Niegdysziejszy minister spraw zagranicznych Joschaka Fischer powiedział:"Niemcy nie postrzegają już Unii Europejskiej jako celu, lecz traktuja ja jako środek w przeforsowaniu własnych NARODOWYCH INTERESÓW. Zatem Unia, przynajmniej z perspektywy Berlina, to nadzwyczaj udana inwestycja.
W połowie bieżącego roku Angela Merkel powiedziała w telewizji ARD: "Potrzebujemy więcej Europy. Nie tylko unii walutowej, ale też tak zwanej unii fiskalnej i więcej wspólnej polityki budżetowej. I przede wszystkim POTRZEBUJEMY UNII POLITYCZNEJ. - to przecież nic innego jak projekt CZWARTEJ RZESZY.
Ktoś całkiem głośno sypie piasek w maszynerię zaprzegniętą do paracy dla NARODOWYCH niemieckich interesów.
David Cameron jest dość bliski rozpisania referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii ze struktur Unii. Nie da się odwołać Camerona tak jak to uczyniono z greckim premierem Papandreu po jego ogłoszeniu zamiaru rozpisania
referendum na wyjście z Unii. Za Cameronem moga pójść inni. Niemcy oczywiście nie, bo z każdego euro przekazanego takim krajom jak Polska czy Rumunia nawet 80 centów wraca do gospodarki niemieckiej. Być może i więcej.
Berlin bez przerwy będzie ryczał i narzekał, że jest największym płatnikiem unii ale nie powie ani słowa, że ze wspólnego rynku mają największe korzyści. Dlatego staje się jasne dlaczego Angela Merkel tak ostentacyjnie hołubi Donalda Tuska, jednocześnie przymilając się do Davida Camerona. Tusk jest tylko narzędziem, ten drugi może spowodować, że wbrew woli kanclerzyny, nad Europa zgaśnie unijne światło.
Tego gospodarka Niemiec mogłaby nie wytrzymać.
Jeśli tak się nie stanie, musimy być przygotowani na CZWARTĄ RZESZĘ.