Reflex pisze: jak w porownaniu z Europa wypadaja egzotyczne i nowe Chiny, jacy sa ludzie, czy przyjazni, czy latwo sie bylo dogadac.
I pytanie biezace? Co to sa te zielone smiejace sie mordki na straganie? Czy to sie je?
Nigdy nie jadlem czegos, co mi sie potem bedzie smialo w brzuchu...
To zielone to jakis owoc co po trzech dniach wraca do swojej pierwotnej formy i juz sie nie usmiecha.
Chiny sprawiaja wrazenie pospiechu i pedu do rozwoju, posiadania, konsumpcji.
Oni sa glodni tego wszystkieg co w Europie.
Tak jest przynajmniej w duzych miastach.
W Szanghaju i Pekinie nie zobaczysz na ulicy jakiegos lichego samochodu.
Wszystko nowe i wypasione. Jest tyle tego ze nie moga wszyscy naraz wyjechac na ulice.
Zaleznie od koncowej cyfry na tablicy rejestracyjnej moga jezdzic tylko w wyznaczone dni.
Aby dostac tablice rejestracyjne trzeba brac udzial w losowaniach,
Tablice kosztuja czesto tyle co samochod.
Liczba wydawanych tablic jest tez ograniczona.
Chiny to gigantyczny rynek zbytu.
Pytalem jaki ustroj tam obecnie panuje bo od maoistowskiej komuny to juz dawno odeszli.
Oni nazywaja to chinskim socjalizmem. Na moje to lata tego dziwolaga sa policzone.
Ludzie nie pozwola sobie juz odebrac tego co dostali.
Prywatne mieszkania sa zgodnie z obecnymi przepisami wlasnoscia prywatna na 70 lat.
Co po tym okresie to jeszcze nikt nie wie.
Wladza ciagle jeszcze trzyma obywateli zamorde.
Policji i wojska na ulicach mnogo.
Mlodzi garna sie do wojska bo mozna za friko zdobyc zawod i uprawnienia.
Kiedys tak bylo w Polsce.
Wejscie na dworzec niczym nie rozni sie od wejscia na lotnisko.
Wszedzie dokladne kontrole i przeswietlanie bagazu.
Podobnie przy wejsciu na plac wiecznej blogosci w Pekinie.
Na bilecie kolejowym byl numerek mojego paszportu i dane osobowe.
Wladza sprawdza i kontroluje.
FB i Gazeta Wyborcza byly blokowane w internecie.
Za pomoca Łotsapa mozna bylo sie jednak porozumiewac z zagranica.
Ludki sa dosc przyjaznie nastawieni do "dlugich nosow" jak nas nazywaja.
Chlopy i nie tylko, zazwyczaj z wiosek, szaleja na punkcie blondynek.
W naszej grupie byly trzy i juz pierwszego dnia zorientowaly sie ze sa nagminnie fotografowane.
Najczesciej jakis pacjen ustawial sie obok i robili mu zdjecie.
Jak kobity sie zorientowaly to braly takiego delikwenta pod ramie i fotka.
Chlopy byli szczesliwi jak gwizdek. Czasami i kobitki prosily o foto z blondi.
Nie ma sie co dziwic bo u nich wszystko male i czarnowlose.
Na lajbie jak Chinczyki ruszyli do bufetu to pozostalo nam poczekac az sie rozluzni.
Przepychanie, scisk i wrzask. Moja kobita stwierdzila wyrozumiale ze przy takiej masie to musza sie przepychac i wrzeszczec,
bo inaczej sie nie przebija.
Przy kolacji juz nauczylismy sie miejscowych zwyczajow i sprawnie, bez kolejki, napelnilismy swoje miseczki.
Wypad do Chin pozwolil mi zrozumiec chinczykow i japsow widzianych w Niemczech.
My tak samo fotografowalismy wszystko i wszystkich.
W krajach europejskich masz wrazenie ze potrafisz sie troche wtopic w kulture danego kraju.
Chiny sa tak rozne ze jestes tylko i wylacznie obserwatorem.
Wielkie miast, a u nich to czyba wioska ma ponizej miliona, to prawie jak w Europie.
No moze ruch uliczny to nie tak calkiem.
Mam wrazenie ze ich jedynym przepisem ruchu drogowego jest nie dac sie zabic.
Wlosy staja deba.