĆ DO AUTOSTRAD
Zapłacisz nawet jeśli nie jeździsz.
600 mln złotych, tyle rząd będzie musiał dopłacić z budżetu spółkom zarządzającym 300 kilometrami autostrad w Polsce - informuje "Dziennik Gazeta Prawna". To rekompensata za bezpłatny przejazd ciężarówek z winietami.
To nie koniec złych wiadomości. W przyszłym roku, a także w latach następnych, z budżetu popłynie do kas autostradowych spółek jeszcze więcej pieniędzy. W 2012 roku nawet 1,6 mld złotych - alarmuje gazeta.
Zarówno w 2009, jak i w 2010 roku przewiduje się iż całość tzw. systemu koncesyjnego zamknie się wynikiem niekorzystnym dla strony publicznej - przyznaje gazecie Mikołaj Karpiński, rzecznik prasowy Ministerstwa Infrastruktury.
Dlaczego musimy dopłacać z budżetu, skoro pieniądze te powinny pochodzić z opłat wnoszonych przez firmy transportowe, czyli tzw. winiet?
Eksperci twierdzą, że to efekt złej ściągalności opłat za winiety i winią system wprowadzony w 2005 roku przez rząd Marka Belki.
Dlaczego do tej pory wystarczało pieniędzy z winiet, a teraz nie? To efekt wzrostu ruchu na drogach (koncesjonariusze dostają tym więcej pieniędzy, im więcej samochodów przejeżdża autostradami) - twierdzą cytowani przez gazetę eksperci.
Na takim systemie traci państwo, zyskują natomiast Autostrada Wielkopolska SA, Stalexport i Gdańsk Transport Company - czytamy w "DGP".
Resort infrastruktury zaprzecza. Twierdzi, że wypłaca więcej, bo musi zapłacić odszkodowania
dla koncesjonariuszy i sfinansować dodatkowe inwestycje, m.in. w przejścia dla zwierząt, do budowy których zobowiązują nas przepisy unijne.
Efekt? W przyszłym roku o 20 proc. zdrożeją winiety. | WB
O2.pl / Sfora.pl | Wtorek [14.12.2010, 20:07]
PLAGA BRAKORÓBSTWA NA POLSKICH DROGACH. CO PIĄTA WYMAGA POPRAWEK
Jeszcze przed oddaniem do użytku.
Lech Witecki, szef Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, uważa, że poprawek wymaga w Polsce 20 proc. nowych dróg.
Taki rezultat dały lotne patrole prowadzone przez instytucję - podaje Wyborcza.biz za TVN CNBC.
Dlaczego w XXI wieku aż co piąta gotowa droga wymaga natychmiastowych napraw jeszcze zanim zostanie oddana do użytku? Jak czytamy, wynika to przede wszystkim z dążenia inwestorów do cięcia kosztów.
Najczęściej wybierają najtańszych wykonawców, a to musi się odbić na jakości nowo budowanych dróg - wyjaśniał w TVN CNBC Wojciech Malusi z
Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Budownictwa. | R
O2.pl / Hotmoney.pl | Wtorek, 11.10.2011 07:31
SAMORZĄDY TONĄ W DŁUGACH. JEST CORAZ GORZEJ, ZDJĘCIE
Wydają miliardy na odsetki.
Tylko w tym roku polskie samorządy na spłatę kredytów (rat kapitałowych i odsetek) wydadzą aż 11,5 mld zł, czyli ok. 6,5 proc. swoich dochodów - pisze "Rzeczpospolita".
Gazeta informuje, że to efekt zwiększającego się zadłużenia, które w 2011 roku może dojść do 70 mld zł.
W ubiegłym roku, przy długu 55 mld zł, na jego obsługę gminy i miasta wydały 8,8 mld zł - czytamy na ekonomia24.pl.
Więcej w "Rz".
http://www.ekonomia24.pl
O2.pl / Hotmoney.pl | Środa, 12.10.2011 21:20
POLSKIE DROGI BĘDĄ JESZCZE BARDZIEJ DZIURAWE?
Samorządów nie stać na remonty.
Polska sieć autostrad powoli staje się prawdziwą siecią. Kto jednak oczekuje nowej jakości także na naszych drogach lokalnych, może się gorzko rozczarować. Niestety, dziur może jeszcze przybyć.
Dlaczego? Coraz mniej polskich samorządów może sobie pozwolić na inwestowanie w lokalne trasy – alarmuje "Dziennik Gazeta Prawna".
Jak czytamy, wielu gmin i powiatów nie stać na 70-proc. wkład własny, dlatego w ogóle nie ubiegają się o dofinansowanie remontów dróg. Z danych zebranych przez "DGP" wynika, że liczba wniosków o dofinansowanie inwestycji w trasy lokalne skurczyła się o niemal połowę.
44-proc. spadek ma bardzo proste wytłumaczenie. Dotychczas, aby otrzymać dotację z budżetu państwa (w ramach narodowego programu przebudowy dróg lokalnych) samorządy musiały wyłożyć 50 proc. wartości inwestycji z własnej kieszeni. Od 2012 roku ma to być aż 70 proc. – czytamy.
Dominika Reszke
dominika.reszke@hotmoney.pl
[Więc trzeba wybudować jeszcze więcej mieszkań, do nich dróg, dzięki czemu zwiększy się PKB, co umożliwi zaciągnięcie kolejnych pożyczek, które umożliwią wybudowanie następnych mieszkań, do nich dróg, co umożliwi... – red.]
Onet.pl | 23.01.2012 r.
CZECHY: 901 WAD NA 9 KILOMETRACH AUTOSTRADY
901 wad na dziewięciokilometrowym odcinku autostrady reklamują władze Czech u wykonawcy, któremu kilka lat temu zleciły budowę drogi.
Jak poinformowała czeska Dyrekcja Dróg i Autostrad (RSD), rekordowa liczba usterek dotyczy wybudowanego w 2007 roku fragmentu trasy D47, przechodzącego przez Ostrawę od południowego do północnego zjazdu do miasta. Większość defektów - aż 460 - wykryto w mostach autostradowych, 343 na samej jezdni, a 98 na wielopoziomowych skrzyżowaniach.
RSD wylicza, że m.in. na jezdni pojawiły się garby, popękał beton, mosty zaciekają wodą i rdzewieje ich konstrukcja, powstały koleiny, wykrzywiły się maszty latarni.
Budowa kosztowała Czechy 4,3 mld koron (720 mln złotych). Autostradę wykonała czeska filia francuskiej firmy budowlanej Eurovia.
Autor: KK Źródła: PAP
O2.pl / Sfora.biz | Sobota 20.08.2011, 18:38
ZA AUTOSTRADY ZAPŁACIMY DUŻO WIĘCEJ
I później będziemy po nich jeździć.
Zmiany wykonawców na budowach autostrad kosztowały już Polaków dodatkowe pół miliarda złotych. To nie koniec, wydatki będą jeszcze większe – podaje rp.pl.
Koszt? O 20 mln zł więcej niż pierwotnie planowano. Wydatki mogą być jeszcze większe, ponieważ NDI domaga się od skarbu państwa 58 mln zł kary umownej.
Ale to nic przy odszkodowaniu, którego domaga się Alpinie Bau. Austriacy chcą miliarda złotych.
Zakończenie robót będzie kosztowało 1,75 mld zł. | TM
W2.pl / Hotmoney.pl | Poniedziałek, 02.01.2012 08:00
ZACISKA SIĘ PĘTLA DROGOWEGO ZADŁUŻENIA
W tym roku drogowa dyrekcja wyda na drogi ponad 25 mld zł, ale długi zaczynają zjadać pieniądze na inwestycje - czytamy w "Pulsie Biznesu".
System finansowania dróg oparty jest na kredytach i obligacjach - jak uważa Janusz Piechociński, poseł PSL, wiceszef Sejmowej Komisji Infrastruktury - przez to zaciśniemy sobie pętlę na szyi.
Według niego problem obsługi długów będzie widoczny już w tym roku. Krajowy Fundusz Drogowy zaciągnie kredyty i wyemituje obligacje za 14,7 mld zł. Prawie 3 mld zł pochłonie też obsługa długów już zaciągniętych. Tymczasem planowane na 2012 rok wpływy z opłat od kierowców to tylko 1,1 mld zł - pisze "PB".
GDDKiA przypomina, że wśród dochodów KFD są również wpływy z opłaty paliwowej - w 2012 roku mają wynieść 3,64 mld zł. Jednak eksperci wprost twierdzą, że spłacanie długów KFD poskutkuje brakiem pieniędzy na wkład własny do inwestycji, które będą realizowane z funduszy unijnych z nowej perspektywy budżetowej na lata 2014-20.
Pb.pl
Rafał Mościcki
rafal.moscicki(a)hotmoney.pl
O2.pl / Sfora.pl | 3 źródła Piątek [29.01.2010, 06:05]
ILE JEST WARTE ŻYCIE KAŻDEGO KIEROWCY?
Tyle kosztują wypadki drogowe.
Śmierć jednej osoby w wypadku kosztuje 1 mln euro - wynika z danych Komisji Europejskiej.
To koszty leczenia, usuwanie skutków wypadków i podatki, których nie zapłaci osoba w wieku produkcyjnym - wyjaśnia Andrzej Maciejewski z GDDKiA.
Jak pisze "Rzeczpospolita" do tego trzeba też doliczyć wydatki państwa związane z wypłacaniem rent oraz niezdolność do pracy rannych.
W zeszłym roku w Polsce było zginęło 4,5 tys. osób, a drogowcy wydali na poprawę bezpieczeństwa 100 mln zł. W 2008 roku państwo wydało 1,5 mld zł. na udzielenie pierwszej pomocy i hospitalizację rannych. | TM
[Analogicznie jest m.in. z degeneratami, np. nikotynowcami, alkoholikami, narkomanami, lekomanami, źle odżywiającymi się; leczącymi się, rencistami! - red.]
2,7% PKB – czyli równowartość 3 mld. dolarów (Instytut Transportu Samochodowego szacuje je na 30 mld zł), to roczne koszty wypadków samochodowych w Polsce, których w 2003 r. było 50 tys!! Ginie w nich rocznie około 6 tys. osób, a 50 tys. zostaje rannych. Światowa Org. Zdrowia (WHO) oraz Bank Światowy podają, iż rocznie w wypadkach samochodowych ginie na świecie ponad 1,2 mln osób, a ok. 50 mln odnosi obrażenia!!
O2.pl | 25.05.2008 r.: W całej Unii Europejskiej roczny koszt wypadków to 180 mld euro.
Money.pl | 2008.03.05 r.: Na stłuczki na drodze Amerykanie wydają nawet 160 mld dolarów rocznie.
Zanieczyszczenie powietrza powoduje śmierć dwóch milionów osób rocznie.
Podobnie ma się sytuacja w wielu innych branżach!
"WPROST" nr 44, 03.11.2002 r.: Jedno miejsce pracy stworzone w ramach popularnego w czasie prezydentury Billa Clintona programu "First start" (dla osób na zasiłkach) kosztowało gospodarkę USA około 250 tys. dolarów.
Autor: Jan M. Fijor
Współpraca: Krzysztof Trębski
[No przecież urzędnicy-swojaki-wyborcy tym się zajmujący nie będą głosować, wraz z rodzinami, za frajer... - red.]
Polacy pożyczają, no to rośnie PKB...
W Polsce różne organizacje podają, że około 10-25 % dzieci w wieku do 14 lat cierpi przez głód i spożywa najwyżej jeden posiłek dziennie. Według obecnych szacunków minimum egzystencji to około 350-390 złotych na osobę! GUS podaje, iż 60% (23 mln) polskiego społeczeństwa żyje poniżej minimum socjalnego (z tego 5 mln w skrajnej nędzy)!
Jak wynika z danych Eurostatu jesteśmy liderem... w biedzie. Przegoniliśmy nawet Rumunów i Bułgarów! Z 1/3 obywateli żyjących poniżej minimum socjalnego staliśmy się prawdziwą europejską potęgą!
Według szacunków UNICEF, 1 mld młodocianych na świecie żyje w skrajnej nędzy! Codziennie umiera z głodu 110.000 osób, w ciągu roku zaś 40 milionów ludzi, w tym 7 milionów dzieci! Każdego roku przeszło 12 milionów dzieci umiera na choroby związane z niewłaściwym odżywianiem!
MILIARD LUDZI NIE MA CO JEŚĆ.
[Przy takim odżywianiu to są przyszli renciści...; przyszli rodzice rencistów... itd...; psychopaci, debile; degeneraci (niezdrowo odżywiający się, nikotynowy, alkoholicy, narkomani, dewianci); kanalie, przestępcy! – red.]
- 04.03.2010 r.: Tylko w ciągu ostatnich trzech miesięcy długi Polaków wzrosły o 2,47 mld złotych. W ciągu 2 lat - od lutego 2008 roku - zadłużenie wzrosło o 95 proc.
- 02.06.2011 r.: OGROMNE DŁUGI POLAKÓW. Zaległości ma 2,1 mln osób.
- 26.08.2011 r.: Jak podał Narodowy Bank Polski, wartość niespłaconego w terminie zadłużenia w bankach wyniosła na koniec lipca 62,9 mld zł. To o 4,5 mld zł więcej niż rok temu; zagrożonych kredytów jest już niemal 10 proc.
Jak czytamy, wartość kredytów „z utratą wartości” powiększyła się w ciągu roku z 31 do 36,4 mld zł.
- 10.01.2012 r. POLACY TONĄ W DŁUGACH Kwota zaległych płatności Polaków pod koniec 2011 r. wyniosła 35,48 mld zł. To o 42 proc. więcej niż rok wcześniej – wynika z raportu firmy BIG InfoMonitor. Od listopada 2009 roku zaległe zadłużenie Polaków zwiększyło się o aż o 150 proc.
W ciągu dwóch lat przybyło 457 tys. nowych dłużników.
- 15.06.2011 r.: Zadłużenie polskich miast wojewódzkich jest już gigantyczne - sięga 19,5 mld złotych. A to jeszcze nie wszystko, gdyby dodać do niego długi spółek, które do nich należą, wzrosłoby o kolejne 8 mld złotych.
- 10.09.2011 r.: Polskie samorządy toną w długach - alarmują ekonomiści. Szacuje się, że dziś są winne wierzycielom blisko 60 mld złotych.
- 27.08.2011 r.: Firmy coraz częściej spóźniają się z płatnościami. W niektórych branżach zatory płatnicze są nawet o 40 proc. wyższe niż przed rokiem.
- Zadłużenie naszego kraju na koniec 2011 roku może wynieść aż 918 mld zł. Ale to nie koniec złych wiadomości. 918 mld zł to 61,4 proc. PKB, znacznie powyżej progu ostrożnościowego, ustalonego na 55 proc. PKB.
ILE POLSKA NAPRAWDĘ MA DŁUGÓW Słysz szacuje go, wraz z zobowiązaniami na rzecz przyszłych emerytów, na 3,1 bln zł, czyli ok. 240 proc. PKB.
DŁUG POLSKI WG EBC TO 415% PKB
Jak wyliczyło Centrum Międzygeneracyjne w Uniwersytecie we Freiburgu, na którego wyniki już wcześniej się powoływałem, w opracowaniu „Pension obligations of government employer pension schemes and social security pension schemes established in EU countries. Final Report” zobowiązania emerytalne tych państw są czterokrotnie(!) wyższe od ich zadłużenia względem rynku kapitałowego i wynoszą prawie 30 bilionów euro. Podczas gdy zadłużenie z tego tytułu w Polsce jest jeszcze wyższe gdyż wynosi 361% PKB i 3,828 bln PLN (s. 133).
Dlugpubliczny.org.pl/pl - Licznik...
Noesen.pl/?p=p_26&sName=DLUG-POLSK - Licznik...
100 Najbogatszych Polaków – ranking „Wprost”
----------------------2009 r.---------2010 r.
Jan Kulczyk 5900 mln PLN | 7100 mln PLN
Zygmunt Solorz-Żak 5800 mln PLN | 6600 mln PLN
Leszek Czarnecki 3150 mln PLN | 4300 mln PLN
2006 r.: dzięki biurokracji niemal 16 mld euro dołożymy do unijnych dotacji.
2011 r.: W tym roku Polska dołoży do interesu aż 45,5 mld zł.
Rośnie administracja państwowa, no to rośnie PKB...
Politycy zapewniają »swoim« posadki, a ci, jako wyborcy, w raz z rodzinami, urzędnicy, radni, dyrektorzy, prezesi itp., wspierają ich podczas kampanii i na nich głosują…
WYDATKI NA ADMINISTRACJĘ PUBLICZNĄ W POLSCE:
– 1993 r. – 1,7 mld zł
– 1995 r. – 3,5 mld zł
– 1998 r. – 6,2 mld zł
– 2001 r. – 7,9 mld zł
– 2004 r. – 9,4 mld zł
– 2007 r. – 15,7 mld zł (380 tys. urzędników państwowych)
– O2.pl | Hotmoney.pl Sobota, 10.04.2010 09:04
TANIE PAŃSTWO? PUCHNĄ SZEREGI URZĘDNIKÓW
Lawinowo rosną wydatki.
O 10 procent wzrosła liczba urzędników w trakcie rządów obecnej koalicji. Wydajemy na nich coraz więcej – wydatki wzrosły w tym czasie
z 22,5 do 25 mld zł – podaje „Rzeczpospolita”.
Rp.pl
Bartosz Dyląg
bartosz.dylag(a)hotmoney.pl
[No przecież urzędnicy-swojaki-wyborcy tym się zajmujący nie będą głosować, wraz z rodzinami, za frajer... - red.]
Fakt.pl/600-mln-zl-premii-dla-urzednikow-,artykuly,140277,1.html | 19.12.2011, 09:31
600 MLN ZŁ PREMII DLA URZĘDNIKÓW W POLSCE
Kryzys? Jaki kryzys! 600 milionów złotych nagród w ciągu roku otrzymali urzędnicy Służby Cywilnej. Najwięcej poszło na nagrody w skarbówce - około 176,8 miliona oraz w ministerstwach - 105,6 miliona złotych. Na trzecim miejscu znalazły się wszelkiego rodzaju urzędy centralne, gdzie na nagrody wydano 70 milionów złotych. Średnio każdy urzędnik dostawał miesięcznie dodatkowo około 400 złotych
Armia urzędników w Polsce rośnie w siłę. Według oficjalnych rządowych danych, w Polsce pracuje prawie 123 tysiące urzędników Służby Cywilnej. Przeciętnie każdy z nich otrzymuje co miesiąc 4174 złote pensji. Ale to tylko pensja – średnio statystyczny urzędnik dostaje rocznie około pięciu tysięcy złotych nagród, to prawie 10 procent jego rocznych dochodów.
Newsne.nowyekran.pl/post/44967,urzednicy-znalezli-sposob-na-druga-pensje | 20.12.2011 08:12
URZĘDNICY ZNALEŹLI SPOSÓB NA DRUGĄ PENSJĘ
Polscy urzędnicy znaleźli sposób na podwyżki bez wysiłku. Biorą pieniądze z unijnych projektów, za pracę, którą już wykonują, będąc na etacie - informuje „Dziennik Gazeta Prawna”.
Za pracę w projekcie wykonywaną w ramach umowy cywilnoprawnej płaci mu się dodatkowe pieniądze. Zewnętrzny audyt przeprowadzony w jednym z urzędów pracy wykazał, że jego pracownicy aktywizowali bezrobotnych za środki z UE w godzinach pracy i otrzymywali za to ekstrawynagrodzenia. W niektórych przypadkach przekraczające ich podstawową pensję. Rekordzista, robiąc to, co i tak należało do jego obowiązków, zarobił dodatkowo 109 tys. zł. W urzędach z unijnych pieniędzy są ponadto przyznawane dodatki zadaniowe. Urzędy traktują je jako premie dla urzędników, na których wypłacenie ze środków krajowych ich nie stać.
Kontrolerom z instytucji, które przyznają dofinansowanie z UE, nie jest łatwo udowodnić, że doszło do podwójnego płacenia za to samo – raz ze środków krajowych, a drugi z budżetu unijnego. Urzędnicy w projektach muszą prowadzić ewidencję godzin i zadań, a z tej przeważnie wynika, że dodatkowe zadania nie dublują się z tymi, które wykonują na co dzień, a poza tym realizują je po godzinach pracy. Skutek jest taki, że potwierdzonych przypadków nieprawidłowości nie jest dużo.
Dziennik.pl , jp
Przybywa chorych, no to rosną wydatki na lecznictwo, a więc PKB...
Wydatki Narodowego Funduszu Zdrowia wyniosły w 2005 r. prawie 37 mld zł („WPROST” podaje, że razem z prywatnymi wydatki wyniosły 65-70 mld zł), a w 2009 r. około 56-60 mld (+ prywatne).
Czwartek 13.10.2011 | TYLE MILIARDÓW WYDAJĄ POLACY NA LECZENIE W tym roku na zdrowie Polacy wydadzą 100 mld złotych. 33 mld złotych - pochodzić będzie wprost z naszych kieszeni - informuje „Dziennik Gazeta Prawna”.
POLACY WYDAJĄ MILIONY NA LEKI Pobiliśmy kolejny rekord. Wartość sprzedanych z hurtowni do aptek farmaceutyków wzrosła w styczniu w porównaniu rok do roku o 12 proc. i przekroczyła 2,1 mld zł - informuje portal money.pl. W ujęciu miesiąc do miesiąca w styczniu tego roku kupiliśmy aż o 26 proc. więcej leków.
W ubiegłym roku wartość rynku aptecznego wyniosła blisko 22,3 mld zł netto.
KAŻDY Z NAS ZOSTANIE ALERGIKIEM
- W naszym kraju jest największy odsetek alergików na świecie. Każdy z nas prędzej czy później zachoruje na alergię - mówił na konferencji prof. Bolesław K. Samoliński, kierownik badania.
Wyniki badań są zatrważające - aż 40 proc. Polaków cierpi na alergię, u 35 proc. zdarzają się stany zapalne błony śluzowej nosa, a alergiczny nieżyt nosa, który może prowadzić do astmy, ma co czwarty badany.
Astma, czyli przewlekłe zapalenie oskrzeli wywołane przewlekłą alergią, jest dziś naszym największym problemem zdrowotnym. Choruje na nią aż 3 mln rodaków. - Przy tym aż 70 proc. astmatyków nie wie, że jest chorych - alarmuje prof. Samoliński.
Astma atakuje ludzi młodych. Z danych GUS wynika, że w grupie osób do 29. roku życia jest najczęstszą chorobą przewlekłą. To choroba cywilizacyjna. Dziś na świecie choruje na nią aż 300 mln ludzi, a w ciągu kolejnych 15 lat ich liczba wzrośnie o kolejne 100 mln. Astma jest chorobą śmiertelną. W jej wyniku w Europie co godzinę umiera jedna osoba.
POLACY NAJCZĘŚCIEJ MAJĄ PROBLEMY ZE WZROKIEM, NADCIŚNIENIEM I NADWAGĄ
Problemy ze wzrokiem (57 proc.), nadciśnienie tętnicze (56 proc.) oraz nadwaga lub otyłość (47 proc.) to główne dolegliwości, na które cierpią Polacy - wynika z europejskiego sondażu na temat zdrowia Europe Health 2008.
Europejczycy najczęściej borykają się z nadciśnieniem tętniczym (42 proc.), problemami ze wzrokiem i nadwagą (po 38 proc.). Mają problem także z wysokim poziomem cholesterolu (35 proc.) i cierpią na stres (31 proc.). Co trzeci badany zmaga się z bezsennością lub zaburzeniami snu.
Znaczna część badanych Polaków dotknięta jest chorobami cywilizacyjnymi, takimi jak stres (41 proc.) i bezsenność, zaburzenia snu (36 proc.) lub depresja (22 proc.). Ponad jedna trzecia (34 proc.) badanych Polaków cierpi na zbyt wysoki poziom cholesterolu.
Problemy ze słuchem ma 29 proc. polskich respondentów, a 24 proc. ma problem z zaparciami (częściej niż średnia europejska). Co piąty badany miał problemy z pamięcią, a 20 proc. badanych Polaków choruje na cukrzycę.
Przynajmniej co czwarte polskie dziecko do 14. roku życia jest dotknięte przewlekłą chorobą - np. alergią, astmą albo schorzeniem oczu. Co dziesiąte korzysta z aparatu słuchowego, okularów albo chodzi o kuli.
Ponad 90 procent dzieci w Polsce ma różnego rodzaju wady rozwojowe i schorzenia. Niemal 25 procent cierpi na choroby przewlekłe.
NASZE DZIECI BĘDĄ ŻYŁY KRÓCEJ Przeciętny młody Polak będzie żył 5 lat krócej, niż jego rodzice! Naukowcy z amerykańskiego National Institutes on Aging alarmują.
JUŻ MILIARD LUDZI NA ŚWIECIE JEST CIĘŻKO CHORYCH Będzie jeszcze gorzej. Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że 15 proc. ludzi na Ziemi jest w jakimś stopniu upośledzona - donosi france24.com. Wśród nich jest aż 200 mln w ciężkim stanie. Niepełnosprawnych szybko przybywa.
OTO ŚWIATOWY ZABÓJCA NUMER JEDEN Za dwa lata rak będzie zabijał więcej ludzi niż choroby serca. W ciągu najbliższych dziesięciu, dwudziestu lat co trzeci z nas zachoruje na nowotwór.
-----------------------------------------------------------------
Ale co tam, trzeba wierzyć w demokrację, w media, w partie, w polityków, a nie myśleć, rozumieć, wiedzieć, działać, być odpowiedzialnym, a więc kowalem wspólnego, w tym swego losu!
------------------
Racjonalnyrzad.pl
-
Redaktor1966
- Posty: 1262
- Rejestracja: czw gru 30, 2010 9:46 am
Re: 01.05.2011 r. - Wprowadzenie racjonalnego ustroju
Jak się P. kolejny raz przekonali (a liczba wejść na fora, gdzie publikuję zbliża się, łącznie, do 2 mln), kolejny raz wykazałem, udowodniłem/NIKT nie podważył tego FAKTU, w tym oni sami..., że znaczna część m.in. parających się tzw. polityką/rządzeniem osobników, to psychopaci i debile! I tak jest od ZAWSZE/zarania dziejów ludzkości – ludźmi kierują właśnie tacy osobnicy (...)...
Więc jeśli chcą P., by pierwszy raz w dziejach ludzkości to zakończyć*, to spotkajmy się 1 maja 2012 r. o godz. 12.00 pod sejmem.
*Chcesz podejmować decyzje mające wpływ na innych, to najpierw udowodnij, że jesteś osobą prawą, wybitną, kompetentną!
PS
Początek może być bardzo prowizoryczny (0 jakiegokolwiek, w tym finansowego wsparcia, nikt się nie zgłosił), niekompetentny, ale przy odpowiedniej frekwencji, wymuszeniu zastosowania się do naszych/zgromadzenia narodowego/ludowego postanowień, dalsze działania będą coraz bardziej kompetentne, profesjonalne.
---------------------
Racjonalnyrzad.pl
Więc jeśli chcą P., by pierwszy raz w dziejach ludzkości to zakończyć*, to spotkajmy się 1 maja 2012 r. o godz. 12.00 pod sejmem.
*Chcesz podejmować decyzje mające wpływ na innych, to najpierw udowodnij, że jesteś osobą prawą, wybitną, kompetentną!
PS
Początek może być bardzo prowizoryczny (0 jakiegokolwiek, w tym finansowego wsparcia, nikt się nie zgłosił), niekompetentny, ale przy odpowiedniej frekwencji, wymuszeniu zastosowania się do naszych/zgromadzenia narodowego/ludowego postanowień, dalsze działania będą coraz bardziej kompetentne, profesjonalne.
---------------------
Racjonalnyrzad.pl
-
Redaktor1966
- Posty: 1262
- Rejestracja: czw gru 30, 2010 9:46 am
Re: 01.05.2011 r. - Wprowadzenie racjonalnego ustroju
01.05.2012 r.
Podsumowanie 3-ciego/ostatniego podejścia do wprowadzenia racjonalnego ustroju: również i tym razem NIKT nie przybył.
WIĘC PO CO TO WSZYSTKO, 11 lat mojej pracy, 3 podejścia, BYŁO?
M.in. po to, by DOBITNIE wykazać, udowodnić, że masy ludzkie nie są zdolne* do konstruktywizmu, wykazywania się odpowiedzialnością, w tym dalekowzrocznością, że nie można na nie liczyć, a także na żadne media, któregokolwiek polityka (informowałem ich o wszystkim wielokrotnie przez wiele lat – zero reakcji), na czym, na kim opiera się, komu służy, do czego prowadzi, co to jest demokracja; dlaczego, od zawsze, jest źle, i dlaczego, dzięki komu, z powodu czego nie będzie inaczej (a m.in., że w ramach demokratycznych procedur nie da się wprowadzić normalności, a m.in. dlatego, że dla mas, dzięki praniu mózgów przez psychopatów i debili, wprowadzonym przez nich standardom, psychicznej, umysłowej degeneracji, to nienormalność jest normalna, a normalność jest nienormalna).
*Masy można jedynie przekupić, np. chłopów w przeszłości ziemią, by wzięli udział w walkach wyzwoleńczych, górników dopłacaniem do dalszego rabowania węgla, by go spalać, a w efekcie skażać, truć, rolników dotacjami, urzędników zapewniając im biurokratyczną pracę – zabierając pieniądze, zadłużając pozostałych (a jednocześnie umożliwiając robienie przekrętów na dopłatach, dotacjach przez „swojaków” ustawionych na odpowiednich stanowiskach przez tzw. polityków).
Podsumowanie 3-ciego/ostatniego podejścia do wprowadzenia racjonalnego ustroju: również i tym razem NIKT nie przybył.
WIĘC PO CO TO WSZYSTKO, 11 lat mojej pracy, 3 podejścia, BYŁO?
M.in. po to, by DOBITNIE wykazać, udowodnić, że masy ludzkie nie są zdolne* do konstruktywizmu, wykazywania się odpowiedzialnością, w tym dalekowzrocznością, że nie można na nie liczyć, a także na żadne media, któregokolwiek polityka (informowałem ich o wszystkim wielokrotnie przez wiele lat – zero reakcji), na czym, na kim opiera się, komu służy, do czego prowadzi, co to jest demokracja; dlaczego, od zawsze, jest źle, i dlaczego, dzięki komu, z powodu czego nie będzie inaczej (a m.in., że w ramach demokratycznych procedur nie da się wprowadzić normalności, a m.in. dlatego, że dla mas, dzięki praniu mózgów przez psychopatów i debili, wprowadzonym przez nich standardom, psychicznej, umysłowej degeneracji, to nienormalność jest normalna, a normalność jest nienormalna).
*Masy można jedynie przekupić, np. chłopów w przeszłości ziemią, by wzięli udział w walkach wyzwoleńczych, górników dopłacaniem do dalszego rabowania węgla, by go spalać, a w efekcie skażać, truć, rolników dotacjami, urzędników zapewniając im biurokratyczną pracę – zabierając pieniądze, zadłużając pozostałych (a jednocześnie umożliwiając robienie przekrętów na dopłatach, dotacjach przez „swojaków” ustawionych na odpowiednich stanowiskach przez tzw. polityków).
-
Redaktor1966
- Posty: 1262
- Rejestracja: czw gru 30, 2010 9:46 am
Re: 01.05.2011 r. - Wprowadzenie racjonalnego ustroju
http://lazacylazarz.nowyekran.pl/post/6 ... a-przewrot | 11.05.2012 16:05
Łażący Łazarz - Tomasz Parol - zwykły obywatel, bloger, prawnik i redaktor naczelny Nowego Ekranu
SPOLICZKOWANE SPOŁECZEŃSTWO - CZAS NA PRZEWRÓT
(...) W latach 1921-1926 w Polsce panował podobny burdel i festiwal niemożności, korupcji, łapówkarstwa oraz rozszalałej agentury jak dziś i przez ostanie 23 lata. Niewiele osób pamięta, że oprócz szalejącej inflacji, z którą z trudem poradził sobie pozaparlamentarny rząd Władysława Grabskiego w 1925 roku mieliśmy koszmarne zadłużenie państwa (400 mln ówczesnych złotych w I połowie), strajki generalne i masowe demostracje (przetaczające się przez kraj od 1923 r.) oraz nagły wzrost cen energii i materiałów przemysłowych (o 15%) oraz w konsekwencji żywności (16,2%). Do tego mieliśmy permanentny kryzys konstytucyjny (5 kolejnych desygnowanych nie było w stanie powołać rządu) i skandalicznie niską popularność Prezydenta oraz partii rządzących do tej pory. W społeczeństwie wrzało, do czego przyczyniła sie sprawa wybuchu prochowni 13 października 1923 w Cytadeli Warszawskiej, w której zginęło 25 osób (40 ciężko rannych) odnośnie którego śledztwo było w powszechnej opinii sfingowane i niewiarygodne; a także strzelanie do demonstrantów 5 listopada 1923 w Krakowie na rozkaz Ministra Spraw Wewnętrznych Władysława Kiernika - część wojska najpierw przeszło na stronę demonstrantów, dlatego w wyniku strzałów zginęło zginęło 18 cywilów, 3 oficerów i 11 szeregowców.
Początek 1926 to strajki warszawskich tramwajarzy i pracowników telefonów, rozruchy z udziałem bezrobotnych w Kaliszu, a także krwawe starcia z policją protestujących w Stryju, Włocławku i Lublinie.
(...)
W tej sytuacji pierwszy raz Piłsudski wysłuchał Grupę Jastrzębi (m.in. Beck, Kot, Wieniawa) która poprzez Gen. Orlicz-Dreszera zaproponowała przeprowadzenie przewrotu ratującego Polskę. Co prawda pierwsze przygotowania powzięto już 27 listopada 1925 r. ale miały one bardzo szczególny charakter. Po pierwsze grupa żołnierzy wywiadu (dwójkarze) i osób mających dostęp do skrzętnie ukrywanych przed społeczeństwem akt prokuratorskich dotyczących kilku tysięcy umorzonych przestępstw i afer gospodarczych z udziałem posłów, polityków, urzędników oraz wojskowych będących przy władzy lub w parlamencie, oraz do pełnych biografii tych osób, przygotowała listę ponad 1000 nazwisk największych szkodników, którzy albo przez zdradę (agenci niemieccy, sowieccy, austryjaccy, a nawet angielscy), albo przez złodziejstwo albo przez niewiarygodną głupotę mogli doprowadzić Polskę do utraty suwerenności. Wielu z nich było elementem ówczesnej „gry teczkami” czyli np. szantażu z powodów obyczajowych przez rezydentów z Niemiec (a najbardziej podatnymi na szantaż byli homoseksualiści, z których niemal 100% wysługiwało się obcym wywiadom) lub jako byłych współpracowników Ochrany (tu kwity mieli bolszewicy). Umysł żołnierski w owych czasach działał prosto: jeżeli odzyskanie niepodległości zostało przepłacone śmiercią kilkuset tysięcy żołnierzy i cywilów (Legiony, Wojna 1920 r., Powstania Śląskie, itd.), to jeśli dalsze utrzymanie niepodległości Polski wymaga likwidacji zdrajców, defraudantów, złodziei, tchórzy i innych szkodników, to warto to zrobić, na zasadach prawa wojennego. A żeby było prawo wojenne musiała być ogłoszona wojna przeciwko szkodnikom, a o zabezpieczenie suwerenności Państwa Polskiego. (...)
WYBRANE FRAGMENTY KOMENTARZY:
Porównanie całkowicie mylne. To właśnie po przewrocie zaczęło się prawdziwe zadłużanie kraju.
Pisałem o tym tutaj: http://spodlasu.nowyekran.pl/post/54147 ... zpospolita
Rozwijając temat: Obarczono nas długami po Austro-Węgrzech. Długi te były denominowane w walutach obcych, dodatkowo Piłsudski nawet po podpisaniu traktatu ryskiego zamawiał we Francji i Anglii jak głupi sprzęt wojskowy, za który płaciliśmy zapożyczając się. Ponieważ nie mieliśmy rezerw walutowych, a długi trzeba było spłacać byliśmy zmuszeni do emisji marki polskiej. Markę musieliśmy emitować i tak, ponieważ tej waluty, odziedziczonej po Niemcach (to oni założyli PKKP) w obrocie było tak mało w 1918 roku, że do wytworzenia PKB każda marka musiałaby w ciągu roku 100 razy zmienić właściciela!!! Ponieważ endecki rząd nie chciał nas zadłużać, bo wiedział jak wygląda gospodarka kraju z zadłużeniem emitował pieniądz fiducjarny. W efekcie światowa finansjera uwaliła kurs marki, co pociągnęło wzrost cen towarów importowanych, równocześnie za te marki, którymi płaciliśmy dotychczas odsetki skupiono zboże z rynku, wywołując głód. Te czynniki napędziły tak inflację, że nie było wyjścia innego jak tylko masowo zwiększyć emisję pieniądza. W efekcie przyszedł Grabski, zadłużył kraj na grube miliony (pożyczka włoska), na wysoki procent (oficjalnie 7%, w rzeczywistości z opłatami przeszło 10%) i inflacja zaczęła spadać. Wprowadzono złotego, Grabski dalszemu zadłużaniu powiedział nie i „światowe rynki” „straciły zaufanie do złotego”. Kiedy kurs poleciał o 20% wzięto kolejną pożyczkę, kiedy odmówiono kolejnej nastąpił przewrót majowy i zaczęło się regularne zadłużanie kraju na potrzeby emisyjne. Dopiero po New Dealu przestaliśmy się zadłużać za granicą. Za to grzecznie do wojny spłaciliśmy większość zadłużenia zagranicznego, zamieniając je na zadłużenie wewnętrzne (to czego nie zdążyliśmy zapłacić międzynarodówce zapłaciliśmy grzecznie w PRLu).
Andarian 11.05.2012 16:56:10
Jedna tylko uwaga do autora
Piłsudski był agentem Austro-Węgier, a po upadku tego państwa jego agenturę przejęli Niemcy. Za wiedzę o tym zapłacił życiem gen Zagórski. Potem podejrzanie umarł zwycięzca Bitwy Warszawskiej gen. Rozwadowski. Ale nie jest to najważniejsze w tekście.
B z resztą pełna zgoda. Wrzenie jest coraz większe. Tylko na razie różne grupy protestowały osobno. Na Euro wybuch może nastąpić, i władza znajdzie się na ulicy. Tylko kto ją podniesie. Ja osobiście obawiałbym się kolejnego okrągłego stołu. I naród znowu zostałby wykiwany.
Jest też dzisiaj inna sytuacja międzynarodowa. Za radykalną rozprawę z władzą, spore sankcję by zostały nałożone na Polskę.
Skanderbeg 11.05.2012 16:34:33
Tak, jak są dowody na to, że nieświętej pamięci Lech K. brał udział w antypolskich obradach magdalenkowych, zaś Jarek K. osobiście przyklasnął później okrągłostołowemu układowi komunistycznemu, tak też nie jest żadną tajemnicą, iż na pogrzebie Piłsudskiego nie przez przypadek znalazł się sam Hitler, który w ten właśnie sposób pożegnał swojego agenta (któremu zawdzięczał to, że Polska do wojny była kompletnie nieprzygotowana, mając armię praktycznie zdemilitaryzowaną).*
RAJan 12.05.2012 13:36:26
„osobiście obawiałbym się kolejnego okrągłego stołu. I naród znowu zostałby wykiwany ...”
To pewne jak w banku ... chyba że skorzystamy z dobrych wzorów, przygotujemy i opublikujemy „listę ponad 1000 nazwisk największych szkodników, którzy albo przez zdradę (agenci niemieccy, sowieccy, austryjaccy, a nawet angielscy), albo przez złodziejstwo albo przez niewiarygodną głupotę mogli doprowadzić Polskę do utraty suwerenności.”
A także ujawnimy prokuratorskie akta dotyczące „kilku tysięcy umorzonych przestępstw i afer gospodarczych z udziałem posłów, polityków, urzędników oraz wojskowych będących przy władzy lub w parlamencie, oraz do pełnych biografii tych osób”.
Takie działanie zagwarantują, że już nie zostaniemy kolejny raz wykiwani.
„Jest też dzisiaj inna sytuacja międzynarodowa. Za radykalną rozprawę z władzą, spore sankcję by zostały nałożone na Polskę.”
Po części masz tu rację. Zgadzam się, że nie należy działać w ciemno, nie zwracając uwagi na międzynarodowe uwarunkowania. Ale patrząc na to co się działo w niektórych krajach, choćby tylko w „cywilizowanej” Europie, w ostatnich dwudziestu paru latach, to nasze kryterium uliczne nie zrobi na nich żadnego wrażenia i nie wywoła żadnej reakcji. W tych sytuacjach, kluczem do wszystkiego jest zawsze, to co będzie później, głównie z władzą, „kto ją podniesie” i jakie da gwarancje na ciągłość pewnych międzynarodowych zobowiązań. A jeśli prawdziwi fachowcy, przewidywalni ludzie wezmą w swe ręce te sprawy i właściwie wytłumaczą, co się dzieje, to raczej żadnych sankcji bym się nie obawiał - przynajmniej oficjalnych.
1normalnyczlowiek 11.05.2012 17:01:07
Nie wierz w tzw. spontaniczny gniew motłochu, bo to bzdura!! Motłoch spontanicznie może się co najwyżej zrzucić na butelkę taniego wina, a nie obalić dobrze zorganizowaną międzynarodową mafię chazarobolszewicką!
Wielu powyżej piszących przejawia tęsknoty do jakichś bliżej nie sprecyzowanych „charyzmatycznych przywódców”... Co to jest ten „charyzmatyczny przywódca”, taki jełop jeden z drugim już nie potrafi sprecyzować!! (...) To właśnie jest typowe dla motłochu - oczekiwanie na rycerza na białym koniu...!! Nie ciężka i mozolna praca, nie konsekwentne dążenie do celu, tylko czekanie na kolejny zryw typu „ja z synowcem na koń wsięndziem i jakoś to będzie”... Nie val, nic nie będzie!! A to dlatego, że układ który obecnie Polską zawiaduje jest na rękę tak Niemcom jak i Ruskim!! A dla USA? Wielka niewiadoma, bo tej polityka jest prowadzona poprzez pryzmat interesów żydowskich! Krótko mówiąc, jeśli będzie trzeba wyprowadzić czołgi na ulicę, to nikt im w tym nie zabroni!! Aby wygrać z nimi, trzeba zachować niebywale zimną krew!! Doprowadzić do ich całkowitej kompromitacji, i to nie w Polsce, ale w całej Europie! (...) Zachować spokój do ME, a następnie je ZBOJKOTOWAĆ! OLAĆ CIEPŁYM MOCZEM TEN TUSKOWY SHOW!! Na czas ME każdy Polak powinien wyjechać poza teren wielkich miast, do rodziny na wsi, nad jeziora, NA WCZASY! Ci, których na to nie stać, pozostać w domu!
Wbrew temu co mówi propaganda, zza granicy przejedzie do Polski bardzo mało ludzi!! W Krakowie rezerwacje hotelowe świecą pustkami! To samo jest w pozostałych miastach. Kompletna klapa!! Po mistrzostwach Tuskowi braknie pieniędzy na opłacenie potężnej administracji, którą niebotycznie rozbudował jako zaplecze do głosowania! To oni go zniszczą! To oni mu podgryzą gardło!! Policja, straż, karbówka, administracja terenowa... To jest bezideowa banda zapatrzona li tylko na swój doraźny interes! Z chwilą, gdy poczują że pieniędzy brak, nabiją rudego na iglicę Pałacu Stalina w Warszawie!! Pozwólmy im na to! Nie wysyłajmy znowu najlepszych ludzi pod lufy tych chazarobolszewickich zbrodniarzy!!
Ta chazarobolszewicka banda znowu kombinuje kolejne przetasowanie się, ewentualną zmianę szyldu, retoryki i od nowa polska ludowa!!
NIE UŁATWIAJCIE IM ICH ZAMYSŁU!!
Andrzej22 13.05.2012 09:16:14
„Skąd pewność, że zawezwane wojsko zamiast zaprowadzać porządek i strzelać do tłumu, znów się do niego nie przyłaczy?”
Gosia z Wrocka 12.05.2012 09:15:44
Mnie póki co nic nie grozi a swoja rodzinkę ostrzegłem aby się trzymali jak najdalej od tych mistrzostw. Niewykluczone, że ta bezwzględna banda Tuska, skoro była zdolna do zamordowania prezydenta i 95 osób, do masy skrytobójczych mordów z Lepperem włącznie, to mam prawo się obawiać, iż scenariusz Putina z Biesłaną też w czasie mistrzostw mogą chcieć zrealizować! A zatem trzymajcie się daleko do stadionów, pociągów, hipermarketów, słowem większych zbiorowisk ludzkich, które mogą spłynąć polską krwią! Polska znowu staje się areną międzynarodowych rozgrywek, i nie wiadomo kto kogo będzie chciał w coś wkręcić. Bez względu kto tego dokona, poleje się polska krew!! 1980 i powstanie Solidarności oraz późniejszy stan wojenny, to też nie był tylko polski problem…Wtedy byliśmy jak najbardziej areną walki pomiędzy USA a ZSRR.
Andrzej22 13.05.2012 09:51:11
(...) w Warszawie powinno być nie 20 tys. ludzi, a trzysta tysięcy!! To samo 21 kwietnia!! Było około 100 tysięcy, a powinno być 10 razy tyle!! Jeśli nie było, to znaczy że polski motłoch jeszcze nie dostał tego co POwinien i co mu się należy!! A zatem nie czas!! Kilka polskich powstań w przeszłości nie udało się tylko dlatego, że zostały za wcześnie wywołane, albo w ogóle winny być nie wywoływane!! (...)
Walczyć trzeba, ale wtedy, kiedy to my o tym zadecydujemy, a nie nasi wrogowie!! Cierpliwość to największa z cnót, której nam w przeszłości bardzo brakowało! (...)
Andrzej22 13.05.2012 12:37:57
Trzeba zlikwidować demokrację, czyli - z jednej strony - możliwość wpływania motłochu na rządzenie, a z drugiej - możliwość manipulowania tłumem. Każda demokracja musi być manipulowana, bo motłoch sam z siebie nie jest zdolny do żadnego rządzenia. Ktoś tu wcześniej mówił (chyba jakiś sfiksowany demokrata) i bardzo nad tym ubolewał, że 50 procent ludzi ma w dupie wybory. No i co z tego? Jakie to ma znaczenie? Daję sobie głowę uciąć, że niektórzy z tych, którzy na te wybory nie chodzą, nawet nie wiedzą, że wybory są. A największa część z nich, nawet jeśli wie, to tylko to właśnie, że są wybory i nic więcej. To jest dokładnie tyle samo, ile ja wiem o elektrowniach atomowych - że są.
Ludzie nie są stworzeni do ciągłego uczestnictwa w tej medialnej i politycznej szopce pod nazwą: „który kretyn i co - powiedział w jakimś TVN i - komu rośnie w sondażach?” A właśnie to jest kwintesencja tej pieprzonej demokracji - niekończące się schlebianie i podlizywanie ludziom. Tym biednym kobiecinom, myślącym co ugotować na obiad i wiecznie sfrustrowanym facetom, martwiącym się - jak zarobić jeszcze parę złotych, żeby wystarczyło na buty dla dzieci.
Czy większość ludzi myśli o systemach politycznych i polityce? Oczywiście, że - nie. Są stworzeni do normalnego życia, a nie - politykowania.
Poza tym - popatrzcie sobie na komentarze (choćby na Nowym Ekranie) i dyskusje internautów. Ludzi (wydawało by się) najbardziej uświadomionych i wyrobionych politycznie - ile jest różnic zdań, ile zacietrzewienia i złośliwości. Słowem - nie mogą się dogadać. A do wyborów mają iść te wszystkie babcie z rynków warzywnych, a także zwykłe gospodynie domowe i nagle, świadomie dokonać najlepszych wyborów, najlepsze pomysły i świetlaną przyszłość? Stuknijcie się w czoła.
Zastanówcie się - dlaczego wśród takich małp, czy innych zwierząt, panuje od milionów lat porządek. Bo działają prawa naturalne. Demokracja nie jest czymś naturalnym. Jest jakąś fanaberią wymyśloną bardzo dawno temu i stosowaną tylko dlatego, że ten, kto znajdzie się przy korycie, ma klawe życie. My, natomiast, jesteśmy ofiarami ich perfidnej propagandy i właśnie zastanawiamy się jakiego następnego kretyna wybierze nam w wyborach to oszołomione społeczeństwo. Albo - kto zrobi przewrót i jaka cwana klika dobierze się do koryta.
Mirek-S 12.05.2012 08:27:13
Jak ten system zbankrutuje, to jest szansa, że władzę przejmie jakiś rozsądny dyktator, który skończy z tym demokratycznym burdelem, wprowadzi wolność gospodarczą (zniesie koncesje, licencje, obniży podatki, zniesie przymus ubezpieczeń, zlikwiduje biurokrację, itd., itp.) i wszystko ruszy z kopyta.
michal43 12.05.2012 09:05:09
-------------------------------
*Wojsko Polskie w przededniu wybuchu wojny niemiecko-polskiej 1939 roku. Zarys sytuacji politycznej i wojskowej
http://www.konflikty.pl/a,1691,II_wojna ... kowej.html
Łażący Łazarz - Tomasz Parol - zwykły obywatel, bloger, prawnik i redaktor naczelny Nowego Ekranu
SPOLICZKOWANE SPOŁECZEŃSTWO - CZAS NA PRZEWRÓT
(...) W latach 1921-1926 w Polsce panował podobny burdel i festiwal niemożności, korupcji, łapówkarstwa oraz rozszalałej agentury jak dziś i przez ostanie 23 lata. Niewiele osób pamięta, że oprócz szalejącej inflacji, z którą z trudem poradził sobie pozaparlamentarny rząd Władysława Grabskiego w 1925 roku mieliśmy koszmarne zadłużenie państwa (400 mln ówczesnych złotych w I połowie), strajki generalne i masowe demostracje (przetaczające się przez kraj od 1923 r.) oraz nagły wzrost cen energii i materiałów przemysłowych (o 15%) oraz w konsekwencji żywności (16,2%). Do tego mieliśmy permanentny kryzys konstytucyjny (5 kolejnych desygnowanych nie było w stanie powołać rządu) i skandalicznie niską popularność Prezydenta oraz partii rządzących do tej pory. W społeczeństwie wrzało, do czego przyczyniła sie sprawa wybuchu prochowni 13 października 1923 w Cytadeli Warszawskiej, w której zginęło 25 osób (40 ciężko rannych) odnośnie którego śledztwo było w powszechnej opinii sfingowane i niewiarygodne; a także strzelanie do demonstrantów 5 listopada 1923 w Krakowie na rozkaz Ministra Spraw Wewnętrznych Władysława Kiernika - część wojska najpierw przeszło na stronę demonstrantów, dlatego w wyniku strzałów zginęło zginęło 18 cywilów, 3 oficerów i 11 szeregowców.
Początek 1926 to strajki warszawskich tramwajarzy i pracowników telefonów, rozruchy z udziałem bezrobotnych w Kaliszu, a także krwawe starcia z policją protestujących w Stryju, Włocławku i Lublinie.
(...)
W tej sytuacji pierwszy raz Piłsudski wysłuchał Grupę Jastrzębi (m.in. Beck, Kot, Wieniawa) która poprzez Gen. Orlicz-Dreszera zaproponowała przeprowadzenie przewrotu ratującego Polskę. Co prawda pierwsze przygotowania powzięto już 27 listopada 1925 r. ale miały one bardzo szczególny charakter. Po pierwsze grupa żołnierzy wywiadu (dwójkarze) i osób mających dostęp do skrzętnie ukrywanych przed społeczeństwem akt prokuratorskich dotyczących kilku tysięcy umorzonych przestępstw i afer gospodarczych z udziałem posłów, polityków, urzędników oraz wojskowych będących przy władzy lub w parlamencie, oraz do pełnych biografii tych osób, przygotowała listę ponad 1000 nazwisk największych szkodników, którzy albo przez zdradę (agenci niemieccy, sowieccy, austryjaccy, a nawet angielscy), albo przez złodziejstwo albo przez niewiarygodną głupotę mogli doprowadzić Polskę do utraty suwerenności. Wielu z nich było elementem ówczesnej „gry teczkami” czyli np. szantażu z powodów obyczajowych przez rezydentów z Niemiec (a najbardziej podatnymi na szantaż byli homoseksualiści, z których niemal 100% wysługiwało się obcym wywiadom) lub jako byłych współpracowników Ochrany (tu kwity mieli bolszewicy). Umysł żołnierski w owych czasach działał prosto: jeżeli odzyskanie niepodległości zostało przepłacone śmiercią kilkuset tysięcy żołnierzy i cywilów (Legiony, Wojna 1920 r., Powstania Śląskie, itd.), to jeśli dalsze utrzymanie niepodległości Polski wymaga likwidacji zdrajców, defraudantów, złodziei, tchórzy i innych szkodników, to warto to zrobić, na zasadach prawa wojennego. A żeby było prawo wojenne musiała być ogłoszona wojna przeciwko szkodnikom, a o zabezpieczenie suwerenności Państwa Polskiego. (...)
WYBRANE FRAGMENTY KOMENTARZY:
Porównanie całkowicie mylne. To właśnie po przewrocie zaczęło się prawdziwe zadłużanie kraju.
Pisałem o tym tutaj: http://spodlasu.nowyekran.pl/post/54147 ... zpospolita
Rozwijając temat: Obarczono nas długami po Austro-Węgrzech. Długi te były denominowane w walutach obcych, dodatkowo Piłsudski nawet po podpisaniu traktatu ryskiego zamawiał we Francji i Anglii jak głupi sprzęt wojskowy, za który płaciliśmy zapożyczając się. Ponieważ nie mieliśmy rezerw walutowych, a długi trzeba było spłacać byliśmy zmuszeni do emisji marki polskiej. Markę musieliśmy emitować i tak, ponieważ tej waluty, odziedziczonej po Niemcach (to oni założyli PKKP) w obrocie było tak mało w 1918 roku, że do wytworzenia PKB każda marka musiałaby w ciągu roku 100 razy zmienić właściciela!!! Ponieważ endecki rząd nie chciał nas zadłużać, bo wiedział jak wygląda gospodarka kraju z zadłużeniem emitował pieniądz fiducjarny. W efekcie światowa finansjera uwaliła kurs marki, co pociągnęło wzrost cen towarów importowanych, równocześnie za te marki, którymi płaciliśmy dotychczas odsetki skupiono zboże z rynku, wywołując głód. Te czynniki napędziły tak inflację, że nie było wyjścia innego jak tylko masowo zwiększyć emisję pieniądza. W efekcie przyszedł Grabski, zadłużył kraj na grube miliony (pożyczka włoska), na wysoki procent (oficjalnie 7%, w rzeczywistości z opłatami przeszło 10%) i inflacja zaczęła spadać. Wprowadzono złotego, Grabski dalszemu zadłużaniu powiedział nie i „światowe rynki” „straciły zaufanie do złotego”. Kiedy kurs poleciał o 20% wzięto kolejną pożyczkę, kiedy odmówiono kolejnej nastąpił przewrót majowy i zaczęło się regularne zadłużanie kraju na potrzeby emisyjne. Dopiero po New Dealu przestaliśmy się zadłużać za granicą. Za to grzecznie do wojny spłaciliśmy większość zadłużenia zagranicznego, zamieniając je na zadłużenie wewnętrzne (to czego nie zdążyliśmy zapłacić międzynarodówce zapłaciliśmy grzecznie w PRLu).
Andarian 11.05.2012 16:56:10
Jedna tylko uwaga do autora
Piłsudski był agentem Austro-Węgier, a po upadku tego państwa jego agenturę przejęli Niemcy. Za wiedzę o tym zapłacił życiem gen Zagórski. Potem podejrzanie umarł zwycięzca Bitwy Warszawskiej gen. Rozwadowski. Ale nie jest to najważniejsze w tekście.
B z resztą pełna zgoda. Wrzenie jest coraz większe. Tylko na razie różne grupy protestowały osobno. Na Euro wybuch może nastąpić, i władza znajdzie się na ulicy. Tylko kto ją podniesie. Ja osobiście obawiałbym się kolejnego okrągłego stołu. I naród znowu zostałby wykiwany.
Jest też dzisiaj inna sytuacja międzynarodowa. Za radykalną rozprawę z władzą, spore sankcję by zostały nałożone na Polskę.
Skanderbeg 11.05.2012 16:34:33
Tak, jak są dowody na to, że nieświętej pamięci Lech K. brał udział w antypolskich obradach magdalenkowych, zaś Jarek K. osobiście przyklasnął później okrągłostołowemu układowi komunistycznemu, tak też nie jest żadną tajemnicą, iż na pogrzebie Piłsudskiego nie przez przypadek znalazł się sam Hitler, który w ten właśnie sposób pożegnał swojego agenta (któremu zawdzięczał to, że Polska do wojny była kompletnie nieprzygotowana, mając armię praktycznie zdemilitaryzowaną).*
RAJan 12.05.2012 13:36:26
„osobiście obawiałbym się kolejnego okrągłego stołu. I naród znowu zostałby wykiwany ...”
To pewne jak w banku ... chyba że skorzystamy z dobrych wzorów, przygotujemy i opublikujemy „listę ponad 1000 nazwisk największych szkodników, którzy albo przez zdradę (agenci niemieccy, sowieccy, austryjaccy, a nawet angielscy), albo przez złodziejstwo albo przez niewiarygodną głupotę mogli doprowadzić Polskę do utraty suwerenności.”
A także ujawnimy prokuratorskie akta dotyczące „kilku tysięcy umorzonych przestępstw i afer gospodarczych z udziałem posłów, polityków, urzędników oraz wojskowych będących przy władzy lub w parlamencie, oraz do pełnych biografii tych osób”.
Takie działanie zagwarantują, że już nie zostaniemy kolejny raz wykiwani.
„Jest też dzisiaj inna sytuacja międzynarodowa. Za radykalną rozprawę z władzą, spore sankcję by zostały nałożone na Polskę.”
Po części masz tu rację. Zgadzam się, że nie należy działać w ciemno, nie zwracając uwagi na międzynarodowe uwarunkowania. Ale patrząc na to co się działo w niektórych krajach, choćby tylko w „cywilizowanej” Europie, w ostatnich dwudziestu paru latach, to nasze kryterium uliczne nie zrobi na nich żadnego wrażenia i nie wywoła żadnej reakcji. W tych sytuacjach, kluczem do wszystkiego jest zawsze, to co będzie później, głównie z władzą, „kto ją podniesie” i jakie da gwarancje na ciągłość pewnych międzynarodowych zobowiązań. A jeśli prawdziwi fachowcy, przewidywalni ludzie wezmą w swe ręce te sprawy i właściwie wytłumaczą, co się dzieje, to raczej żadnych sankcji bym się nie obawiał - przynajmniej oficjalnych.
1normalnyczlowiek 11.05.2012 17:01:07
Nie wierz w tzw. spontaniczny gniew motłochu, bo to bzdura!! Motłoch spontanicznie może się co najwyżej zrzucić na butelkę taniego wina, a nie obalić dobrze zorganizowaną międzynarodową mafię chazarobolszewicką!
Wielu powyżej piszących przejawia tęsknoty do jakichś bliżej nie sprecyzowanych „charyzmatycznych przywódców”... Co to jest ten „charyzmatyczny przywódca”, taki jełop jeden z drugim już nie potrafi sprecyzować!! (...) To właśnie jest typowe dla motłochu - oczekiwanie na rycerza na białym koniu...!! Nie ciężka i mozolna praca, nie konsekwentne dążenie do celu, tylko czekanie na kolejny zryw typu „ja z synowcem na koń wsięndziem i jakoś to będzie”... Nie val, nic nie będzie!! A to dlatego, że układ który obecnie Polską zawiaduje jest na rękę tak Niemcom jak i Ruskim!! A dla USA? Wielka niewiadoma, bo tej polityka jest prowadzona poprzez pryzmat interesów żydowskich! Krótko mówiąc, jeśli będzie trzeba wyprowadzić czołgi na ulicę, to nikt im w tym nie zabroni!! Aby wygrać z nimi, trzeba zachować niebywale zimną krew!! Doprowadzić do ich całkowitej kompromitacji, i to nie w Polsce, ale w całej Europie! (...) Zachować spokój do ME, a następnie je ZBOJKOTOWAĆ! OLAĆ CIEPŁYM MOCZEM TEN TUSKOWY SHOW!! Na czas ME każdy Polak powinien wyjechać poza teren wielkich miast, do rodziny na wsi, nad jeziora, NA WCZASY! Ci, których na to nie stać, pozostać w domu!
Wbrew temu co mówi propaganda, zza granicy przejedzie do Polski bardzo mało ludzi!! W Krakowie rezerwacje hotelowe świecą pustkami! To samo jest w pozostałych miastach. Kompletna klapa!! Po mistrzostwach Tuskowi braknie pieniędzy na opłacenie potężnej administracji, którą niebotycznie rozbudował jako zaplecze do głosowania! To oni go zniszczą! To oni mu podgryzą gardło!! Policja, straż, karbówka, administracja terenowa... To jest bezideowa banda zapatrzona li tylko na swój doraźny interes! Z chwilą, gdy poczują że pieniędzy brak, nabiją rudego na iglicę Pałacu Stalina w Warszawie!! Pozwólmy im na to! Nie wysyłajmy znowu najlepszych ludzi pod lufy tych chazarobolszewickich zbrodniarzy!!
Ta chazarobolszewicka banda znowu kombinuje kolejne przetasowanie się, ewentualną zmianę szyldu, retoryki i od nowa polska ludowa!!
NIE UŁATWIAJCIE IM ICH ZAMYSŁU!!
Andrzej22 13.05.2012 09:16:14
„Skąd pewność, że zawezwane wojsko zamiast zaprowadzać porządek i strzelać do tłumu, znów się do niego nie przyłaczy?”
Gosia z Wrocka 12.05.2012 09:15:44
Mnie póki co nic nie grozi a swoja rodzinkę ostrzegłem aby się trzymali jak najdalej od tych mistrzostw. Niewykluczone, że ta bezwzględna banda Tuska, skoro była zdolna do zamordowania prezydenta i 95 osób, do masy skrytobójczych mordów z Lepperem włącznie, to mam prawo się obawiać, iż scenariusz Putina z Biesłaną też w czasie mistrzostw mogą chcieć zrealizować! A zatem trzymajcie się daleko do stadionów, pociągów, hipermarketów, słowem większych zbiorowisk ludzkich, które mogą spłynąć polską krwią! Polska znowu staje się areną międzynarodowych rozgrywek, i nie wiadomo kto kogo będzie chciał w coś wkręcić. Bez względu kto tego dokona, poleje się polska krew!! 1980 i powstanie Solidarności oraz późniejszy stan wojenny, to też nie był tylko polski problem…Wtedy byliśmy jak najbardziej areną walki pomiędzy USA a ZSRR.
Andrzej22 13.05.2012 09:51:11
(...) w Warszawie powinno być nie 20 tys. ludzi, a trzysta tysięcy!! To samo 21 kwietnia!! Było około 100 tysięcy, a powinno być 10 razy tyle!! Jeśli nie było, to znaczy że polski motłoch jeszcze nie dostał tego co POwinien i co mu się należy!! A zatem nie czas!! Kilka polskich powstań w przeszłości nie udało się tylko dlatego, że zostały za wcześnie wywołane, albo w ogóle winny być nie wywoływane!! (...)
Walczyć trzeba, ale wtedy, kiedy to my o tym zadecydujemy, a nie nasi wrogowie!! Cierpliwość to największa z cnót, której nam w przeszłości bardzo brakowało! (...)
Andrzej22 13.05.2012 12:37:57
Trzeba zlikwidować demokrację, czyli - z jednej strony - możliwość wpływania motłochu na rządzenie, a z drugiej - możliwość manipulowania tłumem. Każda demokracja musi być manipulowana, bo motłoch sam z siebie nie jest zdolny do żadnego rządzenia. Ktoś tu wcześniej mówił (chyba jakiś sfiksowany demokrata) i bardzo nad tym ubolewał, że 50 procent ludzi ma w dupie wybory. No i co z tego? Jakie to ma znaczenie? Daję sobie głowę uciąć, że niektórzy z tych, którzy na te wybory nie chodzą, nawet nie wiedzą, że wybory są. A największa część z nich, nawet jeśli wie, to tylko to właśnie, że są wybory i nic więcej. To jest dokładnie tyle samo, ile ja wiem o elektrowniach atomowych - że są.
Ludzie nie są stworzeni do ciągłego uczestnictwa w tej medialnej i politycznej szopce pod nazwą: „który kretyn i co - powiedział w jakimś TVN i - komu rośnie w sondażach?” A właśnie to jest kwintesencja tej pieprzonej demokracji - niekończące się schlebianie i podlizywanie ludziom. Tym biednym kobiecinom, myślącym co ugotować na obiad i wiecznie sfrustrowanym facetom, martwiącym się - jak zarobić jeszcze parę złotych, żeby wystarczyło na buty dla dzieci.
Czy większość ludzi myśli o systemach politycznych i polityce? Oczywiście, że - nie. Są stworzeni do normalnego życia, a nie - politykowania.
Poza tym - popatrzcie sobie na komentarze (choćby na Nowym Ekranie) i dyskusje internautów. Ludzi (wydawało by się) najbardziej uświadomionych i wyrobionych politycznie - ile jest różnic zdań, ile zacietrzewienia i złośliwości. Słowem - nie mogą się dogadać. A do wyborów mają iść te wszystkie babcie z rynków warzywnych, a także zwykłe gospodynie domowe i nagle, świadomie dokonać najlepszych wyborów, najlepsze pomysły i świetlaną przyszłość? Stuknijcie się w czoła.
Zastanówcie się - dlaczego wśród takich małp, czy innych zwierząt, panuje od milionów lat porządek. Bo działają prawa naturalne. Demokracja nie jest czymś naturalnym. Jest jakąś fanaberią wymyśloną bardzo dawno temu i stosowaną tylko dlatego, że ten, kto znajdzie się przy korycie, ma klawe życie. My, natomiast, jesteśmy ofiarami ich perfidnej propagandy i właśnie zastanawiamy się jakiego następnego kretyna wybierze nam w wyborach to oszołomione społeczeństwo. Albo - kto zrobi przewrót i jaka cwana klika dobierze się do koryta.
Mirek-S 12.05.2012 08:27:13
Jak ten system zbankrutuje, to jest szansa, że władzę przejmie jakiś rozsądny dyktator, który skończy z tym demokratycznym burdelem, wprowadzi wolność gospodarczą (zniesie koncesje, licencje, obniży podatki, zniesie przymus ubezpieczeń, zlikwiduje biurokrację, itd., itp.) i wszystko ruszy z kopyta.
michal43 12.05.2012 09:05:09
-------------------------------
*Wojsko Polskie w przededniu wybuchu wojny niemiecko-polskiej 1939 roku. Zarys sytuacji politycznej i wojskowej
http://www.konflikty.pl/a,1691,II_wojna ... kowej.html
-
Redaktor1966
- Posty: 1262
- Rejestracja: czw gru 30, 2010 9:46 am
Re: 01.05.2011 r. - Wprowadzenie racjonalnego ustroju
Urzędy omijają umowy o pracę. Rośnie zatrudnienie na zlecenie
Serwisy.gazetaprawna.pl/praca-i-kariera/artykuly/609193,urzedy_omijaja_umowy_o_prace_rosnie_zatrudnienie_na_zlecenie.html | 11 kwietnia 2012, 07:00
Milion urzędników
Libertarianizm.net/archive/index.php/thread-2800.html | 15.04.2012, 22:37
W Polsce może być w rzeczywistości nawet dwa razy więcej urzędników. Oficjalne statystyki mówią zaś o liczbie 500 000.
Marucha.wordpress.com/2012/04/14/ile-mamy-w-polsce-urzednikow/ | 2012-04-14 (sobota)
Portal ocenia liczbę urzędników w Polsce na 1 mln
Wiadomosci.dziennik.pl/swiat/artykuly/388772,tygodnik-brytyjski-the-economist-o-rzadach-tuska-rosnie-bezrobocie-i-przybywa-urzednikow.html | 2012-04-27
W Polsce jest milion niepotrzebnych urzędników.
To są po prostu pozorowane stanowiska pracy. Pozorowanej pracy ale niebywale kosztownej dla podatnika.
W epoce komputerów żaden problem powrócić do poziomu zatrudnienia urzędników w Polsce z czasów Królestwa Polskiego.
Wówczas w Polsce łącznie było pięciuset urzędników.
M.wyborcza.biz/Firma/1,116167,11461571,Przedsiebiorca_podaje_urzednikow_do_prokuratury.html?v=1&v=1&obxx=11461571&order=najnowsze&page=3&v=1 | 04.2012
Serwisy.gazetaprawna.pl/praca-i-kariera/artykuly/609193,urzedy_omijaja_umowy_o_prace_rosnie_zatrudnienie_na_zlecenie.html | 11 kwietnia 2012, 07:00
Milion urzędników
Libertarianizm.net/archive/index.php/thread-2800.html | 15.04.2012, 22:37
W Polsce może być w rzeczywistości nawet dwa razy więcej urzędników. Oficjalne statystyki mówią zaś o liczbie 500 000.
Marucha.wordpress.com/2012/04/14/ile-mamy-w-polsce-urzednikow/ | 2012-04-14 (sobota)
Portal ocenia liczbę urzędników w Polsce na 1 mln
Wiadomosci.dziennik.pl/swiat/artykuly/388772,tygodnik-brytyjski-the-economist-o-rzadach-tuska-rosnie-bezrobocie-i-przybywa-urzednikow.html | 2012-04-27
W Polsce jest milion niepotrzebnych urzędników.
To są po prostu pozorowane stanowiska pracy. Pozorowanej pracy ale niebywale kosztownej dla podatnika.
W epoce komputerów żaden problem powrócić do poziomu zatrudnienia urzędników w Polsce z czasów Królestwa Polskiego.
Wówczas w Polsce łącznie było pięciuset urzędników.
M.wyborcza.biz/Firma/1,116167,11461571,Przedsiebiorca_podaje_urzednikow_do_prokuratury.html?v=1&v=1&obxx=11461571&order=najnowsze&page=3&v=1 | 04.2012
-
Redaktor1966
- Posty: 1262
- Rejestracja: czw gru 30, 2010 9:46 am
Re: 01.05.2011 r. - Wprowadzenie racjonalnego ustroju
Rostowski powinien już przestać kłamać
http://zbigniewkuzmiuk.nowyekran.pl/pos ... tac-klamac | 29.04.2012 09:04
Jan Piński - Szef Wiadomości Nowego Ekranu
http://janpinski.nowyekran.pl/post/6204 ... ie-jak-prl | 13.05.2012 09:05
Ziemkiewicz: RZĄD TUSKA ROZKŁADA SIĘ JAK PRL
Tłumaczenia rządu Tuska, że „nie ma pieniędzy” na emerytury przypominają ubolewania ojca − pijaka, że, niestety, jego dzieci muszą chodzić w dziurawych butach, bo na nowe nie ma pieniędzy - pisze Rafał Ziemkiewicz w „Rzeczpospolitej”.
Na buty dla dzieci pieniędzy nie ma − ale na wódkę ma; każdy człowiek, choćby najprostszy, widzi fałsz i bezczelność.
Nie do końca wiadomo, ilu rząd Tuska zatrudnił urzędników − jest to jego najgłębszą tajemnicą, obok rozmiarów zaciągniętego przez ten rząd zadłużenia, chronionych skomplikowaną inżynierią finansową ministra Rostowskiego. Wedle ostatnich obliczeń dziennikarzy, którzy zgromadzili dane bezpośrednio z ministerstw, urzędów centralnych i wojewódzkich, sejmików etc. i uwzględnili najprostsze sposoby ukrywania stanu faktycznego (np. szerokie stosowanie przez urzędy stałych lub powtarzalnych zleceń zamiast etatów) jest to już około miliona. Mniej więcej dziesięć razy więcej, niż jest potrzebne do sprawnego funkcjonowania państwa. Doliczmy do tego dziesiątki instytucji dofinansowywanych z budżetu, doliczmy rozmnożone do nieprzytomności rady nadzorcze i zarządy licznych spółek (mówi się o PKP, którą podzielono na 50 spółek, a z PKS zrobiono ich ponad 500!), doliczmy płaconą na każdym kroku „rentę korupcyjną”, sprawiającą, że na przykład budowa − prowadzona przez licznych pośredników − autostrad, czy inne przedsięwzięcia publiczne, pochłaniają 1,5 czy nawet 2 razy więcej, niż powinny, a i tak ostatecznie pieniądze nie dochodzą do tych, którzy naprawdę budują.
Tu są, wataho propagandystów Tuska, pieniądze na buciki dla dzieci. Te pieniądze władza trwoni, rozdaje swoim faworytom, rozkrada, a gdy jej poddani, utrzymywani dotąd w posłuchu zmasowanym kłamstwem i socjotechnicznymi manipulacjami, zaczynają upominać się o to, co mają zagwarantowane różnymi ustawami, do ustawy zasadniczej włącznie − ta władza naskakuje na nich z tupetem, jak ów szatniarz ze sławnej sceny „Misia”: „cham się uprze, i mu daj! Skąd wezmę, jak nie mam!”
Kiedy się tak patrzę, jak powraca to wszystko, co − wierzyliśmy paręnaście lat temu − miało już bezpowrotnie zginąć w ponurej przeszłości, doświadczam dziwnego uczucia nudności. Bo, może nie wszyscy wiedzą, ta niezwykle dziś aktualna scena, jak i cały w ogóle film, nie wzięły się z upodobania śp. Stanisława Barei do surrealizmu czy tzw. dowcipu abstrakcyjnego. Nie była nawet wcale, jak może niektórym się wyda, satyrą na niewychowanych szatniarzy, choć na szczęście cenzor swego czasu dał się przekonać, że właśnie tylko to. „Nie mamy pańskiego płaszcza − i co nam pan zrobi!?”.
Trudno nie czuć znudzenia, widząc farsową powtórkę tego, co za młodu wydawało się groźne. Gnijący PRL, bez ZOMO i budzących grozę „nieznanych sprawców” (przynajmniej na razie), ale za to z jeszcze bardziej bezczelną i groteskową niż wtedy propagandą władzy bez reszty wpisanej w posowiecki podział − „elita”, czyli nomenklatura, lub też, mówiąc za Dżilasem, „nowa klasa” ze swoją licznie rozmnożoną klientelą, przeciwko ogłupionej masie, która ma być cicho i posłusznie utrzymywać stada pasożytów. Jak to ujmował Towarzysz Szmaciak: „bo trzeba doić, strzyc to bydło, a kiedy padnie − zrobić mydło” (jak widać z tego cytatu − Władysław Bartoszewski tego nie wymyślił, on się w tym wychował, choć kiedyś był po innej stronie; i to też powtarzalne do znudzenia, że podczas rewolucji niektórzy się przesiadają, a potem szybko wchodzą w buty byłych wrogów).
Ale „bydło” w końcu się buntuje. Traci szacunek do tych „lepszych”, którzy nimi rządzą i pouczają, którzy im przewodzą na drodze do raju komu... pardon, do raju Europy i Nowoczesności, i którzy im urządzają ludowe igrzyska „zaspakajające żywotne potrzeby naszego społeczeństwa” (bo, jak słusznie zauważył ktoś w komentarzach pod jednym z moich poprzednich felietonów, Euro 2012, to właśnie taki współczesny Miś, którym zatrudnieni za jedną czwartą ogólnej sumy kosztów konsultanci „otwierają oczy niedowiarkom”). „Bydło” stopniowo traci przekonanie, że tak właśnie musi być, że trzeba wszystko cierpliwie znosić, i kiwać pokornie jak cielęta głowami, gdy nażarte elity perswadują nam jak głupiemu dziecku, że jak nie ma pieniędzy, no to nie ma pieniędzy. I gdy elity owe podnoszą z irytacją głos, jak może „bydło” nie rozumieć „że z pustego i Salamon nie naleje także samo”. Elity nie tylko podnoszą z irytacji głos, one jeszcze wygrażają piąstką – że, jak nie rozumiemy, to nam dadzą, jak upartemu bachorowi, klapsa! Tylko że w wykonaniu władzy znanej głównie z pijarowskiego pajacowania budzi to raczej śmiech, niż grozę.
Cały tekst: http://www.rp.pl/artykul/774489,874251- ... kladu.html
http://zbigniewkuzmiuk.nowyekran.pl/pos ... tac-klamac | 29.04.2012 09:04
Jan Piński - Szef Wiadomości Nowego Ekranu
http://janpinski.nowyekran.pl/post/6204 ... ie-jak-prl | 13.05.2012 09:05
Ziemkiewicz: RZĄD TUSKA ROZKŁADA SIĘ JAK PRL
Tłumaczenia rządu Tuska, że „nie ma pieniędzy” na emerytury przypominają ubolewania ojca − pijaka, że, niestety, jego dzieci muszą chodzić w dziurawych butach, bo na nowe nie ma pieniędzy - pisze Rafał Ziemkiewicz w „Rzeczpospolitej”.
Na buty dla dzieci pieniędzy nie ma − ale na wódkę ma; każdy człowiek, choćby najprostszy, widzi fałsz i bezczelność.
Nie do końca wiadomo, ilu rząd Tuska zatrudnił urzędników − jest to jego najgłębszą tajemnicą, obok rozmiarów zaciągniętego przez ten rząd zadłużenia, chronionych skomplikowaną inżynierią finansową ministra Rostowskiego. Wedle ostatnich obliczeń dziennikarzy, którzy zgromadzili dane bezpośrednio z ministerstw, urzędów centralnych i wojewódzkich, sejmików etc. i uwzględnili najprostsze sposoby ukrywania stanu faktycznego (np. szerokie stosowanie przez urzędy stałych lub powtarzalnych zleceń zamiast etatów) jest to już około miliona. Mniej więcej dziesięć razy więcej, niż jest potrzebne do sprawnego funkcjonowania państwa. Doliczmy do tego dziesiątki instytucji dofinansowywanych z budżetu, doliczmy rozmnożone do nieprzytomności rady nadzorcze i zarządy licznych spółek (mówi się o PKP, którą podzielono na 50 spółek, a z PKS zrobiono ich ponad 500!), doliczmy płaconą na każdym kroku „rentę korupcyjną”, sprawiającą, że na przykład budowa − prowadzona przez licznych pośredników − autostrad, czy inne przedsięwzięcia publiczne, pochłaniają 1,5 czy nawet 2 razy więcej, niż powinny, a i tak ostatecznie pieniądze nie dochodzą do tych, którzy naprawdę budują.
Tu są, wataho propagandystów Tuska, pieniądze na buciki dla dzieci. Te pieniądze władza trwoni, rozdaje swoim faworytom, rozkrada, a gdy jej poddani, utrzymywani dotąd w posłuchu zmasowanym kłamstwem i socjotechnicznymi manipulacjami, zaczynają upominać się o to, co mają zagwarantowane różnymi ustawami, do ustawy zasadniczej włącznie − ta władza naskakuje na nich z tupetem, jak ów szatniarz ze sławnej sceny „Misia”: „cham się uprze, i mu daj! Skąd wezmę, jak nie mam!”
Kiedy się tak patrzę, jak powraca to wszystko, co − wierzyliśmy paręnaście lat temu − miało już bezpowrotnie zginąć w ponurej przeszłości, doświadczam dziwnego uczucia nudności. Bo, może nie wszyscy wiedzą, ta niezwykle dziś aktualna scena, jak i cały w ogóle film, nie wzięły się z upodobania śp. Stanisława Barei do surrealizmu czy tzw. dowcipu abstrakcyjnego. Nie była nawet wcale, jak może niektórym się wyda, satyrą na niewychowanych szatniarzy, choć na szczęście cenzor swego czasu dał się przekonać, że właśnie tylko to. „Nie mamy pańskiego płaszcza − i co nam pan zrobi!?”.
Trudno nie czuć znudzenia, widząc farsową powtórkę tego, co za młodu wydawało się groźne. Gnijący PRL, bez ZOMO i budzących grozę „nieznanych sprawców” (przynajmniej na razie), ale za to z jeszcze bardziej bezczelną i groteskową niż wtedy propagandą władzy bez reszty wpisanej w posowiecki podział − „elita”, czyli nomenklatura, lub też, mówiąc za Dżilasem, „nowa klasa” ze swoją licznie rozmnożoną klientelą, przeciwko ogłupionej masie, która ma być cicho i posłusznie utrzymywać stada pasożytów. Jak to ujmował Towarzysz Szmaciak: „bo trzeba doić, strzyc to bydło, a kiedy padnie − zrobić mydło” (jak widać z tego cytatu − Władysław Bartoszewski tego nie wymyślił, on się w tym wychował, choć kiedyś był po innej stronie; i to też powtarzalne do znudzenia, że podczas rewolucji niektórzy się przesiadają, a potem szybko wchodzą w buty byłych wrogów).
Ale „bydło” w końcu się buntuje. Traci szacunek do tych „lepszych”, którzy nimi rządzą i pouczają, którzy im przewodzą na drodze do raju komu... pardon, do raju Europy i Nowoczesności, i którzy im urządzają ludowe igrzyska „zaspakajające żywotne potrzeby naszego społeczeństwa” (bo, jak słusznie zauważył ktoś w komentarzach pod jednym z moich poprzednich felietonów, Euro 2012, to właśnie taki współczesny Miś, którym zatrudnieni za jedną czwartą ogólnej sumy kosztów konsultanci „otwierają oczy niedowiarkom”). „Bydło” stopniowo traci przekonanie, że tak właśnie musi być, że trzeba wszystko cierpliwie znosić, i kiwać pokornie jak cielęta głowami, gdy nażarte elity perswadują nam jak głupiemu dziecku, że jak nie ma pieniędzy, no to nie ma pieniędzy. I gdy elity owe podnoszą z irytacją głos, jak może „bydło” nie rozumieć „że z pustego i Salamon nie naleje także samo”. Elity nie tylko podnoszą z irytacji głos, one jeszcze wygrażają piąstką – że, jak nie rozumiemy, to nam dadzą, jak upartemu bachorowi, klapsa! Tylko że w wykonaniu władzy znanej głównie z pijarowskiego pajacowania budzi to raczej śmiech, niż grozę.
Cały tekst: http://www.rp.pl/artykul/774489,874251- ... kladu.html
-
Redaktor1966
- Posty: 1262
- Rejestracja: czw gru 30, 2010 9:46 am
Re: 01.05.2011 r. - Wprowadzenie racjonalnego ustroju
Lech Wałęsa był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie Bolek
https://www.google.pl/search?q=Lech+Wa% ... =firefox-a
[Pytanie brzmi: czy, a jeśli, to z kim i na ile świadomie, a na ile nieświadomie współpracował w czasie swojej prezydentury... – red.]
Obywatel.salon24.pl/93057,remigiusz-okraska-ksiazka-bardzo-niewygodna
O książce „Z deszczu pod rynnę. Meandry polskiej prywatyzacji"
Prywatyzacja polskiej gospodarki to jeden wielki przekręt"
(Tittenburn Jacek)
Ta książka jest bardzo niewygodna dla wielu osób i środowisk. Padają tu niezliczone znane nazwiska – jakby na jej kartkach materializowała się przestroga Miłosza, że spisane będą czyny i rozmowy.
Nie, moi drodzy, nie mam wcale na myśli książki o TW „Bolku”, choć zapewne niejeden i niejedna z Was pomyśleli właśnie o niej. Trudno zresztą, aby było inaczej – szum medialny wokół pracy Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka jest tak ogromny, że niełatwo o inne skojarzenia. Ale tak się złożyło, że ukazała się właśnie książka – a raczej ostatni z czterech tomów kompletu – w moim odczuciu równie ważna i równie niewygodna dla politycznego establishmentu Rzeczypospolitej. Przeczucie mówi mi, że nie może ona jednak liczyć nawet na 1% medialnej wrzawy, która towarzyszy wydaniu tamtej. Dlatego na miarę swoich skromnych możliwości postanowiłem wesprzeć promocję właśnie tej, o którą media się raczej nie upomną.
(...)
„GAZETA WYBORCZA” 16-17.02.2002 r.
ELDORADO POLITYKÓW
O korupcji w polskiej polityce opowiada Andrzej Czernecki właściciel i prezes High Tech Lab, jednej z największych firm produkujących skomplikowany sprzęt medyczny w Polsce, były poseł Porozumienia Centrum, Unii Demokratycznej i Unii Wolności.
(...)
Nastał rząd Jana Krzysztofa Bieleckiego...
– Zapał pozostał, ale trzeba było jakoś uporządkować kwestie finansowania partii – w końcu jak długo poważni politycy mają chodzić po prośbie? Ustalono, że od teraz to biznes będzie przychodził do polityków z pytaniem, czy można coś wpłacić na fundusze partyjne. Rząd Bieleckiego wprowadził pierwsze zezwolenia i
koncesje na import, produkcję, prowadzenie odpowiedniej działalności. Zezwolenia zaczęli dostawać ci, którzy „sponsorowali” rozwijające się polskie partie czekami z wystarczającą ilością zer. W rządzie byli już prywatni przedsiębiorcy, więc wszystko załatwiało się jak w rodzinie, nie było żadnych nieporozumień, mechanizm zaczął funkcjonować coraz sprawniej. Ale naprawdę to były tylko niewinne początki – koło fortuny zaczynało się kręcić.
(...)
Skończył się rząd Bieleckiego...
– I większość ministrów, przeważnie ci, którzy nie mieli wcześniej własnych przedsiębiorstw, od razu znalazła, miejsca na strategicznych stanowiskach w dużych prywatnych spółkach. Byli sprawdzonymi politykami, którzy zostali oficjalnie wyznaczeni do kontaktów z rządzącą ekipą. Można o nich powiedzieć, że stali się zawodowymi pośrednikami w przekazywaniu coraz większych kwot na fundusze partyjne, a także na prywatne rachunki członków rządu i polityków kolejnych
koalicji. W tym momencie reguły były już jasno określone: ceny poszczególnych koncesji, zamówień rządowych, publiczne przetargi. Te 4 tys. $, które wycyganiono od prywaciarzy jeszcze 2 lata temu, stało się zamierzchłą historią. Teraz za ściśle określone przywileje zaczęły wpływać co najmniej kilkudziesięciokrotnie większe kwoty.
Pada rząd Hanny Suchockiej, Lech Wałęsa rozwiązuje Sejm, druga w Pana życiu kampania wyborcza. Rządy przejmuje SLD razem z PSL...
– Tak skorumpowanego rządu jak rząd Pawlaka nie można porównać chyba z niczym. PSL chapał tak, jak nikt wcześniej i nikt długo potem. Dopiero lata później ekipie Mariana Krzaklewskiego i Jerzego Buzka udało się dorównać ludowcom. Pamiętam jeszcze komunistycznych urzędników, z którymi się użerałem – oni też
chapali, i to sporo, ale nigdy nie mogli sobie pozwolić na naruszenie interesu państwa, bo za to się szło prosto do paki. Tu nie było nawet mowy o takich ograniczeniach. Administracja PSL na każdym szczeblu władzy, od wójta po najwyższe stanowiska w rządzie, wykorzystywała praktycznie wszystko, na czym można było po cichu i na lewo zarobić kasę. Od ogromnych prywatyzowanych przedsiębiorstw poprzez agencje rządowe, po drobne machlojki przy remontach wiejskich duktów.
Ale przecież najbardziej zajadli krytycy prywatyzacji byli właśnie z PSL – cała ekipa z Bogdanem Pękiem na czele.
– Przede wszystkim Pęk atakował wszystkich z lewa i prawa, ale nigdy z własnego obozu. Chciał zostać dobrym szeryfem znanym na całą Polskę nie tyle z poczucia misji, co z chorobliwego pragnienia sławy. W rezultacie Pęk i jemu podobni spiskowali, co by tu palnąć, żeby tylko dobrze wypaść w głównym wydaniu „Wiadomości”. Brali na warsztat prywatyzowane firmy, w których były silne związki, wymachiwali stertami papierów, których nie chciało im się nawet do końca przeczytać, i obrzucali wszystkich na około błotem. A prawdziwe afery kryminalne, które w tym czasie po cichu organizowali ich koledzy, pomijali milczeniem. W
konsekwencji zrobili wielką krzywdę krajowi, bo ośmieszyli całą sprawę. Jak dziś reaguje większość ludzi, kiedy podnosi się larum, że rozkładają majątek narodowy? A daję słowo, bo to się działo na moich oczach – rozkradali na potęgę! Ogromna liczba polskich przedsiębiorstw została sprzedana znacznie poniżej swojej wartości, oszukańcze przetargi wygrywały niesolidne firmy, żeby tylko ludzie i partie związane rządzącą ekipą mogły zarobić. A wszystko zgodnie z przepisami, które to przepisy notabene ustalała panująca niepodzielnie ekipa.
Jacy ludzie zarobili na tym?
– Cwaniacy i kombinatorzy wybrani przez tzw. elektorat. Działacze polityczni, którzy wiedzieli, ba!, byli przekonani, że inaczej w życiu do niczego nie dojdą. Były sytuacje, kiedy duże prywatyzowane fabryki kupowali ludzie nie mający grosza przy duszy. Wystarczyła decyzja „zaprzyjaźnionego” ministra, z którą szedł pan do banku, prosząc o kredyt na sfinalizowanie transakcji. Bank wiedząc, że przedsiębiorstwo jest warte dużo więcej, a cała sprawa jest przekrętem „umocowanym politycznie”, a więc jak najbardziej bezpiecznym, dawał kredyt bez żadnych problemów. Potem poprowadził pan tę fabrykę przez chwilę, po czym znajdował pan
dla niej tzw. strategicznego inwestora i sprzedawał mu ją z dziewięciokrotnym przebiciem. A początek był zero. Za odpowiednią działkę goli ludzie stawali się miliarderami z dnia na dzień. Zresztą banki nie zawsze były potrzebne, zamiast męczących formalności i sterty kwitków z powodzeniem stosowano dawno sprawdzone metody. Jak można było sprywatyzować fabrykę X za 100 mln, a przyszedł facet, który dawał 10 mln i bokiem jeszcze 1 mln, to się szybko sprzedawało za dychę. I to była już katastrofa.
Dlaczego informuje Pan o tym mnie, a nie prokuratora?
– Powtarzam: to wszystko odbywało się w zgodzie z przepisami ustalonymi zresztą przez samą ekipę na potrzeby chwili. Po drugie – to niestety brutalna prawda – dla Polski nawet ta złodziejska prywatyzacja była o niebo lepsza od sytuacji, w której nie prywatyzowano by wcale.
Rząd Pawlaka nie prywatyzował już wcale?
– Działacze związkowi zorientowali się, że prywatyzacja podcina gałąź, na której wygodnie siedzą, natomiast politycy odkryli nowe eldorado. Prywatyzację zastąpiła tzw. komercjalizacja przedsiębiorstw państwowych. W państwowych molochach dyrektora naczelnego zamieniano na wieloosobowy rząd, do tego dodano jeszcze rady nadzorcze i wyszło na to, że rządzące partie skorzystały z tego w dwójnasób. Po pierwsze, stworzyły wysokopłatne synekury dla swojego
aparatu. Mierni, bierni, ale wierni setkami zostali obsadzani w we władzach państwowych spółek, gdzie ich jedynym obowiązkiem było głosowanie zgodnie z partyjnymi wytycznymi. Za dyspozycyjność i stawianie się na posiedzeniu rady nadzorczej raz na kwartał ci ludzie otrzymują lege artis kilka tysięcy złotych miesięcznie. Po drugie, mając w ręku władzę w największych przedsiębiorstwach w kraju, partie mogły nareszcie dużo wygodniej wyciągać z tych firm pieniądze. W coraz większych kwotach. Totalizator Sportowy, Polska Miedź, PKN Orlen, PZU Życie to tylko wierzchołek ogromnej góry lodowej. (...)
A duży procent wzrostu gospodarczego, modernizacja wszystkich przedsiębiorstw państwowych?
– Przygotowana przez rząd Mieczysława Rakowskiego w 1988 ustawa o prowadzeniu działalności gospodarczej była pod tym względem najbardziej liberalna na świecie. Tę ustawę likwidowały kolejne solidarnościowe rządy, poczynając od Bieleckiego, który zaczął przywracać koncesję i zezwolenia, a ostatecznie zlikwidował ją poprzedni parlament na żądanie ostatniego solidarnościowego premiera Jerzego Buzka. „Solidarności” koncesje były bardzo potrzebne – albo się
szło do ministerstwa z teczką, tzw. misiem, albo się nie dostawało koncesji, czy intratnego zamówienia. Oni uruchomili cały przemysł nielegalnego ściągania haraczy od prywatnego biznesu. Teraz, kiedy już sprywatyzowano najlepsze kąski, „elity rządzące” żyją z przetargów publicznych – odpowiednie ustawy są tak opracowane, że pozwalają wyłudzać pieniądze nie tylko centralnym urzędnikom w Warszawie – to byłoby jeszcze małe nieszczęście. Dla gospodarki najgorsze jest to, że w ten sam sposób zachowują się w całym kraju samorządowcy.
Jak Pan widzi przyszłość?
– Właśnie bankrutuje Argentyna, której gospodarka także była oparta na łapownictwie. Inne państwa Ameryki Południowej, mające podobne przypadłości, także chwieją się na granicy wypłacalności. Nie mam wątpliwości, że jeżeli u nas się nic nie zmieni – a na razie nic na to nie wskazuje – będziemy mieli duży problem. Kapitał zagraniczny już nas omija. Polska przestała importować myśl techniczną. Mądrzy, inteligentni ludzie zaczynają wyjeżdżać, podobnie jak kilkanaście, kilkadziesiąt lat temu.
(...)
I niestety jedyne, co nam pozostaje, to czekać, aż przyjdzie ktoś z wizją i pociągnie tych wszystkich ludzi, którzy ciągle jeszcze mają inicjatywę, że jeszcze coś da się zrobić, że nie ma co wyjeżdżać, że bierność i marność nie zawsze muszą być na wierzchu. Że utrzymywanie gierkowskich hut, kopalni, kombinatów kosztem coraz uboższych lekarzy, nauczycieli, ludzi przedsiębiorczych i z pomysłami jest dla społeczeństwa zabójcze. A wierzę, że jest mnóstwo ludzi, którzy mimo kłód rzucanych im pod nogi przez własne państwo, ciągle jeszcze chcą coś zrobić. I myślą, że ci ludzie są w dużej mierze wśród tych 60%, którzy nie poszli do wyborów, bo nie mieli na kogo głosować.
Rozmawiał: Tomasz Lipko
RAK SCHODZI W DÓŁ
Jarosław Kurski: Andrzej Czernecki zapewne mówił prawdę, ale jest gołosłowny. Czy gołosłowność to nie jest problem wszelkich publikacji na temat korupcji?
Grażyna Kopińska: Po przeczytaniu wywiadu z Andrzejem Czerneckim miałam wrażenie, że powiedział on to, o czym wszyscy wiemy. Nową wartością jest to, że świadectwo daje człowiek, który sam był politykiem i nadal jest biznesmenem. Poza tym, że odpowiada pod nazwiskiem. On nie ujawnia jednoznacznych konkretów, ale też trudno mu się dziwić. Dlaczego?
– Bo czyny dziś zakazane były kiedyś zgodne z prawem, dlatego wymieniając nazwiska, łatwo jest kogoś zniesławić.
(...)
Ale czy opisane tu mechanizmy odpowiadają Pani ustaleniom?
– Tak.
To Pani gołe „tak” – bez żadnych zastrzeżeń i trybów warunkowych – brzmi dość przerażająco?
– Powiem więcej. Zgadzam się także z tym, że od kilku lat, od momentu gdy sprywatyzowano prawie wszystko – patologia korupcji przeniosła się na sferę zamówień publicznych, na styk państwowe – prywatne. Więc to być może społecznie bardziej niebezpieczne, bo oznacza, że rak korupcji schodzi do samorządów. To już nie chodzi o kilkudziesięciu ministrów i ich współpracowników, ale o tysiące, dziesiątki tysięcy ludzi. To narusza tkankę społeczną. Nie mówię, że wszyscy urzędnicy samorządowi są skorumpowani, ale często brakuje wiedzy i zrozumienia dla najbardziej elementarnych zasad.
Jakich na przykład?
– Niemal powszechna jest praktyka, że urzędnicy gmin i starostw mają firmy realizujące różne zlecenia. Zlecenia te są potem odbierane i zatwierdzane przez tych samych urzędników, którzy występują w podwójnej roli – raz wykonawcy, kiedy indziej kontrolera. To klasyczny konflikt interesów. Sfery patologicznego styku to usługi geodezyjne, architektoniczne, ale też gazowe, elektryczne, wycinka drzew etc.. Chce pan uaktualnić plan nieruchomości? Otrzymuje pan od urzędnika wizytówkę geodety z pokoju obok... Ludzie godzą się na taki układ i przepłacają, bo chcą szybko załatwić sprawę.
(...)
Ależ proszę Pani tylko ryby nie biorą .
– Ten slogan to jeszcze jedne dowód na to, jak nisko korupcja zeszła. W badaniach socjologicznych od 13 - 25%. Polaków przyznaje się do tego, że wręcza łapówki, przyjmuje je bądź robi jedno i drugie. (...)
Z Grażyną Kopińską – dyrektorką Programu przeciw Korupcji Fundacji im. Stefana Batorego – rozmawiał Jarosław Kurski
Wp.pl | vp.info | dodane 2009-06-07 (17:09)
SENSACYJNE NOTATKI POMOGĄ WYJAŚNIĆ NAJWIĘKSZĄ AFERĘ RP?
Po osiemnastu latach od tajemniczej śmierci Michała Falzmanna, inspektora NIK badającego aferę FOZZ, odnalazły się jego prywatne kalendarze. Zapiski, do których dotarł portal tvp.info, być może pozwolą w pełni odkryć kulisy funkcjonowania FOZZ.
W kalendarzach Michała Falzmanna, do których dotarł portal tvp.info, są zapiski z kontroli Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, precyzyjne informacje na temat spółek i banków, do których trafiały pieniądze z Funduszu, nazwiska osób, które organizowały cały proceder, daty, kwoty i numery przelewów. Zanotowane są też miejsca i daty spotkań inspektora NIK z najważniejszymi urzędnikami państwowymi, m.in. z ówczesnym premierem Janem Krzysztofem Bieleckim i szefami Narodowego Banku Polskiego.
Niektóre zapiski Falzmanna, w tym część notatek wyniesionych przez niego z Najwyższej Izby Kontroli, zaginęły w lipcu 1991 roku podczas włamania do jego domu. Sprawców tego włamania nie odnaleziono, a śledztwo szybko umorzono.
Tymczasem, jak ustalił portal tvp.info, Falzmann skrupulatnie przepisywał wszystkie informacje do dwóch kalendarzy. Dwa tygodnie przed śmiercią zdeponował je u swojego bliskiego przyjaciela, do którego udało się dotrzeć dziennikarzom tvp.info. Dzięki niemu nienaruszone notatki przetrwały wiele lat.
- Informacje zawarte w kalendarzach powinny przyczynić się do całkowitego wyjaśnienia afery FOZZ, a być może także do pociągnięcia do odpowiedzialności osób, które później tuszowały tę sprawę i przeszkadzały w śledztwie - mówi, oceniając notatki, prof. Mirosław Dakowski, autor książki „Via bank i FOZZ” odsłaniającej kulisy największej afery z okresu transformacji ustrojowej.
Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego został powołany na mocy ustawy z lutego 1989 roku. Jego zadaniem był niejawny skup polskich długów zagranicznych po niższych cenach. Pieniądze przeznaczone na ten cel zostały jednak z FOZZ wyprowadzone za granicę przez podstawione spółki, głównie Universal, kierowany przez Dariusza Przywieczerskiego (dziś poszukiwanego międzynarodowym listem gończym). Straty Skarbu Państwa szacuje się na 16 bilionów złotych. Cały proceder zorganizowały osoby związane z wojskowymi służbami specjalnymi PRL.
Sprawę FOZZ badał Michał Falzmann, młody kontroler NIK. W latach 1990-1991 odkrył szczegóły przepływu pieniędzy, wskazał spółki i banki, które w tym uczestniczyły oraz osoby za to odpowiedzialne. O aferze poinformował najważniejszych urzędników państwowych. 17 lipca 1991 roku, dzień po odsunięciu go od badania sprawy FOZZ, zmarł na zawał serca. Miał zaledwie 38 lat. Śledztwo w jego sprawie szybko zostało umorzone.
W sprawie FOZZ skazano m. in. byłego prezesa funduszu Grzegorza Żemka i główną księgową - Janinę Chim. Żemek odbywa karę 9 lat pozbawienia wolności w więzieniu na warszawskim Mokotowie. Janina Chim, skazana na 6 lat więzienia, skorzystała z prawa do przedterminowego zwolnienia w marcu 2008 roku.
Leszek Szymowski
Spodlasu.nowyekran.pl/post/30413,afery-fozz-trzecie-dno | 17.10.2011 13:10 4 komentarze
AFERY FOZZ TRZECIE DNO
Poszlaki i spostrzeżenia, o których nie wiecie czyli gambit służb specjalnych.
Afera FOZZ nazywana jest matką wszystkich afer w III RP. Dane oficjalne mówią o kwotach rzędu 100 mln dolarów, co bardziej poinformowane osoby wiedzą, że gra tyczy się minimum miliarda. Chociaż oficjalna historia Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego zaczyna się w 1989 roku co bardziej wnikliwe osoby wiedzą, że początki afery należy datować przynajmniej na 1986 rok.
W 1986 roku powstał tzw „pierwszy FOZZ”. Nie posiadamy praktycznie żadnych bliższych informacji odnośnie tego przekrętu. Możemy tylko domyślać się, na podstawie przepływów Banku Handlowego (o których swoją drogą również nie wiadomo zbyt wiele), że również miał charakter przekrętu. Warto zwrócić uwagę na zbieżność czasową powołania pierwszego FOZZ ze spotkaniem Gorbaczowa z Reaganem. Wiele osób uważa, że już po pierwszym spotkaniu postanowiono, że kraje satelickie ZSRR (między innymi Polska) będą przechodzić w niedalekiej przyszłości transformację ustrojową i gospodarczą. Już wtedy wiadomym się stało, że długi Gierka któregoś dnia zostaną spłacone.
Wiele osób uważa, że rzekomy cel działalności FOZZ, polegający na wykupywaniu na rynku wtórnym obligacji PRL był tylko maską dla realnego wypompowywania dewiz z rynku krajowego, a środki, które miały służyć zmniejszeniu zadłużenia wydrenowano na konta dzisiejszych Bonzów. Przedstawmy więc teraz suche liczby. W momencie powołania FOZZ obligacje PRL chodziły na rynku wtórnym po 18 centów za dolara. Oprocentowanie tych obligacji było zmienne, jednak dla uproszczenia (tylko po to, by wskazać skalę) przyjmijmy średnioroczne oprocentowanie na 5%. Łatwo policzyć, że w dniu dzisiejszym wartość tych obligacji stanowiła by około 20 krotną wartość ceny rynkowej z lat 80-tych. Dla porównania, jedna z najkorzystniejszych inwestycji na świecie w ostatnich 25 latach - złoto dała zysk za poziomie 6 krotnym (3 razy mniejszy aniżeli obligacje Gierka). Oczywiście mówi się, że dług Gierka już spłaciliśmy tyle, że wciąż emitowane są nowe obligacje (o długu III RP nie muszę chyba wspominać) więc należy przypuszczać, że osoby, które posiadały obligacje Gierka zwyczajnie wymieniły gotówkę na nowe obligacje III RP. Tyle o obligacjach
W powszechnej świadomości gdzieś tam krąży inna z afer związanych ze schyłkowym PRL. Afera „Żelazo”. Afera ta dotyczyła nielegalnej działalności polskich służb za granicą. Napadów rabunkowych, udziału w strukturach mafijnych, HANDLEM KRADZIONYMI DZIEŁAMI SZTUKI. Chociaż sama ta afera może wydawać się niezwiązana z FOZZ postaram się przedstawić kilka spraw, które rozjaśnią troche sytuację i ukażą bezpośredni związek. W czasach PRL wszelkie oficjalne transakcje zagraniczne musiały odbywać się za pośrednictwem Rubli Transferowych. Ponieważ kursy tych walut były niekorzystne, a każda transakcja wiązała się z pompowaniem kasy „bratniego” Związku Radzieckiego służby PRL powołały finansowe instytucje zagraniczne, takie jak Bank Handlowy. Warto zwrócić uwagę, że o transakcjach Banku Handlowego wiemy stosunkowo niewiele. Niemniej jednak można przypuszczać, że Bank Handlowy stanowił tylko jeden z elementów działalności gospodarczej PRL za granicą. Co wspólnego z tym ma więc afera „Żelazo”? Afera ta wiązała się bardzo dużymi dochodami wynikającymi ze spieniężania kradzionych dóbr sztuki. Do działalności takiej wymagana jest sprawna siatka paserska z dojściami do bardzo bogatych i wpływowych osób. Wspomnę więc o dość drażniącej sprawie, która według mojego mniemania ma bardzo silny związek zarówno z FOZZ jak i Żelazem.
Cofnijmy się w czasie do II wojny światowej. W Polsce przed wojną mieszkało bardzo wiele osób posiadających rozległe majątki. Nie tylko ziemskie ale także dzieła sztuki, złoto, brylanty itp., itd. Spuścizna majątków wielkich rodzin była przeogromna. Kiedy przyszli Niemcy i Rosjanie wiele z tych precjozów zostało skradzione. Nie wszystkie jednak. Spora część co sprytniejszych właścicieli ukrywała swoje skarby. Liczyli, że po wojennej zawierusze powrócą oni do swoich skrytek i wydobędą swoje bogactwa. Niestety okupacja sowiecka, a później system PRLu sprawił, że wydobycie takich znalezisk na światło dzienne wiązało by się z konfiskatą. Do dziś zapewne w wielu miejscach znajdują się ukryte skarby przedwojennych włościan. Niejednokrotnie miałem kontakt z ludźmi, którzy opowiadali o takich ukrytych skarbach. Miałem również spory kontakt ze spadkobiercami osób ukrywających te rzeczy. Większość tych kontaktów łączył wspólny mianownik. Skarbu, pomimo bardzo dokładnego określenia miejsca jego zalegania nigdy nie odnaleziono. W kazamatach UB i SB bardzo często lądowały osoby całkowicie niezwiązane z działalnością konspiracyjną. Dzisiaj określa się je mianem losowych ofiar reżimu stalinowskiego. Osobiście uważam, że nie jest to prawda. Ostatnie doniesienia o odnajdywanych na zachodzie dziełach sztuki pochodzenia polskiego dają sporo do myślenia. Nie były by one zastanawiające, gdyby rodowód posiadania tychże sięgał II wojny światowej. Często jednak pojawiają się historie o dobrach sztuki zakupionych w latach 60-tych i 70-tych. Często we Francji czy Belgii. Osobiście jestem przekonany, że rodowód tych znalezisk można śmiało wskazać w wydziałach służb specjalnych MSW.
Przypuszczam, że w momencie gdy Gierek zaczynał zaciągać w naszym imieniu dług, znaczna część dewiz, które w ten sposób uzyskiwaliśmy pochodziła z majątków zbudowanych w oparciu o siatki paserskie powiązane z aferą „Żelazo”. Ilość majątku, która przepadła w czasach II Wojny Światowej jest niewspółmierna do tego co możemy wskazać w majątku zrabowanym przez Niemców i Rosjan. Jednak ten majątek zniknął by zacząć się odnajdywać długo po wojnie w krajach zachodu.
Stawiam hipotezę, że w czasach PRL w oparciu między innymi o zrabowane polskie skarby stworzono niejedną fortunę, która teraz działając na rynku finansowym ma znaczący wpływ na rynki światowe. Uważam, że proces kumulacji wypompowywanych dewiz z PRL nie zaczął się na aferze FOZZ. Jestem głęboko przekonany, że FOZZ został przygotowany celowo w taki sposób by uwagę publiczną skupić na 350 mln PLN, a tym samym zabezpieczyć po wsze czasy dziesiątki miliardów wydrenowane z naszego kraju. W końcu gambit jest ulubionym z zagrań służb specjalnych.
ZA CO POSTAWIĆ TZW. POLITYKÓW PRZED SĄDEM, TRYBUNAŁEM
http://www.racjonalnyrzad.pl/forum/view ... p?f=1&t=14
https://www.google.pl/search?q=Lech+Wa% ... =firefox-a
[Pytanie brzmi: czy, a jeśli, to z kim i na ile świadomie, a na ile nieświadomie współpracował w czasie swojej prezydentury... – red.]
Obywatel.salon24.pl/93057,remigiusz-okraska-ksiazka-bardzo-niewygodna
O książce „Z deszczu pod rynnę. Meandry polskiej prywatyzacji"
Prywatyzacja polskiej gospodarki to jeden wielki przekręt"
(Tittenburn Jacek)
Ta książka jest bardzo niewygodna dla wielu osób i środowisk. Padają tu niezliczone znane nazwiska – jakby na jej kartkach materializowała się przestroga Miłosza, że spisane będą czyny i rozmowy.
Nie, moi drodzy, nie mam wcale na myśli książki o TW „Bolku”, choć zapewne niejeden i niejedna z Was pomyśleli właśnie o niej. Trudno zresztą, aby było inaczej – szum medialny wokół pracy Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka jest tak ogromny, że niełatwo o inne skojarzenia. Ale tak się złożyło, że ukazała się właśnie książka – a raczej ostatni z czterech tomów kompletu – w moim odczuciu równie ważna i równie niewygodna dla politycznego establishmentu Rzeczypospolitej. Przeczucie mówi mi, że nie może ona jednak liczyć nawet na 1% medialnej wrzawy, która towarzyszy wydaniu tamtej. Dlatego na miarę swoich skromnych możliwości postanowiłem wesprzeć promocję właśnie tej, o którą media się raczej nie upomną.
(...)
„GAZETA WYBORCZA” 16-17.02.2002 r.
ELDORADO POLITYKÓW
O korupcji w polskiej polityce opowiada Andrzej Czernecki właściciel i prezes High Tech Lab, jednej z największych firm produkujących skomplikowany sprzęt medyczny w Polsce, były poseł Porozumienia Centrum, Unii Demokratycznej i Unii Wolności.
(...)
Nastał rząd Jana Krzysztofa Bieleckiego...
– Zapał pozostał, ale trzeba było jakoś uporządkować kwestie finansowania partii – w końcu jak długo poważni politycy mają chodzić po prośbie? Ustalono, że od teraz to biznes będzie przychodził do polityków z pytaniem, czy można coś wpłacić na fundusze partyjne. Rząd Bieleckiego wprowadził pierwsze zezwolenia i
koncesje na import, produkcję, prowadzenie odpowiedniej działalności. Zezwolenia zaczęli dostawać ci, którzy „sponsorowali” rozwijające się polskie partie czekami z wystarczającą ilością zer. W rządzie byli już prywatni przedsiębiorcy, więc wszystko załatwiało się jak w rodzinie, nie było żadnych nieporozumień, mechanizm zaczął funkcjonować coraz sprawniej. Ale naprawdę to były tylko niewinne początki – koło fortuny zaczynało się kręcić.
(...)
Skończył się rząd Bieleckiego...
– I większość ministrów, przeważnie ci, którzy nie mieli wcześniej własnych przedsiębiorstw, od razu znalazła, miejsca na strategicznych stanowiskach w dużych prywatnych spółkach. Byli sprawdzonymi politykami, którzy zostali oficjalnie wyznaczeni do kontaktów z rządzącą ekipą. Można o nich powiedzieć, że stali się zawodowymi pośrednikami w przekazywaniu coraz większych kwot na fundusze partyjne, a także na prywatne rachunki członków rządu i polityków kolejnych
koalicji. W tym momencie reguły były już jasno określone: ceny poszczególnych koncesji, zamówień rządowych, publiczne przetargi. Te 4 tys. $, które wycyganiono od prywaciarzy jeszcze 2 lata temu, stało się zamierzchłą historią. Teraz za ściśle określone przywileje zaczęły wpływać co najmniej kilkudziesięciokrotnie większe kwoty.
Pada rząd Hanny Suchockiej, Lech Wałęsa rozwiązuje Sejm, druga w Pana życiu kampania wyborcza. Rządy przejmuje SLD razem z PSL...
– Tak skorumpowanego rządu jak rząd Pawlaka nie można porównać chyba z niczym. PSL chapał tak, jak nikt wcześniej i nikt długo potem. Dopiero lata później ekipie Mariana Krzaklewskiego i Jerzego Buzka udało się dorównać ludowcom. Pamiętam jeszcze komunistycznych urzędników, z którymi się użerałem – oni też
chapali, i to sporo, ale nigdy nie mogli sobie pozwolić na naruszenie interesu państwa, bo za to się szło prosto do paki. Tu nie było nawet mowy o takich ograniczeniach. Administracja PSL na każdym szczeblu władzy, od wójta po najwyższe stanowiska w rządzie, wykorzystywała praktycznie wszystko, na czym można było po cichu i na lewo zarobić kasę. Od ogromnych prywatyzowanych przedsiębiorstw poprzez agencje rządowe, po drobne machlojki przy remontach wiejskich duktów.
Ale przecież najbardziej zajadli krytycy prywatyzacji byli właśnie z PSL – cała ekipa z Bogdanem Pękiem na czele.
– Przede wszystkim Pęk atakował wszystkich z lewa i prawa, ale nigdy z własnego obozu. Chciał zostać dobrym szeryfem znanym na całą Polskę nie tyle z poczucia misji, co z chorobliwego pragnienia sławy. W rezultacie Pęk i jemu podobni spiskowali, co by tu palnąć, żeby tylko dobrze wypaść w głównym wydaniu „Wiadomości”. Brali na warsztat prywatyzowane firmy, w których były silne związki, wymachiwali stertami papierów, których nie chciało im się nawet do końca przeczytać, i obrzucali wszystkich na około błotem. A prawdziwe afery kryminalne, które w tym czasie po cichu organizowali ich koledzy, pomijali milczeniem. W
konsekwencji zrobili wielką krzywdę krajowi, bo ośmieszyli całą sprawę. Jak dziś reaguje większość ludzi, kiedy podnosi się larum, że rozkładają majątek narodowy? A daję słowo, bo to się działo na moich oczach – rozkradali na potęgę! Ogromna liczba polskich przedsiębiorstw została sprzedana znacznie poniżej swojej wartości, oszukańcze przetargi wygrywały niesolidne firmy, żeby tylko ludzie i partie związane rządzącą ekipą mogły zarobić. A wszystko zgodnie z przepisami, które to przepisy notabene ustalała panująca niepodzielnie ekipa.
Jacy ludzie zarobili na tym?
– Cwaniacy i kombinatorzy wybrani przez tzw. elektorat. Działacze polityczni, którzy wiedzieli, ba!, byli przekonani, że inaczej w życiu do niczego nie dojdą. Były sytuacje, kiedy duże prywatyzowane fabryki kupowali ludzie nie mający grosza przy duszy. Wystarczyła decyzja „zaprzyjaźnionego” ministra, z którą szedł pan do banku, prosząc o kredyt na sfinalizowanie transakcji. Bank wiedząc, że przedsiębiorstwo jest warte dużo więcej, a cała sprawa jest przekrętem „umocowanym politycznie”, a więc jak najbardziej bezpiecznym, dawał kredyt bez żadnych problemów. Potem poprowadził pan tę fabrykę przez chwilę, po czym znajdował pan
dla niej tzw. strategicznego inwestora i sprzedawał mu ją z dziewięciokrotnym przebiciem. A początek był zero. Za odpowiednią działkę goli ludzie stawali się miliarderami z dnia na dzień. Zresztą banki nie zawsze były potrzebne, zamiast męczących formalności i sterty kwitków z powodzeniem stosowano dawno sprawdzone metody. Jak można było sprywatyzować fabrykę X za 100 mln, a przyszedł facet, który dawał 10 mln i bokiem jeszcze 1 mln, to się szybko sprzedawało za dychę. I to była już katastrofa.
Dlaczego informuje Pan o tym mnie, a nie prokuratora?
– Powtarzam: to wszystko odbywało się w zgodzie z przepisami ustalonymi zresztą przez samą ekipę na potrzeby chwili. Po drugie – to niestety brutalna prawda – dla Polski nawet ta złodziejska prywatyzacja była o niebo lepsza od sytuacji, w której nie prywatyzowano by wcale.
Rząd Pawlaka nie prywatyzował już wcale?
– Działacze związkowi zorientowali się, że prywatyzacja podcina gałąź, na której wygodnie siedzą, natomiast politycy odkryli nowe eldorado. Prywatyzację zastąpiła tzw. komercjalizacja przedsiębiorstw państwowych. W państwowych molochach dyrektora naczelnego zamieniano na wieloosobowy rząd, do tego dodano jeszcze rady nadzorcze i wyszło na to, że rządzące partie skorzystały z tego w dwójnasób. Po pierwsze, stworzyły wysokopłatne synekury dla swojego
aparatu. Mierni, bierni, ale wierni setkami zostali obsadzani w we władzach państwowych spółek, gdzie ich jedynym obowiązkiem było głosowanie zgodnie z partyjnymi wytycznymi. Za dyspozycyjność i stawianie się na posiedzeniu rady nadzorczej raz na kwartał ci ludzie otrzymują lege artis kilka tysięcy złotych miesięcznie. Po drugie, mając w ręku władzę w największych przedsiębiorstwach w kraju, partie mogły nareszcie dużo wygodniej wyciągać z tych firm pieniądze. W coraz większych kwotach. Totalizator Sportowy, Polska Miedź, PKN Orlen, PZU Życie to tylko wierzchołek ogromnej góry lodowej. (...)
A duży procent wzrostu gospodarczego, modernizacja wszystkich przedsiębiorstw państwowych?
– Przygotowana przez rząd Mieczysława Rakowskiego w 1988 ustawa o prowadzeniu działalności gospodarczej była pod tym względem najbardziej liberalna na świecie. Tę ustawę likwidowały kolejne solidarnościowe rządy, poczynając od Bieleckiego, który zaczął przywracać koncesję i zezwolenia, a ostatecznie zlikwidował ją poprzedni parlament na żądanie ostatniego solidarnościowego premiera Jerzego Buzka. „Solidarności” koncesje były bardzo potrzebne – albo się
szło do ministerstwa z teczką, tzw. misiem, albo się nie dostawało koncesji, czy intratnego zamówienia. Oni uruchomili cały przemysł nielegalnego ściągania haraczy od prywatnego biznesu. Teraz, kiedy już sprywatyzowano najlepsze kąski, „elity rządzące” żyją z przetargów publicznych – odpowiednie ustawy są tak opracowane, że pozwalają wyłudzać pieniądze nie tylko centralnym urzędnikom w Warszawie – to byłoby jeszcze małe nieszczęście. Dla gospodarki najgorsze jest to, że w ten sam sposób zachowują się w całym kraju samorządowcy.
Jak Pan widzi przyszłość?
– Właśnie bankrutuje Argentyna, której gospodarka także była oparta na łapownictwie. Inne państwa Ameryki Południowej, mające podobne przypadłości, także chwieją się na granicy wypłacalności. Nie mam wątpliwości, że jeżeli u nas się nic nie zmieni – a na razie nic na to nie wskazuje – będziemy mieli duży problem. Kapitał zagraniczny już nas omija. Polska przestała importować myśl techniczną. Mądrzy, inteligentni ludzie zaczynają wyjeżdżać, podobnie jak kilkanaście, kilkadziesiąt lat temu.
(...)
I niestety jedyne, co nam pozostaje, to czekać, aż przyjdzie ktoś z wizją i pociągnie tych wszystkich ludzi, którzy ciągle jeszcze mają inicjatywę, że jeszcze coś da się zrobić, że nie ma co wyjeżdżać, że bierność i marność nie zawsze muszą być na wierzchu. Że utrzymywanie gierkowskich hut, kopalni, kombinatów kosztem coraz uboższych lekarzy, nauczycieli, ludzi przedsiębiorczych i z pomysłami jest dla społeczeństwa zabójcze. A wierzę, że jest mnóstwo ludzi, którzy mimo kłód rzucanych im pod nogi przez własne państwo, ciągle jeszcze chcą coś zrobić. I myślą, że ci ludzie są w dużej mierze wśród tych 60%, którzy nie poszli do wyborów, bo nie mieli na kogo głosować.
Rozmawiał: Tomasz Lipko
RAK SCHODZI W DÓŁ
Jarosław Kurski: Andrzej Czernecki zapewne mówił prawdę, ale jest gołosłowny. Czy gołosłowność to nie jest problem wszelkich publikacji na temat korupcji?
Grażyna Kopińska: Po przeczytaniu wywiadu z Andrzejem Czerneckim miałam wrażenie, że powiedział on to, o czym wszyscy wiemy. Nową wartością jest to, że świadectwo daje człowiek, który sam był politykiem i nadal jest biznesmenem. Poza tym, że odpowiada pod nazwiskiem. On nie ujawnia jednoznacznych konkretów, ale też trudno mu się dziwić. Dlaczego?
– Bo czyny dziś zakazane były kiedyś zgodne z prawem, dlatego wymieniając nazwiska, łatwo jest kogoś zniesławić.
(...)
Ale czy opisane tu mechanizmy odpowiadają Pani ustaleniom?
– Tak.
To Pani gołe „tak” – bez żadnych zastrzeżeń i trybów warunkowych – brzmi dość przerażająco?
– Powiem więcej. Zgadzam się także z tym, że od kilku lat, od momentu gdy sprywatyzowano prawie wszystko – patologia korupcji przeniosła się na sferę zamówień publicznych, na styk państwowe – prywatne. Więc to być może społecznie bardziej niebezpieczne, bo oznacza, że rak korupcji schodzi do samorządów. To już nie chodzi o kilkudziesięciu ministrów i ich współpracowników, ale o tysiące, dziesiątki tysięcy ludzi. To narusza tkankę społeczną. Nie mówię, że wszyscy urzędnicy samorządowi są skorumpowani, ale często brakuje wiedzy i zrozumienia dla najbardziej elementarnych zasad.
Jakich na przykład?
– Niemal powszechna jest praktyka, że urzędnicy gmin i starostw mają firmy realizujące różne zlecenia. Zlecenia te są potem odbierane i zatwierdzane przez tych samych urzędników, którzy występują w podwójnej roli – raz wykonawcy, kiedy indziej kontrolera. To klasyczny konflikt interesów. Sfery patologicznego styku to usługi geodezyjne, architektoniczne, ale też gazowe, elektryczne, wycinka drzew etc.. Chce pan uaktualnić plan nieruchomości? Otrzymuje pan od urzędnika wizytówkę geodety z pokoju obok... Ludzie godzą się na taki układ i przepłacają, bo chcą szybko załatwić sprawę.
(...)
Ależ proszę Pani tylko ryby nie biorą .
– Ten slogan to jeszcze jedne dowód na to, jak nisko korupcja zeszła. W badaniach socjologicznych od 13 - 25%. Polaków przyznaje się do tego, że wręcza łapówki, przyjmuje je bądź robi jedno i drugie. (...)
Z Grażyną Kopińską – dyrektorką Programu przeciw Korupcji Fundacji im. Stefana Batorego – rozmawiał Jarosław Kurski
Wp.pl | vp.info | dodane 2009-06-07 (17:09)
SENSACYJNE NOTATKI POMOGĄ WYJAŚNIĆ NAJWIĘKSZĄ AFERĘ RP?
Po osiemnastu latach od tajemniczej śmierci Michała Falzmanna, inspektora NIK badającego aferę FOZZ, odnalazły się jego prywatne kalendarze. Zapiski, do których dotarł portal tvp.info, być może pozwolą w pełni odkryć kulisy funkcjonowania FOZZ.
W kalendarzach Michała Falzmanna, do których dotarł portal tvp.info, są zapiski z kontroli Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, precyzyjne informacje na temat spółek i banków, do których trafiały pieniądze z Funduszu, nazwiska osób, które organizowały cały proceder, daty, kwoty i numery przelewów. Zanotowane są też miejsca i daty spotkań inspektora NIK z najważniejszymi urzędnikami państwowymi, m.in. z ówczesnym premierem Janem Krzysztofem Bieleckim i szefami Narodowego Banku Polskiego.
Niektóre zapiski Falzmanna, w tym część notatek wyniesionych przez niego z Najwyższej Izby Kontroli, zaginęły w lipcu 1991 roku podczas włamania do jego domu. Sprawców tego włamania nie odnaleziono, a śledztwo szybko umorzono.
Tymczasem, jak ustalił portal tvp.info, Falzmann skrupulatnie przepisywał wszystkie informacje do dwóch kalendarzy. Dwa tygodnie przed śmiercią zdeponował je u swojego bliskiego przyjaciela, do którego udało się dotrzeć dziennikarzom tvp.info. Dzięki niemu nienaruszone notatki przetrwały wiele lat.
- Informacje zawarte w kalendarzach powinny przyczynić się do całkowitego wyjaśnienia afery FOZZ, a być może także do pociągnięcia do odpowiedzialności osób, które później tuszowały tę sprawę i przeszkadzały w śledztwie - mówi, oceniając notatki, prof. Mirosław Dakowski, autor książki „Via bank i FOZZ” odsłaniającej kulisy największej afery z okresu transformacji ustrojowej.
Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego został powołany na mocy ustawy z lutego 1989 roku. Jego zadaniem był niejawny skup polskich długów zagranicznych po niższych cenach. Pieniądze przeznaczone na ten cel zostały jednak z FOZZ wyprowadzone za granicę przez podstawione spółki, głównie Universal, kierowany przez Dariusza Przywieczerskiego (dziś poszukiwanego międzynarodowym listem gończym). Straty Skarbu Państwa szacuje się na 16 bilionów złotych. Cały proceder zorganizowały osoby związane z wojskowymi służbami specjalnymi PRL.
Sprawę FOZZ badał Michał Falzmann, młody kontroler NIK. W latach 1990-1991 odkrył szczegóły przepływu pieniędzy, wskazał spółki i banki, które w tym uczestniczyły oraz osoby za to odpowiedzialne. O aferze poinformował najważniejszych urzędników państwowych. 17 lipca 1991 roku, dzień po odsunięciu go od badania sprawy FOZZ, zmarł na zawał serca. Miał zaledwie 38 lat. Śledztwo w jego sprawie szybko zostało umorzone.
W sprawie FOZZ skazano m. in. byłego prezesa funduszu Grzegorza Żemka i główną księgową - Janinę Chim. Żemek odbywa karę 9 lat pozbawienia wolności w więzieniu na warszawskim Mokotowie. Janina Chim, skazana na 6 lat więzienia, skorzystała z prawa do przedterminowego zwolnienia w marcu 2008 roku.
Leszek Szymowski
Spodlasu.nowyekran.pl/post/30413,afery-fozz-trzecie-dno | 17.10.2011 13:10 4 komentarze
AFERY FOZZ TRZECIE DNO
Poszlaki i spostrzeżenia, o których nie wiecie czyli gambit służb specjalnych.
Afera FOZZ nazywana jest matką wszystkich afer w III RP. Dane oficjalne mówią o kwotach rzędu 100 mln dolarów, co bardziej poinformowane osoby wiedzą, że gra tyczy się minimum miliarda. Chociaż oficjalna historia Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego zaczyna się w 1989 roku co bardziej wnikliwe osoby wiedzą, że początki afery należy datować przynajmniej na 1986 rok.
W 1986 roku powstał tzw „pierwszy FOZZ”. Nie posiadamy praktycznie żadnych bliższych informacji odnośnie tego przekrętu. Możemy tylko domyślać się, na podstawie przepływów Banku Handlowego (o których swoją drogą również nie wiadomo zbyt wiele), że również miał charakter przekrętu. Warto zwrócić uwagę na zbieżność czasową powołania pierwszego FOZZ ze spotkaniem Gorbaczowa z Reaganem. Wiele osób uważa, że już po pierwszym spotkaniu postanowiono, że kraje satelickie ZSRR (między innymi Polska) będą przechodzić w niedalekiej przyszłości transformację ustrojową i gospodarczą. Już wtedy wiadomym się stało, że długi Gierka któregoś dnia zostaną spłacone.
Wiele osób uważa, że rzekomy cel działalności FOZZ, polegający na wykupywaniu na rynku wtórnym obligacji PRL był tylko maską dla realnego wypompowywania dewiz z rynku krajowego, a środki, które miały służyć zmniejszeniu zadłużenia wydrenowano na konta dzisiejszych Bonzów. Przedstawmy więc teraz suche liczby. W momencie powołania FOZZ obligacje PRL chodziły na rynku wtórnym po 18 centów za dolara. Oprocentowanie tych obligacji było zmienne, jednak dla uproszczenia (tylko po to, by wskazać skalę) przyjmijmy średnioroczne oprocentowanie na 5%. Łatwo policzyć, że w dniu dzisiejszym wartość tych obligacji stanowiła by około 20 krotną wartość ceny rynkowej z lat 80-tych. Dla porównania, jedna z najkorzystniejszych inwestycji na świecie w ostatnich 25 latach - złoto dała zysk za poziomie 6 krotnym (3 razy mniejszy aniżeli obligacje Gierka). Oczywiście mówi się, że dług Gierka już spłaciliśmy tyle, że wciąż emitowane są nowe obligacje (o długu III RP nie muszę chyba wspominać) więc należy przypuszczać, że osoby, które posiadały obligacje Gierka zwyczajnie wymieniły gotówkę na nowe obligacje III RP. Tyle o obligacjach
W powszechnej świadomości gdzieś tam krąży inna z afer związanych ze schyłkowym PRL. Afera „Żelazo”. Afera ta dotyczyła nielegalnej działalności polskich służb za granicą. Napadów rabunkowych, udziału w strukturach mafijnych, HANDLEM KRADZIONYMI DZIEŁAMI SZTUKI. Chociaż sama ta afera może wydawać się niezwiązana z FOZZ postaram się przedstawić kilka spraw, które rozjaśnią troche sytuację i ukażą bezpośredni związek. W czasach PRL wszelkie oficjalne transakcje zagraniczne musiały odbywać się za pośrednictwem Rubli Transferowych. Ponieważ kursy tych walut były niekorzystne, a każda transakcja wiązała się z pompowaniem kasy „bratniego” Związku Radzieckiego służby PRL powołały finansowe instytucje zagraniczne, takie jak Bank Handlowy. Warto zwrócić uwagę, że o transakcjach Banku Handlowego wiemy stosunkowo niewiele. Niemniej jednak można przypuszczać, że Bank Handlowy stanowił tylko jeden z elementów działalności gospodarczej PRL za granicą. Co wspólnego z tym ma więc afera „Żelazo”? Afera ta wiązała się bardzo dużymi dochodami wynikającymi ze spieniężania kradzionych dóbr sztuki. Do działalności takiej wymagana jest sprawna siatka paserska z dojściami do bardzo bogatych i wpływowych osób. Wspomnę więc o dość drażniącej sprawie, która według mojego mniemania ma bardzo silny związek zarówno z FOZZ jak i Żelazem.
Cofnijmy się w czasie do II wojny światowej. W Polsce przed wojną mieszkało bardzo wiele osób posiadających rozległe majątki. Nie tylko ziemskie ale także dzieła sztuki, złoto, brylanty itp., itd. Spuścizna majątków wielkich rodzin była przeogromna. Kiedy przyszli Niemcy i Rosjanie wiele z tych precjozów zostało skradzione. Nie wszystkie jednak. Spora część co sprytniejszych właścicieli ukrywała swoje skarby. Liczyli, że po wojennej zawierusze powrócą oni do swoich skrytek i wydobędą swoje bogactwa. Niestety okupacja sowiecka, a później system PRLu sprawił, że wydobycie takich znalezisk na światło dzienne wiązało by się z konfiskatą. Do dziś zapewne w wielu miejscach znajdują się ukryte skarby przedwojennych włościan. Niejednokrotnie miałem kontakt z ludźmi, którzy opowiadali o takich ukrytych skarbach. Miałem również spory kontakt ze spadkobiercami osób ukrywających te rzeczy. Większość tych kontaktów łączył wspólny mianownik. Skarbu, pomimo bardzo dokładnego określenia miejsca jego zalegania nigdy nie odnaleziono. W kazamatach UB i SB bardzo często lądowały osoby całkowicie niezwiązane z działalnością konspiracyjną. Dzisiaj określa się je mianem losowych ofiar reżimu stalinowskiego. Osobiście uważam, że nie jest to prawda. Ostatnie doniesienia o odnajdywanych na zachodzie dziełach sztuki pochodzenia polskiego dają sporo do myślenia. Nie były by one zastanawiające, gdyby rodowód posiadania tychże sięgał II wojny światowej. Często jednak pojawiają się historie o dobrach sztuki zakupionych w latach 60-tych i 70-tych. Często we Francji czy Belgii. Osobiście jestem przekonany, że rodowód tych znalezisk można śmiało wskazać w wydziałach służb specjalnych MSW.
Przypuszczam, że w momencie gdy Gierek zaczynał zaciągać w naszym imieniu dług, znaczna część dewiz, które w ten sposób uzyskiwaliśmy pochodziła z majątków zbudowanych w oparciu o siatki paserskie powiązane z aferą „Żelazo”. Ilość majątku, która przepadła w czasach II Wojny Światowej jest niewspółmierna do tego co możemy wskazać w majątku zrabowanym przez Niemców i Rosjan. Jednak ten majątek zniknął by zacząć się odnajdywać długo po wojnie w krajach zachodu.
Stawiam hipotezę, że w czasach PRL w oparciu między innymi o zrabowane polskie skarby stworzono niejedną fortunę, która teraz działając na rynku finansowym ma znaczący wpływ na rynki światowe. Uważam, że proces kumulacji wypompowywanych dewiz z PRL nie zaczął się na aferze FOZZ. Jestem głęboko przekonany, że FOZZ został przygotowany celowo w taki sposób by uwagę publiczną skupić na 350 mln PLN, a tym samym zabezpieczyć po wsze czasy dziesiątki miliardów wydrenowane z naszego kraju. W końcu gambit jest ulubionym z zagrań służb specjalnych.
ZA CO POSTAWIĆ TZW. POLITYKÓW PRZED SĄDEM, TRYBUNAŁEM
http://www.racjonalnyrzad.pl/forum/view ... p?f=1&t=14
-
Redaktor1966
- Posty: 1262
- Rejestracja: czw gru 30, 2010 9:46 am
Re: 01.05.2011 r. - Wprowadzenie racjonalnego ustroju
Proszę się więc kolejny raz zastanowić: o czyj interes ZAWSZE chodziło, chodzi i będzie chodzić w dotychczasowych ustrojach/kto i kosztem czego, kogo w nich prosperował i prosperuje... A więc jakie są dalsze perspektywy w tych wszechstronnie destrukcyjnych systemach/na co dalej czekają tzw. masy...
-
Redaktor1966
- Posty: 1262
- Rejestracja: czw gru 30, 2010 9:46 am
Re: 01.05.2011 r. - Wprowadzenie racjonalnego ustroju
Niewygodne fakty 11 września 2001 CAŁOŚĆ! (lektor)
http://www.youtube.com/watch?v=Cb-RRFd1 ... ure=g-vrec
http://www.youtube.com/watch?v=Cb-RRFd1 ... ure=g-vrec
-
Redaktor1966
- Posty: 1262
- Rejestracja: czw gru 30, 2010 9:46 am
Re: 01.05.2011 r. - Wprowadzenie racjonalnego ustroju
Europa jest w stanie permanentnej wojny, nie zbrojnej, ale ekonomicznej
http://ksd.media.pl/aktualnoci/709-euro ... onomicznej | Środa, 30 Maj 2012
http://ksd.media.pl/aktualnoci/709-euro ... onomicznej | Środa, 30 Maj 2012