Pod śniegiem.
Pośród śnieżnej powodzi,
W labiryncie chodników,
Leśne życie się toczy,
Małych leśnych ludzików.
Wśród tysięcy tuneli,
Płynie życie jak w mieście.
Pod pierzyny pokryciem,
Jak zimowym areszcie.
Sąsiad spotkał sąsiada,
Toczą spory zawzięte.
W żniwnym lata folwarku,
Podczas zbiorów poczęte.
Nie dmie zimy kurzawa,
Mróz nie daje we znaki,
Zimy zmora doskwiera,
Narzekają Boraki.
W smutnej norek szarudze,
Wyczekują bez końca.
Wiosny promyk nadziei,
Na promykach od słońca.
Senne znikną wieczory,
Niebo stanie sufitem.
Zimy szarość napełni,
Morskim nieba błękitem.
Józef Bieniecki
Porą zimową.
Rzeczywistość.
Rzeczywistość.
Życia błoto-świata kat.
Świat oprawców-diabła brat.
Zabiedzeni ciężar niosą,
Rani gruda stopę bosą.
Biedni,chorzy,nadzy ,chłodni,
Wśród przepychu -szarzy ,głodni.
Świat śmietników i ciułaczy,
Świat bezdomnych i bogaczy.
Świat wandali-psychopatów,
Świat złodziei i psubratów.
Wojny bagno-nędzy zło.
Już przedsionek -piekła tło.
Świat mutantów,beznadziei,
Boskich guru-czarodziei.
Satanistów i masonów,
Obłąkańców i kołtunów.
Chorych rządów,prezydentów,
Mącicieli i przekrętów.
Świat zwichniętych pederastów,
Wszelkiej maści innych chwastów.
A nad nimi wyższa racja,
Masoneria-pozoracja.
Z pomysłami z piekła rodem,
Z Izraela-mimochodem.
Józef Bieniecki
Życia błoto-świata kat.
Świat oprawców-diabła brat.
Zabiedzeni ciężar niosą,
Rani gruda stopę bosą.
Biedni,chorzy,nadzy ,chłodni,
Wśród przepychu -szarzy ,głodni.
Świat śmietników i ciułaczy,
Świat bezdomnych i bogaczy.
Świat wandali-psychopatów,
Świat złodziei i psubratów.
Wojny bagno-nędzy zło.
Już przedsionek -piekła tło.
Świat mutantów,beznadziei,
Boskich guru-czarodziei.
Satanistów i masonów,
Obłąkańców i kołtunów.
Chorych rządów,prezydentów,
Mącicieli i przekrętów.
Świat zwichniętych pederastów,
Wszelkiej maści innych chwastów.
A nad nimi wyższa racja,
Masoneria-pozoracja.
Z pomysłami z piekła rodem,
Z Izraela-mimochodem.
Józef Bieniecki
Życia nić.
Życia nić.
Nim zblednie piękna noc,
Ustąpi brzaskom dnia.
Wylewa morze ros.
Ostatnia uschnie łza.
Nocka tulona płaszczem mgieł,
Ulega prawom mocy,
Ostatkiem żalu sypie łez,
Na pożegnanie nocy.
A aksamitu nieba czar,
Obrazy nocy szczodre.
Maluje nieba nowy dar,
Na morskie fale modre.
Chmurek wzburzony grzebień
grzyw,
Skąpany w mórz błękicie.
Pluszcze na niebie niemy wiatr,
Miarowym fali biciem.
Dla wyobrażni ludzkich dusz,
Na ciszy ranka wstanie.
Spijając nocy senny kurz,
Na wieczne przemijanie.
Jedno się rodzi aby żyć,
I spłaca z życia długi.
Inny przerywa życia nić,
Aby mógł żyć też drugi.
Józef Bieniecki
Nim zblednie piękna noc,
Ustąpi brzaskom dnia.
Wylewa morze ros.
Ostatnia uschnie łza.
Nocka tulona płaszczem mgieł,
Ulega prawom mocy,
Ostatkiem żalu sypie łez,
Na pożegnanie nocy.
A aksamitu nieba czar,
Obrazy nocy szczodre.
Maluje nieba nowy dar,
Na morskie fale modre.
Chmurek wzburzony grzebień
grzyw,
Skąpany w mórz błękicie.
Pluszcze na niebie niemy wiatr,
Miarowym fali biciem.
Dla wyobrażni ludzkich dusz,
Na ciszy ranka wstanie.
Spijając nocy senny kurz,
Na wieczne przemijanie.
Jedno się rodzi aby żyć,
I spłaca z życia długi.
Inny przerywa życia nić,
Aby mógł żyć też drugi.
Józef Bieniecki
Figlarny wiatr.
Figlarny wiatr.
Figlarny wiatr,muzykant pól,
Dyrygent,od wszech czasów.
Już wytańcował wiele ról,
W symfonii wszelkich lasów.
Solo śpiewuje w szczytach gór,
I z halnym na dolinie.
I pogwizduje pośród chmur,
Piszczałki świst w kominie.
Poszumem wodzi grzbietem fal,
W nabrzeżnych trzcinach rzęzi.
Gdy dumny z siebie pędzi w dal,
Nie w trzcinie na uwięzi.
Na piasku klucze pisze nut,
Że często tutaj śpiewa.
W Wąwozie Kraków organ cud,
Też udział twórczy miewa.
Uwodzicielski wiosny wiatr,.
Majowy wiej wietrzyku.
Gdy już do życia zbudzisz świat,
Na świata łąk -kwietniku.
W poszumie nocy poprzez las,
Już w pełni drży księżyca.
Kochanków mili nocy czas,
I wieczny w topielicach.
Józef Bieniecki
Figlarny wiatr,muzykant pól,
Dyrygent,od wszech czasów.
Już wytańcował wiele ról,
W symfonii wszelkich lasów.
Solo śpiewuje w szczytach gór,
I z halnym na dolinie.
I pogwizduje pośród chmur,
Piszczałki świst w kominie.
Poszumem wodzi grzbietem fal,
W nabrzeżnych trzcinach rzęzi.
Gdy dumny z siebie pędzi w dal,
Nie w trzcinie na uwięzi.
Na piasku klucze pisze nut,
Że często tutaj śpiewa.
W Wąwozie Kraków organ cud,
Też udział twórczy miewa.
Uwodzicielski wiosny wiatr,.
Majowy wiej wietrzyku.
Gdy już do życia zbudzisz świat,
Na świata łąk -kwietniku.
W poszumie nocy poprzez las,
Już w pełni drży księżyca.
Kochanków mili nocy czas,
I wieczny w topielicach.
Józef Bieniecki
Porą zimową.
Porą zimową.
Porą zimową pośród pól,
Zaspanych śnieżnym puchem.
Na fioletowych pasmach gór,
Osiadły śnieg kożuchem.
Sunie zygzakiem rzeki wąż,
Spiętrzony w bryłach lodu.
W niedżwiedzich kuckach, biały
wiąz
W zimowych skrzydłach chłodu.
W zorzach zachodu ogni stos,
Świat lodu skrzy bajkowy.
W skrzydłach Aniołów perli ros,
Złoty i karminowy.
Skrzące diamenty wzniecił mróz,
By z nocą się przywitać.
W pasie przybrzeżnych olch i łóz,
Brylanty nocy sypać.
Majestatyczny pośród cór,
Na nieba oceanie.
Ogromny brylant z poza chmur,
Na Drogi Mlecznej sannie.
Na platynowo pisze sny,
W włosach anielskich płonie.
W diademach srebrze sosen drży,
Wplątany w świerków skronie.
Józef Bieniecki
Porą zimową pośród pól,
Zaspanych śnieżnym puchem.
Na fioletowych pasmach gór,
Osiadły śnieg kożuchem.
Sunie zygzakiem rzeki wąż,
Spiętrzony w bryłach lodu.
W niedżwiedzich kuckach, biały
wiąz
W zimowych skrzydłach chłodu.
W zorzach zachodu ogni stos,
Świat lodu skrzy bajkowy.
W skrzydłach Aniołów perli ros,
Złoty i karminowy.
Skrzące diamenty wzniecił mróz,
By z nocą się przywitać.
W pasie przybrzeżnych olch i łóz,
Brylanty nocy sypać.
Majestatyczny pośród cór,
Na nieba oceanie.
Ogromny brylant z poza chmur,
Na Drogi Mlecznej sannie.
Na platynowo pisze sny,
W włosach anielskich płonie.
W diademach srebrze sosen drży,
Wplątany w świerków skronie.
Józef Bieniecki