Napisałeś tak, ze kłębi mi się kilka wersji z niewiadomymi w różnych pozycjach.
Ale dobrze, mózgownicą pracuje i scenariuszy mam kilka.
Mnie nigdzie nic nie trzyma tak mocno, by powiedzieć "na zawsze". Jest mi wszystko jedno co będzie , czy czy rozsypią moje prochy nad Alpami , czy nad Tatrami. czy pod płotem czy w rodzinnej kaplicy. Myślę, ze juz po "wszystkim" będzie tak samo, jak przed pojawieniem się na tym padole.
Natomiast rzeczywiście, pomogli nam bardzo "miejscowi emigranci". Oni sami tak się nazywali mimo ze nie zmieniali państwa, a jedynie region językowy. Właściwie mieli takie same rozterki, poza faktem ze nie palili za soba mostów jak my. Dla mnie to był najistotniejszy element emigracji, zatrzaśnięte drzwi, spalone mosty ! I tu masz Refleksie. racje, to była wówczas decyzja życiowa, na zawsze....