OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?

Śmiech to zdrowie.
Fachurra
Posty: 100
Rejestracja: pt gru 04, 2009 9:07 am

Re: OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?

Post autor: Fachurra »

OBÓZ PRACY 90


Trzeba rozejrzeć się za personelem. Szybciutko, ogłoszenie do internetu:

„Nowo otwarty lokal gastronomiczny zatrudni od zaraz atrakcyjne panie w wieku do lat 25, w charakterze kelnerek, kucharek jak również personelu sprzątającego. Mile widziana komunikatywna znajomość języka angielskiego. Możliwość zamieszkania w miejscu pracy. Niezwykle interesujące zarobki.”

Zobaczymy, kto się zgłosi. Określenie „interesujące zarobki” jest praktyczne, bo zarobki mogą być interesująco wysokie, albo też interesująco niskie. Atrakcyjne muszą te panie być, żeby męska publiczność chętnie przychodziła, a i po zamknięciu lokalu przyjemniej jest współpracować z atrakcyjnym personelem. Czy ściągnę tu Kaśkę do pracy w kuchni, to się jeszcze okaże. Wszystko zależy od tego, czy te atrakcyjne panie będą umiały gotować. A zresztą, gdyby nie umiały, to się nauczą i już. Ja też się wszystkiego nauczyłem. Rumcajs załatwił z jakimś browarem dostawę piwa. Znów musiałem podpisać umowę w której zobowiązałem się kupować rocznie 50.000 litrów. Za to browar przywiezie nam nowe krzesła, stoły i lodówki. Jeszcze nigdy w życiu nie miałem 50.000 litrów piwa. Na skrzynkę to zawsze starczyło, ale 50.000 litrów? Jak się o tym u nas we wsi dowiedzą, to zzielenieją z zazdrości. Pierwsza dostawa już przyjechała. No to dziś wieczorem już nie musimy siedzieć o suchym pysku. Musiało się już rozpowiedzieć wśród okolicznej Polonii, że przyszło piwo, bo chociaż jeszcze nie było oficjalnego otwarcia, to już zaczęli schodzić się goście. Ponieważ nie mamy kelnerek, to powiedzieliśmy, żeby każdy nalewał sobie sam i wrzucał pieniądze do szuflady. Tak na zasadach wzajemnego zaufania.

Następnego ranka przeliczyłem puste beczki. Siedem, 50cio litrowych. Czyli 350 litrów w ciągu tylko jednego dnia. W tym tempie wypijemy tych 50.000 litrów w ciągu pięciu miesięcy i na pewno dostaniemy premię od browaru za dobrą sprzedaż. No właśnie: sprzedaż...

W szufladzie leżało 3,75 Funta, cztery plastikowe guziki, garść metalowych nakrętek i podkładek i jedna zepsuta zapalniczka. Chyba nasi goście nie zrozumieli zasad wzajemnego zaufania. C.d.n.
Fachurra
Posty: 100
Rejestracja: pt gru 04, 2009 9:07 am

Re: OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?

Post autor: Fachurra »

OBÓZ PRACY 91

Za tydzień Święta Wielkanocne. Już ostatnie Boże Narodzenie i Nowy Rok musiałem spędzić z dala od domu i najbliższych. Smutne to były święta, oj smutne. Coś trzeba wykombinować, bo kasy znowu brak. Zostało jeszcze tylko kilka setek z moich norweskich oszczędności. Wszystko połknęły bieżące inwestycje. Ale mam przecież ten złoty świecznik, który wziąłem ze sobą na pamiątkę z domu pani Stanisławy. Musi gdzieś tu być jakiś lombard, albo jubiler, który skupuje złoto. Właściwie to ten świecznik był przeznaczony dla naszego proboszcza, ale ten ma świeczników dość, a więc jeden więcej czy mniej nie zrobi mu różnicy. O interesy może się przez tych kilka dni zatroszczyć Rumcajs. Jeden z naszych wspólnych znajomych - Gniewko, doradził żebyśmy poszli do Social Welfare (to taki urząd który dzieli pieniędzmi), i złożyli wniosek o finansowe wsparcie na rozwój działalności gospodarczej. Byliśmy tam dziś przed południem. Najpierw nie chcieli z nami wcale rozmawiać. Ale jak puściłem parę oczek do takiej jednej grubej brzyduli w okularach siedzącej za biurkiem (w tym,mruganiu to jestem już pomału specjalistą), to dała nam do wypełnienia kilka formulaży i malutką karteczkę z numerem telefonu i imieniem- Mary. Teraz Rumcajs mówi, że muszę to tej Mary zadzwonić i się z nią umówić, to dostaniemy tą zapomogę. Czemu ja? Ja jeszcze do dziś budzę się po nocach przestraszony, bo mi się śnią te Wahlstromowe córeczki z Norwegii. I teraz znowu. No ale dla dobra interesu muszę się poświęcić. Rumcajs zadzwonił w moim imieniu i umówiliśmy się przy fontannie z figurką Erosa na Piccadilly Circus. Rumcajs poszedł ze mną za tłumacza. Mary już czekała i wcale się nie ucieszyła jak go zobaczyła. Pogadała z nim chwilę i Rumcajs przetłumaczył mi że Mary chce koniecznie pokazać mi swoje perskie koty, a on cierpi na alergię wywoływaną kocią sierścią. No tak, zostawia mnie na pastwę losu, a właściwie to na pastwę tej 120 kilogramowej kobry. Zawiozła mnie swoim autem (Mini Cooper...jak się to babsko do niego mieści?) do swojego mieszkania gdzieś pod Londynem i teraz gotuje coś w kuchni, a ja korzystam z okazji i piszę te słowa na jej komputerze wypróżniając dla dodania sobie otuchy buteleczkę Ballantines i oganiając się równocześnie od trzech kudłatych kocurów które chyba też już dawno chłopa nie widziały. O, Mary już idzie, więc muszę kończyć. Reszta jutro.. Trzymajcie za mnie kciuki, żeby mnie nie zmiażdżyła.
Fachurra
Posty: 100
Rejestracja: pt gru 04, 2009 9:07 am

Re: OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?

Post autor: Fachurra »

OBÓZ PRACY 92


Przeżyłem! Ale tylko dzięki partactwu angielskich stolarzy. Najpierw Mary chciała mnie chyba otruć. Nagotowała takiego świństwa, że przełknąć się tego nie dało. Nasiąknięte olejem i pochlapane octem frytki, a do tego niedosmażona ryba i fasola. Ponastawiała świec na podłodze i na wszystkich meblach, że wyglądało tam jak u nas na cmentarzu w dniu Wszystkich Świętych. Pozrzucałem ukradkiem wszystko z talerza pod stół i koty miały ucztę. Niech lepiej te kocury dostaną biegunki niż ja. Chyba trochę za szybko to pozrzucałem, bo Mary uznała że już jestem nakarmiony i zaczęła mnie ciągnąć do łóżka. Nawet się specjalnie nie opierałem, bo po pierwsze wiedziałem, że od tego zależy przyznanie nam zapomogi, a po drugie to i tak nie miałbym szans żeby obronić się przed takim słoniem. Nie będę tu opisywał szczegółów żeby nie psuć nikomu apetytu na zbliżające się święta, ale ta świnia Rumcajs to co nieco ode mnie usłyszy, bo przecież robię to wszystko dla naszego wspólnego biznesu.
Moja Kaśka też lubi zjeść i ma kilkadziesiąt kilo nadwagi, ale z nią to musiałem tylko po bożemu i to najwyżej raz na dwa tygodnie. A ta Mary położyła sobie na nocnej szafce jakiś specjalny poradnik; Kamasutra czy coś takiego i przerabia ze mną po kolei wszystkie możliwe figury akrobatyczne. Chyba mój Anioł Stróż też już nie mógł patrzeć na to , bo nagle zawaliło się z hukiem łóżko. Koronkowa pościel zapaliła się od przewróconych świeczek, a ja pędząc po wodę do kuchni nadepnąłem niechcący Mary na rączkę (tak na wszelki wypadek). Coś zatrzeszczało i Mary jęknęła głośno. Ooo, jak mi przykro..Trzeba koniecznie zadzwonić po pogotowie, bo może być coś złamane. No i byłem uratowany, bo ten podręcznik Kamasutry był przerobiony dopiero do 69 strony. Na pożegnanie powiedziała "kom tumoroł tu ofis". Zapisałem sobie to na kartce, żeby Rumcajs przetłumaczył.
Dziś rano poszedłem szukać jubilera, żeby spieniężyć mój pamiątkowy świecznik. Spodziewałem się solidnej kasy, bo ważył na pewno z trzy kilo. I po raz już niewiadomo który, przekonałem się o podłości całego otaczającego mnie świata. Ten świecznik nie był złoty, tylko pozłacany!! Jubiler nie chciał go kupić i wysłał mnie do handlarza starociami, a ten zapłacił mi 25 Funtów! Takiego oszustwa się po pani Stasi nie spodziewałem. Fałszywe złoto! A ja jej tak zaufałem..
Na szczęście mam jeszcze kilka setek. Rumcajs wyszukał mi w internecie tani lot za 150 Funtów w obydwie strony. Więc będę się mógł spotkać z ukochana rodziną, a przy okazji stłuc mordę Kisielakowi i przypomnieć Kaśce o przysiędze jaką składała w dniu naszego ślubu. Pojadę oczywiście bez zapowiedzi, tak znienacka, żeby przyłapać ich na gorącym uczynku. C.d.n.
Fachurra
Posty: 100
Rejestracja: pt gru 04, 2009 9:07 am

Re: OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?

Post autor: Fachurra »

Drodzy przyjaciele na całym świecie !

Życzę Wam wszystkim miłego spędzenia Świąt Wielkanocnych. Tak po prostu w spokoju i w dobrym nastroju.
A wielkanocnego zajączka koniecznie pociągnijcie za uszy, bo może to przecież być przebrany kotek , albo nawet lisek !
Nie dajcie się oszukać!

Wasz kumpel,

Fachurra ;)
Fachurra
Posty: 100
Rejestracja: pt gru 04, 2009 9:07 am

Re: OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?

Post autor: Fachurra »

OBÓZ PRACY 93

Jedno jest pewne. Już nigdy nie polecę tanimi liniami lotniczymi. Albo business class, albo wcale. W samolocie z Norwegii do Anglii to leciałem jak człowiek. Na powitanie szampanik, czasopisma do wyboru do koloru ( nawet Playboy ), podusia pod główkę, kocyk do przykrycia, zgrabna stewardessa w mini spódniczce która schyla się żeby podnieść z podłogi twoją zapalniczkę, obojętnie czy ta spadła ci po raz dwudziesty czy trzydziesty w ciągu ostatnich 15 minut. To jeszcze nie wszystko. Podają smaczne jedzonko na porcelanowych talerzykach, no i co najważniejsze, napoje bez żadnych ograniczeń. Ile chcesz i kiedy chcesz. Wystarczy nacisnąć na guziczek i już jest przy tobie ta laseczka w mini spódniczce i podaje piwko, wódeczkę, a nawet koniaczek i przy tym schyla się jeszcze po twoją zapalniczkę. A teraz dla porównania serwis w tanim samolocie. Najpierw stoisz godzinę w kolejce żeby oddać walizkę, potem dowiadujesz się że twój samolot ma dwie godziny spóźnienia, jak już do samolotu wszedłeś, to nie ma miejsc przy oknie i przy przejściu też już nie ma. Więc musisz siadać pomiędzy dwoma grubasami które od razu zasypiają i już jesteś uwięziony. Nawet siusiu nie pójdziesz, bo ten przy przejściu tak mocno śpi, że samolot by się rozbił, a on będzie spał dalej. Do jedzenia nie dostaniesz nic, do picia zresztą też. Możesz sobie kupić piwko i bułeczkę. Ale za taką cenę, że w domu za te pieniądze kupiłbyś skrzynkę piwa i schabowego z ziemniaczkami. A stewardessy to chyba biorą te zużyte z lepszych linii. Brzydkie i niezgrabne. Nawet nie warto zapalniczki na podłogę zrzucać. Zresztą kiecki też maja do poniżej kolan. Ktoś może powie "Fachurra to ma biznes w Londynie, więc łatwo mu gadać". Zgadza się. I dlatego Fachurra będzie latał już tylko business class i koniec.
Do naszej wsi dojechałem już po zachodzie słońca. Od przystanku do mojego domu nie jest daleko. Na szczęście nie ma nikogo na ulicy, bo zimno. Nie wiem, jak miałbym spojrzeć sąsiadom w oczy. Przecież wszyscy wiedzą, że Kaśka zrobiła ze mnie rogacza.. Dochodzę do domu i zdrętwiałem.. O k***!! ( W tym miejscu proszę o zwrócenie uwagi, że w całym moim pamiętniku nie użyłem jeszcze tego popularnego słowa ze względu na małe dzieci którym mamusie czytają moje wspomnienia na dobranoc. Ale tym razem musiałem zrobić wyjątek.) Mojego domu NIE MA!! Tam gdzie stała nasza nieotynkowana, z rozbiórkowej cegły i żużlowych pustaków murowana chata, kryta częściowo blachą, a częściowo eternitem (tym co akurat można było w GS-ie za łapówkę dostać), stoi teraz jakaś willa, otoczona żelaznym płotem, oświetlona ze wszystkich stron jak w biały dzień. Tam gdzie stała nasza drewniana stodółka, jest teraz budynek z oknami wystawowymi, a na nim podświetlany napis - Hurtownia Ekskluzywnej Odzieży Męskiej - FaKi sp.z o.o.-, a pod tym jeszcze napisy: Armani, Versace, Gucci, Dior i jeszcze kilka innych. Na podwórzu nowiutkie auto, Dacia Logan z napisami "FaKi" ze wszystkich stron. Na Boga jedynego! Co to wszystko ma znaczyć? Co stało się z moją żoną niewierną? A co z dziećmi mymi? C.d.n.
Fachurra
Posty: 100
Rejestracja: pt gru 04, 2009 9:07 am

Re: OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?

Post autor: Fachurra »

OBÓZ PRACY 94


Przede wszystkim muszę się uzbroić. Więc wyrwałem z płotu Kisielaka dwie sztachety (jedną na rezerwę) i przeskoczyłem przez to nowe ogrodzenie na moje podwórko. Zastanawiałem się, czy po drodze rozbić szyby i reflektory tego zaparkowanego auta, ale doszedłem do wniosku, że na to będzie czas po wyjaśnieniu kwestii domu. Wziąłem kilka głębokich oddechów i walę tą sztachetą w drzwi. I kto mi otwiera? Kaśka! Wystrojona jak urzędniczka z gminy, spódniczka, bluzeczka, żakiecik, a do tego fryzurka nowoczesna.. Niemalże bym własnej baby nie poznał! Ta mi się na szyję rzuca i całuje mnie jak 18 lat temu, kiedy poderwałem ją na weselu kuzyna Antosia. Pewnie ma wyrzuty sumienia. Wchodzę do kuchni, a tam przy stole Kisielak z moimi najstarszymi synami Jarkiem, Wiesiem i Bartusiem, siedzą nad stosami ciuchów i coś nożyczkami wycinają. Już chciałem się wrócić po tą sztachetkę, żeby Kisielakowi żebra przeliczyć, a ten wita się ze mną jakby nigdy nic. Co tu jest grane, do jasnej cholery? Kaśka przyniosła sześć szklanek i dwie butelki gatunkowej. Nalała.. No tośmy się najpierw napili. Moje chłopaki też już wypić umieją. No, w końcu Jaruś ma już 18 lat, a Wiesio i Bartuś też dorastają. Moja krew! Chociaż ciągle się jeszcze zastanawiam, dlaczego Jaruś jest rudy? I zaczęli mi wyjaśniać, co się tu wydarzyło. Najpierw, podczas wiosennej orki na polu za chatą moich rodziców, Kisielak znalazł słoik z dolarami które matula dostała od tych agentów mojego rodzonego ojca. Matuś zakopała je wtedy i potem nie wiedziała już gdzie. A Kisielak znalazł i oddał. Albo taki dobry z niego katolik, albo po prostu głupi jest. Matka moja tych dolarów nie chciała, żeby ojczulo nie zaczął wypytywać skąd, czemu itd. Więc dała je Kaśce, żeby ta coś dzieciom kupiła. A było tych dolarków dużo. Do mnie nie mogła się dodzwonić (byłem tak zapracowany), więc poszła po radę do Stasia Kisielaka. I Stasiek załatwił paru Ukraińców, którzy wyremontowali tanio i w błyskawicznym tempie naszą chałupę. A potem przyjechała ciężarówka z garderobą nieboszczyka Wahlstroma z Norwegii i Kaśka dała ogłoszenie do gazety, że ma do sprzedania zagraniczne ciuchy. Przyjechał jakiś sklepikarz z Warszawy i powiedział, że ma na takie łachy duże zapotrzebowanie. I wtedy Kisielak skontaktował się z chińskimi handlarzami i zamówił u nich ciuchy szyte na wzór tych norweskich. Potem gdzieś załatwił firmowe naszywki i teraz wycinają z tych chińskich koszul, spodni i marynarek, metki z napisem Zuong Lao, albo Hong Peng, a Kaśka wszywa na maszynie naszywki Armani, Boss i Pierre Cardin. Interes zaczyna się dobrze kręcić. A Kisielak jako dobry sąsiad pomaga wieczorami, a nawet i do późnej nocy. Nawet stodołę na sklep przebudował. A ja posądzałem go o uwodzenie mojej Kasieńki! Tak to jest jak się wierzy zawistnym sąsiadom. Wypiliśmy jeszcze kilka flaszek, Kisielak poszedł do domu, a my też do łózia. Teraz mamy sypialnię, jak miastowi, bo dzieciakom zrobili pokoje ze stryszku. I prawdziwą łazienkę też mamy. Tylko dlaczego w tej nowej łazience jest aparat i do połowy zużyty krem do golenia? Przecież Kaśka nie wiedziała, że ja przyjadę..C.d.n.
Fachurra
Posty: 100
Rejestracja: pt gru 04, 2009 9:07 am

Re: OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?

Post autor: Fachurra »

OBÓZ PRACY 95


I znów bezsenna noc. Najpierw Kaśka się mnie uczepiła.Tak jakby chciała mi koniecznie udowodnić, że była przez minione miesiące wierną i wstrzemięźliwą małżonką. A ostatnią godzinę przed zapianiem koguta to główkowałem nad tym aparatem do golenia i kremem w naszej małżeńskiej łazience. Już w pierwszej części nocy sprawdziłem, czy Kaśka się czasem w niektórych miejscach golić nie zaczęła.. Gdzie tam. Taka kudłata i kosmata jak była, taka jest dalej. Chłopaki mają umywalkę na stryszku, więc to wyjaśnienie też odpada. W końcu, po bardzo głębokich przemyśleniach doszedłem do wniosku że taka atrakcyjna to ta moja baba wcale nie jest, żeby o nią być zazdrosnym. A Kisielak dobrze mnie zastępuje na gospodarstwie, więc choćby se tej Kaśki trochę poużywał, to mu się należy. Niech ma. I o dzieciaki też dba, to zły na niego być nie mogę. A jutro po mszy świętej wyjaśnię w gospodzie wszystkim sąsiadom, że Staszek za moim pozwoleniem w interesach Kaśce pomaga, bo ja muszę robić wielkie pieniądze w Anglii i nie mam czasu. Oczywiście nie dam po sobie poznać, że ich przejrzałem, żeby jeszcze nie przyszło im do głowy namawiać mnie na pozostanie w domu. Po Londynie biega tyle chętnych dziewcząt, że musiałbym chyba już całkiem zbzikować, żeby zostać tu z Kaśką, na tej dechami zabitej wsi. W końcu jestem teraz chłopak światowy i nie mogę gnuśnieć wśród prymitywnych i zacofanych plemion wschodniosłowiańskich.
Rano, jeszcze przed kościołem, Kaśka powiedziała że musimy dać bardzo dużo na ofiarę, bo ta córka naszego sołtysa, która pracuje w Anglii jako kierowniczka w jakimś eleganckim hotelu, przyjechała już kilka dni temu i kupiła w mieście nowy dywan do plebanii za 10.000 Złotych! To my musimy im pokazać, ze stać nas na więcej. Cholera, teraz przydałby się ten pamiątkowy świecznik z Norwegii, który sprzedałem w Londynie za grosze. Tu by przecież nikt nie poznał, że to falsyfikat. Tylko skąd ja mam mieć na tą ofiarę? Nasze inwestycje w Anglii pochłonęły przecież wszystkie oszczędności. I znów pomógł Kisielak. Pożyczył nam 12.000. No to możemy przebić tą zarozumiałą sołtysównę. Jak chodzili z tacą, to zrobiłem tak, że niby mi się te banknoty z koperty na podłogę wysypały i wszyscy mogli dokładnie policzyć jaka z nas jest bardzo katolicka rodzina. Zaraz po mszy, przewodnicząca Koła Gospodyń Wiejskich, Hortensja Kopytko zapytała moją Kaśkę czy może zgłosić jej kandydaturę w następnych wyborach na sołtysa. Że to niby ma być emancypacja wiejskich kobiet. Czemu nie. Sołtys niejedno musi podpisać, więc tych 12.000, które daliśmy dziś na ofiarę, szybko się zamortyzuje. C.d.n.
Fachurra
Posty: 100
Rejestracja: pt gru 04, 2009 9:07 am

Re: OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?

Post autor: Fachurra »

Drodzy przyjaciele,

Z uwagi na żałobę narodową, kolejne odcinki mojej opowieści będą publikowane w tym tygodniu wyłącznie na www.fachurra.bloog.pl .

Tatuś Fachurry
wielokropek
Posty: 269
Rejestracja: sob paź 17, 2009 8:48 pm
Lokalizacja: Dziki Zachod

Re: OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?

Post autor: wielokropek »

... a tam nie ma zaloby...?
widac, wybiorcza ta jakas zaloba...



wielokropek
Fachurra
Posty: 100
Rejestracja: pt gru 04, 2009 9:07 am

Re: OBOZ PRACY ..... Co Wy na to ?

Post autor: Fachurra »

0bóz pracy.. 96

To niesamowite, jak bardzo podniosła się pozycja rodziny Fachurrów w społeczności naszej wsi, od czasu kiedy zacząłem pracować za granicą. W gospodzie zaproszono mnie do stołu przy którym zawsze siedzą: sołtys Wojciech Grzebidło; proboszcz Ostrupek; były kierownik Samopomocy Chłopskiej Jan Kobiałko, który teraz jest właścicielem składu materiałów budowlanych; jego brat, były dyrektor PGR-u Mateusz Kobiałko, będący od roku 1990 właścicielem największego w okolicy gospodarstwa rolnego; właściciel tartaku Kusipicki Karol, który do 1990 był pierwszym sekretarzem Podstawowej Organizacji Partyjnej naszego PGR-u, no i porucznik Policji, Józio Wołek, siostrzeniec naszego sołtysa, pracujący w powiatowej komendzie. I z tymi wszystkimi szychami siedzę teraz ja, Fachurra z którym jeszcze pół roku temu nikt z nich nie chciał rozmawiać. Z innych stolików spoglądają ludzie z zazdrością. No tak, teraz należę do gminnej elity, do tych, którzy mają tu coś do powiedzenia. Kusipicki chce za moim pośrednictwem sprzedawać w Anglii tarcicę sosnową, oraz karmniki dla ptaszków i drewniane koryta dla świń, które jego pracownicy zbijają z tartacznych odpadów. Kobiałko chciałby sprzedawać w Anglii kukurydzę i buraki. Mam rozejrzeć się za odbiorcami. A jak im powiedziałem, że prowadzę biznes w sektorze gastronomicznym, to oczywiście sołtys Grzebidło od razu chce mnie zaopatrywać we wszelkie wyroby mięsne, bo ma nadprodukcję w swojej świniarni. Nawet porucznik Wołek, wziął mnie na stronę i poprosił o załatwienie pracy w Anglii dla swojego syna. Potem nasz wielebny proboszcz Ostrupek wstał i wzniósł toast za zdrowie rodziny Fachurrów, a szczególnie za moje. Podziękował oficjalnie za szczodrobliwą ofiarę wniesioną do kościelnej kasy. Akurat jest to najwłaściwszy moment, bo w ubiegłym miesiącu sąsiednia parafia kupiła swojemu duszpasterzowi nowego Forda Mondeo, a przecież nasz proboszcz jeździ już od 5 lat tym samym Oplem Zafira. Teraz trzeba by kupić Jeepa, albo terenowego Mercedesa, bo czasami proboszcz musi jechać w śnieżnej zadymce do wiernych, żeby udzielić im ostatniego namaszczenia i spowiedź odebrać. A oprócz tego, to trzeba tym z sąsiedniej parafii pokazać komu się tu lepiej wiedzie. Święte słowa, ojcze proboszczu, święte słowa..

0bóz pracy.. 97

W poniedziałek wielkanocny, nadszedł smutny czas pożegnania z rodziną. Kaśka płakała, ale jakoś na sucho i wydawało mi się, że tak bardzo smutno to jej wcale nie było. Obiecałem, że będę teraz częściej przyjeżdżał do domu, no i że jak tylko rozkręci się mój interes w Londynie, to i kasę będę wysyłał. Na forsę się ucieszyła, a co do przyjazdów, to powiedziała mi, że nie muszę się spieszyć, bo przecież interesy są ważniejsze i o nie mam przede wszystkim dbać. Taka prawdziwa bizneswoman się z tej mojej Kaśki zrobiła. Kisielak zawiózł mnie na lotnisko tym naszym nowym autem. Ten mi też w oczy jakoś patrzeć nie umie. Więc mu na pożegnanie powiedziałem, jak chłop do chłopa, żeby się nie przejmował, bo ja kiedyś tą jego Marylkę, co mu przed trzema laty uciekła, też w stodole przeleciałem, no to jesteśmy kwit. Ma tylko uważać, żeby ludzie nas na języki nie brali. No i że Jarkowi przydałby się motorower, a reszcie dzieciaków rowery.. Wypiliśmy na lotnisku po trzy piwka i sprawa była załatwiona.

W sumie, to się cieszę na powrót do Londynu. Jak już człowiek liźnie tego wielkiego świata, to chyba by się udusił w jakieś prowincjonalnej dziurze. A poza tym to w moich żyłach płynie jednak miastowa krew tego mojego rodzonego ojca. No właśnie.. Tego tatuśka to też by się przydało znaleźć. Żeby prawidłowo testament spisał.


W samolocie spotkałem jeszcze Bronka Siwczyka z Łapucinowa. Tego, któremu kiedyś na zabawie musiałem przy pomocy popielniczki wytłumaczyć, że kulturalni panowie nie powinni się głupio patrzeć na partnerki innych kulturalnych panów (byłem na tej zabawie z Kaśką). Bronek ma bliznę na czole do tej pory! Ten też pracuje w Londynie. Zmywa nieszczęśnik naczynia we francuskiej restauracji. Pracuje dla agencji, która kasuje za niego ogromne pieniądze, a jemu wypłaca grosze. Musi harować do późnej nocy i nawet w niedziele. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego ludzie dają się tak wykorzystywać i poniżać? Jak się dowiedział, że ja mam własny biznes, to mu o mało gały nie wypadły. Więc z uwagi na starą przyjaźń, zaoferowałem mu pracę u nas, na stanowisku kierownika kuchni. Jak umie zmywać, to będzie umiał i gotować. Wprawdzie chciałem mieć raczej żeński personel, ale jakoś mi się tego Bronka żal zrobiło. A zresztą, jak się nie sprawdzi, to go wywalę i już. Choćby tylko dlatego, że się wtedy na zabawie głupio na Kaśkę gapił.C.d.n.
ODPOWIEDZ